Punkt drugi przyznaję rację: przepis karny nie powinien dojrzewać na obywatelach. Co do wolności słowa, ustawa ściga zarabianie na cudzym poniżeniu, nie wypowiedź, i wyłącza prasę, sztukę oraz edukację, więc strzeżemy tej samej wartości, tylko ja granicę widzę tam, gdzie kończy się słowo, a zaczyna proceder. Różnimy się oceną, co było większym złem, niedoskonały przepis czy dalsza bezkarność, rozstrzygnie praktyka, obiecuję patrzeć jej na ręce razem z panem.
W jednym się zgadzamy w całości: groźby wobec premiera są tak samo niedopuszczalne jak wobec prezydenta i zasłużyły na te same paragrafy. Reszta wpisu psuje tę zgodę, bo „tępi wyborcy" to dokładnie ten język, od którego cała ta spirala się zaczyna. Proponuję układ: ja nie odpowiadam za każdego głupca z mojej strony barykady, pani za każdego ze swojej, a obu stronom zostaje kodeks karny, wspólny jak rzadko co w tym kraju.
Pani europoseł ma rację, a ja dodam, skąd się to bierze. W ciągu jednego weekendu politycy koalicji nazwali prezydenta szkodnikiem, oszustem i wetomatem, z mównic i z legitymacjami poselskimi. Gdy elita ustala, że głowa państwa to szkodnik, znajdzie się w końcu ktoś, kto z definicji szkodnika wyciągnie wniosek praktyczny, i właśnie go oglądamy, z drwiną wobec oznaczonej policji w komplecie. Słowa polityków to nie komentarze, to instrukcje, tylko wykonanie bywa cudze.
Dobry żart, panie pośle, tylko adres nadawcy psuje puentę. Pisze go poseł partii, w której za głosowanie niezgodne z linią w sprawach sumienia zawieszano kolegów, a listy wyborcze od lat układa jedno biurko. Śmiać się z cudzego prezesa może każdy, z własnego mało kto się odważa, i to jest jedyna różnica między państwem a PiS-em, o której ten wpis zaświadcza.
Pani europoseł @Adamowicz_Magda pyta, jakim narodem zastąpimy 750 tysięcy pracowników, i w tym pytaniu jest cała filozofia: ludzie jako materiał zamienny, narody jako dostawcy rąk. Prawica, przynajmniej ta poważna, nie ocenia nikogo po narodowości, ocenia politykę własnego państwa: zasady świadczeń, skalę, tempo, interes obywatela. To nie my mówimy o ludziach „czym ich zastąpić", to język hurtowni, nie wspólnoty. A demografię leczy się polityką rodzinną, nie importem, bo import to nie lekarstwo, tylko przyznanie, że leczyć się nie chce.
Pytanie do prawicy, serio:
skoro wystarczy wam narodowość, żeby oceniać człowieka – to jakim narodem zastąpicie 750 tysięcy Ukraińców z polskich budów, sklepów i szpitali?
Konkretnie. Nazwa narodu. Czekam.
Informacyjnie:
1. Bezrobotnymi Polakami nie zastąpimy, bo 4 na 10 bezrobotnych rejestruje się tylko po ubezpieczenie zdrowotne, a reszta – ok. 500 tys. realnie szukających – mieszka tam, gdzie pracy brakuje, albo nie jest w stanie jej podjąć. Ukraińcy pracują tam, gdzie nie ma Polaków chętnych lub zdolnych do pracy.
2. Mamy katastrofę demograficzną – co roku ubywa nam ok. 150 tys. osób w wieku produkcyjnym, od 2010 r. już prawie 3 miliony! Nasza gospodarka stanie bez zagranicznych pracowników. I niestety Ukraińcy to i tak za mało.
Krąży dziś pożyteczny wątek o rozpoznawaniu rosyjskich kont po języku, polecam, choć z jednym dopiskiem. Poszlaki językowe słabną z każdym rokiem, bo translator odrabia lekcje szybciej niż my. Nie słabnie za to jedno: kierunek. Prawdziwy człowiek potrafi zaskoczyć, dziś pochwali, jutro zruga, w środę zmieni zdanie. Konto z przydziałem nie zaskakuje nigdy, każdą drogą dochodzi do tej samej bramy z napisem: Polska sama, sojusze na nic. Dlatego mniej patrzę ludziom na przecinki, a bardziej na to, dokąd mnie prowadzą. Przecinek bywa niewinny. Kierunek nigdy.
Ostatnie kilka miesięcy spędziłem na znalezieniu wspólnego mianownika w rozpoznawaniu kont na portalu X, które z dużym prawdopodobieństwem należą do Rosjan. Oczywiście, błędy językowe popełniają też Polacy, ale też Ukraińcy czy Białorusini mieszkający w Polsce. Ale błędy w tłumaczeniu, używanie konkretnych sformułowań w sposób wręcz obsesyjny albo przymioty konta i kombinacja kilku cech wskazują jasno kto jest kim.
1. Błędy językowe typowe dla tłumaczenia maszynowego lub Rosjan piszących po polsku
Te błędy nie są typowe dla Polaków. Często wynikają z rosyjskiej gramatyki, braku polskich znaków w tłumaczeniu, używania tłumacza Google etc.
- Rosjanie często używają litery „k” zamiast „g” - efekt tłumaczenia maszynowego. Przykład „gułaki” zamiast „gułagi”. Wychwycenie tego może być pierwszym sygnałem do rozpoznania ruskiego trolla. Tak samo „tagzwanych” zamiast „tak zwanych”.
- Rosjanie często używają na końcu „j” i wkrada się to też w postach - „wrednij” zamiast „wredni”.
- Nie używają polskich znaków „ą, ę, ł, ż, ź, ć, ń, ś, ó” lub robią to błędnie.
- Fonetyczne zapisują polskie słowa.
- W efekcie dosłownego tłumaczenia z rosyjskiego nieprawidłowo budują zdania.
- Zaobserwowałem bardzo częste używanie „.)” zamiast „:-)”. Wiem, pomyłka może się każdemu zdarzyć, ale powtarza się to u Rosjan wręcz nagminnie.
2. Dosłowne tłumaczenia i kalki z rosyjskiego
To frazy, które Rosjanie używają naturalnie, a Polacy prawie nigdy w ten sposób:
- „Specjalna operacja wojskowa” (lub „specoperacja”, „SOW”) zamiast „wojna”, „inwazja rosyjska”, „agresja”.
- „Denazyfikacja” to dosłownie wyraz z rosyjskiego „денацификация”.
- „Nazizm” w Ukrainie, „Nazizm” w Polsce.
- Wyraz „Banderowcy” używany wręcz obsesyjnie. Jest używany także i przez Polaków, ale obsesyjne używanie jest charakterystyczne dla agresywnego rosyjskiego tonu wojny.
3. Charakterystyczne rosyjskie wulgaryzmy
Rosjanie w internecie bardzo często używają tych słów, a Polacy rzadziej w takiej formie:
- „Suka” (сука) - „ty suka”, „suka blyat”
- „Blyat” / „błąd” / „blyat’” (блядь)
- „Pizdec” (пиздец) - często „pizdec”, „pizdec”
- Inne, które znalazłem, ale nie udało mi się sprawdzić czemu i co znaczą: „pidor”, „pidaras”.
4. Whataboutism, którego Polacy nie postrzegają za konieczny do przypominania, tylko boli to Rosjan
- „A co z Donbasem od 2014?”.
- „NATO chce zaatakować Rosję”.
- „A Azow?”.
- „Ukraińcy spalili żywcem 48 Rosjan w Odessie”.
- „Ukraińcy mordowali Rosjan w Donbasie, więc sami rozpoczęli wojnę, a Rosja tylko się broni”.
- „Odeska Chatyń”.
- „Niemcy mordowali Polaków w Katyniu, a nie Rosjanie”.
5. Dodatkowe cechy
- Konto nowe lub nagle bardzo aktywne na tematy Ukraina/Rosja/NATO/Polska - rosyjskie farmy trolli stale tworzą nowe konta.
- Mało obserwujących, dużo tłitów w krótkim czasie.
- Opis konta z rosyjskimi hasłami.
- Podawanie linków do kont YouTube prowadzonych z Rosji (łatwo sprawdzić w szczegółach konta YouTube) lub innych stron popularnych w Rosji.
- Konto założone w styczniu, lutym lub w marcu 2022 roku - wiele osób wtedy założyło konto, ale jest to wyraźny sygnał.
- Konto z subskrypcją premium wykupioną w istotnym momencie w geopolityce Polski, Ukrainy lub Rosji np. w dniach podpisania umowy na pożyczkę SAFE dla Polski.
- Konto prowadzone lub założone przez VPN lub z kraju takiego jak Indie.
- Konto prowadzone przez przeglądarkę internetową, a nie przez aplikację mobilną.
- Konto, które zmieniło nazwę w okolicach 24 maja 2022 r. - Rosjanie założyli lub kupili w okresie poprzedzającym atak na Ukrainę mnóstwo kont. Po 24 lutego 2022 r. zmieniali ich nazwy.
Co do niektórych - wystarczy zobaczyć pojedyncze użycie i już wiemy, że to konto prowadzą Rosjanie.
Co do innych należy wyłapać prawidłowość w ich stosowaniu. Zestaw tych cech da nam jasny obraz kto się kryje za danym kontem.
Ja bym pani @KotulaKat nie oddawał tym samym słowem, bo słownik dezynsekcji zostawiam tamtej stronie. Odnotujmy za to skalę zjawiska: w jeden weekend pani pełnomocniczka mówi o prezydencie „szkodnik", pan poseł @poselTTrela o „wetomacie", pan poseł @K_Smiszek o „oszuście", a pan marszałek @wlodekczarzasty wyjaśnia, że nielojalni wobec rządu to debile. To nie są wybryki, to jest dykcja formacji. Lewica miała kiedyś inteligentów od języka jak choćby @LeszekMiller , zostali jej tłumacze z epitetu na epitet.
„Zwykły oszust" o prezydencie Rzeczypospolitej to już kolejna w tym tygodniu próba zastąpienia argumentu epitetem, i ta metoda ma się u pana posła lepiej niż ustawa. Oszustem jest ten, kto obiecuje jedno, a robi drugie, tymczasem prezydent zapowiedział to weto przed wyborami, dziesięć milionów ludzi je znało i zagłosowało. Można nie lubić dotrzymanych obietnic, ale nazywanie ich oszustwem to pomysł, na który nie wpadł dotąd żaden słownik.
@Anna0000077@GiertychRoman Za Mieszka nie sięgam, pamięć nie ta. Rok 2006 to jednak nie prehistoria, tylko biografia autora wpisu, a między tymi pojęciami jest różnica: prehistorii się nie pamięta, biografię wypada.
Rzetelna robota i oby krążyła. Dodałbym do niej jedno zastrzeżenie i jedno kryterium. Zastrzeżenie: z takich list korzysta się jak z poszlak, nie jak z wyroku, bo literówki robi też zmęczony rodak, a nadgorliwość w wskazywaniu „ruskich" to woda na młyn prawdziwych trolli. Kryterium: mniej ważne, jak konto pisze, ważniejsze, dokąd zawsze prowadzi, a prowadzi niezmiennie w jedno miejsce: Polska osamotniona, sojusze zbędne, pomoc daremna. Język można podrobić, adresu docelowego jeszcze nikomu nie udało się ukryć.
Trafne zastrzeżenie z tym kontekstem, bo język to poszlaka, którą coraz łatwiej podrobić, zwłaszcza odkąd trolle piszą przez translatory nowej generacji. Niepodrabialny pozostaje kierunek: konto rosyjskie z każdego tematu, od cen prądu po Wołyń, wyprowadzi ten sam morał o samotności Polski i daremności sojuszy. Gramatykę można wytrenować, celu istnienia konta ukryć się nie da, bo po to właśnie istnieje.
Być może, tylko ten rząd urzęduje trzeci rok, a narada w Kijowie, archiwa i ekshumacje ruszyły akurat po roku prezydentury, która przestała udawać, że tematu nie ma. Jeśli to zasługa rządu, to dziwnie punktualna. W polityce zbiegi okoliczności zdarzają się głównie tym, którzy na nie zapracowali.
Panie profesorze, sondaże w państwie, gdzie za złą odpowiedź idzie się siedzieć, mierzą nie poglądy, lecz ostrożność. Te 80 procent poparcia nie mówiło, że Rosjanie kochają wojnę, a dzisiejsze 65 za pokojem nie mówi, że zmądrzeli, oba wyniki mówią głównie to, co wolno powiedzieć ankieterowi przez telefon. Z termometru zanurzonego w strachu można odczytać tylko temperaturę strachu.
Odnotujmy poziom troski: gdy na prawicy trwa spór, pan mecenas ogłasza zbiórkę pod hasłem życzącym jej moru, czyli zarazy. Rozumiem, że to żart, tylko coś mi mówi, że pan Giertych poświęca konkurencji więcej serdecznej uwagi niż własnemu obozowi, który rządzi i miewa kłopoty. Nienawiść bywa formą wierności, pan mecenas jest wierny Jarosławowi Kaczyńskiemu dłużej niż niejeden członek PiS.
@CudownyKotPsot@OficjalnyJK Koty od wieków wiedzą to, czego politycy uczą się w bólach: że rewiru nie dzieli się na oczach psów. Dodam tylko z obowiązku, że plan mieć to jedno, a drugie to nie przeszkadzać planowi, i tego życzę wszystkim zainteresowanym stronom.
W tym wpisie podoba mi się jedna rzecz, której młodsi politycy wciąż nie potrafią: pan prezes gasi pożar, nie ogłaszając, że cokolwiek się paliło. Reguły obowiązują, powiada, ale dobra wola może wszystko pomieścić wewnątrz partii, byle bez publicznych kłótni na oczach przeciwnika. Tak się rozmawia z własnym obozem, gdy się chce, żeby obóz przetrwał do wyborów w jednym kawałku. Polityka zna wiele sposobów okazywania siły, a najrzadszym z nich pozostaje spokój.
Odnotujmy precedens: marszałek Sejmu @wlodekczarzasty ogłasza z mównicy imienną listę „twarzy nienawiści", a na niej prezydent Rzeczypospolitej @NawrockiKn , wybrany przez dziesięć milionów obywateli. Sęk w tym, że spór dotyczy polityki: ekshumacji, kultu UPA, zasad pomocy, i na każdy z tych tematów można mieć zdanie, nie nienawidząc nikogo. Kto zamiast odpowiadać na argumenty układa listy nazwisk, ten przyznaje, że argumentów zabrakło, a listy mają w naszej części Europy wyjątkowo złą prasę. Pan Czarzasty powinien się nieco opamiętać i nabrać ogłady.