🇪🇸 Ceuta. Hiszpańska policja ogłosiła, że będzie przenosić nowo przybyłych Afrykańczyków do nowego ośrodka dla imigrantów.
Z plaż i ulic Ceuty nagle wyszły tysiące nielegalnych afrykańskich imigrantów. Tysiące Afrykańczyków, którzy rzekomo już wrócili do Maroka.
Afrykańczycy będą mogli teraz złożyć wniosek o azyl.
Następny przystanek: Europa.
Tymczasem służby medyczne mówią o epidemii gwałtów w Ceucie‼️ Liczne zbiorowe gwałty na dziewczynkach w wieku 10 do 14 lat. Gwałceni są także mali chłopcy.
Lekarze mówią, że nigdy nie widzieli takiego okrucieństwa w przestępstwach seksualnych. Wiele zgwałconych dzieci leży w szpitalach.
#MasowaMigracja #migration
Gangusy za Wałęsy:
Andrzej Zieliński ps. „Słowik” - boss mafii pruszkowskiej ułaskawiony w październiku 1993 (wyrok z 1987 za rozboje i kradzieże). Sam „Słowik” napisał później w książce, że „się wykupił” domniemaną łapówką 150 tys. USD dla urzędników Kancelarii Prezydenta.
Zdzisław Najmrodzki ps. „Saszłyk” - legendarny złodziej samochodów, ponad 20 ucieczek z rąk milicji. Ułaskawiony w listopadzie 1994, kara skrócona o ponad 9 lat, oficjalnie jako osoba „zresocjalizowana”.
Oraz czterej inni:
Zbigniew K. ps. „Ali” - jeden z szefów gangu pruszkowskiego, Janusz S. ps. „Dzik”z Pruszkowa, Jerzy Maliszewski (“król kasiarzy”) i Jerzy N. („król włamywaczy”).
Za Kwaśniewskiego nie tylko gangusy, ale i politycy z jego opcji:
Peter Vogel (Piotr Filipczyński), tzw. „kasjer lewicy” skazany w PRL na 25 lat za brutalne zabójstwo, potem bankier w Szwajcarii zarządzający kontami polityków lewicy. Ułaskawiony w lipcu 1999 mimo negatywnej opinii prokuratora badającego wniosek.
Zbigniew Sobotka, były wiceminister spraw wewnętrznych, skazany na 3,5 roku w tzw. aferze starachowickiej (ostrzegł polityków SLD przed akcją CBŚ ws. lokalnej mafii). Ułaskawiony w grudniu 2005, tuż przed końcem kadencji, kara skrócona do roku w zawieszeniu.
Bohaterowie postępowej Polski. Poproszono mnie o wypisanie paru przykładów silnie promowanych w lewicowych mediach postaci, mających związek z II Wojną Światową. Zapraszam na nitkę. Na początek leci mój ulubieniec, którego mit osobiście uśmierciłem - August Agbola O'Browne. 1/
Kamala bought a home in Point Dume
> 80% white, 0.5% black
Obama lives in Martha's Vineyard
> 89% white, 3% black
Biden lives in Rehoboth Beach
> 95% white, 0.1% black
Newsom lives in Fair Oaks
> 74% white, 2% black
Preach diversity, then escape from it
Minęło zaledwie kilka tygodni, od kiedy lewicowy hiszpański rząd zalegalizował pobyt kilkuset tysięcy nielegalnych imigrantów. Skutek jest oczywisty i przewidywalny: z Afryki ruszyła kolejna fala chętnych do skorzystania z tego przywileju. W zaledwie jedną dobę hiszpańską granicę przekroczyło nielegalnie prawie 50 tysięcy (!!!) imigrantów.
Za lewicowe eksperymenty zapłacą teraz swoim bezpieczeństwem mieszkańcy Hiszpanii i niestety także mieszkańcy całej strefy Schengen.
Absolutne minimum tego, co powinien teraz zrobić rząd Donalda Tuska, to jednoznaczne odrzucenie unijnego mechanizmu relokacji. Nie ma takiej możliwości, żeby ci ochoczo przyjmowani przez hiszpańską lewicę afrykańscy imigranci byli w przyszłości relokowani do Polski, albo żeby Polska płaciła Hiszpanii na ich utrzymanie.
Dosyć mydlenia oczu, że "przecież jesteśmy zwolnieni z mechanizmu relokacji". Tak, jesteśmy - do końca tego roku. A powinniśmy być wyłączeni w całości i bez żadnych terminów.
❗️ 61-letnia pani Grażyna zmarła w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim. Dosłownie pękło jej serce. Przez ponad pięć godzin nie rozpoznano u niej ostrego zawału serca, choć ten był widoczny już w pierwszych badaniach. Lekarzem, który przyjął kobietę na SOR-ze, był Dawid Kacprzyk.
1️⃣ 14 maja 2026 r. po godz. 9 pani Grażyna źle się poczuła – ciśnienie 220/147 i silny ból w klatce piersiowej. Przypadkowo była na przystanku autobusowym tuż obok Szpitala Bródnowskiego.
2️⃣ O 10:30 do szpitala oddalonego o niecałe 200 metrów kobietę przywiozła karetka. Na szpitalnym oddziale ratunkowym przyznano jej „żółty” kolor w triażu (trzeci z pięciu). Na EKG wykonanym o godz. 11:10 widoczne są duże odstępstwa od normy sugerujące wystąpienie zawału.
3️⃣ Przyjmujący na SOR-ze lekarz Dawid Kacprzyk nie dostrzegł zawału, podobnie jak dwaj inni lekarze SOR-u. Kacprzyk zlecił m. in. nieistotną w tym wypadku medycznie tomografię komputerową bez kontrastu.
4️⃣ Niezależnie od EKG poziom troponiny – wskaźnik istotny w diagnostyce sercowej – sugerował zawał. Norma jest do 16 jednostek. U pani Grażyny pierwszy pomiar wyniósł 94. Drugi – już ponad 2200.
5️⃣ Ostry zawał serca do godz. 15 był „leczony” paracetamolem. Po godz. 15 stan pacjentki drastycznie się pogorszył. Kobieta zmarła o godz. 16:50, krótko po przekazaniu jej na oddział kardiologii.
6️⃣ Dysponujemy dokumentacją medyczną pani Grażyny. Pokazaliśmy ją dwóm lekarzom: kardiologowi i specjaliście medycyny ratunkowej. Obaj stwierdzili, że personel medyczny na SOR-ze przegapił ostry zawał.
7️⃣ Kardiolog ze Szpitala Bródnowskiego w karcie informacyjnej wpisała, że przyczyną zgonu był ostry zawał serca. I podała, że do zawału doszło ok. siedmiu godzin przed śmiercią, czyli przed godz. 10 rano.
8️⃣ Najbliższa rodzina kobiety poinformowała o sprawie prokuraturę, wskazując z imienia i nazwiska Dawida Kacprzyka. Śledczy od połowy lipca prowadzą postępowanie w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci.
9️⃣ Joanna Łukomska, siostra cioteczna zmarłej pacjentki: – Życia Grażynki nic nie wróci, ale chcę wierzyć, że może nasza rodzinna tragedia uratuje życie komuś innemu. Może spowoduje przyjrzenie się standardom, procedurom?
Tekst Filipa Baczkury, @JakubStyczynski i mój.
Wiele osób już wie, kim był Stepan Bandera. Mało jednak osób zdaje sobie sprawę, jaki prywatnie był lider ukraińskich nacjonalistów.
Przebywając na emigracji w Monachium po zakończeniu wojny, Bandera podszywał się pod Polaka nazwiskiem Stefan Popel. Marną miał przykrywkę, bowiem swoim dzieciom nie pozwalał bawić się z dziećmi polskimi, rosyjskimi, czy żydowskimi. Miał ogromne kompleksy z powodu zakoli, niskiego wzrostu i nieproporcjonalnie długich rąk. Wielokrotnie zdradzał swoją żonę Jarosławę, nawet z opiekunką własnych dzieci. Jarosławę zresztą bił i kopał, nawet gdy była w ciąży. Została z nim głównie dlatego, że ją zastraszał. Znany był z wrzeszczenia na rodzinę nawet publicznie. Inni działacze ukraińscy wspominali, że rzadko odwiedzali mieszkanie Banderów w innych sprawach, niż służbowe, bo tak ciężka atmosfera tam panowała.
Bandera nigdzie i nigdy nie pracował. Utrzymywał się ze składek członków OUN, darowizn i prezentów od amerykańskiego i brytyjskiego wywiadu. Do 1945 roku zaś utrzymywała go niemiecka Abwehra.
Miał manię wielkości. Uważał siebie za jedynego i absolutnego lidera sprawy ukraińskiej. Do tego stopnia, że gdy inni działacze ukraińscy - w tym melnykowcy - w 1944 roku powołali do życia Ukraińską Główną Radę Wyzwoleńczą (UHWR), to Bandera się przeciwko niej zbuntował. Nie przyjmował do wiadomości „demokratyzacji”, odejścia od faszyzmu i kultu jednostki. Powołał konkurencyjny organ zwany Zagraniczne Formacje OUN (Zakordionni Cziastyny OUN). Ponieważ głosił jedynowładztwo, nawet i w tej organizacji doszło do rozłamu i spora część działaczy go opuściła.
Stojąc na czele ZCz OUN, Bandera forsował jedynowładztwo i prowadził wojnę domową za granicą. Jego cyngle porywali konkurencyjnych działaczy ukraińskich. Przetrzymywali ich w tajnym areszcie w Monachium, gdzie znajdowało się również krematorium. Szacuje się, że z rąk siepaczy Bandery zginęło już po wojnie ok. 100 działaczy ukraińskich, mających czelność mieć inne zdanie od lidera.
Bandera podtrzymywał też sztucznie wojnę UPA na Ukrainie. Przekonywał Brytyjczyków i Amerykanów do wspierania UPA, twierdząc, że dysponuje ona wielką siłą podziemnej armii. W rzeczywistości UPA była na wyniszczeniu (w 1952 roku liczyła 252 bojowników), a każdy miesiąc walki przynosił tysiące ofiar ukraińskich. Nie dopuszczał myśli, by UPA miałaby przerwać walkę.
W swym zaślepieniu planował nawet użycie bomby atomowej na Ukrainie w przewidywanej III wojnie światowej, jeśli tylko mógłby wrócić dzięki temu do władzy.
...cóż.
Nagrodę Nobla z matematyki otrzyma osoba, która z dokładnością do miliarda oszacuje, ile pieniedzy wycieka z budżetu z racji na różne gowno-dotacje, przetargi, granty, nagrody, zlecenia, konkursy itd.
- Wycieńczeni wieloletnią wojną i zmuszeni przez Ententę zawieramy pokój z bolszewikami. Petlury na Ukrainie nikt nie chce, każdym nim gardzi. Pięć razy więcej Ukraińców walczy po stronie Lenina, niż Piłsudskiego. Mamy się wstydzić, że nie wywalczyliśmy Ukrainie niepodległości.
- Litwini w sojuszu z bolszewikami atakują nas i odbierają Wilno. Okupują też Suwałki i Augustów. Mamy się wstydzić, że je odzyskaliśmy.
- Wilno i Lwów byly polskimi miastami. Mamy się za to wstydzić.
- Czesi napadają nas i odbierają polskie Zaolzie, gdy walczymy z bolszewikam. Popełniają zbrodnie wojenne. Przez 20 lat prześladują Polaków i zwalczają zaolziańską polskość. Mamy się wstydzić, że je odzyskaliśmy.
- Czesi przez 20 lat nazywają nas „państwem sezonowym”, wspierają ukraiński terroryzm, grają rozbiór Polski na spółkę z ZSRR. Mamy się wstydzić, że nie chcieliśmy z nimi sojuszu (oni tym bardziej nie chcieli).
- Ukraińcy dostają bezpieczne życie w Polsce zamiast u Sowietów. Mogą pielęgnować swój język, tradycje, zwyczaje. U Sowietów za to czeka ich łagier. Mamy się wstydzić.
- Próbujemy się porozumieć z Ukraińcami. W odpowiedzi dostajemy zamachy, bomby, morderstwa ze strony ukraińskich nacjonalistów na żołdzie niemieckiej Abwehry. Mamy się wstydzić, że nie ulegamy.
- Na fali zamachów i aktów terroru robimy akcję pacyfikacji Małopolski Wschodniej w 1930 roku. Nikt nie ginie. Znajdujemy kupę broni. Mamy się wstydzić.
- Hołodomor u Sowietów. Polska nie zapobiegła. Mamy się wstydzić.
- Piłsudski to morderca. Wstyd.
- Żeligowski to morderca. Wstyd
- Burzymy na Chełmszczyźnie 91 cerkwi. Zbędnych, pustych, na ukradzionych ziemiach unickich lub katolickich, które stawiali Rosjanie dla swoich wojsk i jako symbol władzy. Są w większości nieużywane. Mamy się wstydzić.
- Sprawną akcją dyplomatyczno - wojskową udaje nam się zmienić wrogi rząd na Litwie i znormalizować stosunki. Wstydzimy się. Litwa za 15 lat dywersji, szmuglu i destabilizacji Polski nie musi się wstydzić.
- Mimo potwornych zniszczeń wojennych, grabieży przez dawnych zaborców, okupacji, z terenów trzech państw tworzymy własne. Ustanawiamy własne szkolnictwo, walutę, tworzymy armię, budujemy nowoczesny port, rozwijamy kolej. W kilkanaście lat pokoju. Mamy się wstydzić, bo ludność nie żyje na poziomie z roku 2026.
- Do 1939 podejmujemy ogromny wysiłek zbrojeniowy i dyplomatyczny próbując obronić niepodległość. Mamy się wstydzić, że nie daliśmy rady w walce z krajem, który na zbrojenia wydawał dziesięć razy więcej, niż wynosił nasz budżet. O drugim agresorze ze wschodu nie wspominając.
- 100 000 małorolnych chłopów, kobiet, dzieci na Wołyniu zostaje zarżniętych gorzej niż zwierzęta za pomocą siekier, wideł i noży. Mamy się wstydzić, że o nich się upominamy.
- Rok po rozpoczęciu Rzezi Wołyńskiej nasza Armia Krajowa decyzjami dowódców mści się w ograniczonej skali na ukraińskich rezunach. Wstydzimy się.
- 6 milionów polskich obywateli ginie w wojnie wywołanej przez Niemcy. Mamy się wstydzić, że chcemy reparacji za ludzi i zniszczony i ukradziony majątek.
- Wyklęci. Wiadomo, mordowali i grabili biednych chłopów, wszczynali wojnę domową i mieli czelność walczyć z sowieckimi wyzwolicielami. Wstydzimy się.
Z czego możemy być dumni?
No chyba tylko z chłopców z Armii Ludowej, PPR i „ludowego” Wojska Polskiego. Za nich jakoś nigdy nie trzeba się wstydzić. Oni mogli wszystko: mordować, palić, kolaborować, kraść. Nigdy nikt nie każe się za nich wstydzić.
Za: @Pawel_reko, modyfikacja przeze mnie.
W Polsce od dawna obowiązują dwa kodeksy moralnego wzmożenia. Pierwszy działa błyskawicznie: syreny wyją, eksperci pędzą do studiów telewizyjnych, politycy publikują pełne patosu wpisy, a tzw. autorytety ogłaszają kolejną bitwę dobra ze złem. Drugi kodeks jest znacznie bardziej powściągliwy. Czasem potrzebuje kilku dni na reakcję, a czasem najwyraźniej zapada w głęboki sen. Wszystko zależy od tego, kto jest ofiarą i komu przypadła rola sprawcy.
Gdy opinię publiczną obiegła informacja o agresywnym zachowaniu kierowcy autobusu wobec ukraińskich nastolatek, machina ruszyła natychmiast. Posypały się oskarżenia o ksenofobię, apele o solidarność i uroczyste deklaracje, że w cywilizowanym państwie nie ma miejsca na nienawiść. Internet rozgrzał się do czerwoności, a kolejni strażnicy cnót tłumaczyli społeczeństwu, jak należy reagować na zło.
Kiedy kilka dni temu policja zatrzymała trzech obywateli Ukrainy podejrzanych o skatowanie 36-letniego mieszkańca Bytowa, który w wyniku obrażeń zmarł w szpitalu ci sami ludzie nagle odkryli zalety powściągliwości. Alarmujących debat zabrakło, emocjonalne komentarze gdzieś się ulotniły, a informacje z Bytowa rzadko przebijały się do przestrzeni publicznej. Ciszę przerwał właściwie tylko ambasador Ukrainy Wasyl Bodnar, przepraszając za zachowanie swoich rodaków.
Okazało się, że współczucie i oburzenie zależą od paszportu sprawcy. Bo jeśli jedne tragedie uruchamiają medialną lawinę, a inne przechodzą niemal bez echa, to trudno oprzeć się wrażeniu, że nie chodzi wyłącznie o obronę elementarnych zasad. Zanim wolno się oburzyć, trzeba jeszcze sprawdzić, czy przypadkiem poprawność polityczna nie zostanie wprawiona w polityczny dyskomfort.