Ten komunikat jest nieprofesjonalny. Oto dlaczego:
1. Nieporadne ujawnianie kulisów decyzji. Tak się nie robi. Normalnie i profesjonalnie nie powinno być żadnego tego rodzaju wpisu. Zamiast tego krótka depesza PAP, że minister zmienił plany. A do dziennikarzy nieoficjalnym kanałem przekazana informacja, że był problem z kalendarzem po stronie amerykańskiego odpowiednika.
2. Podkreślanie, że wizyta będzie realizowana w części składu niższej rangi, gdy odwołano wizytę szefowi, wygląda słabo wobec szefa MON i ustawia stronę polską w klientelistycznej pozycji - tak jakby to strona amerykańska dobierała skład polskiej delegacji.
3. Komunikat jest dla większości ludzi niezrozumiały i wprowadza niepokój. Nie taka jest rola MON.
Im bliżej wyborów, tym więcej będzie takich kwiatków. Ciekawe, co ma do powiedzenia w tej sprawie 👇b. dyrektor w @AWgovPL, którego Piotr Krawczyk będąc szefem służby ściągnął z SWW. Jego rolę w związku z zakupem respiratorów od firmy E&K poseł @jciesz potwierdza?
Polityka PiS (i szerzej prawicy) w służbach zawsze polega na tym samym - na liftingu tego co zastane, asymilacji części kadry i kontynuacji (w SKW było troszkę lepiej).
Ten sam projekt jest obecnie w głowach pretendentów czyli „wrócimy a potem się zobaczy”.
Widziałem to z bliska - przed 2023 i także po wyborach prezydenckich - dawna podejrzliwość i nieufność, czy wola systemowej zmiany - dawno wyparowały. Zbyt dużo interakcji i przenikających się ludzi, środowisk, fascynacji Agencją Wywiadu, strachu, zależności…
Kwestie ideowe - postawa antykomunistyczna, odcięcie się od SB czy krytyka tego czym były służby Tuska w okresie resetu czy czym są po 2023 r. - jest tylko kostiumem na pokaz i rytualnym pustosłowiem. W rzeczywistości są stałe kontakty, telefony, SMS-y, wspomnienia z MSZ, kursów, szkoleń i pobytu Kiejkutach, pośrednicy w kontaktach i przekonanie, że „nasi” w służbach czekają aż wrócimy.
Rzeczywistość tak wygląda podczas, gdy bez służb nie byłoby obecnego bezprawia, ciągłego blamażu Polski i politycznych represji. Służby są dziś częścią tego z czym walczymy!
Pomijam kwestie, że my - Polacy, nie potrafimy w tajne służby. To dziecinada, postkomuna (mentalne kelnerstwo) i powszechna głupota.
Ten PR medialny Miłobędzkiej, te wywiady funków w Wirtualnej Polsce, te zabawy z aneksem, komedia z raportem CIA, te brednie „agencyjnych” dziennikarzy opowiadających bajki kolegów z wywiadu, historie Woźniaka, pochwały dla Białorusi i antyukraińska jazda bez trzymanki, fundacje i ludzie służb w Zondzie, obstawianie i omisiowywanie samozwańców - przyszłych koordynatorów ds. służb, koordynacja Kujawy i Siemoniaka - to jest cyrk na kółkach, który potwierdza tę polską nieumiejętność ws służb specjalnych.
Ale nieumiejętność to jedno, a głupota polityków którzy tego nie widzą - to drugie.
Polska we wspólnocie służb specjalnych to zero. Nie liczy się, ale zawsze może być jeszcze gorzej i wciąż jesteśmy na tej autostradzie. Jak mówi @b_piasecki - odjeżdża i pociąg, i peron! Bye, bye..,
Dobre pytania zadaje Marszałek @krzysztofbosak i @PiotrW1966 - bardzo dobre!
Patologia obecnego działania sądownictwa na konkretnym przykładzie.
Powiedzcie mi drodzy politycy POPiSu czy przedstawiliście choć pół przepisu ustawy lub jakiegoś regulaminu, żeby takie rzeczy się nie działy? Choć trzy linijki kodu informatycznego, żeby jakieś oprogramowanie wyłapywało takie sytuacje? Moim zdaniem nie.
Tylko nie piszcie proszę o zmianach kadrowych na szczytach bo wszyscy wiemy, że od tego nic na dole się nie zmieniło. Szef @MS_GOV_PL może faworyzować dowolną koterię, a na pierwszej linii ciągle to samo!
🛑 Dziś w Sejmie zaprezentowaliśmy projekt ustawy blokujący wypływanie pieniędzy na emerytury dla cudzoziemców. 🛑
Zapraszam do obejrzenia nagrania konferencji!
Apeluję o tworzenie presji na rząd aby projekt uchwalić. Nie wolno nam ani miesiąca dłużej tolerować tego skandalu.
Błędy pierwszego rządu Tuska i skutki bierności rządu PiS w tej sprawie muszą zostać naprawione i właśnie to inicjujemy‼️
Wg moich źródeł mniejszy budżet podyktowany jest tym, że #SWW zakończyło inwestycje rozbudowy nowego kompleksu budynków na tyłach Alei Niepodległości (tzw. budynek bez nazwy). Być może to jest faktyczne uzasadnienie, że budżet spada do planowanego poziomu. W międzyczasie ze służby odeszło bardzo wielu funkcjonariuszy. Warto byłoby się żeby Sejmowa Komisja ds Służb przyjrzała się wydatkom służb w poprzednich latach oraz zaznajomiła się z wydatkami służb analogicznych w państwach sojuszniczych oraz sąsiadujących.
Wg moich źródeł mniejszy budżet podyktowany jest tym, że #SWW zakończyło inwestycje rozbudowy nowego kompleksu budynków na tyłach Alei Niepodległości (tzw. budynek bez nazwy). Być może to jest faktyczne uzasadnienie, że budżet spada do planowanego poziomu. W międzyczasie ze służby odeszło bardzo wielu funkcjonariuszy. Warto byłoby się żeby Sejmowa Komisja ds Służb przyjrzała się wydatkom służb w poprzednich latach oraz zaznajomiła się z wydatkami służb analogicznych w państwach sojuszniczych oraz sąsiadujących.
Wg moich źródeł mniejszy budżet podyktowany jest tym, że #SWW zakończyło inwestycje rozbudowy nowego kompleksu budynków na tyłach Alei Niepodległości (tzw. budynek bez nazwy). Być może to jest faktyczne uzasadnienie, że budżet spada do planowanego poziomu. W międzyczasie ze służby odeszło bardzo wielu funkcjonariuszy. Warto byłoby się żeby Sejmowa Komisja ds Służb przyjrzała się wydatkom służb w poprzednich latach oraz zaznajomiła się z wydatkami służb analogicznych w państwach sojuszniczych oraz sąsiadujących.
Wg moich źródeł mniejszy budżet podyktowany jest tym, że #SWW zakończyło inwestycje rozbudowy nowego kompleksu budynków na tyłach Alei Niepodległości (tzw. budynek bez nazwy). Być może to jest faktyczne uzasadnienie, że budżet spada do planowanego poziomu. W międzyczasie ze służby odeszło bardzo wielu funkcjonariuszy. Warto byłoby się żeby Sejmowa Komisja ds Służb przyjrzała się wydatkom służb w poprzednich latach oraz zaznajomiła się z wydatkami służb analogicznych w państwach sojuszniczych oraz sąsiadujących.
@BBN_PL@Maciej_Korowaj Czy w konsekwencji tych spotkań powstanie jakiś raport lub dokument zawierający wnioski i propozycje rozwiązań? Dobrze żeby tego rodzaju inicjatywy niosły za sobą jakieś efekty dające się wprowadzić do systemu.
I tak naprawdę nigdy nie mogłoby mieć miejsca. Raporty CIA są często zarezerwowane dla interesariuszy administracji amerykańskiej. Szef CIA mógł co najwyżej podzielić się swoją wiedzą i spostrzeżeniami poczynionymi przez rząd amerykański, w tym jego agencję. To stawia @donaldtusk w fatalnym świetle i rujnuje wśród obywateli właściwą postawa w obliczu realnego zagrożenia. Trudno będzie teraz odbudować zaufanie do przekazów dotyczących zagrożeń gdy stają się one przedmiotem politykierstwa.
Uprzejmie polecam Państwa uwadze moją nową książkę "Wojna w Polsce. O ślepocie, błędach i zaniedbaniach polityków przed wojną z Rosją". Na podstawie wywiadów z wybitnymi specjalistami w swoich dziedzinach opowiadam w niej, jak mogłaby wyglądać ewentualna wojna z Rosją i jak jesteśmy na nią przygowani w różnych zakresach: lotnictwa, artylerii, czołgów, obrony cywilnej, medycyny pola walki, wyćwiczenia wojska, jego liczebności, zastosowania nowoczesnych technologii, w tym sztucznej inteligencji, dronów, ratownictwa pola walki etc.
To także książka o tym, jak jesteśmy chronieni przez państwo jako społeczeństwo oraz czy sami jesteśmy gotowi na kryzysowe zdarzenia. Czy nasze piwnice aby na pewno mogą służyć za schrony? Czy jesteśmy gotowi na sytuacje, w których w naszej okolicy zabraknie karetek pogotowia, miejsc w szpitalach, straży pożarnej czy policji? Co zrobić jeśli odetną wodę, a w sklepach zabraknie żywności?
To również książka o tym, jak w ostatnich latach podchodziła do kwestii obronności nasza władza. Dla przykładu przytoczę bardzo skróconą wersję pewnej historii, którą pod nazwiskiem opowiedział mi w tej książce generał Wojska Polskiego:
"Wkrótce po ataku Rosji na ukraińskie Krym i Donbas odbyły się ćwiczenia z zarządzania kryzysowego zorganizowane przez NATO. W ćwiczeniach, które odnosiły się bezpośrednio do hybrydowego zagrożenia ze strony Rosji, wzięły udział najwyższe wojskowe i cywilne instytucje wszystkich dwudziestu ośmiu państw NATO. Uczestniczyły w nich także polskie instytucje – ale w bardzo specyficzny sposób.
Prezydent nie był nimi zainteresowany, więc je zignorował. Podobnie zrobił premier. Ważniejsze sprawy miał też minister obrony narodowej, który przynajmniej wyznaczył do ćwiczeń jedną z urzędniczek resortu. Mimo że ćwiczenia odbywały się przez kilka dni w trybie dwudziestu czterech godzin na dobę, urzędniczka już na pierwszej odprawie zakomunikowała, że w ministerstwie nikt w nocy nie pracuje i ona także nie ma zamiaru tego robić.
– Właśnie atakowała nas Rosja, a my z powodu paraliżu decyzyjnego nie robiliśmy nic, bo w ministerstwie wszyscy spali. W Brukseli zastanawiali się, czy my w ogóle chcemy bronić własnego kraju – opowiada mi oficer uczestniczący w tych ćwiczeniach".
Zachęcam do lektury!
👉 https://t.co/5eCdYUOlXH
Wg moich źródeł mniejszy budżet podyktowany jest tym, że #SWW zakończyło inwestycje rozbudowy nowego kompleksu budynków na tyłach Alei Niepodległości (tzw. budynek bez nazwy). Być może to jest faktyczne uzasadnienie, że budżet spada do planowanego poziomu. W międzyczasie ze służby odeszło bardzo wielu funkcjonariuszy. Warto byłoby się żeby Sejmowa Komisja ds Służb przyjrzała się wydatkom służb w poprzednich latach oraz zaznajomiła się z wydatkami służb analogicznych w państwach sojuszniczych oraz sąsiadujących.
MGŁA WOJNY - NATISK - Rosja zaatakuje polskie wybrzeże?
Granica wschodnia jako magnes, Bałtyk jako druga oś natisku (натиск)
Co by się stało, gdyby dron z Rusinowa zadziałał tak, jak go zaprogramowano?
Odpowiedź jest prosta i dlatego niewygodna. Nie wiedzielibyśmy nic. Gerbera 2 z 4-kilogramową głowicą wykonałaby zadanie nad polskim poligonem, zapalnik czasowy rozerwałby ją nad morzem, a Polska żyłaby dalej w przekonaniu, że rosyjski nacisk ma jeden kierunek, wschodni, i że wystarczy przesunąć tam obronę powietrzną.
Do napisania tego tekstu zainspirował mnie ten jeden błąd zapalnika. Ten błąd Rosjan odsłonił drugą oś natisku, nasze bałtyckie wybrzeże.
Łączę wątki, które od tygodnia prowadzę osobno, Rusinowo, białoruskie ćwiczenia, białoruską pętlę naprowadzania z Rymacz, ostrzeżenia Wilna o przejętych dronach ukraińskich i dzisiejsze wystąpienie premiera.
Stawiam w nim tezę, że wschodnia granica jest w rosyjskim planie magnesem, a nie celem ostatecznym, i że drugą osią natisku jest wybrzeże z jego infrastrukturą energetyczną.
Zastrzegam że oddzielam to, co potwierdzone, od tego, co jest moją oceną, i mówię wprost, gdzie kończą się moje źródła.
MAGNES
Zacznę od tego, co dziś ogłosił premier, bo to porządkuje obraz.
Donald Tusk (@donaldtusk) powiedział z sejmowej mównicy, że w ocenie wywiadów w planie rosyjskim są hybrydowe uderzenia dronami i rakietami na państwa wspierające Ukrainę, w tym Polskę, o charakterze przypadkowym, po których oficjalna narracja będzie brzmiała, że to wypadek, a celem jest pokazanie, że artykuł 5 jest teoretyczny, a nie praktyczny.
Powiedział też, gdzie Polska odpowiada. Obrona przeciwlotnicza została rozwinięta na 6 przejściach granicznych, doszło stanowisko dowodzenia i stanowisko radiolokacyjne, 2 pułki saperów wzmacniają posterunki Straży Granicznej, przy przejściach staną mobilne schrony.
To jest odpowiedź racjonalna i ja jej nie krytykuję.
Chcę jednak pokazać, jak ją czyta Rosja, która siedzi w mojej głowie.
Od 20 sierpnia Rosja uderzyła w przejścia graniczne Ukrainy z Mołdawią i Rumunią co najmniej 6 razy, 13 września spaliła Gierania 800 metrów od Dorohuska, dziś rano wywołała eksplozję 4 km od granicy, którą premier nazwał bardzo masywną.
Każde z tych zdarzeń kończy się tym samym, polskie myśliwce w powietrzu, alerty RCB na wschodzie, zestawy przeciwlotnicze przesuwane bliżej Bugu. Suworow uczył, że natisk kieruje się tam, gdzie przeciwnik nie stoi, a glazomier służy do tego, by zobaczyć, gdzie stoi.
Rosyjski sztab przez 4 tygodnie patrzył, jak Polska ustawia się frontem do Ukrainy. Rusinowo było pytaniem, co zostało za plecami.
Rzymianie znali ten mechanizm na tyle dobrze, że Frontyn poświęcił mu w „Strategemata” osobny rozdział o odwracaniu uwagi przeciwnika.
Najczystszy przykład pochodzi z 295 r. p.n.e. Przed bitwą pod Sentinum konsul Fabiusz Maksymus Rullianus stanął naprzeciw koalicji Galów, Umbrów, Etrusków i Samnitów. Zamiast uderzać w całość, napisał do Fulwiusza i Postumiusza, którzy strzegli Rzymu, by ruszyli z wojskiem na Kluzjum w Etrurii. Etruskowie i Umbrowie, widząc zagrożenie własnych ziem, odeszli ich bronić, a Fabiusz z Decjuszem rozbił pozostałych Samnitów i Galów.
Fortel zadziałał z 2 powodów. Każde państwo broni najpierw tego, co widzi jako zagrożone, a marsz na Kluzjum był realny, nie pozorowany.
Proszę przyłożyć ten obraz do ostatnich 4 tygodni. Uderzenia w korytarz wołyński są realne, tak jak realny był marsz na Kluzjum, i właśnie dlatego ściągają polską uwagę tam, gdzie rosyjski planista chce ją mieć. W tej analogii Polska nie gra Fabiusza. Gra Etrusków, którzy odchodzą bronić swoich ziem, a pytanie brzmi, co zostaje na polu, z którego odeszli.
Nie twierdzę, że korytarz wołyński jest pozorem.
Uderzenia w podstacje trakcyjne Kowel-Jahodyn są realne i zimą zabolą realnie, o czym pisałem w tekście o glazomierze i bystrocie.
Twierdzę, że w logice operacji kaskadowej ten sam nacisk pełni 2 funkcje naraz. Niszczy logistykę Ukrainy i przyciąga polskie zasoby w jedno miejsce. Magnes działa, dopóki nikt nie sprawdza, co dzieje się na przeciwległym końcu kraju.
WYPADEK, NIE PRZYPADEK
Fakty są następujące.
14 września wojsko wraz ze służbą hydrograficzną wyłowiło z morza przy Rusinowie koło Jarosławca dryfujący bezzałogowiec, kilka kilometrów od Centralnego Poligonu Sił Powietrznych w Wicku Morskim.
16 września płk Bartosz Okoniewski z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu podał, że to Gerbera-2 produkowana i stosowana przez Federację Rosyjską, ze sprawną głowicą odłamkowo-burzącą i zapalnikiem, którą zneutralizowano na plaży, a kadłub trafił do badań pod nadzorem SKW.
Rzecznik Dowództwa Operacyjnego ppłk Goryszewski zaznaczył, że od 30 lipca nie odnotowano naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej. Szef MON ocenił 14 września, że Rosjanie najprawdopodobniej utracili nowy model Gerbery podczas manewrów nad Bałtykiem i że dron nie był wycelowany w Polskę.
Do tych faktów dodaję jeden, który w debacie zniknął.
14 września, w dniu wyłowienia drona, na tym samym poligonie rozpoczęły się sojusznicze ćwiczenia Nieustraszony Orzeł-26 w ramach Czarnego Obrońcy-26, zaplanowane do 23 września.
Uzbrojona rosyjska maszyna pojawiła się przy poligonie dokładnie wtedy, gdy zaczął tam pracować w pełnej emisji system dowodzenia obroną powietrzną Sojuszu. Dla rozpoznania radioelektronicznego to cel idealny, bo pobudzony radar w czasie ćwiczeń zdradza tryby pracy, których nie pokazuje w dyżurze pokojowym.
Major Michał Fiszer (@MichaFiszer) stawia tezę, że dron wystartował z Białorusi, przeleciał nad Litwą do obwodu kaliningradzkiego (ja dodam suwalskim korytarzem) i dalej nad morze, pokonując około 500 km, a jego zadaniem było sprawdzenie reakcji bądź braku reakcji polskich radarów i łączności, po czym miał ulec samolikwidacji, która zawiodła.
Trasa jest spójna z zapisem litewskich radarów, które 13 września o 4.05 zarejestrowały obiekt wchodzący z Białorusi koło Varėny i wychodzący po 20 minutach nad Kaliningrad, choć szef litewskiego centrum kryzysowego Vitkauskas dopuszcza także przemytników i liczy 22 podobne przypadki w samym wrześniu.
Major Fiszer pisze też o 3 rosyjskich okrętach rozpoznawczych na środkowym Bałtyku. Tego nie potwierdzam. Wasilij Tatiszczew był 11 września obserwowany na Morzu Północnym u wybrzeży Suffolk, gdzie zaopatrywał fregatę Nieustraszimyj, a zdjęcie Gołowina pokazuje go w Bałtijsku, w porcie macierzystym.
Pobudzone radary mogły równie dobrze nagrywać stacjonarne ośrodki rozpoznania w obwodzie kaliningradzkim, batalion radiotechniczny specjalnego przeznaczenia w Gwardiejsku i Centrum 1223 (Głównego Zarządu Sztabu Generalnego). Przyjmuję moją wersję, dopóki nikt nie pokaże okrętów w morzu.
Mój werdykt co do intencji brzmi tak.
Pochodzenie sprzętu jest rozstrzygnięte, sprzęt jest rosyjski. Wersja o utracie na manewrach nie jest wyjaśnieniem wystarczającym, bo do prób nad morzem nie podwiesza się sprawnej głowicy z zapalnikiem.
Maszyna była przygotowana jak drony wysyłane nad Ukrainę. Rusinowo nie było więc przypadkiem, było wypadkiem. Wypadkiem rosyjskiej operacji, w której zawiódł 1 element, samolikwidator.
Misja się powiodła. Polska włączyła radary, poderwała maszyny, a następnie sama dostarczyła interpretację najmniej kosztowną dla Moskwy.
To jest efekt bez naruszenia w czystej postaci. Rosjanie zmierzyli nie tylko sygnatury elektroniczne, lecz także glazomier Warszawy, czyli czas i kierunek, w jakim osiadamy na wersji o utracie.
Gdyby zapalnik zadziałał, ten pomiar odbyłby się bez naszej wiedzy, a kierunek północny pozostałby dla nas niewidoczny aż do dnia, w którym przestałby być testem.
PRZYKRYCIE BIAŁORUSKIE
Od 15 do 18 września białoruskie Zachodnie Dowództwo Operacyjne prowadzi ćwiczenia dowódczo-sztabowe, których cel resort obrony w Mińsku opisał jako przygotowanie organów dowodzenia i jednostek do wspólnego wykonywania zadań podczas przygotowania i prowadzenia operacji strategicznej.
Poligon Goża (Hoża) leży przy granicy litewskiej, brzeski około 15 km od granicy polskiej, Różański około 60 km. Liczebność utrzymano poniżej progów Dokumentu Wiedeńskiego, a w programie jest rozwinięcie systemów bezzałogowych.
Proszę przeczytać to zdanie dwa razy.
Państwo, które ćwiczy przy granicy NATO rozwinięcie systemów bezzałogowych w ramach przygotowania operacji strategicznej, tworzy tło, na którym każdy start drona jest z definicji ćwiczeniem.
Tego samego dnia, 15 września, rzecznik ukraińskiej Straży Granicznej Demczenko potwierdził, że uderzenia na Rówieńszczyznę, Wołyń i Lwowszczyznę były wspierane z terytorium Białorusi przez stacje retransmisyjne sygnału.
Białoruska pętla naprowadzania, którą przy analizie Rymacz stawiałem jako ocenę własną, stała się faktem urzędowym. Jeżeli Kolega Fiszer ma rację co do trasy Gerbery z Rusinowa, ta sama pętla posłużyła nad Bałtykiem jako droga dolotu, a nie tylko jako kanał sygnału.
Tu wchodzę na teren hipotezy i mówię to wprost.
Rosyjska logistyka wojenna stoi na kolei, a białoruska sieć kolejowa dochodzi do granicy polskiej i litewskiej w Brześciu, Grodnie i Kuźnicy gęstą wiązką bocznic i stacji przeładunkowych.
Start dronów dalekiego zasięgu z platform kolejowych ustawionych na bocznicy w strefie ćwiczeń nie wymaga infrastruktury, której nie ma, daje ruchliwość, którą trudno śledzić, i przykrycie, które ćwiczenia zapewniają z góry.
Nie znalazłem w jawnych źródłach potwierdzenia, że Rosja stosuje kolej jako platformę startową dronów na Ukrainie, więc traktuję ten wątek jako hipotezę operacyjną, a nie fakt.
Zaznaczam ją, bo rozstrzyga o tym, gdzie patrzeć.
Jeżeli starty odbywają się z bocznic w pasie 15 do 60 km od granicy, to wskaźnikiem nie są kolumny wojska, lecz nietypowy ruch składów towarowych do poligonów brzeskiego i różańskiego w porze nocnej oraz zamknięcia odcinków dla ruchu cywilnego.
CELE NA WYBRZEŻU
Polska w ciągu 10 lat przeniosła swoje bezpieczeństwo energetyczne na wybrzeże, i to jest fakt, który w rosyjskim sztabie wisi na ścianie.
Terminal LNG w Świnoujściu i wyjście Baltic Pipe pod Niechorzem przyjmują gaz, który zastąpił rosyjski. Kabel SwePol Link kończy się w stacji Słupsk w Wierzbięcinie, a więc kilkadziesiąt kilometrów od plaży w Rusinowie.
Farma Baltic Power podała 10 lipca pierwszą energię do nowej stacji Choczewo w Osiekach Lęborskich, obok której powstaje elektrownia jądrowa. Naftoport i rafineria w Gdańsku przyjmują ropę, która zastąpiła ropę z Przyjaźni. Do tego dochodzi baza w Redzikowie z radarem Aegis Ashore, o której piszę jako o obiekcie zainteresowania rosyjskiego rozpoznania, nie jako o celu potwierdzonym.
Zestawmy to z tym, co premier powiedział o zimie.
Rosja chce zniszczyć energetykę Ukrainy i jednocześnie przejścia graniczne, tak by polska pomoc, generatory i paliwo, nie mogła dotrzeć. To jest oś wschodnia.
Oś północna ma tę samą logikę tylko odwróconą.
Incydent na infrastrukturze energetycznej wybrzeża w środku zimy nie musi wyłączyć Polsce prądu ani gazu, wystarczy, że wywoła w Polsce debatę o tym, ile kosztuje nas wspieranie Ukrainy i czy nasze własne bezpieczeństwo energetyczne jest zabezpieczone.
W moim modelu analitycznym (analityka kwantowa) podstacje trakcyjne między Kowlem a Jahodynem i stacja Słupsk czy wyjście Baltic Pipe pełnią tę samą rolę. Są wąskimi gardłami, a nie symbolami.
Rosyjski sztab nie uderza w symbole.
Dlatego nie oczekuję uderzenia w sensie celowego trafienia w polskie terytorium z jawnie rosyjskiej platformy.
To przecina logikę rosyjskiej operacji kaskadowej, która polega na unikaniu jednego niepodważalnego faktu zdolnego wymusić zbiorową decyzję sojuszników.
Oczekuję incydentu kinetycznego z wbudowaną odmawialnością, do którego Rusinowo dostarczyło gotowy scenariusz. Następna Gerbera z głowicą nie musi wpaść w morze. Może spaść przy ogrodzeniu stacji przekształtnikowej, w strefie poligonu podczas strzelań albo przy farmie wiatrowej, a Moskwa odpowie, że nic nie wysyłała, bo Polska sama tłumaczyła poprzednią jako rosyjską utratę na manewrach.
POD OBCĄ FLAGĄ
Jest jeszcze wariant, o którym mówi się ciszej, a który wywiady regionu uznają za najbardziej realny.
Litewski minister obrony Robertas Kaunas powiedział 6 sierpnia, że Litwa ma dane, iż Rosja rozważa niekonwencjonalne uderzenia kinetyczne w infrastrukturę krytyczną regionu bałtyckiego i że prawdopodobnie użyłaby do tego dronów produkcji ukraińskiej, odbudowanych z wraków zestrzelonych i przejętych maszyn.
Nazwał to operacją pod fałszywą flagą i najbardziej realistycznym scenariuszem, zastrzegając, że nie wykryto decyzji o jej uruchomieniu.
Doradca prezydenta Ukrainy Serhij Beskrestnow pokazał 2 sierpnia nagranie maszyny przypominającej ukraińskie FP-1 i FP-2 pod rosyjską kontrolą i powiedział, że wróg zbiera ocalałe drony, naprawia je i przygotowuje do przyszłych prowokacji. Szef polskiego MON ostrzegał o tym samym w lipcu.
Proszę zauważyć, do kogo adresowany jest ten wariant.
Rosyjska Gerbera spadająca przy poligonie mierzy NATO, jego czas decyzji i skłonność do uznania przypadku. Ukraiński dron spadający na polską stację energetyczną mierzy polskie społeczeństwo. Uruchamia narrację, którą w monitoringu kaskady śledzę od 7 tygodni jako domenę wpływu, o Ukrainie wciągającej Polskę do wojny, o kosztach pomocy, o tym, że Kijów strzela w naszą stronę.
Rusinowo z tego punktu widzenia jest zrozumiałe. Do testu używa się własnego sprzętu, bo test ma pozostać niewidoczny. Do wykonania używa się cudzego, bo wykonanie ma być widoczne i ma dzielić.
Oba narzędzia leżą w tej samej skrzynce i oba pasują do wybrzeża, gdzie infrastruktura jest skupiona, a osłona popietrzna rozciągnięta i w trybie pokojowym.
CO POWIEDZIAŁ PREMIER I CZEGO NIE POWIEDZIAŁ
Wystąpienie z 17 września potwierdza mechanizm, o którym piszę od Jahodyna, i robi to językiem państwa.
Uderzenia o charakterze przypadkowym, cel w postaci przejść granicznych po stronie ukraińskiej, a przez incydenty także polskiej i mołdawskiej, artykuł 5 jako przedmiot testu.
Dodaje Mołdawię jako trzeciego adresata, co rozszerza mapę kaskady na południe. Rozszerza też okno, bo mówi o późnej jesieni i zimie, a nie o październiku, na który wskazywałem.
Przyjmuję tę korektę częściowo. Październik traktuję nadal jako okno pierwszego uderzenia w korytarz, ale całość natisku przedłużam w głąb zimy, tak jak sugerował mój wykres dróg eskalacyjnych.
Ważniejsze jest to, czego premier nie powiedział.
Ani słowa o Bałtyku, o Rusinowie, o wybrzeżu. Cały ogłoszony pakiet obronny jest wschodni.
Widzę dwa możliwe powody i oba wzmacniają tezę tego tekstu.
Jeżeli wywiady nie widzą osi północnej, to jest to luka, którą trzeba nazwać. Jeżeli widzą, ale rząd woli o niej nie mówić, to publiczna koncentracja uwagi na wschodzie jest dokładnie tym, czego rosyjski natisk potrzebuje.
Magnes działa również wtedy, gdy wiemy, że jest magnesem.
Jest wreszcie napięcie, które warto zapisać.
14 września MON mówił o utracie na manewrach. 17 września premier zapowiada, że Rosja będzie mówić o przypadku, i z góry odbiera jej ten argument.
Rząd w 72 godziny przeszedł od interpretacji najłagodniejszej do najtwardszej. To dobrze, bo państwo, które zawczasu ogłasza, jak będzie brzmiało kłamstwo, trudniej potem przekonać, że to jednak był wypadek.
Właściwym pomiarem będzie jednak dopiero to, czy nazwanie zagrożenia z mównicy przełoży się na nazwanie sprawcy po incydencie, i to w ciągu godzin, nie tygodni.
WNIOSKI
Odpowiadam na pytanie z tytułu.
Rosja nie zaatakuje polskiego wybrzeża tak, jak atakuje Charków. Zaatakuje je tak, jak zaatakowała Rusinowo, tylko tym razem z zamiarem, by o tym było wiadomo, i z podpisem, który da się zaprzeczyć.
Uważam za prawdopodobne, że w oknie od października do końca zimy dojdzie na wybrzeżu do incydentu kinetycznego z udziałem bezzałogowca, którego pochodzenie będzie sporne przez pierwsze doby.
Za najbardziej prawdopodobne miejsca uważam pas między Ustką a Choczewem, gdzie na odcinku 100 km leżą poligon, stacja Słupsk, Redzikowo, Choczewo i lądowanie Baltic Power, a w drugiej kolejności Świnoujście z Niechorzem.
Za najbardziej prawdopodobną formę uważam rosyjską platformę tanią i seryjną, Gerberę lub jej odpowiednik, z wersją o utracie przygotowaną z góry, a za wariant o wyższym koszcie i wyższej stawce przejętą maszynę ukraińską.
Uwaga - to jest ocena, nie fakt, i będę ją korygował wraz ze wskaźnikami.
Liczby, które za tym stoją, są następujące.
W monitoringu kaskady, który prowadzę od 27 lipca, zebrałem 39 wskaźników w 7 domenach.
W fazie do 27 sierpnia było ich 1,31 na okno 72-godzinne, od 28 sierpnia jest 2,84, czyli wzrost 2,2-krotny.
Kaskady spełniające restrykcyjny próg 4 domen potwierdziłem 31 sierpnia i 8 września. Zdarzenia z tego tygodnia, Rusinowo w domenie lotniczej, białoruskie ćwiczenia w domenie sygnalizacji wojskowej, potwierdzenie retransmisji w domenie białoruskiej pętli i 2 uderzenia w Jahodyn w pasie przygranicznym, ustawiają trzecią kaskadę wcześniej, niż zakładał rytm 14-dniowy.
W tekście z 15 września pisałem, że trzecia kaskada przed 25 września przesuwa natisk na wcześniej.
Jesteśmy w tym punkcie.
WSKAŹNIKI
Rozstrzygnięcie o Rusinowie leży w pamięci dronowego kontrolera lotu i w tym, czy SKW ujawni choć fragment trasy, bo zapis nawigacji zamknie spór między utratą a misją.
Rozstrzygnięcie o drugiej osi leży w kilku obserwacjach dostępnych z otwartych źródeł.
Kolejne przeloty z Białorusi do Kaliningradu nad Litwą trzeba rozdzielić po wysokości i prędkości na przemytnicze i wojskowe, a 22 przypadki z września to próba wystarczająca.
Wyjścia Gołowina, Tatiszczewa i Syzrania z Bałtijska są widoczne dla obserwatorów zatoki i cieśnin, więc ich pojawienie się na środkowym Bałtyku przed końcem Czarnego Obrońcy da tezie Fiszera oparcie, którego dziś nie ma.
Przechwycenia Ił-20 w dniach ćwiczeń, zamknięcia akwenów u wybrzeży obwodu kaliningradzkiego i komunikaty rosyjskiego MO o polskich prowokacjach na Bałtyku będą sygnałem przygotowania narracji pod incydent.
Po stronie białoruskiej patrzę na nocny ruch składów do poligonów brzeskiego i różańskiego, na przedłużenie ćwiczeń poza 18 września i na każde doniesienie o maszynach typu ukraińskiego nad Białorusią, bo przejęty dron musi skądś wystartować.
Po stronie polskiej patrzę na zgłoszenia obiektów nad morzem w rejonie Ustka-Łeba, na zmiany w planach strzelań na poligonie i na to, czy obrona powietrzna z wybrzeża pojedzie na wschód.
Każdy z tych sygnałów przesuwa natisk na wcześniej, tak samo jak druga podstacja przed 30 września w korytarzu wołyńskim.
CO TO ZNACZY DLA NAS
Po pierwsze, nie ogołacać wybrzeża. Przesunięcie zestawów na 6 przejść granicznych jest słuszne, ale jeżeli odbywa się kosztem osłony Słupska, Choczewa i Świnoujścia, to Polska wykonuje ruch, który rosyjski sztab zaprojektował.
Po drugie, potraktować pas od Ustki do Choczewa jako 1 kompleks chroniony, z pokryciem radiolokacyjnym na małych wysokościach nad morzem, którego dziś, jak pokazał dryfujący dron, nie mamy w stopniu wystarczającym.
Po trzecie, przyjąć zawczasu protokół atrybucji. Każdy bezzałogowiec na polskiej ziemi lub w polskim morzu otrzymuje w ciągu 24 godzin publiczną ocenę pochodzenia sprzętu, osobno od oceny intencji, bo to właśnie zwłoka między jednym a drugim jest przedmiotem rosyjskiego pomiaru.
Po czwarte, powiedzieć o Białorusi to, co powiedziała ukraińska Straż Graniczna. Państwo, które retransmituje sygnał dla dronów uderzających 4 km od naszej granicy i ćwiczy rozwinięcie systemów bezzałogowych 15 km od Terespola, nie jest tylko widzem, jest wspólnikiem.
Po piąte, rozszerzyć logikę Eastern Sentry na morze, bo osłona wschodniej flanki, która kończy się na linii brzegowej, ma dziurę dokładnie tam, gdzie leży polska energetyka.
Suworow pisał, że natisk bez glazomieru jest głupotą, a glazomier bez natisku tchórzostwem. Rosyjski sztab przez 4 tygodnie mierzył nas nad Bugiem i 1 raz, przez wypadek, pokazał, że mierzy nas także nad morzem.
Pytanie tego tekstu nie brzmi, czy Rosja zaatakuje polskie wybrzeże. Brzmi, czy Polska zauważy, że jest mierzona z 2 stron, zanim pomiar zamieni się w natisk.
Wegecjusz zapisał w „Epitoma rei militaris”, wśród ogólnych reguł wojny, zdanie, które rzymscy dowódcy powtarzali jako oczywistość. „Melius est post aciem plura servare praesidia quam latius militem spargere”, Czyli w moim tłumaczeniu lepiej zachować więcej odwodów za linią, niż rozciągać żołnierza zbyt szeroko.
Polska ustawia dziś żołnierza wzdłuż linii, którą wskazał jej przeciwnik, i rozciąga go od Terespola po Medykę. Odwód, o którym pisze Wegecjusz, nie stoi jednak za tą linią.
Stoi nad morzem, przy stacjach, które zimą trzymają polską energetykę, i to tam rozstrzygnie się, czy pomiar z Rusinowa był ostatnim testem, czy pierwszym krokiem.
Przypomnę że Etruskowie pod Sentinum tego nie sprawdzili.
Pozdrawiam i dziękuję.
W ślad za ostatnim postem Pana @PiotrW1966 - Mam kilka publicznych pytań dotyczących polityki kadrowej @AWgovPL oraz płk Anetty Maciejewskiej, która w latach 2018–2024 pełniła funkcję Zastępcy Szefa AW, a wcześniej kierowała Departamentem Operacyjnym.
1/ Czy płk Anetta Maciejewska w trakcie swojej wieloletniej służby kiedykolwiek pełniła służbę na polskiej placówce zagranicznej albo odbyła długoterminową misję operacyjną poza Polską? Jeśli nie, to w jaki sposób brak takiego doświadczenia był oceniany przy powierzaniu jej stanowiska Dyrektora Departamentu Operacyjnego, a następnie Zastępcy Szefa AW?
2/ Jakimi językami obcymi posługiwała się płk Maciejewska i czy jej znajomość języka lub języków obcych została formalnie potwierdzona egzaminem wymaganym w służbie? Czy AW może podać, jakie kwalifikacje językowe są wymagane od osób kierujących pionem operacyjnym i od członków kierownictwa Agencji?
3/ Czy wobec płk Maciejewskiej kiedykolwiek prowadzono czynności wyjaśniające lub dyscyplinarne związane z działaniami dotyczącymi placówki w Teheranie, w tym sprawami wizowymi? Nie przesądzam, że takie postępowanie miało miejsce. Pytam, czy AW może jednoznacznie potwierdzić albo zdementować te informacje oraz, jeśli takie czynności prowadzono, podać ich wynik w zakresie możliwym do ujawnienia.
4/ Jakie są faktyczne kryteria awansu do najwyższego kierownictwa Agencji Wywiadu? Czy wymagane jest doświadczenie na placówce zagranicznej, praktyka operacyjna poza Polską oraz potwierdzona znajomość języków obcych? Jeśli nie, jakie kompetencje są uznawane za równoważne?
5/ Czy Agencja Wywiadu finansuje, współfinansuje, organizuje albo w inny sposób ponosi koszty aktywności medialnej, promocyjnej lub marketingowej osób występujących publicznie jako „Major Tarski” oraz Vincent V. Severski? Czy osoby te posiadają obecnie jakąkolwiek formalną lub nieformalną rolę doradczą wobec AW, uczestniczą w działaniach wizerunkowych, rekrutacyjnych albo mają jakikolwiek udział w opiniowaniu lub kreowaniu polityki kadrowej Agencji?
To są pytania dotyczące standardów funkcjonowania instytucji państwowej odpowiedzialnej za bezpieczeństwo RP. Tam, gdzie odpowiedź nie narusza ochrony informacji niejawnych, opinia publiczna powinna móc poznać fakty.
#AgencjaWywiadu #AW #SłużbySpecjalne