Drodzy Przyjaciele, Siostry i Bracia,
przyjmuję intencje modlitewne na Mszę św., którą będę odprawiał, w najbliższy poniedziałek od godz. 15.oo.
Proszę także zjednoczyć się z ofiarą tej Mszy - choćby jedną 10tką Różańca św., zarówno w intencjach własnych jak i wszystkich pozostałych osób, aby wspólne łaski z Nieba były jeszcze większe i bardziej owocne!
Módlmy się Wszyscy z Determinacją i żywą Wiarą! JEZUS jedynym PANEM i KRÓLEM naszym JEST!
Błogosławię !+
Ks. Marek
Ps. Gdyby poza tym, ktoś chciał, zamówić Msze św., to zapraszam. Proszę pisać w wiadomościach, przez Messanger lub pod adresem: [email protected]
Wyświetl mniej
Donald Tusk na Święto Policji przyszedł z przypinką Koalicji Obywatelskiej.
Karol Nawrocki na Święto Policji przyszedł z przypinką Orła Białego.
Nic więcej nie trzeba dodawać.
To się samo komentuje.
"Gdy 740 dzieci umierało na morzu, a wszystkie państwa świata mówiły „nie”,
jeden człowiek — mający wszelkie powody, by milczeć — powiedział „tak”.
Był rok 1942.
Statek dryfował po Morzu Arabskim jak pływająca trumna.
Na pokładzie znajdowało się 740 polskich dzieci.
Sieroty.
Ocaleni z radzieckich obozów pracy, gdzie ich rodzice zmarli z głodu i zimna.
Uciekli przez Iran, by odkryć coś gorszego niż niewola:
nikt ich nie chciał.
Imperium Brytyjskie — najpotężniejsza siła tamtych czasów —
odmówiło im wstępu do wszystkich portów indyjskiego wybrzeża.
„To nie nasz problem. Płyńcie dalej”.
Dzieciom kończyło się jedzenie.
Leki.
Czas.
Dwunastoletnia Maria trzymała za rękę swojego sześcioletniego brata.
Umierająca matka poprosiła ją o jedno — żeby go chroniła.
Ale jak chronić, gdy cały świat się odwraca?
Wtedy wieść dotarła do niewielkiego pałacu w Gudżaracie.
Maharadża Jam Saheb Digvijaysinhji był drobnym władcą w skali imperium.
Brytyjczycy kontrolowali jego porty, gospodarkę i wojsko.
Miał wszystkie powody, by być posłusznym i milczeć.
Ale gdy usłyszał o 740 dzieciach dryfujących na morzu,
podczas gdy dyplomaci dyskutują nad formularzami —
coś w nim pękło.
— „Ile dzieci?”
— „740, Wasza Wysokość. Ale Brytyjczycy odmówili im wstępu do Indii”.
Maharadża zacisnął szczęki.
— „Brytyjczycy kontrolują moje porty.
Ale nie kontrolują mojego sumienia.
Te dzieci zejdą na ląd w Nawanagarze.
Przygotujcie ich przyjęcie”.
— „Wasza Wysokość, jeśli sprzeciwi się Pan Brytyjczykom—”
— „To się sprzeciwię”.
Wysłał wiadomość na statek:
„Jesteście tu mile widziani”.
Gdy władze brytyjskie zaprotestowały, ten niewielki człowiek z małego księstwa powiedział im wprost:
„Jeśli potężni odmawiają ratowania dzieci,
to ja — słaby — zrobię to, czego wy nie potraficie”.
W sierpniu 1942 roku statek wpłynął do portu Nawanagar.
Dzieci schodziły na ląd jak cienie — wychudzone, chore, z pustym spojrzeniem.
Nie oczekiwały już niczego.
Nie wierzyły w nadzieję.
Maharadża czekał na nabrzeżu.
Ubrany skromnie na biało, uklęknął przed nimi i powiedział przez tłumaczy:
— „Nie jesteście już sierotami.
Jesteście moimi dziećmi.
Jestem waszym Bapu — waszym ojcem”.
Maria poczuła, jak drży ręka jej brata.
Czy po tylu zamkniętych drzwiach to naprawdę możliwe?
To, co zrobił potem, zmieniło wszystko.
Nie zbudował obozu dla uchodźców.
Zbudował dom.
W Balachadi stworzył coś niezwykłego — małą Polskę w Indiach:
polskich nauczycieli,
polską kuchnię,
polskie pieśni w indyjskich ogrodach,
choinki pod tropikalnym niebem.
„Wasze cierpienie próbowało was wymazać — powiedział im. —
Ale wasz język, kultura i tradycje są święte.
Zachowajcie je tutaj”.
Dzieci, którym mówiono, że nie należą nigdzie,
w końcu znalazły dom.
Tomek znów zaczął się śmiać.
Ania zaczęła mówić.
Maria patrzyła, jak jej brat goni pawie w ogrodach pałacu
i przypominała sobie, czym jest spokój.
Maharadża przychodził często.
Uczył się ich imion.
Obchodził urodziny.
Przytulał, gdy płakali za rodzicami, którzy nigdy nie wrócą.
Wzywał lekarzy.
Płacił z własnej kieszeni, by dać im to, czego odmówiły imperia:
godność, dzieciństwo, przyszłość.
Przez cztery lata, gdy świat płonął,
740 dzieci żyło jak jedna rodzina w sercu indyjskiego księcia.
Uczyły się.
Zdrowiały.
Zaczynały marzyć.
Odzyskiwały siebie.
Po wojnie rozjechały się po świecie.
Zostały lekarzami, nauczycielami, inżynierami, dyplomatami, artystami, rodzicami.
I nigdy nie zapomniały.
W Warszawie powstał Plac Dobrego Maharadży.
Szkoły noszą jego imię.
Ale najważniejszy pomnik nie jest z kamienia.
To same dzieci.
Dziś, mając 80–90 lat, wciąż się spotykają
i opowiadają wnukom historię indyjskiego władcy,
który potrafił zobaczyć ponad polityką prostą prawdę:
740 dzieci potrzebowało ojca.
I on nim został.
W 1942 roku, gdy wszystkie wielkie narody powiedziały
„to nie nasza odpowiedzialność”,
jeden człowiek powiedział:
„To są teraz moje dzieci”.
I uratował 740 istnień.
Nie imperia.
Nie armie.
Ale otwarte serce, które odmówiło zamienienia współczucia w kalkulację polityczną.
To nie tylko historia.
To przypomnienie:
gdy potężni zamykają drzwi,
czasem jedno otwarte serce wystarczy, by zmienić świat."
za Kawa z mlekiem
Panie oskarżony @StGawlowski widzę, że proces karny w którym łgał oskarżony o politycznej nagonce i został skazany, na razie nieprawomocnie, na karę pięciu lat pozbawienia wolności za korupcję i plagiat doktoratu nic oskarżonego nie nauczył i podle kłamie pan dalej. Musi więc oskarżony dostać kolejną lekcję.
Wzywam zatem pana do usunięcia kłamliwych wpisów oraz zamieszczenia przeprosin i daję panu czas do jutra, tj. do 21 lipca 2026 r. do godz. 18:00. Przeprosiny mają mieć postać wpisu przypiętego jako pierwszy odpowiednio na: pana profilu @StGawlowski w portalu X i na pańskich profilach @stanislaw.gawlowski @gawlowski.stanislaw w portalu Facebook przez okres 30 dni o następującej treści:
,,Przepraszam Pana Zbigniewa Boguckiego oraz jego małżonkę, za kłamstwa zawarte w moich wpisach z dnia 19.07.2026 r. na portalu X oraz portalu Facebook, gdzie całkowicie bezpodstawnie poinformowałem, że Zbigniew Bogucki poleciał na rodzinną pielgrzymkę do Rzymu specjalnym samolotem - czarterem razem z żoną na koszt Polaków i rozkrada pieniądze ludzi, podczas gdy takie zdarzenia nigdy nie miały miejsca i wszystko co napisałem zostało przeze mnie zmyślone."
Jeżeli Pan nie wycofa się ze swoich kłamstw skierowanych nie tylko przeciwko mnie ale także, co wyjątkowo plugawe, wymierzonych w moją rodzinę, która nie uczestnicy w życiu publicznym i nie usunie pan wpisów oraz nie zamieści przeprosin, niezwłocznie podejmę kroki prawne w celu wniesienia pozwu oraz prywatnego aktu oskarżenia.
I’ve just finished reading Gad Saad’s book Suicidal Empathy.
It ranks, along with Chris Rufo’s America’s Cultural Revolution: How the Radical Left Conquered Everything and Helen Pluckrose and James Lindsay’s Cynical Theories, as the best take-down of the lunacy at the heart of the wokeist philosophy.
For Saad, empathy—in itself a perfectly decent trait—has become so grossly exaggerated that it threatens truth, reality, and justice.
Cases in point abound: so they won’t feel bad about themselves, we’ll allow biological men to compete in women’s sports and crush the dreams of thousands of young women; so as not to undermine the self-esteem of minorities, we will permit unqualified candidates to have positions in universities and the corporate world; so that everyone might feel included, we will characterize the meritocracy as “white privilege,” etc.
As I was making my way through Saad’s book, I kept remarking the sharp distinction between empathy and love.
To empathize is to enter profoundly into the experience of another and to endeavor not to hurt that person’s feelings. But to love is, as Thomas Aquinas taught, “to will the good of the other.”
As I said, in itself and all things being equal, empathy is a good thing. But it is not the same as love, which, depending on circumstances, can very much involve hurting someone’s feelings.
When a professor gives a student a “C” as an honest reflection of his work, he might well be insulting him, but he’s also telling him the truth and perhaps even urging him to try harder.
When, in the Confessional, a priest tells a murderer to turn himself in to the police, he’s undoubtedly making that person’s life more uncomfortable, but he’s also willing the man’s good.
Any decent parent knows that showing real love for her children means engendering all kinds of bad feelings in them.
In light of this distinction, we can understand why Jesus didn’t say, “have empathy for one another,” but rather “love one another.” And why St. John the Evangelist didn’t say, “God is empathy,” but rather “God is love.”
It occurred to me as I was reading Saad’s book that one reason Wokeism has seized the consciousness of so many in the West is that Christianity has faded as a cultural force and Christians themselves have forgotten what stands at the heart of their faith.
„Dalsza praca to osobiste śmiertelne niebezpieczeństwo.”
Tak własnoręcznie zapisał w swoim kalendarzu mój Tata – Michał Falzmann. Kilka dni później już nie żył.
Dziś mija 35 lat od Jego śmierci.
Jako inspektor Najwyższej Izby Kontroli wykrył i ujawnił mechanizm afery FOZZ – określanej mianem „matki wszystkich afer” III Rzeczypospolitej. Za swoją uczciwość, odwagę i bezkompromisowość zapłacił najwyższą cenę.
W swoim kalendarzu zapisał również:
„Władza jest nadal w rękach KGB w Polsce.” “Szans na sukces nie widzę żadnych.”
Po 35 latach wciąż jest więcej pytań niż odpowiedzi. Nie wszystkie okoliczności tamtych wydarzeń zostały wyjaśnione.
Do dziś nie przedstawiono pełnego rozliczenia losów pieniędzy wyprowadzonych i rozkradzionych w aferze FOZZ.
Historia nie kończy się wtedy, gdy odchodzą jej bohaterowie.
Kończy się dopiero wtedy, gdy przestajemy zadawać pytania.
Drodzy Przyjaciele, Siostry i Bracia,
przyjmuję intencje modlitewne na Mszę św., którą będę odprawiał, w najbliższy poniedziałek od godz. 15.oo.
Proszę także zjednoczyć się z ofiarą tej Mszy - choćby jedną 10tką Różańca św., zarówno w intencjach własnych jak i wszystkich pozostałych osób, aby wspólne łaski z Nieba były jeszcze większe i bardziej owocne!
Módlmy się Wszyscy z Determinacją i żywą Wiarą! JEZUS jedynym PANEM i KRÓLEM naszym JEST!
Błogosławię !+
Ks. Marek
Ps. Gdyby poza tym, ktoś chciał, zamówić Msze św., to zapraszam. Proszę pisać w wiadomościach, przez Messanger lub pod adresem: [email protected]
Mój Pan Prezydent RP @NawrockiKn zawetował ustawę o statusie osoby najbliższej. W odpowiedzi rząd @donaldtusk i jego internetowa sekta rzuciły się na niego z nienawistnym atakiem. A ja dzisiaj opowiem Wam z kim projekt ustawy był konsultowany i jaki był on "społeczny". Jedziemy:
"Kazano jej odebrać życie noworodkom.
Ona spojrzała złu prosto w oczy i powiedziała: „Nie”.
Nazywała się Stanisława Leszczyńska.
Była polską położną z Łodzi. Kobietą wiary, sumienia i niezwykłej wewnętrznej siły. Gdy została aresztowana przez nazistów, miała 47 lat.
Jej „wina” była prosta: pomagała żydowskim rodzinom oraz członkom polskiego ruchu oporu.
17 kwietnia 1943 roku Stanisława trafiła do Auschwitz razem ze swoją córką Sylwią. Otrzymała numer obozowy 41335.
Wielu ludzi, którzy przybywali do tego miejsca, nie przeżywało długo.
Ale Stanisława miała umiejętność, której nawet w obozie śmierci potrzebowano. Była doświadczoną położną. Dlatego skierowano ją do baraku, w którym więźniarki rodziły dzieci.
To nie był szpital.
To była ciemność.
Zimno.
Głód.
Strach.
Drewniane prycze.
Kobiety wycieńczone do granic.
Prawie żadnych leków, czystej wody, narzędzi ani ciepła.
I właśnie tam, w miejscu stworzonym po to, by odbierać ludziom godność, Stanisława robiła to, do czego czuła się powołana: pomagała dzieciom przychodzić na świat.
Potem wydano jej rozkaz.
Nowo narodzone dzieci nie miały żyć.
Stanisława miała się podporządkować.
Ale odpowiedziała:
„Jestem położną. Przynoszę życie, nie odbieram go”.
W Auschwitz taka odmowa mogła oznaczać śmierć. Jeden rozkaz, jeden strzał, jedno uderzenie — i wszystko mogło się skończyć.
Ale ona się nie ugięła.
Przez prawie dwa lata przyjmowała porody w warunkach, których trudno sobie wyobrazić. Bez odpowiednich narzędzi. Bez sterylności. Bez bezpieczeństwa. Bez prawa do błędu.
Darła kawałki materiału, by podwiązywać pępowiny.
Używała tej wody, którą udało się znaleźć.
Wspierała kobiety rodzące w głodzie, lęku i całkowitej niepewności.
Szeptała im słowa, które pomagały przetrwać najtrudniejsze chwile.
Gdy matki o to prosiły, potajemnie chrzciła dzieci.
Gdy ogarniał je strach, prosiła, by myślały o czymś pięknym.
O przyszłości.
O dziecku.
O tym, że nawet w najciemniejszym miejscu człowiek nie może pozwolić odebrać sobie nadziei.
Według świadectw Stanisława pomogła przyjść na świat około trzem tysiącom dzieci w Auschwitz.
Większość z nich nie miała szans przeżyć z powodu zimna, głodu, chorób i okrucieństwa obozowej rzeczywistości. Tylko część przetrwała te nieludzkie warunki.
Ale jest fakt, który porusza do głębi:
pod jej opieką żadna matka nie zmarła podczas porodu.
Ani jedna.
W miejscu, gdzie każdego dnia próbowano odebrać życiu wartość, ona walczyła o każdą kobietę. O każdy oddech. O każde dziecko. O każdy ślad człowieczeństwa.
Jedna z ocalałych nazwała ją później swoim aniołem stróżem.
Trudno znaleźć trafniejsze słowa.
Po wyzwoleniu obozu w styczniu 1945 roku Stanisława i jej córka przeżyły i wróciły do Polski. Po wojnie nadal pracowała jako położna. Zostawiła też świadectwo tego, co widziała w Auschwitz, aby świat nigdy nie zapomniał i nikt nie mógł zaprzeczyć prawdzie.
Stanisława Leszczyńska zmarła 11 marca 1974 roku w wieku 77 lat.
Ale jej historia pozostała.
Przypomina nam, że nawet tam, gdzie zło wydaje się bezgraniczne, człowiek wciąż ma wybór.
Można milczeć.
Można się podporządkować.
Można powiedzieć: „Nie miałam wyboru”.
A można, nie mając nic poza własnymi rękami i sumieniem, stanąć po stronie życia.
Stanisława nie miała broni.
Nie miała władzy.
Nie miała ochrony.
Miała jednak serce, które nie zgodziło się na ciemność.
W miejscu stworzonym dla śmierci pomagała rodzić się życiu.
W miejscu, gdzie ludziom próbowano odebrać godność, ona przywracała człowieczeństwo.
Kazano jej złamać własne sumienie.
Ona powiedziała: „Nie”.
Nazywała się Stanisława Leszczyńska.
I jej imię zasługuje na pamięć. 🕯️
#StanisławaLeszczyńska #Historia #Człowieczeństwo #Pamięć #SiłaDucha"
za Kawa z mlekiem
Nadchodzi czas upadku urzędu RPO. W najbliższych miesiącach Ordo Iuris weźmie na siebie ciężar pomocy Polakom, skonfrontowanym z bezprawiem rządzących. Podołamy.
Sylwia Gregorczyk-Abram to zaprzeczenie konstytucyjnej idei ombudsmana – rzecznika zwykłych ludzi wobec potęgi władzy.
Zawsze po stronie władzy i ideologów, gdy ci przejmują bezprawnie rządy. Zawsze przeciwko życiu.
Na zdjęciu z Sejmu widać, że do świty dobrała sobie dr Hannę Machińska - guru nieograniczonej migracji i autorkę tezy o tym, że "migracja zawsze jest naturalna", wspierającą "Grupę Granica".
Wybrano zatem rzecznika nielegalnych migrantów, rzecznika bezprawia Donalda Tuska, rzecznika aborcyjnych rzeźników, rzecznika wielkich potęg przeciwko normalności i bezpieczeństwu naszych rodzin.
Takiego RPO za rok odwołamy. Nie będzie grubej kreski.
+ Michał Tadeusz Falzmann
(ur. 28 X 1953 r. – zm. 18 VII 1991 r.)
Kartka w kalendarzu Falzmanna z 18 lipca 1991 r. jest czysta.
Falzmann miał rozległy zawał, był reanimowany i półprzytomny.
Lekarz reanimujący usłyszał od niego słowa: „liczę dni (za ciężkiej) samotności w tej walce”.
Tego dnia, w czwartek około godziny 15.00 Michał Falzmann zmarł w szpitalu.
Lekarze odmówili przeprowadzenia sekcji...
Pan Michał - mój wielki bohater - jakby wszystko przewidział już w kwietniu...
21 kwietnia 1991 r. Michał Falzmann napisał, że „władza jest nadal w rękach KGB w Polsce”, zaś „dalsza praca [w Najwyższej Izbie Kontroli] to osobiste śmiertelne niebezpieczeństwo. Szans na sukces nie widzę żadnych”.
Nie ma skweru, ulicy, pomnika... Ot cała III RP, ot cała nasza prawica, co zawsze wybiera tylko Polskę, nie pamiętając o takich jak Falzmann...
Był w tej walce i pozostał sam! Jest z Panem Bogiem!
Żyje w sercu Żony i ukochanych Dzieci! Żyje też w nas.
Sylwia Gregorczyk-Abram namaszczona przez Tuska na RPO.
Takiego antypolskiego, wywrotowego CV, nawet Putin by się nie powstydził:
▪️ Założycielka "Wolnych Sądów" czyli rokoszu III RP i obrony postkomunistycznej kasty sędziowskiej przed reformami PiS
▪️ Uczestniczka Grupy "Wejście", która nielegalnie przejęła media publiczne i współpraca z Ewą Wrzosek poprzez kancelarię Clifford Chance
▪️ Zwolenniczka nadrzędności prawa unijnego nad polskim
▪️ Podważanie roli Prezydenta w polskim ustroju prawnym
▪️ Wspieranie różnorodnych środowisk lewicowych, na czele z agresywnym LGBT czy grupami zajmującymi się "obroną" nielegalnych migrantów przed polskimi służbami, zwłaszcza za rządów PiS podczas wojny hybrydowej z Putinem i Łukaszenką na granicy.
▪️ Pełnomocniczka Agnieszki Holland w procesie przeciwko Ziobrze, który nazwał jej antypolski film "Zieloną Granicę" atakujący Wojsko Polskie i Straż Graniczną "nazistowską propagandą".
▪️ Uczestniczyła w nagonce na księdza Stryczka, w sprawie, która została ostatecznie umorzona przez Prokuraturę.
Jeszcze jedno nagranie z przedwczoraj z Wilna, gdzie poloneza tańczyło 207 par maturzystów polskiej narodowości z polskich szkół średnich na Litwie.
Całość widowiska zaczęło grono pedagogiczne....🥰🥰🥰
Odrzucił Hollywood i miliony
dolarów, by pisać muzykę, która
bije w rytmie polskiego serca.
Gdy Ameryka dawała mu sławę, on
wybierał modlitwę na Jasnej Górze.
Nauczył świat słuchać polskiej
duszy.
Światowej sławy kompozytor
i pianista, a przy tym patriota
i katolik, który nie krył się ze swoją
wiarą i poparciem dla L.
Kaczyńskiego.
Jeden z najwybitniejszych
twórców muzyki filmowej.
Współtwórca sonoryzmu.
Kawaler Orderu Orła Białego.
17 VII 1932 przyszedł na świat
WOJCIECH KILAR.