Facet wraca po 13 godzinach roboty… jego dom jest zajęty przez całą rodzinę. Przyjeżdża policja i mówi mu: « To już nie twój dom, to ich dom. Dotkniesz kraty = trafisz na dołek. » Efekt: właściciel zostaje skuty w kajdankach, podczas gdy okupanci spokojnie siedzą w środku. A do tego musi płacić za wodę, prąd… i nawet za pieluchy dla dziecka najeźdźców!
To jest Europa lewicy: pracownik jest kryminalizowany, złodziej jest chroniony. To dzieje się w Hiszpanii dzisiaj.
Udostępniajcie masowo. Lajk + RT, żeby wszyscy to zobaczyli. Hiszpanie, którzy harują, mają dość bycia rogaczami w tej historii!
Potrójna zdrada. Maski opadły całkowicie!
Koalicja rządząca wyrzuciła obywatelski projekt #StopPakt do kosza już w pierwszym czytaniu. To, co wydarzyło się w Sejmie, trzeba nazwać po imieniu: to potrójna zdrada Polaków!
❌ 1. Zdrada naszego bezpieczeństwa!
Podczas gdy na Zachodzie Europy widzimy wzrost przestępczości, bezradność służb, napięcia społeczne i gigantyczne obciążenia socjalne, Tusk w Polsce wyrzuca do śmieci projekt, który miał nas przed tym scenariuszem uchronić.
❌ 2. Zdrada elementarnych zasad demokracji!
Donald Tusk i jego ludzie nie okazali ani krztyny szacunku dla pracy setek wolontariuszy i głosu ponad 170 000 obywateli, którzy podpisali się pod projektem. Nie chcieli go nawet skierować do dalszych prac w komisji. Mieli ten głos po prostu w nosie!
❌ 3. Zdrada własnych deklaracji!
Tym głosowaniem udowodnili, że cała ich medialna retoryka o rzekomym „sprzeciwie wobec przymusowej relokacji” migrantów z Zachodu to wierutne kłamstwo. Ich celem jest uległość wobec dyktatu Brukseli i wdrażanie lewicowej inżynierii społecznej. Są środowiskiem jawnie proimigranckim.
Jestem pewien, że ten bezczelny gest pogardy wobec obywateli otworzy oczy tysiącom Polaków i stanie się gwoździem do politycznej trumny tej ekipy.
Strefa Schengen wymaga gruntownej reformy.
A jeżeli do niej nie dojdzie należy poważnie rozważyć wyjście z niej Polski.
Bo komfort podróży jest ważny, ale bezpieczeństwo o wiele ważniejsze. A już jeden "turysta" z Hiszpanii dokonał w Toruniu morderstwa młodej Polki.
PiS to wprowadzał, a Platforma, SLD i PSL z całego serca wspierały. Do dzisiaj w Polsce nawet nie rozpoczęto dyskusji na temat tego nieprawdopodobnego przekrętu jakim była "pandemia" COVID-19.
Robi się jeszcze lepiej. Nie chcieli nas w koalicji antybalistycznej, nie chcą przekazać swoich technologi dronowej oraz wiedzy z pola walki ale za to będą sobie manewry robić na naszej ziemi 😂
W interesie Ukrainy jest by wciągnąć Polskę do wojny.
Met dank aan Diana Wiel. 👇 Alles over Ursula von der Leyen en haar voorvaderen. Dat is niet mis.
Ursula von der Leyen, een leven in weelde, van adel en vol zelfingenomenheid. Bevoorrechte afstammeling van 'voormalige' nazi's... EU-voorzitter Ursula von der Leyen, geboren Albrecht. Dochter van Ernst Albrecht. Kleindochter van Carl Albrecht. Opa Carl was een prominent nazi, arts en collega van Joseph Mengele en psycholoog en collega van Joseph Goebbels. Hij maakte deel uit van de delegatie met Ribbentrop die het Molotov-Ribbentrop-pact, ook wel bekend als het Hitler-Stalinpact, ondertekende. Geen onbelangrijke speler in het Derde Rijk. Vader Ernst was een Duitse provinciepresident die talloze nazi's, die voorheen ongeschikt waren vanwege hun lage moraal, ethiek en misdaden tegen de menselijkheid, rehabiliteerde om vanaf eind jaren zeventig in de West-Duitse regering te dienen, waaronder een aantal zeer gemene en verachtelijke figuren.
https://t.co/TGNZIuyfus
Het is belangrijk om te weten dat Carl en Ernst fervente aanhangers waren van eugenetica, het idee van een superieur ras... en dat geldt ook voor Ursula. Ze geloven letterlijk dat ze het goddelijke recht hebben om over andere mensen te heersen op basis van hun bloedlijn. Of je het nu gelooft of niet, zij geloven het. En wetende dat dit de bloedlijn en het fundamentele geloofssysteem van Ursula von der Leyen is, verbaast het dan iemand dat ze als nazi regeert, in de overtuiging dat ze van het 'superieure ras' is dat over onderdanen, 'lagere' rassen, heerst?
Zelfs de Duitse tiran Friedrich Merz, kanselier, komt uit een vergelijkbare familieachtergrond, volbloed nazi's. Zijn ouders en grootouders maakten deel uit van Hitlers Bruinhemden, die tegenstanders van Hitlers regime terroriseerden toen hij zijn macht consolideerde. Stormtroepen, stoottroepen die iedereen die zich tegen hen verzette oppakten en vermoordden of gevangenzetten.
https://t.co/60swbBk0W5
En het punt is, ze kunnen niet beweren dat ze niet hun ouders zijn en niet schuldig zijn aan hun zonden. Dat zou enige waarde hebben als ze niet zo ver waren gekomen dankzij hun ouders, de privileges die hun ouders hadden, en als ze niet hetzelfde fundamentele geloofssysteem deelden dat hun genen, hun genetica, oftewel eugenetica, hen tot geboren leiders maakt.
Ze kunnen hun privileges en status die hun 'genen' hen hebben gegeven niet claimen zonder de last en minachting die daarmee gepaard gaan. Als fervente voorstanders van eugenetica weten ze dit ongetwijfeld, dat dezelfde arrogantie en misdaden tegen de menselijkheid die de arrogantie van hun ouders teweegbracht, inherent in hen aanwezig zijn.
Meer interessante weetjes over Ursula en haar vader, Ernst.
https://t.co/2TosrYX0jN
Ursula von der Leyens nazi-grootvader werkte voor het Ministerie van Buitenlandse Zaken onder Adolf Hitler en regelde de economische aspecten van het Molotov-Ribbentrop-pact in 1939.
Nu heeft haar man de onmenselijkheid geërfd die gepaard gaat met zijn privileges. Heiko von der Leyen, Ursula's echtgenoot, is arts en wetenschappelijk directeur van het Amerikaanse biotechnologiebedrijf Orgenesis, dat gespecialiseerd is in cel- en gentherapieën en een koploper is in de ontwikkeling van RNA-COVID-19-vaccins.
https://t.co/EacIlVU0Re
De familie Von der Leyen runde ook een euthanasieprogramma genaamd het Instituut voor Tyfus- en Virusonderzoek. Euthanasie is een favoriete manier van eugenetici om nutteloze eters uit de genenpool te verwijderen.
Nazi's zitten diep in de ideeën en het bloed van Ursula von der Leyen, in haar genen...
Diana Wiel
Uwaga! UE kolanem i na chama przepycha uderzenie w naszą prywatność!
Sprawa jest bardzo ważna, choć dość skomplikowana, ale mimo to zachęcam do przeczytania i podawania dalej!
1. Unia wbrew stanowisku Parlamentu Europejskiego sprzed zaledwie kilku miesięcy chce na chama włączyć ponownie Chat Control, czyli bardzo groźną automatyczną (opartą na SI) cenzurę prywatnych wiadomości, nawet szyfrowanych end-to-end. Chat Control zostało zaprojektowane pod pretekstem zapobiegania przesyłaniu materiałów CSAM, czyli krzywdzących dzieci. To dęty pretekst (jutro więcej na ten temat w większym tekście).
2. Mówiąc w skrócie i uproszczeniu: Roberta Metsola jako przewodnicząca PE wraz z Radą UE, gdzie większość mają kraje domagające się Chat Control, chce wobec odrzucenia wersji 2. regulacji (stałej) na rympał uruchomić ponownie 1. wersję Chat Control, która wygasła (teoretycznie "dobrowolną" ze strony firm technologicznych, w praktyce równie "dobrowolną" co "dobrowolne" praktyki cenzorskie wymuszane przez UE w ramach przygotowań do DSA), wrzucając ją na ostatnią chwilę przed wakacjami. Za tym mechanizmem cenzorskim stoją przede wszystkim Niemcy.
3. Dzisiaj PE niewielką większością 331 do 304 głosów otworzył proceduralną drogę do głosowania już w czwartek, w którym brak sprzeciwu większością kwalifikowaną (361 głosów) będzie oznaczał ponowne włączenie Chat Control 1!
4. Mimo oficjalnego sprzeciwu Polski wobec każdej wersji Chat Control, w dzisiejszym głosowaniu na "tak" głosowali wszyscy przedstawiciele koalicji rządzącej, należący do grupy Europejskiej Partii Ludowej. Czyli, mówiąc w skrócie, wszyscy byli za cenzurą i wdarciem się w naszą prywatność. Tak samo głosowała polska lewica.
Należałoby zapytać https://t.co/bqlkg7L119. @krzysztofbrejza, @Arlukowicz, @Gasiuk_Pihowicz czy @WcisloMarta123, dlaczego zagłosowali faktycznie wbrew stanowisku polskiego rządu, czyli w teorii ich własnej partii.
Mało tego, za opowiedziała się również większa część europosłów PiS, którzy najwyraźniej w kwestii cenzury stoją po tej samej stronie co obecna władza. I ci powinni się tłumaczyć gęsto: @AdamBielan, @jbrudzinski, @MMGosiewska, @PatrykJaki, @Kaminski_M_, Maląg, @Bogdan_Rzonca, @j_wisniewska, @AnnaZalewskaMEP, Złotowski.
5. Przeciwko była delegacja PiS, Konfederacji, pan Braun, a także, co ciekawe, należący do liberalnego Renew pan Kobosko.
Strona Fight Chat Control pokazuje aktualną sytuację.
Najpełniejszy opis sytuacji jest na stronie Patricka Breyera, byłego europosła, adwokata prawa prywatności.
Tutaj link do pliku z imiennym wykazem głosowań z dzisiaj - głosowanie w sprawie procedury reaktywacji Chat Control jest pierwsze: https://t.co/rSrcSUnxq5
https://t.co/WtRZmBoqI5
https://t.co/CW5923WsBz
https://t.co/PnelkMHZOZ
Władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie -
- pasuje jak ulał do układu władzy w Stolicy Polski.
Dlatego właśnie przygotowujemy SOR: Stołeczną Operację Referendalną. Warszawa zasługuje na gospodarza, który tak naprawdę interesuje się losami tego miasta.
UKRAIŃCY OFICJALNIE GROŻĄ POLAKOM‼️
Ukraiński sierżant Jurij Sirotiuk z batalionu systemów bezzałogowych 5. Oddzielnej Brygady Szturmowej (zadeklarowany obrońca Bandery) w ostrym wywiadzie dla lwowskiego kanału NTA zagroził Polsce i Węgrom, stwierdzając, że po wojnie żołnierze z „roztrzaskanymi psychikami” zamiast ambasadorów przyjadą osobiście do tych, którzy będą „dopiekali” Ukrainie, i „skończy się to źle”.
„Czy Polacy są gotowi na wojnę z Ukraińcami? Na ukraińskie drony lecące w ich miasta? Na śmierć własnych ludzi? Nie cofniemy się” - pytał retorycznie wojskowy, sugerując, że zamiast migrantów zarobkowych Europa może dostać uzbrojonych weteranów.
Opozycyjny ukraiński dziennikarz Anatolij Szarij, który opublikował nagranie, skomentował, że w takim razie należy już teraz zamykać granice przed takimi „niestabilnymi psychicznie facetami” i wezwał Polskę oraz Węgry do nagłośnienia tych gróźb w telewizji jako „podziękowania” od ukraińskich wojowników.
Dzisiejszy dzień jest szokujący. Tylko osoby skrajnie zaślepione mogą bredzić, że mamy tu jakieś standardy, etykę i praworządność. Tak naprawdę państwo polskie wysłało jasny sygnał świadkowi w sprawie kłopotliwej dla rządu: masz przeciwko sobie cały państwowy aparat. Jest to też sygnał do potencjalnych innych świadków. Nie wychylajcie się, bo będziecie walczyli z całym państwem polskim.
Podsumujmy:
- Premier Donald Tusk ocenił świadka na niewiarygodnego, zanim ten zdążył odpowiedzieć na pytania (co ma zamiar zrobić w obecności prawnika)
- Jeden z najbliższych Donaldowi Tuskowi polityków określił świadka jako przestępcę.
- Obrońcą drugiej strony został adwokat kojarzony z partią rządzącą.
- Prokuratorzy zadali kilkadziesiąt pytań świadkowi, mimo że ten od początku zaznaczał, że nie będzie rozmawiał bez wsparcia prawnego. Zrobili to po to, by mieć spin dla mediów pt. "świadek odmówił odpowiedzi".
- Rzecznik prokuratury dwa razy zaznaczył, że prokurator z założenia ściga i tu żadnego spijania z dzióbków nie będzie. Mimo że mówimy o świadku, a nie podejrzanym czy oskarżonym.
- Media zajęły się brutalnym deprecjonowaniem świadka.
Tu nie ma żadnego sygnału, że czekamy na twoje zeznania, chcemy żebyś był gotowy, nie ma elementu wsparcia. Jest wojna. Doktorowi zakomunikowano, że poszedł na wojnę, a potencjalni naśladowcy dostali jasny sygnał - z wami będzie tak samo. Nie mają znaczenia pacjenci, nie mają znaczenia zwykli ludzie.
Jest to nieprawdopodobnie obrzydliwe. Nie wierzę w to państwo
🟡🔴 Licznik osób, które zadeklarowały gotowość do czynnego wsparcia zbiórki podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania władz Warszawy dobija już do 100
Jeżeli Tobie również ulało się po doniesieniach ze Szpitala Południowego - dołącz do nas. Zmieńmy Warszawę razem
OŚWIADCZENIE RUCHU OBRONY GRANIC w sprawie wydarzeń z 16 czerwca 2026 r. w Berlinie
W dniu 16 czerwca 2026 r. jako przedstawiciele Ruchu Obrony Granic pojawiliśmy się w Berlinie, aby oddać hołd polskim ofiarom niemieckich zbrodni z okresu II wojny światowej. Nasza obecność miała związek z rocznicą odsłonięcia tzw. berlińskiego miejsca pamięci dla polskich ofiar niemieckiego terroru oraz z przypadającą dzień później rocznicą podpisania polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 17 czerwca 1991 r.
Rok temu, 16 czerwca 2025 r., Niemcy odsłonili w Berlinie blisko 30-tonowy głaz, który miał upamiętniać polskie ofiary II wojny światowej. W naszej ocenie nie był to godny pomnik odpowiadający skali cierpienia narodu polskiego. Był to raczej symbol zastępczy — kamień zamiast realnej pamięci, realnego zadośćuczynienia i realnej odpowiedzialności. Dlatego od początku określaliśmy go jako kamień hańby, kamień pogardy wobec polskich ofiar.
Ten głaz pozbawiony jest wyraźnych symboli polskości, pozbawiony jest krzyża i symboli religijnych tak ważnych dla Polski i Polaków. Jego forma nie oddaje ogromu niemieckich zbrodni, grabieży, terroru i zniszczenia, których doświadczyli obywatele Rzeczypospolitej.
Już rok temu, podczas odsłonięcia tego miejsca, niemieckie służby i policja zachowywały się wobec nas w sposób skandaliczny, ograniczając nam możliwość pełnego uczestnictwa w wydarzeniu. Wtedy postanowiliśmy, że wrócimy w rocznicę odsłonięcia tego głazu, aby w sposób godny i pokojowy upomnieć się o pamięć o Polakach zamordowanych przez Niemców oraz o prawdę historyczną.
Naszym celem 16 czerwca 2026 r. było złożenie hołdu ofiarom, modlitwa oraz ustawienie krzyża — znaku chrześcijańskiej pamięci, cierpienia i nadziei. Chcieliśmy uczcić sześć milionów obywateli polskich wymordowanych w czasie II wojny światowej oraz wszystkich Polaków, którzy doznali niemieckich krzywd: mordów, wypędzeń, rabunku, niewolniczej pracy, niszczenia polskiej kultury, elit i państwowości.
Podkreślamy jednoznacznie: zbliżenie się do miejsca pamięci, modlitwa i oddanie czci pomordowanym w żadnym wypadku nie wymaga zgłaszania zgromadzenia. Miejsce pamięci jest po to, aby można było przy nim stanąć, pomodlić się, złożyć kwiaty, zapalić znicz i oddać hołd ofiarom. To nie jest przywilej udzielany przez niemiecką policję, ale podstawowe prawo ludzi, którzy przychodzą uczcić pomordowanych.
Znajdowaliśmy się około 200–250 metrów od miejsca docelowego. Nieśliśmy duży drewniany krzyż oraz tabliczki informujące o niemieckim ludobójstwie, grabieży i bogaceniu się Niemców na krzywdzie Polaków. Były to informacje prawdziwe, choć niewątpliwie niewygodne dla niemieckiej polityki historycznej.
W pewnym momencie na miejsce przyjechała znaczna liczba radiowozów. Niemiecka policja podjęła wobec nas brutalną interwencję. Funkcjonariusze zaczęli nas szarpać i próbowali wyrwać nam z rąk krzyż. Nie pozwoliliśmy na profanację i odebranie tego znaku pamięci.
To był moment szczególnie symboliczny. Niemiecka policja nie uderzała jedynie w grupę polskich działaczy. Uderzała w krzyż — znak chrześcijaństwa, który dla milionów Polaków jest znakiem wiary, pamięci, cierpienia i nadziei.
Nie kwestionujemy prawa żadnej grupy religijnej do publicznej modlitwy. Widzimy jednak, że na ulicach Berlina publicznie modlą się przedstawiciele innych religii, w tym muzułmanie, i nie spotykają się z tak brutalną, natychmiastową i niewspółmierną reakcją państwa. Tym bardziej skandaliczne jest to, że polski krzyż niesiony w intencji pomordowanych ofiar niemieckich zbrodni został potraktowany jak zagrożenie dla porządku publicznego.
Niemiecka policja kłamie w swoim oświadczeniu, sugerując, że mieliśmy wznosić okrzyki, które rzekomo miały świadczyć o manifestacji. Nie wznosiliśmy żadnych okrzyków. Nie przyszliśmy tam jako agresywna demonstracja, lecz jako Polacy chcący pomodlić się i oddać cześć ofiarom niemieckich zbrodni.
Dopiero wtedy, gdy niemieccy funkcjonariusze zaczęli twierdzić, że konieczne jest zgłoszenie zgromadzenia, jeden z liderów ROG - Paweł Kryszczak - zgłosił je jako zgromadzenie spontaniczne. Była to reakcja na żądania policji, a nie pierwotny cel naszej obecności.
Wtedy niemieckie służby oświadczyły, że muszą się zastanowić, czy takie zgromadzenie zostanie dopuszczone. Informowano nas, że policja kontaktuje się w tej sprawie z ministrem rządu niemieckiego, choć nie wskazano nam, o którego ministra chodzi.
Ostatecznie niemiecka policja formalnie zarejestrowała nasze zgromadzenie spontaniczne. Nie stwierdziła więc, że nie mamy prawa się zgromadzić. Przeciwnie - uznała, że taka możliwość istnieje. Problem polegał na tym, że niemieckie służby próbowały arbitralnie wyznaczać nam miejsce, zakres i sens naszych działań.
Najpierw ograniczono nasze zgromadzenie do terenu parku, około 250 metrów od miejsca pamięci. Innymi słowy, niemiecka policja łaskawie pozwoliła nam „upamiętniać” polskie ofiary tam, gdzie nie było żadnego miejsca pamięci, żadnego pomnika, żadnego głazu, żadnej tablicy - były tylko drzewa. Według tej logiki mieliśmy oddać hołd sześciu milionom zamordowanych obywateli polskich pod przypadkowymi drzewami, bo niemieckiej policji przeszkadzał polski krzyż przy miejscu, które sami Niemcy nazwali miejscem pamięci.
Później wydano zgodę na przemarsz o około 100 metrów, ale nadal bez możliwości dojścia pod kamień i bez możliwości oddania czci polskim ofiarom w miejscu, które według samych Niemców ma być miejscem ich upamiętnienia. To pokazuje absurd całej sytuacji: niemiecka policja uznała nasze prawo do zgromadzenia, ale jednocześnie pozbawiła je treści, celu i sensu.
Nie mogliśmy się zgodzić na taki rodzaj „zgromadzenia”, ponieważ nie był on zgodny ani z naszymi intencjami, ani przede wszystkim z prawem. Przyjechaliśmy do Berlina nie po to, aby stać w dowolnym miejscu wyznaczonym arbitralnie przez policję, ale po to, aby upamiętnić polskie ofiary przy miejscu, które według samych Niemców ma być miejscem pamięci o polskich ofiarach II wojny światowej. Ograniczenie nas do przypadkowego parku, z dala od miejsca pamięci, łamało nasze podstawowe prawa i uniemożliwiało realizację celu naszej obecności.
W praktyce oznaczało to, że Niemcy chcieli sami decydować, gdzie Polacy mogą się modlić, gdzie mogą nieść krzyż, gdzie mogą przypominać o niemieckich zbrodniach i w jakiej formie wolno im mówić prawdę historyczną. Ewidentnie chodziło o ukrycie symboli chrześcijańskich oraz o odsunięcie od miejsca pamięci przekazu o sprawstwie niemieckich zbrodniarzy, ich przodków, i odpowiedzialności państwa niemieckiego za zbrodnie dokonane na Polakach.
W trakcie tych wydarzeń próbowaliśmy kontaktować się z Ambasadą Rzeczypospolitej Polskiej w Berlinie oraz z polskim konsulatem. Nie mogliśmy uzyskać skutecznej pomocy. Nagraliśmy także publiczny apel, który opublikowaliśmy w mediach społecznościowych, wzywając polskie służby dyplomatyczne do interwencji. Nie chcieliśmy eskalować sytuacji. Domagaliśmy się jedynie poszanowania naszych podstawowych praw: prawa do modlitwy, prawa do pamięci, prawa do poruszania się oraz prawa do godnego upamiętnienia polskich ofiar.
Kiedy stało się jasne, że nie zostaniemy dopuszczeni pod głaz, poinformowaliśmy niemiecką policję, że opuścimy miejsce pojedynczo albo w mniejszych grupach, po dwie osoby. Takie wyjście z miejsca policyjnego okrążenia w oczywisty sposób nie mogło być traktowane jako zgromadzenie. Nie chcieliśmy eskalować sytuacji, nie chcieliśmy przepychać się z policją, nie chcieliśmy prowokować konfliktu. Chcieliśmy po prostu skorzystać z prawa do opuszczenia miejsca, w którym byliśmy bezprawnie przetrzymywani.
Niemiecka policja nam tego zabroniła. Zabroniono nam opuszczenia miejsca, nakazano ukrycie kamizelek z napisem „Ruch Obrony Granic”, schowanie tabliczek oraz - co szczególnie znamienne - schowanie krzyża. Tym samym Niemcy pozbawili nas nie tylko prawa do zgromadzenia i prawa do oddania czci polskim ofiarom, ale przede wszystkim prawa do wolności osobistej. Zostaliśmy faktycznie otoczeni i zatrzymani w miejscu, którego nie mogliśmy opuścić, mimo że nie przedstawiono nam żadnej realnej podstawy prawnej takiego działania.
To pokazuje prawdziwy charakter tej interwencji. Nie chodziło o porządek publiczny. Nie chodziło o zgromadzenie. Nie chodziło o bezpieczeństwo. Chodziło o to, aby tego dnia w tym miejscu nie pojawił się polski głos, polski krzyż i polska prawda o niemieckich zbrodniach.
Wobec bezprawnego ograniczania naszych praw odśpiewaliśmy „Rotę”, a następnie próbowaliśmy wspólnie opuścić miejsce. Wtedy niemiecka policja ponownie użyła wobec nas siły. Doszło do brutalnego bicia przez funkcjonariuszy. Byliśmy szarpani, obezwładniani, duszeni i zakuwani w kajdanki. Zastosowano wobec nas środki całkowicie nieproporcjonalne do sytuacji. Nie byliśmy zagrożeniem. Nie prowokowaliśmy przemocy. Chcieliśmy się modlić i upamiętnić ofiary.
Dwóch z nas - Robert Bąkiewicz i Paweł Kryszczak - zostało umieszczonych w bardzo małych, zamkniętych pomieszczeniach w policyjnych transporterach. Były to przestrzenie o wymiarach kilkudziesięciu centymetrów na kilkadziesiąt centymetrów, w których celowo ograniczano dostęp do powietrza. Obaj byli podduszani. Odbieramy to jako element represji i psychicznego złamania zatrzymanych. To metody, które Polacy znają z najczarniejszych kart historii, a nie z państwa, które poucza innych o praworządności i prawach człowieka.
Jednemu z nas - Robertowi Bąkiewiczowi - odebrano telefon bez przedstawienia w chwili zatrzymania właściwego protokołu i bez jasnego wskazania podstawy prawnej. Telefon został później zwrócony, ale sam sposób jego odebrania uważamy za bezprawny i wymagający wyjaśnienia.
Szczytem absurdu i policyjnej arogancji jest fakt, że niemieccy funkcjonariusze postawili nam zarzut czynnej napaści na policjantów. Jest to jawne i perfidne kłamstwo, które z łatwością obalimy.
Na wszystkie przytaczane w tym oświadczeniu sytuacje posiadamy niepodważalne dowody w postaci nagrań wideo. Dokumentują one jednoznacznie nasze pokojowe intencje, brak jakiejkolwiek agresji z naszej strony, obecność krzyża, próby rozmowy z niemiecką policją, jak i sposób, w jaki niemieccy funkcjonariusze ograniczali nasze prawa, uniemożliwiali nam dojście do miejsca pamięci, blokowali opuszczenie miejsca oraz stosowali wobec nas bezprawną siłę.
Ocena prawna działań niemieckiej policji
W naszej ocenie prawnej działania przedstawicieli Ruchu Obrony Granic w pełni mieściły się w granicach prawnie chronionej wolności słowa, wolności religijnej oraz wolności zgromadzeń. Nasza obecność miała charakter pokojowy, jawny i symboliczny. Jej celem było oddanie czci ofiarom niemieckich zbrodni, a nie zakłócanie porządku publicznego.
Miejsce, w którym doszło do interwencji, nie było strefą wyłączoną z przestrzeni publicznej ani obszarem objętym zakazem manifestacji. Jest to przestrzeń wykorzystywana do debaty publicznej i różnego rodzaju protestów. Sam fakt posiadania kamizelek z nazwą Ruchu Obrony Granic, niesienia krzyża czy tablic z przekazem historycznym jest legalnym elementem ekspresji tożsamościowej, obywatelskiej, religijnej i politycznej. Jeżeli inne grupy mogą manifestować tam swoje poglądy, odmawianie tego prawa polskiej delegacji stanowi naruszenie zasady równego traktowania.
Nasze zgromadzenie zostało formalnie zgłoszone jako zgromadzenie spontaniczne. Taka forma ekspresji jest dopuszczalna w niemieckim porządku prawnym i korzysta z ochrony prawnej. Nie istniały żadne okoliczności, które uzasadniałyby jego pacyfikację. Nie było bezpośredniego zagrożenia bezpieczeństwa publicznego, nie było agresji, nie było fizycznego oporu ani próby konfrontacji z funkcjonariuszami.
Szczególne znaczenie ma również charakter miejsca, do którego zmierzaliśmy. Miejsce pamięci ofiar wojny i zbrodni nie jest zwykłym punktem przestrzeni miejskiej. Zgodnie ze standardami europejskimi, w tym wynikającymi z art. 11 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, gromadzenie się w celu oddania hołdu ofiarom korzysta ze szczególnej ochrony. Państwo niemieckie miało obowiązek chronić nasze pokojowe zgromadzenie i umożliwić nam oddanie czci pomordowanym, a nie blokować nas i pacyfikować.
Nawet gdyby niemieckie służby dopatrywały się jakichkolwiek uchybień proceduralnych, zastosowana reakcja była drastycznie nieadekwatna. Użycie siły wobec osób spokojnych, nieagresywnych i pragnących oddać hołd ofiarom było rażącym złamaniem zasady proporcjonalności. Środki przymusu bezpośredniego nie mogą służyć fizycznemu odwetowi ani zastraszeniu, lecz wyłącznie przywróceniu porządku lub przeciwdziałaniu realnemu zagrożeniu. W tym przypadku takiego zagrożenia nie było.
Działania niemieckiej policji oceniamy więc jako bezprawne, nieproporcjonalne i naruszające podstawowe standardy demokratycznego państwa prawa. Uderzały one w wolność słowa, wolność zgromadzeń, wolność religijną, wolność osobistą oraz nasze prawo do pielęgnowania pamięci o ofiarach niemieckich zbrodni.
Wymiar moralny tej sprawy jest równie poważny jak wymiar prawny. Państwo będące historycznym sprawcą niemieckich zbrodni użyło brutalnej siły wobec Polaków, którzy chcieli upamiętnić ofiary tych zbrodni. Uniemożliwienie potomkom ofiar oddania hołdu pomordowanym stanowi rażące nadużycie władzy - zarówno w wymiarze symbolicznym, jak i prawnym.
Za skandaliczne uważamy także zachowanie polskich władz dyplomatycznych. Przez cały czas staraliśmy się uzyskać pomoc Ambasady RP, konsulatu i Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Jako polscy obywatele, działacze społeczni i przedstawiciele Ruchu Obrony Granic zostaliśmy w Berlinie potraktowani brutalnie, a państwo polskie nie zareagowało w sposób natychmiastowy i skuteczny.
Domagamy się publicznego wyjaśnienia tej sprawy przez stronę niemiecką i polską. Domagamy się wskazania podstaw prawnych działań niemieckiej policji, ujawnienia, z kim konsultowano decyzje o ograniczeniu naszych praw, zabezpieczenia wszystkich nagrań z interwencji, wyjaśnienia okoliczności odebrania telefonu Robertowi Bąkiewiczowi oraz wyjaśnienia roli polskiej ambasady i konsulatu.
To, co wydarzyło się 16 czerwca 2026 r. w Berlinie, nie było zwykłą interwencją policyjną. Było brutalnym pokazem tego, jak współczesne Niemcy reagują na Polaków, którzy przypominają o niemieckiej odpowiedzialności, niemieckich zbrodniach i niemieckim długu wobec Polski. Było także pokazem tego, jak łatwo w dzisiejszych Niemczech uderzyć w krzyż i chrześcijańską pamięć, gdy niesie ją Polak domagający się prawdy o niemieckich zbrodniach.
Ruch Obrony Granic nie pozwoli na wymazywanie polskiej pamięci. Nie pozwolimy, aby niemieckie zbrodnie były przykrywane pustymi gestami, kamieniami bez ducha, bez krzyża i bez realnego zadośćuczynienia. Polskie ofiary zasługują na prawdę, modlitwę, krzyż, godność i sprawiedliwość.
Robert Bąkiewicz w imieniu Ruchu Obrony Granic
Z wielką prośbą o udostępnienie, bo tylko tego boi się Giertych- żeby o jego świństwach było głośno.
I wiem, znowu się przyczepią, że za ostro- ale tego inaczej opisać się nie da. A jak potraficie- to proszę, skomentujcie.
To jest jednak Białoruś. A cała ta elita celebrycko medialno artystyczno "intelektualna" (ćwierć), która tego broni i popiera to są zwyczajne... K#RWY.
Podsumujmy.
Właśnie na 3 miesiące wsadzono dziennikarza ujawniającego syfy, w które zamieszana jest druga osoba w państwie, wice szef rządzącej partii, Giertych.
Tutaj państwo pokazuje siłę.
A poza tym?
Ludzie, którzy życzyli publicznie Prezydentowi i jego rodzinie śmierci, pod imieniem i nazwiskiem, nic. Przem#cy seksualnej jego córce? Nic.
Potworne afery, w których brały udział rosyjskie służby i korumpowały najważniejszych przedstawicieli obecnej władzy- bo tym był PolNord- nic, ostentacyjnie skręconej śledztwo.
Wezwanie do mord#wania czytelników i dziennikarzy Gazety Polskiej ze strony znanego zbydłeconego autorytetu poetyckiego Uśmiechniętej Polski, Jastruna- nic.
Za to za JEDEN TWITT Kraskowskiego, zdesperowanego człowieka, któremu trolle Giertycha, przypomnijmy, wiceszefa rządzącej partii, od miesięcy, jak nie lat, groziły śmiercią- i w którym błaga policję o reakcję, bo inaczej "będzie musiał wziąć sprawy w swoje ręce"- wjazd na chatę, kipisz, przejęcie dokumentów, trzy miesiące aresztu. I mamy oczywiście uznać, że fakt, że człowiek ten od lat ujawnia to, w jak potworne sprawy zamieszana jest druga po Tusku osoba w państwie, Giertych, nie ma z tym nic do rzeczy?
A najgorsze jest to, że już tysiące trolli Giertycha, stosując metody rodem z PRLu, zaczyna wrzucać narrację- "to świr jest"...
Powtórzę, jak ktokolwiek przyzwoity może to popierać? Jak?
Dawid
Ps. Algorytmy często tną zasięgi moich postów. Jeśli uważasz go za wart uwagi, zostaw proszę komentarz i udostępnij.
Właśnie za to, co widzicie na tym filmie, zostałem dzisiaj skazany. Zobaczcie sami. Ten film to kluczowy dowód, którego sąd celowo nie dopuścił do sprawy i zignorował. Prawdy jednak nie da się ukryć. Proszę, podawajcie to dalej #RT! Niech cała Polska wyciągnie wnioski.
Brońmy weta Prezydenta @NawrockiKn ! 🇵🇱 Tusk planuje rządy „uchwałami” ponad prawem. Chcą nas zadłużyć bez ustawy i bez zgody Głowy Państwa.
Zatrzymajmy ten prawny rympał, zanim w najbliższy piątek klamka zapadnie na pół wieku! Podpisz protest przeciwko bezprawiu!
https://t.co/4xrIkOLHFa