peaqOS now makes robots and machines financially autonomous
Introducing peaqOS Scale, enabling machines to leverage services and capital across Web3 and beyond
The machine market is live, unlocking billions of new consumers:
→ https://t.co/DeR6AB2g8r
A robot on @solana can also earn on @base
A robot on @base can access services on @solana
Just unlocked my Gas ID via ETHGas 🪪
I'm a Legendary Jack with 13.8968 ETH spent on gas since Beacon Chain - now fueling my climb to the Gasless Future and earned 4000 Beans already.
Reveal yours at https://t.co/q9wIl1v2V2
Discovered my Gas ID via ETHGas - turning my gas spend into rewards 🫘
As a Legendary Jack, I've spent 13.8968 ETH on gas but earned 4000 Beans back.
Get your Gas ID and Beans here: https://t.co/q9wIl1v2V2
Od jakiegoś czasu jeżdżę po Korei Południowej.
Dla mnie ten kraj jest interesujący głównie pod jednym względem: najniższej dzietności na świecie, która za cztery pokolenia (okolice 2100) wyzeruje całkowicie ten naród. Zniknie on z powierzchni ziemi.
Jak to obecnie wygląda i czy da się to naprawić?
Zacznę od tego, że Korea Południowa jest gigantycznym blackpillem, szczególnie dla prawackich demografów.
Obowiązkowa służba wojskowa oraz wiszący nad nimi z północy miecz Damoklesa, wytwarzają dość agresywnych, twardych, konserwatywnych mężczyzn. Populacja jest szczupła i zdrowa. Hiperjednorodna.
Mimo to, brak dzieci. Oraz nieprawdopodobna wojna płci.
Dzisiejszy, radykalny feminizm rozwinął się w Korei podobnie jak w wielu innych krajach. Jedno wydarzenie: morderstwo w seulskiej dzielnicy Gangnam na tle płciowym w 2016 roku, dało rozpęd tej ideologii.
Kobiety zaczęły walczyć o "równość", co moim zdaniem jest bardzo zabawne w kraju, w którym mężczyźni są zmuszani do prawie DWULETNIEJ służby wojskowej.
Wyobraźcie sobie, że myślicie, iż lepiej ma płeć, która jest siłą zamykana w koszarach na dwa lata. W najlepszym okresie swojego życia.
18-22 miesiące wyjęte z kalendarza. W warunkach, których wielu młodych mężczyzn nie wytrzymuje, a samobójstwa w armii są tam potężnym problemem.
Jest to istotny okres w życiu młodego mężczyzny, który jest zmuszony przerwać edukację, karierę, lub życie osobiste. Wyobraźcie sobie poziom zesrańska, gdyby to kombietki były gdzieś zamykane siłą na 20 miesięcy.
Ile związków się rozpada, ponieważ młode kobiety nie chcą czekać tyle czasu na powrót "ukochanego"? Lub próbują i delikatnie mówiąc im się to "nie udaje"?
Możemy się tylko domyślać.
No, ale koreańskie feministki uważają, że gorsza od tego jest mityczna luka płacowa, "szklany sufit" przy awansach na wysokie stanowiska i tego typu, znane nam bzdety.
Zawsze myślałem, że najniższa dzietność na świecie wiąże się z jakimiś szczególnymi warunkami w tym kraju. Ale dochodzę do wniosku, że istnieją dwa główne i tysiąc mniejszych powodów.
Pierwszy główny to fakt, iż wojna płci znajduje się tam na bardziej zaawansowanym etapie, niż u nas.
Ale spokojna czaszka, my również dojdziemy do tego miejsca.
Zaskoczyło mnie to, jak silny jest antyfeminizm w Korei. Prawdopodobnie wynika to właśnie z postawy mężczyzn, którzy są twardzi i agresywni, a więc tworzone przez nich ruchy również takie są.
Można powiedzieć, że dzisiejsza koreańska polityka to dosłownie incele kontra feminazistki.
Prawicowi politycy obiecują w kampaniach wyborczych zwiększenie kar za fałszywe oskarżenia o gwałt i walkę z feminizmem, a lewicowi politycy zapowiadają zwalczanie mizoginii i przemocy wobec kobiet.
I tak się tam kręci to gówno w pralce Samsunga. Dwa światy, których nie da się połączyć.
Natomiast moje osobiste obserwacje mnie przerażają. NIGDY nie widziałem tak bezcelowego, nihilistycznego, konsumpcyjnego społeczeństwa, jak koreańskie.
Szczególnie zszokował mnie poziom konsumpcjonizmu. Nigdzie czegoś takiego nie widziałem, a w paru krajach już byłem.
Spacerowałem dziś po ekskluzywnej dzielnicy Gangnam i to jest nieprawdopodobne. Ilość i wielkość galerii handlowych, które są de facto podziemnymi, rozległymi miastami.
Dosłownie mają tam dwukierunkowe ulice dla pieszych. Z przerywanymi liniami na środku!
LOL.
Młodzi Koreańczycy/Koreanki to biologiczne drony.
Wpatrzone w smartfona niemal przez cały czas, w którym akurat nie śpią. Chodzą po ulicy z wyciągniętą łapą, gapiąc się w ekran. Jedzą w restauracjach, patrząc w ekran. Jadą metrem, patrząc się w ekran.
Dla mnie to coś na pograniczu cyberpunkowej dystopii.
Totalnie bezcelowa egzystencja. Pokolenie, które nie rozwija się pod żadnym względem, który ma jakąś wartość.
Pod koniec wieczoru poszedłem do świątyni buddyjskiej, usiadłem, poobserwowałem otoczenie i naszła mnie refleksja.
Społeczeństwa "zachodnie" (do których zaliczam Koreę) nie rozmnażają się, upadają, ponieważ przestały wytwarzać kulturę.
To, co dziś mamy, jest globalną antykulturą, kaleczącą ludzką duszę.
Świątynia, w której byłem, została zbudowana ponad 1200 lat temu. Była zachwycająca!
Posiadała własną "osobowość" oraz unikalny charakter, właściwy dla tego regionu świata. Patrzysz na nią i masz świadomość, że to nie mogło powstać w Nowym Jorku lub w Żyrardowie.
(W przeciwieństwie do galerii handlowych, które wszędzie są takie same)
Wystarczy krótkie spojrzenie i człowiek wie, że tę świątynie postawili ludzie, którzy wierzyli w coś większego od siebie i czymś się w życiu kierowali. Którzy swoją wiarę oraz człowieczeństwo przelali na tę piękną konstrukcję.
To widok, który koił dziś moją duszę.
W środku była garstka modlących się ludzi. Bo dziś w Korei nie chodzi się do świątyń, tylko do galerii handlowych. To tam spędza się połowę dnia i w ogóle znaczną część swojego życia. Na konsumpcji oraz na pustej rozrywce.
Zresztą nie tylko w galeriach.
Jeśli człowiek spędza w tych pozbawionych osobowości miejscach tyle czasu, to nie ma zmiłuj - ucierpi również jego dusza, jego człowieczeństwo.
A jak człowiek nie rozwinął się duchowo, zatracił swoje człowieczeństwo, nie tworzy wartościowej wspólnoty, to nie powoła na ten świat tego, co ma największą wartość. Czyli drugiego człowieka.
Za parę dni jadę do Busan i przejdę się tam na dyskotekę, więc jest szansa na bardziej wnikliwą (hehe) analizę podejścia Koreanek do mężczyzn i świata.
Być może podzielę się wrażeniami.
I pamiętajcie:
페미니즘 엿먹어