Przepis o młodzieżowcu to największa futbolowa zbrodnia, jakiej dokonaliśmy. I jest to zbrodnia, której ofiarami są właśnie ci młodzi piłkarze. Piszę to jako osoba, która liznęła tematu nie tylko jako dziennikarz sportowy, ale przede wszystkim jako prezes klubu z niższych lig.
Już tłumaczę, dlaczego zbrodnia. Stworzyliśmy cmentarzysko zawodników w wieku 22 - 25 lat. System, który obowiązuje, to podstawienie trampoliny, żeby wybić się w górę i natychmiastowe zabranie tej trampoliny, gdy już w górze jesteś - co oznacza brutalne lądowanie na beton i połamanie nóg. I koniec w zasadzie. Niższe ligi są pełne zawodników, którzy jako młodzieżowcy zagrali w ekstraklasie czy I lidze i mogli szczerze liczyć na to, że zaczyna się coś pięknego. Ale te „piękne przygody” trwają rok, ponieważ potem w sposób magiczny kalendarz alarmuje, iż skończył ci się abonament na ligi centralne i w twoje miejsce wskakuje ktoś inny, kto przeżywa identyczną, roczną przygodę i komu też wyciągają trampolinę spod nóg. Mielimy młodymi zawodnikami dla samego mielenia, nie traktujemy ich - jako polski futbol - poważnie.
W piątek graliśmy z Mławianką Mława. Z całym szacunkiem dla naszego rywala, nie jest to klub marzeń dla polskich piłkarzy. Tam w składzie między innymi Jakub Kisiel (mecze w ekstraklasie w barwach Legii Warszawa, no i kilkadziesiąt w I lidze - jako młodzieżowiec), z ławki wszedł Marcel Bykowski (mecze w ekstraklasie w barwach Piasta Gliwice), grał też Kacper Świerczyński (mecze w ekstraklasie w Ruchu Chorzów), nie liczę już piłkarzy, którzy jako młodzieżowcy zagrali na poziomie II ligi. A to tylko jeden klub. Cała III i IV liga pełna jest byłych młodzieżowców z dorobkiem na wysokim poziomie. My też takich mamy.
I teraz ktoś powie: w czym problem, dostali szansę, nie sprawdzili się, kolej na następnych. Tylko następnych czeka to samo. To jest permanentny proces, w którym o nic nie chodzi, w którym nie ma żadnych zysków, tylko robimy ludziom krzywdę. Tak naprawdę to są piłkarze pod regulamin rozgrywek, a nie pod taktykę czy wyzwania sportowe. Ale oni mogliby być lepsi, mogliby być wartościowymi piłkarzami, gdyby traktować ich po „sportowemu”, a nie po „regulaminowemu”. Nie każdy musi być Yamalem, naprawdę można sobie wyobrazić kariery, który na dobre wystrzeliwują w wieku 22-23 lat. To ciągle dobry moment. My te momenty gubimy, bo piłkarze w wieku 22-23 lat to już w naszych realiach Mławianka, Mazovia, KTS Weszło albo inny dowolny klub tego typu. Nie istnieje zapotrzebowanie na skauting zawodników z niższych lig, którzy mają więcej niż 21 lat. Wyższe ligi nawet nie spoglądają dziś na 22-latków czy 23-latków. To absurd.
W ekstraklasie czy I lidze grają następni, wcale nie lepsi, a gdy już mogą być lepsi, gdy już niewiele im brakuje, to kalendarz robi im sruuuu do Mławianki, Mazovii czy KTS Weszło. I już nikt nigdy na nich nie patrzy. A ilu młodych chłopaków ma gorszy moment - z powodu kontuzji, problemów osobistych - w wieku 20-21 lat? To jest trudny wiek. U nas przepis sprawia, że gdy miałeś pecha w wieku 20-21 lat, np. odniosłeś wtedy ciężką kontuzję, to już lądujesz na śmietniku. Nikt na ciebie nie czeka, bo regulamin wypchnie na boisko rok młodszego, ale gorszego piłkarza, a ciebie nigdy.
Po poprzednim sezonie zakończył grę w piłkę nasz bramkarz, kilkanaście dni temu skończył 22 lata. Może by i u nas bronił, ale u nas w bramce gra młodzieżowiec (musi grać ich jednocześnie dwóch). Przepisy sprawiły, że zdolny, dobry bramkarz zakończył karierę w wieku 22 lat. To nie jest normalne. Zaraz usłyszę, że mógł szukać szczęścia gdzie indziej. No mógł, ale gdzie indziej jak szukają bramkarza młodego, to w wieku młodzieżowym - bo takie przepisy. Albo opcja druga - doświadczonego. 22-letni bramkarz nikomu do niczego nie jest potrzebny. A co to jest, 22 lata? Przecież to nic. Zamiast do bramek, my strzelamy do młodych ludzi.
„No ale dzięki przepisowi mamy młodych piłkarzy, którzy z powodzeniem grają w ESA”. Gówno, a nie mamy. Zawsze byli młodzi, zdolni piłkarze, którzy grali w ESA. Zawsze byli tacy, którzy rozwinęli się szybciej, albo mieli swój peak w wieku 20 lat. W Legii Borysiuk, Wolski czy Furman nie grali dlatego, że istniał przepis, tylko trener chciał ich wstawiać. Kluby same wiedzą, na kim mogą zarobić najwięcej. To co realnie przepis zmienił to zaczął wycinać zawodników po 22 roku życia, tworząc dziurę pokoleniową. Apeluję do @pzpn_pl i @Czarek_Kulesza, żeby przeprowadzili rzeczowy audyt tego rozwiązania. Tkwienie w głupocie tylko dlatego, że już się do niej przyzwyczailiśmy jest niedopuszczalne.
Due to the match being moved to tonight, there unfortunately won’t be any live updates from our side, as I’m working an evening shift at my job.
You can always follow us on Instagram, where Claes will be posting pictures throughout the match.
W dzisiejszej piłce coraz większą role odgrywają liczby. Mierzony jest każdy ruch pilarza, a większość jego akcji wyrażana jest za pomocą wielu wskaźników.
Jak więc się do tego zabrać i skąd czerpać informacje, skoro większość tych danych stoi za sporym paywallem.
Zapraszam na nitkę darmowych (lub prawie darmowych) narzędzi ułatwiających analizę zawodników oraz meczów piłkarskich 🧵
Może i Allahyar Sayyadmanesh nie jest gwiazdą JPL, ale z pewnością jest, choć lepiej napisać był, jednym z najlepszych piłkarzy Westerlo w ostatnich dwóch sezonach. Do tego jest jeszcze młody i co dla kibiców Lecha powinno być najważniejsze, nie jest kontuzjowany 😜
Niezwykle celny i mądry komentarz prof. Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego do decyzji Zełenskiego ws. “Bohaterów UPA”:
“Jest bardzo poważny i bardzo dobry powód, dla którego Polacy nie stawiają w Suwałkach, Augistowie, Puńsku, czy gdziekolwiek indziej pomników gen. Lucjana Żeligowskiego i żadna jednostka Wojska Polskiego nie nosi jego imienia i powodem tym nie jest zła w Polsce opinia o tym generale ani odmawianie mu autentycznych zasług bojowych dla niepodległości Polski. Jest nim rozsądek polityczny i łatwość przewidzenia, jaki miałoby skutek dla relacji polsko-litewskich, gdybyśmy te pomniki postawili i nadali takiego patrona jakiejś jednostce Wojska Polskiego. To, że tego nie czynimy nie wynika także ze strachu przed Litwą. Wynika z mądrości - chcemy z Litwinami żyć w przyjaźni i rozumiemy jaki oręż włożylibyśmy Moskalom do ręki, gdybyśmy czynili inaczej. Wymóg, by Ukraińcy wykazali się podobnym rozsądkiem nie jest wygórowany”.
@zawodsedzia Czy dobrze rozumiem, że błędem była analiza VAR, a nie sama czerwona kartka?
Gdyby pierwszą decyzją boiskową była czerwień to to się broni?
Tylko że skoro sędzia dał żółtą, to okoliczności nie uzasadniały interwencji VAR?
Niesamowite. Izraelscy żołnierze opowiadają Haaretz o zbrodniach w Strefie Gazy:
Izraelscy żołnierze z urazami moralnymi przyznają się do niewypowiedzianych okrucieństw, których dopuścili się w Strefie Gazy. Mówią, że „przypomniało im to Holokaust”.
Jeden z nich mówi, że wsadzili cywila z Gazy do klatki, rozebrali go do naga, żołnierz na niego nasikał, podczas gdy inni się śmiali.
Inny strzelił z karabinu maszynowego do starszego mężczyzny z trójką dzieci. Kiedy dowódca przybył na miejsce zdarzenia, splunął na ciała i nazwał ich „sukinsynami”.
Inny żołnierz mówi, że natknął się na nieuzbrojonego palestyńskiego cywila, który uniósł ręce. Izraelski żołnierz „podszedł do niego, odczekał kilka sekund i po prostu strzelił, nie zadając pytań, a podejrzany nic nie zrobił”, a następnie opisał incydent jako „wyeliminowanie terrorysty”.
Inny opisuje, jak żołnierze IDF „po prostu czerpali przyjemność z niszczenia” i kradzieży mienia zamordowanych Palestyńczyków.
Powiedział, że żołnierze kradli „sprzęt elektryczny, złote naszyjniki, gotówkę, wszystko” i „nazywał okradanie [Palestyńczyków] błogosławieństwem”.
Żaden z tych żołnierzy nigdy nie został pociągnięty do odpowiedzialności, pomimo ich publicznych przyznań do popełnionych zbrodni.
@86lp22@AntMalinowski_ Otóż to, Lech ma plan, wygląda dobrze, realizuje go, strzela gole, kontroluje mecz, ale wystarczy Lecha trącić, lekko wyprowadzić z obranego kursu, to gubi się, biała flaga i czekanie na wyrok. Żadnej reakcji, charyzmy, wkurwu, chęci wygrania, pokazania wyższości. Nic…