Art. 2 Konstytucji wraz z art. 190 oddaje formalną władzę najwyższą w państwie Trybunałowi Konstytucyjnemu. To właśnie zgubiło "środowisko" - gdy poseł @RKropiwnicki wystapił ze swoją ofertą politycznego porozumienia w celu powstrzymania nadchodzących barbarzyńców z PiS, to pokusa była za słodka. Środowisko postanowiło wystąpić z otwartą przyłbicą jako siła polityczna. I dostało po łapkach od dziadka Jarka oraz jego przybocznego Delifna Dzierżyńskiego, obecnie na emigracji.
No i tak rozwalił się ustrój. Ustaliło się przy okazji, że liczy się w praktyce tylko władza wykonawcza.
Nie widzę tu dobrego i trwałego rozwiązania systemowego, poza wzrostem tzw. kultury politycznej. Nie da się zaprojektować systemu/konstytucji, który temu zapobieże, choć zapewne @JkmMikke jako socjocybernetyk chciałby spróbować.
Potrzebna jest długa publiczna i niepubliczna debata z udziałem ludzi pokroju (i wieku) @krzysztofbosak czy @ZandbergRAZEM - w żadnym wypadku nie starszych, którzy niech się nie wtrącają. Kto będzie moderatorem czy inicjatorem takiej debaty - równie dobrze może być obecny prezydent. Dlatego że jest młody, jest outsiderem i nie jest prawnikiem. A Konstytucja nie jest dziełem przeznaczonym głównie dla prawników.
To, że sędziowie mają sami się wybierać i dobierać jest jaskrawym zaprzeczeniem pierwszej i fundamentalnej zasady naszej Konstytucji - demokracji, w świetle której KAŻDA władza, w tym sądownicza, sprawuje ją z mandatem przedstawicielskim od NARODU. Inaczej można Konstytucję wyrzucić na śmietnik. Mandat pośredni sędziom przyznaje Prezydent wybierany przez Naród bezpośrednio. Koledzy sędziowie mogą przyznać innym mandat tylko we własnym imieniu i taki system się nazywa „oligarchia”.
W Genewie trwają właśnie negocjacje rezolucji Rady Praw Człowieka ONZ o małżeństwach przymusowych. Polska nie jest tu biernym obserwatorem — jest jednym z głównych współautorów tekstu.⚠️
Problem w tym, że pod szyldem ochrony dzieci ukryto zupełnie inną agendę: „prawa i zdrowie seksualne oraz reprodukcyjne", „kompleksową edukację seksualną", „autonomię cielesną". W żargonie ONZ to standardowe kody oznaczające dostęp do aborcji, seksedukację według wytycznych UNESCO i odsuwanie rodziców od decyzji o własnych dzieciach.
Mechanizm jest znany. Rząd Donalda Tuska po cichu współtworzy dokument w Genewie, a za rok czy dwa ten sam język wróci do Warszawy jako „międzynarodowy standard" i „zobowiązanie z zakresu praw człowieka", którego Polska rzekomo musi przestrzegać. Politycy rozłożą ręce: „ONZ wymaga". Tyle że to oni sami trzymali pióro.
Aborcja, edukacja seksualna i prawa rodziców (art. 53 ust. 3 Konstytucji!) to sprawy dla polskiego parlamentu i polskiej debaty publicznej — nie dla dyplomatów w genewskiej sali obrad.
👉 Kto dał rządowi mandat na poparcie tego języka? Ostrzega przed tym Antonio Mellado — Director of Advocacy, Geneva Office, Global Center for Human Rights, na blogu Instytutu @OrdoIuris na portalu @Tysolpl:
🔗 https://t.co/DePsqQsCPl
@EuropaAdAstra It's business, nothing personal. Only half apes are target audience of Christianity. Everyone else knows that penicillin is way more effective than prayers for health. Also, fertilizers do work, etc.
Met some "hurling" fans in Poznań today. Thought it was a competitive vomiting club at first. Turns out it's a centuries-old Irish sport involving sticks, a tiny ball, and a complete disregard for personal safety. 10/10 for the vibes, glad I asked. 🇮🇪☘️
Tak, po angielsku napisało to AI, ale prompt był mój.