❌ To już jest jazda po bandzie! Miesiąc temu - działając na podstawie ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora - w związku z ujawnieniem dokumentu „Health Care Professional Fees 2024”, z którego jasno wynika, że obecny Szef Głównego Inspektoratu Sanitarnego, dr Paweł Grzesiowski, jeszcze w 2023 roku otrzymywał wynagrodzenie „za świadczone usługi i konsultacje” od firmy Viatris, zwróciłem się do Premiera RP z prośbą:
➡️ o niezwłoczne przeprowadzenie niezależnej kontroli służbowej lub audytu,
➡️ o przekazanie mi oświadczenia majątkowego Szefa GIS za rok 2024.
W normalnym państwie każdy premier czy minister zdrowia zareagowałby natychmiast. Ale… nie w Polsce.
Po miesiącu - a więc z rażącym przekroczeniem ustawowego terminu 14 dni - poinformowano mnie (pismo sygn. NKM.050.2.2025.1.AK), że:
➡️ nie będzie ani kontroli, ani audytu,
➡️ dr Paweł Grzesiowski nie wyraził zgody na ujawnienie treści swojego oświadczenia majątkowego, w związku z czym - jako poseł - NIE otrzymam tego dokumentu.
Cisną mi się na usta słowa komentarza, ale… zostawię to Polakom.
🇵🇱🇺🇦 Szef ukraińskiego IPN o zbrodni w Puźnikach:
„Sam atak nie miał charakteru ludobójstwa ani żadnego zamordowania ludności cywilnej. Co właściwie potwierdzają szczątki ekshumowanych, w tym 15 męskich kości w wieku mobilizacyjnym. Wieś Pużniki była jednym z ośrodków, w których NKWD współpracowało z polskimi partyzantami przeciwko ludności ukraińskiej" - powiedział portalowi TSN szef Instytutu Pamięci Narodowej Ołeksandr Ałfiorow.
27.03.2025 r. - Niemcy:
Fallyn B. została zaatakowana przez Erytrejczyka, który chciał ją obrabować i zgw...
Dziewczyna broniła się nożem i zatłukła napastnika.
Dziś rozpoczął się jej proces.
Jest oskarżona o umyślne spowodowanie obrażeń ciała, które były śmiertelne!
Już wiecie, czy jeszcze nie wiecie, że to samo będzie w Polsce? Jak tylko już uporają się z osobami takimi jak ja i wsadzą nam tu własnych niechcianych gości.
Niemcy tak to zorganizowali, że reparacje wojenne dla Włoch zawarte są w KPO. Sprytne, prawda? I tak oto cała EU płaci za Niemcy. Marzenia malarza o Rzeszy spełniają się na naszych oczach i za nasze pieniądze 💰
‼️Mamy najdroższe kredyty hipoteczne w UE ‼️
Ale czy naprawdę bankom się to opłaca?
🔹 Kredyt hipoteczny:
•500k na 6,8% (zmienne, WIBOR).
•Oddajesz prawie 1 mln zł.
•Bank płaci 19% CIT, a od 2026 r. 30% CIT.
🔹 Obligacje skarbowe:
•500k na 6% (stałe!)
•Po 30 latach: 2,87 mln zł.
•0% podatku (zwolnienie z CIT).
•Minimalne ryzyko, zero kosztów obsługi klienta.
👉 Bankom kompletnie nie opłaca się udzielać kredytów hipotecznych!
Po co ryzykować z Kowalskim, skoro można kosić miliardy na obligacjach państwa?
A teraz najlepsze:
✔️ Około 50% banków w Polsce jest kontrolowanych przez rząd (PKO BP, Pekao, BOŚ, Alior częściowo).
✔️ Więc to rząd łupi ludzi na kredytach!
Pani Minister @Kpelczynska, może zamiast walczyć z deweloperami i rentierami, warto obniżyć marże na kredyty w bankach, które kontrolujecie?
Inne pójdą za trendem.
Bo gdyby politykom naprawdę zależało na ludziach, a nie tylko na sianiu zamętu i robieniu własnej kariery...
Prowadzona przez Ukraińca wyższa uczelnia w Polsce była fabryką fałszywych dyplomów dla obcokrajowców. W imieniu RP wydano tysiące świadectw kupionych za łapówki!
Decyzję o wpisaniu uczelni na listę szkół wyższych w Polsce podjęto za rządów Prawa i Sprawiedliwości. Od 2019 r. przez Wyższą Szkołę Nauk Społecznych i Bezpieczeństwa w Łodzi przewinęły się tysiące studentów, głównie z Ukrainy. Jak podaje portal WP powołując się na dziennikarzy "Rzeczypospolitej" w 2021 r. z 2499 studentów, tylko 7 było Polakami!
Prokuratura Krajowa postawiła władzom uczelni zarzuty korupcji i handlu dokumentami. Łapówki wręczali nie tylko studenci. Prorektor uczelni, Iryna K. miała wręczyć około ćwierć miliona złotych łapówki członkom Polskiej Komisji Akredytacyjnej w zamian za pozytywną ocenę kierunków prowadzonych przez uczelnię. Przyjmowała też łapówki od studentów w zamian za wydane dyplomy. W sumie mowa tu o ponad 3 mln zł. Te same zarzuty usłyszał też rektor uczelni.
"Co pana tak bawi??" Prezes Związku Ukraińców w Polsce, pan Skórka, nie może się powstrzymać od śmiechu, kiedy Fogiel wypomina mu, że polski IPN złożył 9 wniosków (w 65 lokalizacjach!!) o ekshumacje ofiar, a łaskawie umożliwiono nam jedną, w Puźnikach. "Ale przecież ekshumacje trwają!" - oburza się Skórka.
Tak, tylko że nie wołyńskie, a żołnierzy polskich pod Lwowem. Oczywiście że im też się to należy, ale czy to nie sprytne, żeby zamiast kobiet i dzieci, pozwolić na "inne" ekshumacje? I to też po "usilnych staraniach"!
Od 3 i pół roku słyszę, że Ukrainie należy się bezwarunkowa pomoc bo inaczej nie będzie Ukrainy a Rosja.
Mówię, że skoro daliśmy Ukraińcom Kraby a oni w zamian dogadali się z Unią na uderzenie w nasze rolnictwo nieuczciwą konkurencją, to jest to frajerstwo.
Słyszę, że tak trzeba było bo inaczej Ukraina przegra wojnę.
Mówię, że skoro kupujemy i utrzymujemy Ukraińcom amerykański Internet od Elona Muska a oni w zamian budują we Lwowie Muzeum Szuchewycza, to jest to frajerstwo.
Słyszę, że tak trzeba było bo to niska cena za trzymanie Rosji z dala od nas.
Mówię, że skoro przekazaliśmy im ponad 250 czołgów T-72 a oni w zamian pomiatają nami i oszukują przy negocjacjach dot. wwożenia transportu drogowego towarów, doprowadzając przez dogadanie się z Unią do trwałego zniszczenia polskiej branży transportowej odpowiadającej niegdyś za 7% PKB, to jest to frajerstwo.
Słyszę, że tak trzeba było, bo Ukraina walczy za nas.
Mówiłem, że skoro udostępniliśmy Ukrainie lotnisko Jasionkę jako ich główny hub, więc są w tym zakresie całkiem zdani na naszą łaskę, a oni w zamian blokowali ekshumację polskich ofiar ludobójstwa na Wołyniu, ekshumację dzieci, dziewcząt, starców, a teraz grożą “reakcją” na próby penalizacji symboliki banderowskiej, to jest to frajerstwo.
Słyszę, że tak trzeba było bo inaczej Ukraina przegra wojnę. I że to tanio.
Nieprawdopodobne, że tak głupi spin jest tak popularny.
Otóż, uwaga: jeżeli nie kupilibyśmy Ukrainie Internetu, to sami by sobie kupili. Oligarchów jest u nich w bród.
A jeżeli postawiliśmy warunki - czołgi za ekshumacje na Wołyniu, Kraby za dogadanie się ws transportu drogowego, Jasionka za dogadanie się ws produktów rolnych - to by się zgodzili.
A jeżeli powiedzieliby wtedy, że w takim razie nie chcą naszego sprzętu i naszej pomocy, to oznaczałoby, że jej nie potrzebują, a nie, że w takim razie przegrają wojnę z Rosją.
Ale się nie zgodzili, bo jesteśmy frajerami i nigdy tak sprawy nie postawiliśmy. Za to ustami PiSu mówiliśmy, że jesteśmy ich sługami, a ustami KO, że oferujemy bezwarunkową pomoc.
To dlaczego mieliby iść na ustępstwa?
I wiecie dlaczego spin, że “trzeba koniecznie opłacić Ukrainie Internet, bo w innym przypadku nie będzie ich stać na dokończenie Muzeum Szuchewycza we Lwowie, przez co przegrają wojnę z Rosją” jest tak popularny i w PiS i w PO?
Bo tylko tak i jedni i drudzy są w stanie uzasadnić wyborcom, dlaczego są takimi frajerami. A z nimi frajerami jesteśmy i my.
Dla każdego jest oczywiste, że Ukraina poradzi sobie bez Starlinków, oni nie potrzebują płacenia za ich Internet. To czego naprawdę potrzebują, to żołnierze. I wiecie co? Tak się akurat składa, że mamy na swoim terytorium dziesiątki (jeśli nie setki) tysięcy ludzi, którzy z ich perspektywy są dezerterami. Gdyby paradygmat zwycięstwa Ukrainy rzeczywiście prawdziwy, to zamiast bredzić o Internecie który walczy z Rosją, rozpoczęlibyśmy poważną debatę nad tym faktem i co z tym fantem zrobić. Ale nie rozpoczęliśmy. Wiecie dlaczego?
Bo załganym politykom wcale nie chodzi o zwycięstwo Ukrainy, tylko o to, żeby Glovo z Mac’iem przyjechało o 3 minuty szybciej.
Czytam, że polska placówka dyplomatyczna w Rzymie "zapomniała" o 15 sierpnia i o Monte Cassino. To nieprawda. O takich datach się nie zapomina. To są dni wypalone w świadomości narodu. To są symbole, które nie wymagają kalendarza.
Jeżeli w Święto Wojska Polskiego – w najważniejszy dzień, kiedy naród oddaje hołd żołnierzowi – na cmentarzu pod Monte Cassino nie pojawił się ani wieniec, ani znicz, to znaczy jedno. Tak zdecydowano.
Tak zdecydował człowiek, który nosi nazwisko Schnepf. Syn oficera LWP, uczestnika obławy augustowskiej – jednej z najbardziej haniebnych zbrodni na polskich żołnierzach podziemia, którzy nie chcieli oddać Polski w ręce Moskwy. Ojciec wyłapywał i mordował polskich bohaterów, syn – na salonach III RP – robi wszystko, by świat o tych bohaterach zapomniał.
Nieprzypadkowo to właśnie on stał na czele buntu tzw. Konferencji Ambasadorów RP – grupy byłych dyplomatów, w istocie starych aparatczyków, którzy od 2018 roku specjalizują się w jednym: opluwaniu Polski na arenie międzynarodowej. To on w 2019 roku sygnował list, w którym Polskę przedstawiano jako kraj "niepraworządny", byle tylko Donald Trump spojrzał na nas z góry jak na kłopotliwego petenta.
I oto obrazek roku 2025 z 15 sierpnia. Polacy przychodzą na cmentarz prywatnie, z potrzeby serca. A cmentarz jest pusty. Nie ma ani dyplomatów, ani wieńców, ani zniczy. Polscy żołnierze zostali zostawieni samym sobie – tak, jakby państwo polskie odcięło się od własnej historii.
Przecież o to właśnie chodzi. Bo dla tych, którzy wychowali się w cieniu czerwonego sztandaru, pamięć o Andersie, Maczku i Sosabowskim jest wręcz niebezpieczna. Ona przypomina, że Polacy potrafili zwyciężać i walczyć o swoją wolność, a oni – całe życie – robili wszystko, by Polska była podległa, cicha i posłuszna. To nie jest incydent. To nie jest błąd. To jest znak.
Tak właśnie wygląda kraj rządzony przez ludzi, którzy wstydzą się własnej historii, którzy czczą obce stolice, a własne groby mają za ciężar. Oni potrafią wysłać gratulacje i donosy do Berlina i Brukseli, ale nie potrafią zapalić znicza na Monte Cassino. Będą pisać elaboraty o "praworządności", ale nie zdobędą się na najprostszy gest wobec tych, którzy oddali życie za to, by Polska w ogóle mogła istnieć.
I tu jest sedno. Polacy muszą wreszcie otworzyć oczy. Muszą zacząć dostrzegać znaki, które są wszędzie – w pustych cmentarzach, w zakłamywanej historii, w ustawicznej pogardzie wobec własnych bohaterów. W wybielaniu niemieckich zbrodniarzy i przypisywaniu nam ich win.
Sprawa jest prosta. Jeśli nie zaczniemy ich czytać, jeśli nie zrozumiemy, dokąd to prowadzi, to któregoś dnia obudzimy się w kraju, który już nie będzie naszym państwem. Monte Cassino to nie tylko cmentarz – to lustro. I co w tym lustrze dostrzegacie? Bo ja coś przerażającego.
Polacy – jeśli nie zaczniecie widzieć znaków, jeśli nie zaczniecie wyciągać wniosków, to za chwilę nie będzie już czego bronić. Nie będzie Polski.
💬 Jeśli też uważasz, że w wolnej, niepodległej Polsce ani Dorotka, ani tym bardziej Ryszard nie powinni dostać nawet złotówki wypracowanej dłonią polskiego podatnika, a III RP musi upaść:
👉 Postaw kawę: https://t.co/8NPL5yAO8g
👉 Patronuj: https://t.co/2PRgv0waFs
Codziennie staram się pokazywać, że Polska to wielkie słowo i jeszcze większa odpowiedzialność.
Jak nie piliście jeszcze kawki, to wstrzymajcie się, bo ciśnienie i tak Wam zaraz skoczy. Ile słyszeliście o mitycznych pieniądzach z KPO? O Eldorado dla polskiej innowacji. Miliardy euro z KPO! Wielkie zapowiedzi rządu: "Nowe gałęzie przemysłu, sztuczna inteligencja, setki tysięcy miejsc pracy". No po prostu druga Dolina Krzemowa w wydaniu nadwiślańskim.
Uruchomiono stronę KPO i można podejrzeć, na co zaciągnęliśmy ten kredyt. Uwaga, usiądźcie, a i tak ostrzegam, że można spaść z krzesła.
539 tys. złotych na "nową, komplementarną usługę czarteru jachtu żaglowego z pomocniczym napędem elektrycznym, który jest sposobem dywersyfikacji działalności JL Holiday sp. z o.o. , drogą do budowy własnych aktywów i usług celem ograniczenia podatności na kryzysy oraz szansą na rozwój mikroregionu Jeziora Włocławskiego w województwie mazowieckim".
526 tysięcy złotych "na zdalne treningi personalne". Bo przecież jak przyjdzie kryzys, to najlepiej ratować gospodarkę przysiadami przed kamerką. 521 tysięcy złotych na "ośmioosobową łódź" bo to dywersyfikuje możliwe kryzysy w branży gastronomicznej. 489 tysięcy złotych "na Muzeum Ziemniaka w Warszawie", 532 tys. złotych na aplikację do układania planu treningowego, 261 tys. na solarium... w pizzerii, 500 tys. złotych na rozszerzenie działalności pośrednictwa finansowego o segment kredytów krótkoterminowych z wykorzystaniem innowacyjnych narzędzi oceny ryzyka i automatyzacji obsługi klienta czyli... kredyt na kredyt.
Ja tego nie wymyślam. Ja to Wam cytuję.
I teraz najlepsze: na fabrykę leków – NIC. Na linie produkcyjne, które miały nas uniezależnić od zagranicy i chronić zdrowie Polaków – nie starczyło. Zapisane w KPO czarno na białym, ale kto by tam inwestował w bezpieczeństwo, skoro fabryki stoją pod Wiedniem i Berlinem? Polaków przecież można kupić za pół bańki. Wystarczy pozwolić tym cwańszym poopalać tyłek na łajbie za pół miliona z publicznej kasy.
To nie jest tylko marnotrawstwo. To jest rozkradanie państwa w biały dzień. I to na kredyt – bo przypominam, KPO to nie jest magiczna paczka pieniędzy z nieba. To jest pożyczka, którą będziemy spłacać wszyscy – Ty, ja, i Twoje dzieci.
A kto się cieszy? Niemcy. Bo patrzą na nas i mówią: "Patrz, daliśmy im pieniądze niby na rozwój, a oni sami sobie strzelają w kolano. A kredyt będą spłacać przez pokolenia w naszych bankach. I jeszcze cieszą się, jakby złapali pana Boga za nogi. Matko, co za frajerzy". To jest poziom kolonii.
I za te pieniądze na jachty i kursy przysiadów online zrujnowaliśmy sobie system sądownictwa, wpuścimy nielegalnych imigrantów i pozwalamy rozwalać kraj rudej bandzie przygłupów. A Ty Polaku? Za najniższą krajową w Lidlu czy Biedronce, żeby potem mogli wyprowadzić do swoich krajów pieniądze. To jest przyszłość!
Ja rozumiem, że na ten wał mógł się nabrać osiemnastolatek z mlekiem pod nosem, zapatrzony w kolorowe slajdy o "innowacjach" i te Euro na paletach, co pokazywał Tusk, ale jak można było nabrać na to czterdziestoletniego konia z życiowym doświadczeniem, który już trzy razy w życiu kupił używane auto od Niemca, co tylko do kościółka jeździł? Jak można nabrać na to Grażynkę lat 60, która w życiu już chyba wiele widziała? Powiedzcie mi, jak? Bo jeśli to jest poziom świadomości społecznej, to myśmy oprócz kredytu na KPO podpisali weksel na własną głupotę.
💬 Jeśli też uważasz, że to się w pale nie mieści:
👉 Postaw kawę: https://t.co/8NPL5yAO8g
👉 Patronuj: https://t.co/2PRgv0waFs
Brakuje mi momentami słów na tę głupotę.
Przeglądam mapę dotacji z KPO. Miliony dla firm na wypożyczalnie rowerów, solarium w pizzerii, cateringi czy zakup łodzi (!). To miały być przełomowe inwestycje. Wyszło jak zwykle - wielkie przepalanie kasy.
🔥Niemiecka Bawaria wprowadza nowy podatek od wody, określając wody gruntowe jako „błękitne złoto”.
To tylko pierwszy krok w znacznie większym planie, który promuje Światowe Forum Ekonomiczne (WEF). WEF sygnalizuje, że wszystkie łatwo mierzalne aspekty natury powinny być objęte opłatą — nawet jeśli na razie nie będzie możliwe opodatkowanie całej przyrody, zaczynają od najprostszych rzeczy, jak woda. Plan jest jasny: cała natura stanie się własnością, którą można opodatkować — łącznie z powietrzem, którym oddychamy.
To nie jest futurystyczna wizja, ale realne zagrożenie dla naszej wolności i dostępu do podstawowych zasobów.
🇩🇪🇮🇹 Pamiętacie, jak pisałem, że Polacy powinni sobie kupić jakiś duży dziennik lub telewizję w Niemczech? Włosi właśnie próbują to zrobić i jest śmiesznie! Wyobraźcie to sobie: włoski koncern medialny młodego Berlusconiego chce kupić największą prywatną telewizję w Niemczech. Legalnie. Z pieniędzmi. Z ofertą. Na rynku europejskim, w duchu wolności gospodarczej i "jednolitego rynku". No jak u nas coś przejmują, to zawsze to słyszymy, nie?
I co robią Niemcy? Zrywają peruki z głów i rzucają się na barykady. Minister kultury wzywa Berlusconiego juniora na dywanik do Kancelarii Kanclerza, żeby sobie "pogadali". Rząd federalny uruchamia cały aparat. Szef stowarzyszenia dziennikarzy krzyczy o "zagrożeniu pluralizmu", "prawicowym populizmie" i o tym, że Włosi nie powinni grzebać w niemieckim eterze. Bo przecież niemieckie media muszą być… niemieckie. Bo to “coś więcej niż transakcja”.
Uuuu! No proszę! Gdyby ktoś w Polsce odważył się powiedzieć, że zagraniczny kapitał medialny to zagrożenie dla suwerenności, to cała niemiecka hałastra wyła by przez tydzień o faszyzmie, dyktaturze i końcu demokracji.
A w Berlinie? Tam wolno. Bo Niemcy to przecież "wyższa kultura". Rozumiecie już, jak działa ta gra? W Polsce niemiecki kapitał może posiadać 90% gazet regionalnych, pisać, że Wasz prezydent woził dziwki po hotelach, bo tak twierdzi jakiś menel z obitym ryjem, siać ferment, dzielić, prowokować, szczuć i z uśmiechem na ustach ubierać każde polityczne kłamstwo w modne słówko z grantowego żargonu.
A w Niemczech? W Niemczech wystarczy, że ktoś włoski chce kupić niemiecką stację i nagle włącza się cały państwowy system alarmowy. I nagle okazuje się, że zwykła transakcja handlowa staje się politycznym problemem, wręcz zagrożeniem narodowym. Dlaczego? Bo Niemcy, ci sami Niemcy, którzy od lat wykupują media w Europie Środkowo-Wschodniej i budują tam sobie propagandowe przyczółki, nie mogą znieść myśli, że ktoś mógłby zrobić u nich to samo.
Bo Niemcy mogą mieć swoje gazety w Polsce, mogą mieć swoje portale, swoje tygodniki, swoich redaktorów i swoje narracje, ale nie daj Bóg, żeby jakiś Włoch z ambicjami medialnymi pojawił się w Monachium i powiedział: "Ciao! Może zrobimy coś wspólnie? Może wniesiemy świeży głos, może trochę przełamiemy wasz szczelnie zamknięty medialny beton?". Uuu! Od razu zaczynają się schody.
Bo Niemcy mają zasadę: pluralizm tak, ale tylko po naszej stronie. Niezależność dziennikarska – owszem, ale pod warunkiem, że redaktor ma certyfikat lojalności wobec establishmentu. Inwestor zagraniczny – oczywiście, ale tylko wtedy, gdy nosi skarpetki z logo Deutsche Banku. I nagle cała ta unijna bajka o wspólnym rynku, swobodzie przepływu kapitału i wolności mediów wyparowuje jak niemiecka moralność w czasie recesji.
Niemcy panicznie boją się, że ktoś przejmie ich telewizję i będzie tam mógł wcisnąć każdemu odbiorcy, że Merz wcale nie jest cudem z nieba, że CDU to nie są obrońcy europejskich wartości, a imigranci to wcale nie są lekarze i pielęgniarki, jak twierdzi Maja Ostaszewska. Wiecie jaką popularność miałaby taka telewizja? Choćby namiastki prawdziwego obrazu na tym niemieckim, zakłamanym oborniku?
I jak Polacy? Dociera do Was w końcu? Ci sami Niemcy, którzy wrzeszczą dziś o zagrożeniu pluralizmu, są beneficjentami kolonializmu medialnego w Polsce. To oni przez lata wykupywali nasze lokalne gazety, nasze portale, nasze agencje prasowe i drukowali w nich dokładnie to, co chcieli. To oni formatowali nasze debaty publiczne, nasze kampanie, nasze emocje. To oni decydowali, kto w Polsce jest demokratą, a kto faszystą. Skoro oni mogą mieć media w Warszawie, to czy ktoś inny może mieć media w Berlinie?
Otóż nie! To ich przeraża, bo Niemcy chcą mówić, ale nie chcą słuchać. Chcą nauczać, ale nie chcą być pouczani. Chcą kontrolować przekaz, ale nie chcą, by ktoś inny miał jakikolwiek wpływ na ich własną bańkę informacyjną. No to jak? Kapitał ma narodowość czy nie ma?
Jeszcze raz, żeby dotarło. Berlin nie chce konkurencji. Berlin chce monopolu. Chce mieć władzę nad narracją – u siebie i u nas. A kiedy ktoś podnosi rękę na ten monopol, uruchamiają wszystkie możliwe alarmy: polityczne, ideologiczne, medialne, moralne.
I to jest właśnie ten moment, w którym Polska powinna spojrzeć w lustro i powiedzieć: dziękujemy za lekcję. Zrozumieliśmy. Jeśli Niemcy bronią się przed przejęciem swoich mediów przez Europejczyków, to znaczy, że mają świadomość, jak potężnym narzędziem jest informacja.
A skoro tak, to pora zadać pytanie: dlaczego pozwoliliśmy, by nasze media były pod niemieckim zarządem? Dlaczego zgodziliśmy się, by narracja o Polsce była pisana z zagranicznego serwera? Dlaczego daliśmy się wciągnąć w ten spektakl, gdzie wolność mediów oznacza wyłącznie niemieckie prawo do kolonizacji polskiej przestrzeni publicznej?
Rozwinąłbym tę myśl. Bo nie tylko media mamy niemieckie. Doszło do tego, że nawet polityków mamy z serii głębokiego, niemieckiego patriotyzmu.
Niemcy właśnie pokazują, co znaczy być gospodarzem we własnym kraju. Teraz czas, żebyśmy zrobili to samo. Bo nie ma wolności bez kontroli nad własnym przekazem. Bo nie ma demokracji tam, gdzie media są zewnętrznym narzędziem nacisku.
Mam do Was prośbę. Zacznijcie w końcu myśleć po polsku, a nie myśleć tefałenem i onetem. Przestańcie przetwarzać to, co Berlin puści w pakiecie. Ci wszyscy krajowi redaktorzy od niemieckiego dyktanda – sprzedali się i muszą teraz codziennie znosić to, że są tylko Polakami w niemieckich mediach, czyli w sumie nikim nigdzie. Są bez twarzy, bez głosu, bez znaczenia. Ich zadaniem nie jest pytać, tylko powtarzać. Ich granicą wolności słowa jest granica przelewów.
My zaś – jeśli chcemy jeszcze być kimś u siebie – musimy przestać klaskać tym, którzy zamienili Polskę w medialną kolonię. Zacznijmy już dziś myśleć, jakie konkretne kroki warto podjąć, aby tę sytuację na polskim rynku odwrócić. I nie pytajmy więcej, czy wolno. Pytajmy, dlaczego do cholery jeszcze tego nie zrobiliśmy.
Jeśli też uważasz, że powinniśmy kupić sobie telewizję w Niemczech:
👉Postaw kawę: https://t.co/8NPL5yAO8g
👉Patronuj: https://t.co/2PRgv0waFs
Dziękuję za każde wsparcie! To motywuje do codziennego pisania kolejnych tekstów i odzierania naszej rzeczywistości z propagandy i kłamstw.
Pabianice. Kiedyś po prostu miasto. A ostatnio ? Świątynia objawień Donalda, lidera sekty post-oświeceniowego iluminizmu made by TVN.
Tusk zjechał na pielgrzymkę do swoich, by – jak sam to ujął – "wyspowiadać się". Bogu dziękuję, że była z tego transmisja, bo takiego szurstwa, jak tam stało, nie sposób znaleźć, a Donald zebrał ich wszystkich w jednej sali! Wśród pytań/porad od publiczności prym wiodły następujące wnioski: przeliczyć głosy tak, żeby wygrał Rafał Trzaskowski, edukować tych wieśniaków z prowincji, bo głosują nie tak jak trzeba, zlikwidować demokrację lokalną, bo zagraża Platformie i... "iść w dym za Ewą Braun", a właściwie Wrzosek.
Jeśli ktoś kiedyś zada pytanie, jakie są skutki wieloletniego prania mózgu przez TVN i Giertycha, to dam mu do obejrzenia to spotkanie. Tusk złapał się za głowę – po raz pierwszy chyba szczerze – bo ujrzał lustro. A w nim szura europejskiego. Hodowlanego. Pasionego ideologicznym pasztetem berlińsko-brukselskim.
Premier, jak na prawdziwego lidera sekty przystało, nie zawiódł. Przekonywał, że nie mamy dwóch lat na odbudowę Polski. Nie. Mamy dwa lata do apokalipsy 2027, kiedy to – według amerykańskich generałów – Rosja z Chinami ruszą na Zachód. A my, Polacy, nie mamy się kłócić, tylko szykować tarcze, miecze i pancerniki.
To nie koniec. Nasz kapłan wiecznego zagrożenia pisizmem – wygłosił kazanie o zdradzie. Wroga numer jeden upatruje nie w Moskwie, tylko na granicy z Niemcami. Tam, gdzie Bąkiewicz coś powiedział, gdzie poseł PiS ośmielił się wspomnieć o barierze na Zachodzie. I to, według Tuska, "trzeba było opłacić rublami".
Rozumiecie? Już pomijam, że według tej metodologii patriotyzm jest opłacany przez Kreml, a histeria klimatyczna, dżenderowa i unijne mandaty za krowie beknięcie – to już akt boski. Problem pojawia się wtedy, gdy człowiek zna prawdę. A przecież znamy. My już wiemy, że hasło, które wzięli na sztandary wszyscy kaowcy, słynne ***** *** było malowane i śpiewane za pieniądze rosyjskie. Głupsza część tej hołoty robiła to za darmo. A Witek Zembaczyński nawet sam za to płacił, bo okleił wszystkie swoje samochody tym hasłem i tłumaczył, że to "myśl przewodnia jego polityki".
Kulminacją była opowieść o "zjednoczonej Polsce", w której nie ma miejsca na demokrację, bo – cytując jedną z pań z publiki – referenda są podejrzane. Jeśli w mieście chcą zlikwidować Centrum Integracji Imigrantów, to – wedle niej – demokracja jest zagrożeniem. To pokazuje, że Tusk i jego akolici nie tyle wierzą w demokrację, co w demokrację warunkową. Głosować jeszcze można, ale tylko na PO. A jeśli lud zagłosuje inaczej – to z pewnością "zabetonowany przez republikę i pisowską propagandę".
I niech nikt nie waży się podważać autorytetu tej nowej świeckiej religii. Bo inaczej – jesteś idiotą, zdrajcą, albo człowiekiem bez wyobraźni. Tak mówi premier państwa, który rzekomo "nie chce polaryzować". To jest ta nowa, europejska jakość.
Zobaczcie do czego prowadzi tuskizm giertychowizowany i wrzoskowany. Posłuchajcie tych ludzi. Nie wyrwanych z kontekstu, nie zmanipulowanych, nie "przypadkowych przechodniów", tylko wyselekcjonowanych wyznawców nowej władzy – ludzi, którzy przyszli, stanęli, wzięli mikrofon i... dali temu twarz.
Twarz pogardy wobec demokracji, twarz bezwstydnej wiary w propagandę, twarz ślepego fanatyzmu, który aż paruje z ust, gdy ktoś mówi, że trzeba "edukować wieś", bo wieś nie głosuje jak trzeba. Twarz kobiety, która wprost mówi, że nie chce referendów, bo wynik może być inny niż jej oczekiwania. Twarz mężczyzny, który poszedłby w dym za Ewą Braun, tfu Wrzosek!
Mierzi mnie to. Oddychamy tym samym powietrzem co ludzie, którzy wiedząc, że to jest transmitowane, że setki tysięcy usłyszą to na żywo, że zostanie to zapisane, zarchiwizowane i skomentowane, bez cienia wstydu, bez choćby chwili refleksji, powtarzali tę ideologiczną ślinę, w której zatopiona jest cała ta uśmiechnięta Polska.
I to właśnie jest najbardziej przerażające: oni już nie muszą niczego udawać. Bo Tusk, Giertych i reszta tej operetkowej loży skutecznie wyhodowali nową klasę obywatela – święcie przekonanego, że demokracja to wtedy, kiedy rządzi jego obóz, a wolność słowa to wtedy, kiedy nie ma PiS-u.
Jeśli też uważasz, że sekta giertychowo-wrzoskowa to zakała:
👉 Postaw kawę: https://t.co/8NPL5yAO8g
👉 Patronuj: https://t.co/2PRgv0waFs
Dziękuję za każde wsparcie! Dzięki temu tworzę kolejne teksty i wspólnie odkłamujemy tefałenowsko-giertychowską podrzeczywistość.