@Arkasiraee@Osinttechnical The size of Russia makes it relatively easy to attack targets deeper inside and extremely difficult to cover all important targets with AD
@sheemawn@Weltschmerzfemb przecież tych zdobionych balustrad nie wykonał zawsze artysta tylko były od pewnego momentu robione seryjnie na skalę przemysłową
@Kayguuu@WarNewsPL1@donaldtusk@KosiniakKamysz@MON_GOV_PL W tym że miał zabrać US żołnierzy Niemcom którzy są niedobrzy a dać lub chociaż nie zabrać dobrym i posłusznym Polakom, co uzasadniało różne dogmaty polskiej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, i to się właśnie zesrało
In the latest NATO exercises that Ukraine was asked to advise on, a group of Ukrainian drone pilots “destroyed Sweden’s troops.”
“They stopped the training three times” for troops to work out what to do better, but if it were real life they would have been dead”
Meanwhile, NATO is still debating whether Ukraine should be allowed to join 🤦🏼♀️ https://t.co/lawkkYezf1
@swasrao But Stalin planned an invasion of Germany a bit later, so in the end they would violate the non-aggression pact themselves. USSR's goal was always to attack Europe when it would be at its weakest, drained by an internal war. Hitler knew this and tried to attack first but failed.
Manipulacja zaczyna się wtedy, gdy prawdziwie brzmiące liczby prowadzą do fałszywego wniosku.
U @wolski_jaros pojawiła się teza, że skoro w Zatoce tylko niewielki procent irańskich Shahedów miał dolecieć w pobliże celów, a ich łączny ładunek bojowy był mniejszy niż ładunek pary F-15E w jednym wylocie, to realny efekt Shahedów jest ograniczony.
Brzmi logicznie. Tylko że to jest bardzo niebezpieczne uproszczenie.
Po pierwsze, w Zatoce nie mamy do czynienia wyłącznie z „Shahedami”. Irański i proirański ekosystem uderzeniowy od lat używa całej rodziny środków: Shahedów, systemów typu Samad, Qasef, Ababil, pocisków manewrujących, rakiet balistycznych i wabików.
Już wcześniejsze ataki na infrastrukturę saudyjską pokazywały, że skuteczność nie wynika z masy pojedynczej głowicy, tylko z połączenia kierunku podejścia, niskiego profilu lotu, saturacji, rozproszenia i obejścia klasycznej architektury obrony powietrznej.
Najlepszy przykład to Abqaiq i Khurais w 2019 roku. Tam nie trzeba było dostarczyć setek ton materiału wybuchowego. Wystarczyło uderzyć precyzyjnie w elementy krytyczne procesu technologicznego.
Efekt? Czasowe wyłączenie około połowy produkcji ropy Arabii Saudyjskiej i około 5% światowej podaży. To nie była demonstracja „dużej bomby”. To była demonstracja tego, że tani środek napadu powietrznego może uderzyć w wąskie gardło systemu.
Po drugie, porównywanie Shaheda do F-15E przez masę przenoszonego ładunku jest analitycznie błędne. Samolot bojowy i masowy dron jednorazowy rozwiązują zupełnie inne problemy. F-15E to platforma wysokiej wartości, wymagająca lotniska, tankowania, załogi, planowania, osłony i pełnego łańcucha operacyjnego. Shahed to tani nośnik presji. Nie musi wygrać pojedynku kinetycznego. On ma zmusić obrońcę do świecenia radarami, zużywania efektorów, odciągania zasobów, rozciągania dyżurów, blokowania ruchu lotniczego, destabilizacji energetyki i szukania tanich metod zwalczania.
Po trzecie, sama liczba trafień nie pokazuje pełnego efektu. Jeżeli państwo Zatoki musi odpalać drogie interceptory przeciwko tanim dronom, to nawet zestrzelenie większości celów może być operacyjnie i ekonomicznie niekorzystne. Reuters pisał wprost, że państwa Zatoki szukają ukraińskich doświadczeń i tanich interceptorów, bo klasyczne rakiety przeciwlotnicze zużywają się za szybko i są zbyt drogie w relacji do celu. Gdyby problem był marginalny, nie byłoby potrzeby ściągania ukraińskich zespołów, technologii wykrywania i tanich dronów przechwytujących.
Po czwarte, WRE rzeczywiście jest ważne. Czasem jest najtańszą i najskuteczniejszą warstwą obrony. Ale stwierdzenie, że „WRE rozwiązuje problem”, jest kolejnym uproszczeniem. Shahedy i ich pochodne są stale modyfikowane. Pojawiają się inne układy nawigacji, zmiany profilu lotu, odmiany z inną elektroniką, wabiki, wersje rozpoznawcze i środki wymuszające pracę obrony. To jest wyścig adaptacyjny, nie zamknięty katalog parametrów z jednego arkusza.
Właśnie dlatego ukraińskie doświadczenie stało się tak cenne dla państw Zatoki. Ukraina nie patrzy na Shaheda jak na „45 kg głowicy”. Patrzy na niego jak na element większego systemu presji: rozpoznanie, trasy dolotu, akustyka, radary krótkiego zasięgu, WRE, mobilne grupy ogniowe, interceptory, koordynacja i ekonomia zwalczania.
I tu jest sedno manipulacji.
Można wziąć liczbę głowic, przemnożyć przez kilogramy i powiedzieć: „to mniej niż jeden wylot pary F-15E”. Tylko że wojna nie jest konkursem na tonaż materiału wybuchowego. Wojna jest konkursem na efekt systemowy.
Shahed nie musi mieć głowicy jak bomba lotnicza. Wystarczy, że zmusi przeciwnika do obrony wszystkiego, wszędzie, każdej nocy, przy kosztach wielokrotnie wyższych niż koszt ataku.
I dlatego lekceważenie tej klasy zagrożeń jest błędem. Nie dlatego, że Shahed jest technologicznie genialny. Właśnie dlatego, że jest tani, masowy, wystarczająco dobry i używany w pakiecie z innymi środkami.
To nie jest „mała bomba z silnikiem”. To narzędzie do przeciążania państwa.