Czy uczeń szkoły podstawowej, który umie liczyć jedynie do pięciu na palcach, może wyjaśnić rachunek całkowy, rachunek różniczkowy, macierze czy liczby zespolone?
W energetycznej debacie publicznej często właśnie tak to wygląda.
Widzimy tabelki z udziałem OZE. Widzimy krzywe kaczki. Ekscytujemy się tym, czy w Chinach w zeszłym roku wyprodukowano z węgla o 1% więcej prądu, czy może o 0,5% mniej.
Tyle że system elektroenergetyczny nie jest tabelką ani wykresem.
Wraz z @swiatinzyniera zapraszam na rozmowę, w której zdecydowanie wychodzimy poza dodawanie do pięciu.
Zmiany ostatnich lat - przede wszystkim pojawienie się ogromnych mocy pogodozależnych OZE - diametralnie zmieniły sposób prowadzenia systemu elektroenergetycznego.
Z systemu, który w dużej mierze był przewidywalny i stabilny, przeszliśmy do systemu, który wymaga znacznie intensywniejszego nadzoru i analizy.
Kiedyś analizy bezpieczeństwa wykonywano okresowo. Dziś system musi być przeliczany nawet kilkadziesiąt razy dziennie - i to w kontekście całego europejskiego systemu, ponieważ poszczególne kraje są ze sobą połączone i wzajemnie na siebie oddziałują.
I nie chodzi tutaj o to, jak złośliwi ironizują, że „biedny dyspozytor nie ma czasu wypić kawy”.
Chodzi o coś znacznie poważniejszego.
Nowy system ma więcej elementów, więcej zależności, większą złożoność, większe koszty i - przede wszystkim - nowe ryzyka.
A im bardziej skomplikowany staje się system, tym trudniej dostrzec wszystkie możliwe ścieżki prowadzące do awarii. Margines bezpieczeństwa pracy sieci robi się mniejszy.
Ryzyko, którego nie zauważamy, nie mierzymy i nie analizujemy, nie przestaje istnieć.
W pewnym momencie ktoś zrobi zaskoczoną minę i po prostu nazwie je „czarnym łabędziem”.
https://t.co/rbFEpX8wxU
Pani minister Barbara Nowacka zachęca, żeby uważnie przeczytać rozporządzenie dotyczące żywienia w szkołach. Słusznie. Szkoda, że sama najwyraźniej tego nie zrobiła.
Trzy razy powtarza, że przepisy przewidują smażone mięso dwa razy w tygodniu. To nieprawda.
Rozporządzenie mówi o dwóch porcjach świeżego mięsa oraz, zupełnie osobno, o maksymalnie dwóch potrawach smażonych (jakichkolwiek - niekoniecznie mięsnych). To dwa różne wymogi, które ministra połączyła w jeden nieistniejący przepis.
Potem błędnie definiuje dietę planetarną jako jedzenie produktów lokalnych, krajowych i pochodzących od polskich rolników. Tymczasem dieta planetarna łączy zdrowie człowieka z troską o środowisko oraz zwiększeniem udziału produktów roślinnych.
Co więcej, ten termin występuje w podpisanej przez Barbarę Nowacką podstawie programowej edukacji zdrowotnej. Uczniowie mają poznawać wpływ diety planetarnej na zdrowie człowieka i środowisko naturalne.
Można popierać zdrowsze posiłki w szkołach. Można dyskutować o mięsie, strączkach i organizacji stołówek. Ale minister nie może przekręcać przepisów, atakować krytyków jako „niedouczonych”, a następnie pouczać rodziców, żeby czytali dokumenty.
Pani minister, akty prawne czyta się przed wywiadem, nie po fact-checku.
#walczsercem #edukacja #dieta #zdrowie
Przekazuję zaproszenie na bardzo ciekawe panele podczas najbliższego Forum Ekonomicznego w Karpaczu.
Szczególnie zapraszam na ten z moim udziałem 10 września o 13:30 pt.: "Konsekwencje transformacji klimatyczno-energetycznej -rozkwit czy zagłada Polski, Europy i świata".⬇️