Yüzyıllık modern astrofizik kitaplarını çöpe atmanın eşiğindeyiz: James Webb Teleskobu, evrenin doğumuna dair bildiğimiz tüm denklemleri tek bir derin uzay verisiyle paramparça etti:
Standart Kozmolojik Model'e (Lambda-CDM) göre, Büyük Patlama'dan (Big Bang) sadece birkaç yüz milyon yıl sonra evrenin henüz ilkel gaz bulutlarından ve embriyonik yıldız kümelerinden ibaret olması gerekiyordu. Ancak JWST'nin yakaladığı "imkansız erken galaksiler", o çağda var olması matematiksel olarak imkansız olan trilyonlarca Güneş kütlesindeki devasa yapıları ve olgun süper kütleli kara delikleri ortaya çıkardı. Bu durum evrenin ya sanılandan çok daha yaşlı olduğunu ya da kütleçekimi, karanlık madde ve uzay-zamanın genişlemesini yöneten henüz adını bile koyamadığımız "yeni ve bilinmeyen bir fiziğin" devrede olduğunu gösteriyor.
Evrenin sınırlarını çözdüğümüzü ve tüm kuralları yazdığımızı sandığımız kibir, derin uzaydan gelen her yeni fotonla yerle bir oluyor. Belki de Big Bang mutlak bir başlangıç değil, sonsuz bir döngünün sadece küçük bir nefes alışıdır. İnsanlık olarak teleskoplarımızı karanlığa çevirdiğimizde, kendi ezberlerimizin ötesinde çalışan akılalmaz bir kozmik zekayla ve henüz keşfedilmemiş doğa yasalarıyla yüzleşiyoruz.
Bizler evrenin tüm sırlarını çözmüş bilge bir uygarlık mıyız, yoksa varoluşun gerçek kaynak kodunu yeni yeni hecelemeye başlayan acemi gözlemciler mi?
Kozmos sandığımız kadar uslu ve formüllere sığan bir yer değil; bilinen tüm fiziği baştan yazdıracak devasa bir paradigmanın tam eşiğinde duruyoruz.
W czeskiej sieci pojawiły się profile, które szerzą antypolską kampanię - piszą o chęci zagarnięcia pogranicza, sfałszowały profile ambasadora i radia publicznego informując o… rzekomych polskich roszczeniach, wzywają do demonstracji w sobotę
żadnego zgromadzenia w Trzyńcu jednak nie zgłoszono, profil - chętnie udostępniany i lajkowany - jest wytworem AI, ale w całej historii dezinformacja jest jak najbardziej prawdziwa. Ślady wiodą na Wschód, co zaskakiwać nie powinno
🤯🚀 Mieszkańcy Kijowa nagrali serię uderzeń rosyjskich rakiet balistycznych w miasto. Ani jednej nie udało się strącić. Bez komentarza, po prostu zobaczcie. Takich bombardowań stolicy nie było od 2022 roku, a i wówczas aż tyle pocisków nie spadało na sam Kijów.
Kolejny historyk z IPNu, który woli karmić ludzi pustymi hasłami, zamiast otwarcie zmierzyć z brutalną prawdą, że powstanie warszawskie było największą militarną klęską Polski w XX w. A może i nawet całej naszej historii.
Z okazji rocznicy można naprawdę zapoczątkować coś wielkiego i znaczącego dla przyszłości Polski. Od zwykłej inicjatywy badawczej aż po fundusz mający na celu odbudowę zabytków w Warszawie, które utracono w czasie powstania. Już dawno pogodziłem się z tym, że lewa strona nic takiego nie wykona, ale trudno mi uwierzyć, że naprawdę nikomu w Polsce nie zależy na niczym konstruktywnym, tylko na wiecznym klepaniu tych samych żałosnych formułek. A potem dziwimy się, że przy stołach negocjacyjnych jesteśmy traktowani jak trędowaci bez piątej klepki.
To nie atak na Prezydenta ani jego obóz. W tym momencie mam gdzieś polityczne przepychanki. Po prostu pora w końcu zerwać z mentalnością ofiary, która ma urojenia, że jest w stanie zmienić historię określoną narracją. Jeszcze taką, która więcej przynosi nam krzywdy niż pożytku.
Reakcja wojska - na gorąco
Najważniejsze z naszego punktu widzenia są rakiety manewrujące (skrzydlate), które co warto podkreślić, nie są balistyczne (jak walą w telewizorni o zgrozo), to inna kategoria. To mini samoloty sterowane automatycznie, mające swoje małe silniki odrzutowe i rozkładane skrzydła, dzięki którym lecą. Takich odrzutowych pocisków Rosjanie odpalili 61.
Większość z nich to pociski skrzydlate Ch-101 (czytane „Ha-101”, a nie „Ce-Ha” jak to się pojawia w telewizjach, bo to litera „X” w cyrylicy, czyli nasza głoska „ch”) odpalana z bombowców strategicznych Tu-95MS i Tu-160. Najczęściej są one uwalniane w zaczepów samolotu nad Morzem Kaspijskim, czyli z bezpiecznej dla bombowca odległości, a jednocześnie jest to zabezpieczenie, że gdyby nie uruchomił się silnik pocisku po zrzucie, to rakieta wpadnie do wody i nie narobi szkód na ziemi. Drugi typ, to pociski 3M14 Kalibr klasy „woda-ziemia”, który jest odpalany z okrętów Floty Czarnomorskiej, tak nawodnych jak i podwodnych. Jest on bardzo podobny do Ch-101, a oba w swojej koncepcji i wielu podstawowych parametrach przypominają amerykańskie pociski BGM-109 Tomahawk. Ich napęd stanowi niewielki silnik odrzutowy nadający im prędkość w granicach 900-950 km/h Pocisk wykonuje lot na wysokości 50 do 200 m, tak by był trudny do wykrycia oraz do zestrzelenia.
Do wykrycia jest trudny, bowiem zasięg radarów naziemnych zależy od wysokości lotu wykrywanego obiektu. Cele lecące nisko są wykrywane z bliska, a im wyżej tym dalej. Zasięg wykrycia radaru pocisku lecącego na wysokości 100 m to ok. 35 km, na wysokości 500 m to ok. 85 km, a na wysokości 1000 m to jakieś 130 km, a na wysokości 3000 m to ok. 230 km, itd. Wynika to z krzywizny ziemi i zależy od wysokości, na jakiej znajduje się antena radaru nad ziemią (realny zasięg to ok. 85 % horyzontu radiowego ze względu na tłumienie przez odbicia od przeszkód terenowych).
Pocisk który spadł na południe od Lublina był obserwowany przez Ukraińców, którzy wykonali na niego nieudany atak myśliwcem nad swoim terytorium i przekazali nam informacje o przelocie pocisku. Ukraiński myśliwiec odszedł od celu na 20 sekund przedtem, kiedy przekroczyłby polską granicę, dlatego strzał w kierunku Ukrainy z naszego myśliwca był dość ryzykowny, bowiem rakieta mogłaby przechwycić ukraiński samolot zamiast pocisku, ale w ogóle strzelanie do pocisku który nie leci bezpośrednio w kierunku dużych siedlisk ludzkich (miasto, duża wieś) jest sprawą dość trudną, o czym dalej. Polskie środki radarowe obserwowały jeszcze nad Ukrainą zarówno pocisk, jak i samolot myśliwski Sił Powietrznych Ukrainy, wykonujący atak na niego, nieudany jak się okazało.
Polska reakcja
Oczywiście nasze środki obrony powietrznej były już w pełnej gotowości bojowej od rozpoczęcia zmasowanego ataku na Ukrainę. Z 32. Bazy Lotnictwa Taktycznego z Łasku wysłano w rejon przygraniczny parę uzbrojonych myśliwców F-16C, a z 22. Bazy Lotnictwa Taktycznego z Malborku wystartowała para uzbrojonych MiG-29, które zamykały obszar od strony północnej. Według doniesień, rejonie operowała też para niemieckich myśliwców Eurofighter z Taktisches Luftwaffengeschwader 31 „Boelcke”, oczywiście również z uzbrojeniem, operując z macierzystej bazy z Nörvenich w Niemczech, korzystając z tankowania w powietrzu z pojedynczego Airbusa A330-243MRTT z Wielonarodowej Floty Wielozadaniowych Samolotów Tankowania i Transportu NATO z Eindhoven w Holandii (startował z Kolonii, z bazy wysuniętej). Pełną gotowość bojową z rakietami na wyrzutniach osiągnął też holenderski 802. Dywizjon przeciwlotniczych rakiet „Patriot” stacjonujący przy lotnisku Rzeszów Jasionka.
Dowódca operacyjny gen. dyw. Ireneusz Nowak wspomniał też, że gotowość bojową osiągnęły też inne jednostki rakiet przeciwlotniczych. Możliwe, że chodziło o 18. Pułk Przeciwlotniczy z Zamość (Sitaniec) wyposażony w system przeciwlotniczy „Mała Narew”, ale sądzimy, że z pewnością chodziło też o 37. Sochaczewski Dywizjon Rakietowy Obrony Powietrznej im. gen. bryg. Tadeusza Błaszkowskiego z Sochaczewa-Bielic na systemach Patriot PAC-3 MSE, pełniący dyżur bojowy na lotnisku Bemowo w Warszawie. Dodatkową ciekawostką jest, że operowanie myśliwców zabezpieczał polski samolot dozoru radiolokacyjnego SAAB 340 AEW&C z 44. Kaszubsko-Darłowskiej Bazy Lotnictwa Morskiego z Siemirowic, już wcześniej działające operacyjnie, np. we wrześniu 2025 r.
Wszystkie te środki były w gotowości i gdyby tor lotu pocisku zmierzał w kierunku miasta, to zapadła by komenda na jego zestrzelenie. Decyzja o zestrzeleniu nie jest prosta, bowiem wiąże się z ryzykiem powstania poważnych szkód na ziemi. Gdyby taki pocisk spadł na wieś, to spowodowałby prawdopodobnie śmierć ludzi, bowiem tego rodzaju pocisk posiada potężną siłę rażenia. Dlatego naszym zdaniem Wojsko Polskie i sojusznicy spisali się bardzo dobrze, podjęto właściwe decyzje, a rezultatem nie była śmierć przypadkowych ludzi zabitych szczątkami zestrzelonego pocisku, lecz jedynie spora dziur w lubelskim czarnoziemie, którą da się zasypać i ponownie zaorać po zakończeniu śledztwa. Jedynie rzepaku szkoda, drogie panie, przerzućcie się na smalec do smażenia, bo olej może zdrożeć...
Obiekt leciał przez terytorium Polski przez 6 minut, pokonując odległość 93 km, czyli leciał z prędkością 930 km/h, typową dla pocisków manewrujących Ch-101 czy 3M14 Kalibr. Co ciekawe, ukraiński pocisk FP-05 Flamingo z potężniejszym silnikiem AI-25 pochodzącym z L-39 Albatros (czterokrotnie większy ciąg niż silnik Ch-101), leci szybciej bo około 940-960 km/h (chyba że na bardzo daleki zasięg, wtedy można ograniczyć do 850 km/h). Tych pocisków jest bardzo mało, bo takich już nie produkowanych silników też jest bardzo mało do ukraińskiej dyspozycji, więc pociski Flamingo są używane do atakowania najważniejszych obiektów w Rosji.
Najwyraźniej i najprawdopodobniej Rosjanom uciekł jeden z pocisków Ch-101 lub 3M14 Kalibr. Wybił lej o średnicy 10 m co wskazuje na wielką siłę głowicy, to mniej więcej tak jak bomba lotnicza 500 kg mająca ok. 210 kg materiału wybuchowego. Masa głowicy bojowej w obu typach pocisków manewrujących wynosi 450 kg, z czego czysty ładunek wybuchowy (najczęściej nowoczesny kompozyt plastyczny o wyższej sile niszczącej niż klasyczny heksogen) stanowi ciut ponad 200 kg. I to by do tego leja pasowało. To nie mógł być efekt zakłócania GPS/Glonass, bo wówczas pocisk zboczyłby o max. 50 do 100 m, ale nie o 150 km. To najprawdopodobniej była awaria układu nawigacyjnego, choć nie można wykluczyć (naszym zdaniem mało prawdopodobne) zamierzonego ataku ostrzegawczego ze strony Rosji dla wywołania większego napięcia.
Już zaobserwowano ostry atak botów i rosyjskich trolli, także na oficjalne strony rządowe i MON, które zalała fala komentarzy. Jak zwykle, stara śpiewka: to była ukraińska rakieta, bo chcą nas wciągnąć do wojny. Próba wciągnięcia nas do wojny nie polega na wykonaniu prowokacji która nie ma szans na wciągnięcie nas do wojny, zwłaszcza, że to wygląda na awarię pocisku, co w żadnym razie nie jest powodem do wojny. Natomiast ukraińskie pociski latają w przeciwnym kierunku i gdyby miały zdryfować to by spadły na Gruzję czy Estonię (co się już zdarzało, ale w odniesieniu do dronów), a nie na Polskę.
Nie jest to też ukraińska rakieta przeciwlotnicza (jak swego czasu w przewodowie), bo ten leciałby na odległość 93 km nie 6 minut, ale niecałe dwie minuty. Rakiety przeciwlotnicze nowsze od niemieckiego Henschel Hs 117 Schmetterling z II wojny światowej, latają z prędkościami naddźwiękowymi i to co najmniej z trzykrotną prędkością dźwięku lub większą, a nie 930 km/h.
Piękny obraz Piotra Dubowika przedstawiający atak ukraińskiego myśliwca F-16 na pocisk skrzydlaty Ch-101.
Malował Piotr Dubowik
Jeśli chcecie, żebym poświęcał swój czas na te wpisy, jeśli w ogóle chcecie je czytać, to poproszę o kawkę. To tylko kilka złotych, a mnie rekompensuje włożony w tę pracę czas. https://t.co/pPHnCSlfpS
Ukraińskie Wunderwaffe czyli pociski manewrujące będące technologią sprzed kilkudziesięciu lat nie są jednak takie wspaniałe jak twierdzą przekazy medialne. Tu przykład kolejnego całkowicie nieudanego ataku.
CC @Thorkill65
Esencja klapek na oczach i urażonej dumy narodowej, która w tym przypadku nie prowadzi do nikąd.
Przypomnę: delikatnie sprostowałem, że o ile sowiecka aneksja Litwy była niezgodna z prawem międzynarodowym, tak późniejsze fakty i działania aliantów oraz innych państw postronnych doprowadziły do uznania stanu faktycznego (czyli dominacji Moskwy nad Bałtami) jako obowiązującego porządku światowego, którego nikt nie zamierza podważać w imię legalności per se. Poza tym, zgodnie z teorią prawa międzynarodowego, kluczowe w tym aspekcie wydaje się uznanie, które zmierzało w stronę porzucenia Bałtów na rzecz relacji z Moskwą.
Odpowiedź jaką dostaję: każdy widzi.
Nie spodziewałem się, że moje słowa zostaną odebrane jako usprawiedliwianie Sowietów, tym bardziej, że podkreślałem wiele razy sympatię wobec Bałtów. Ale wystarczy jeden niewygodny obiektywnie fakt (bo to nie jest moja interpretacja), aby dostać lepę na ryj od urażonego Litwina. Zero dyskusji. Po prostu scancellowanie i zrobienie ze mnie potwora.
Pod tym względem niestety odnoszę wrażenie, że wielu Bałtów czy Ukraińców ma poważny problem mentalny. Zrozumieć, że historia ich krajów nie jest bańką dmuchaną przez jeden ośrodek, tylko funkcjonuje w szerszej konfiguracji i perspektywie.
Jako Polak mogę z całą pewnością powiedzieć, że rozbiory były bezprawne. Bo były. Pogwałciły praktycznie wszystkie umowy międzynarodowe i ówczesne normy prawa międzynarodowego. Ale co z tego jak w 1815 likwidację Rzeczpospolitej zalegalizował traktat wiedeński. A do tego późniejsza praktyka i relacje międzynarodowe pokazały, że sprawa polska została tak naprawdę zredukowana do rosyjskiego problemu wewnętrznego, a Polaków krytykowano za kolejne bezprawne zrywy przeciwko porządkowi europejskiemu.
Czy mogę się gniewać na rzeczywistość? Mogę. Czy mogę wyzywać Anglików, Francuzów czy nawet Japończyków, że nie potępiają obecnie Rosji i Niemiec za rozbiory? Mogę. Tylko co to w zasadzie da?
Szerszy obraz międzynarodowy jest taki, że dopóki nie masz na poparcie swoich tez faktycznego wsparcia, za którym idą konkretne czyny i zmiana sytuacji prawnej, to możesz sfiksować się na swojej krzywdzie. Ale to i tak nic nie da.
Mój wpis nie ma na celu “legalizowania” zaboru Bałtów czy Rzeczpospolitej, ale pokazania, że stosunki i prawo międzynarodowe rządzą się innymi zasadami niż “słuszność” albo “uczucia narodowe”. To wielki ocean, po którym można pływać w wiele stron, a i tak najistotniejsze jest, aby znaleźć się z wiatrem po stronie tych, którzy decydują o przyszłości. Bo niestety rzeczywistość jest tak zaprogramowana, że nie ma złotych kalesonów w nagrodę za “rację”. Rzeczywistość jest brutalna i pokazuje, że im więcej państw uznaje coś za naturalny stan, tym szybciej zyskuje on znamiona legalności.
Lekcję tę jeszcze boleśnie przerobią Ukraińcy. Nie życzę tego z całego serca Litwinom. Dlatego naprawdę opamiętajcie się w swoim waleniu cepem na oślep.
Powiem Wam szczerze, że im więcej czytam sprawdzonych ukraińskich kont autentycznych osób, które zawodowo teraz chyba już zajmują się kłamaniem na temat historii, kompletnie bez żadnych skrupułów i starą sowiecką szkołą pt. "zrównaj oponenta z ziemią, byle nie ustąpić na milimetr", tak dochodzę do wniosku, że przyszłość Ukrainy naprawdę rysuje się w nieciekawych barwach.
Owszem, wszystko wskazuje na to, że Ukraina obroni swoją niepodległość. Ale z takim mentalem trepa-bully, który z roli ofiary wchodzi w skórę typa próbującego rozstawiać wszystkich po kątach, to nie wiem, czy ta odbudowa w ogóle dojdzie do skutku. Bo zaraz Ukraińcy będą pouczać wszystkich w Europie, jaką są potęgą i jakie stawiają warunki do bezwarunkowej kapitulacji na polu gospodarczym przy pierwszym lepszym konflikcie w wykonaniu umowy.
Przy okazji, wielkim zderzeniem z rzeczywistością będzie smutna kwestia uznania rosyjskich zdobyczy terytorialnych. Raczej należy spodziewać się, że z upływem czasu kraje europejskie będą krok po kroku normalizować stosunki z Rosją i przyjmować stan faktyczny za stan prawny (co nie jest żadną nowością w historii prawa międzynarodowego). Niezależnie zatem od ukraińskiego punktu widzenia i obecnej interpretacji w prawie międzynarodowym, Krym, Zaporoże i Donbas staną się na mapach rosyjskim terytorium. Możliwe, że nawet w mniej niż dekadę. Nie mówię, że jestem tego zwolennikiem. Stwierdzam fakt.
Jestem szalenie ciekawy, jak Ukraina zamierza poradzić sobie z tym problemem. Będzie wojować z każdym, kto nawinie się na widelec? Każdym, kto w 100% nie zgadza się z jedyną wersją historii i rzeczywistości, pisanej w Kijowie pod wpływem narodowego uniesienia? Będzie grozić dronami? Sankcjami?
Będzie rozmawiać tylko ze Stanami Zjednoczonymi, Niemcami, Francją i UK jako równoprawny gracz w "pierwszej lidze"?
Po prostu tego nie ogarniam.
Najpopularniejszy odrzutowy samolot pasażerski świata ever
Airbus A320 został oblatany 22 lutego 1987 r. w Tuluzie. Miał być europejskim Boeingiem 737, czyli najpopularniejszym pasażerem na średnie trasy. W tym momencie Airbus miał ważny handicap. Po pierwsze, rozwinęła się technologia aktywnych układów sterowania samolotem. Jej wykorzystanie pozwoliło na niewielkie, ale znaczące oszczędności paliwa. Po prostu mniejsze wychylenia sterów przy wyrównywaniu wahań samolotu to oszczędność energii lotu i mniejszy opór. Airbus 320 jest sterowany bocznymi joystickami, a nie tradycyjnymi wolantami, jak wszystkie inne samoloty pasażerskie przed nim. Przy czym joystick kapitana znajduje się na lewej półce bocznej, więc kapitan steruje samolotem lewą ręką! Dzięki aktywnemu układowi sterowania jest to relatywne łatwe i da się, także jeśli ktoś nie jest mańkutem.
Drugi ważny handicap był zaskakujący. W czasach gdy projektowano A320 wszędzie na dużych lotniskach budowano gaty (bramki) z rękawami wejściowymi. Do samolotu wchodziło się wprost z hali odlotów. Dlatego A320 mógł otrzymać wysokie podwozie, a pod jego skrzydłami mogą się zmieścić relatywnie duże silniki turbowentylatorowe. Kiedy 20 lat wcześniej powstawał 737, główną metodą wymiany pasażerów były ruchome schody, podjeżdżające na płycie do samolotu. Pasażerów z hali odlotów woziły autobusy, potem musieli wejść po schodach. Dlatego samolot zaprojektowano z krótkim podwoziem, by był relatywnie niski. Zemściło się to w odmianie 737-Max, ale o tym w innym wpisie.
Łącznie do końca maja zbudowano aż 12 670 A320. W eksploatacji nadal pozostaje 11 374. Zamówienia opiewają na kolejne 7 499, co da łącznie 20 169 sztuk tych samolotów. Tym samym A320 wyprzedzi nawet legendarnego Douglasa DC-3, którego zbudowano 16 079 samolotów, większość wojskowych C-47, a dodatkowo w tej liczbie jest 4937 licencyjnych Li-2 powstałych w ZSRR, a także 487 L2D powstałych w Japonii.
Konkurencyjnego Boeing 737 zbudowano niemal tyle samo. Do końca maja 2026 r. Boeing wyprodukował i dostarczył klientom dokładnie 12 572 samoloty z rodziny Boeing 737. Ale są one produkowane niemal 20 lat dłużej. Zamówienia Boeinga opiewają na ok. 4700, czyli i tak powstanie ich mniej niż A 320.
Rodzina A320 obejmuje samoloty o różnej długości kadłuba i pojemności:
Najmniejszy (Baby Bus) A 318 zabiera 107-132 pasażerów
Mniejszy od standardowego A319 zabiera 124-156 pasażerów
Standardowy A320 zabiera 150-186 pasażerów
Większy A321 zabiera 180-266 pasażerów.
Powyższe uwzględniają najnowszą odmianę A320Neo, o ciut większej pojemności. Różnica w ilości pasażerów wynika z różnych konfiguracji, podziału na klasy, gęstości foteli, itp.
Wszystkie wyprodukowane egzemplarze z rodziny Airbus A320 posiadają cyfrową kabinę pilotów typu glass cockpit, czyli z monitorami wielofunkcyjnymi, jak na myśliwcach. To duża wygoda dla pilotów.
W Polsce było zarejestrowanych kilka Airbusów A320, ale o tym w innym wpisie.
Na zdjęciu A320 chińskich linii China Eastern (siedziba w Szanghaju) w Seulu, 2009 r.
Fot. Michał Fiszer
W ten sposób pracuję, zarabiam, obok innej pracy. Jeśli Ci się podoba, to możesz kupić mi kawkę, a będzie więcej.
https://t.co/3NOiJ9zNa8
It wasn't the British who destroyed the Ottoman Empire. On the contrary, until the very end, Britain saw the Ottoman Empire's continued existence as more advantageous for itself. Three nationalist movements weakened the Ottoman Empire, all organized by the Tsarist Russians. For example, the founding members of the Armenian Dashnak Party (Mikaelyan, Zoryan, Zavaryan) were educated in Russian universities... The Filiki Eteriya (or Ethniki Eteriya as it is commonly known), which gave rise to Greek nationalism, was founded in Odessa in 1814 by the Russian Tsardom... Similarly, Slavic nationalism in the Balkans was also instigated by the Russians...
Bardzo mądre słowa prof. Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego dot. decyzji Zełenskiego i „Bohaterów UPA”:
“Jest bardzo poważny i bardzo dobry powód, dla którego Polacy nie stawiają w Suwałkach, Augistowie, Puńsku, czy gdziekolwiek indziej pomników gen. Lucjana Żeligowskiego i żadna jednostka Wojska Polskiego nie nosi jego imienia i powodem tym nie jest zła w Polsce opinia o tym generale ani odmawianie mu autentycznych zasług bojowych dla niepodległości Polski. Jest nim rozsądek polityczny i łatwość przewidzenia, jaki miałoby skutek dla relacji polsko-litewskich, gdybyśmy te pomniki postawili i nadali takiego patrona jakiejś jednostce Wojska Polskiego. To, że tego nie czynimy nie wynika także ze strachu przed Litwą. Wynika z mądrości - chcemy z Litwinami żyć w przyjaźni i rozumiemy jaki oręż włożylibyśmy Moskalom do ręki, gdybyśmy czynili inaczej. Wymóg, by Ukraińcy wykazali się podobnym rozsądkiem nie jest wygórowany”.
Lwów znalazł się w Polsce bo Ukraincy stanowili w nim tylko ok. 10% mieszkańców. Galicja chce uchodzić za Ukraiński Piemont więc warto pamiętać, że Piemont jak walczył o niepodległość Włoch to sprzymierzył się z Francją, oddał jej Sabaudię i Niceę (w której urodził sie sam Garibaldii, a dynastia piemoncka była sabaudzka), a o Korsyce nawet nie mruknął.
Jak by Piemont chciał walczyć jednocześnie z Francją i Austrią to by skończył jak Ukraina w 1921. Ukraina nie miała poza Polska żadnego sojusznika i gdyby z Polska nie walczyła, to byłaby od Zbrucza po Kubań i nie byłoby Hołodomoru.
Jednocześni nie wybielając pacyfikacji, ale może warto pamiętać, że w jej trakcie zginęło 16 Ukraińców w tym dwoje popełniło samobójstwo i dobrze jest zestawić tę liczbę z ofiarami Hołodomoru. Gdyby Galicja nie była w II RP to ofiar by tam było znacznie więcej.