Do końca dnia 27 czerwca na tureckim brzegu Dunaju wylądowała cała 14. Dywizja Piechoty oraz cztery pułki z 9. Dywizji Piechoty, w sumie 28 batalionów i 30 dział, ponad 25 000 ludzi. W ciągu dwóch kolejnych dni na przyczółek przeprawił się cały 8. Korpus Armijny generała Radeckiego (35 000 ludzi i 78 dział), co zapoczątkowało wielki marsz całej Armii Dunajskiej. Bezpieczeństwa operacji strzegły odtąd rosyjskie okręty wojenne oraz gęsto rozstawione na rzece zagrody minowe.
Zachodni eksperci wojskowi przewidywali, że forsowanie Dunaju przez Rosjan będzie kosztować od 25 do 30 tysięcy istnień ludzkich. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna.
Dzięki znakomitemu planowaniu i skutecznie przeprowadzonej operacji straty rosyjskie zamknęły się liczbą zaledwie 748 zabitych, rannych i utopionych. Bezpowrotnie utracono również dwa działa oraz 19 pontonów. Turcy w samej bitwie stracili około 641 zabitych.
Umożliwiło to przeprowadzenie generalnego kontrataku. Do godziny szóstej rano piechota osmańska została zepchnięta na wschód na całym odcinku frontu. O świcie okazało się jednak, że wschodnia flanka przyczółka znalazła się w ogniowej pułapce, ostrzeliwana z wysokiego brzegu potoku Tekir-dere.
Dopiero po brawurowym wprowadzeniu do walki artylerii sprowadzonej na zdobyty brzeg Turcy zostali definitywnie wyparci z tych pozycji, jednak walczące tam wcześniej rosyjskie oddziały poniosły znaczne straty.
W kolejnych godzinach tempo operacji wyraźnie wzrosło. Do akcji wprowadzono duży parowiec, dwie barki oraz flotyllę kutrów parowych. Do godziny 10:30 na zdobytym brzegu znajdowały się już trzy pełne brygady piechoty.
Generał Dragomirow nie zwlekał ani chwili i natychmiast wydał rozkaz do walnego szturmu na Wzgórza Swisztowskie. Do godziny 15:00 Swisztowo oraz panujące nad nim wzniesienia zostały zdobyte. Rozbite oddziały tureckie rzuciły się do panicznej ucieczki, a zabezpieczona przeprawa mogła odtąd funkcjonować bez żadnych przeszkód ze strony przeciwnika.
Tureckie posterunki zorientowały się w niebezpieczeństwie dopiero wtedy, gdy rosyjskie pontony znajdowały się zaledwie kilkaset metrów od brzegu. Choć otworzyły chaotyczny ogień, nie wyrządziły Rosjanom większych strat. Atakujące oddziały carskie zeskakiwały z pontonów na brzeg z bagnetami osadzonymi na karabinach i natychmiast ruszały do szturmu na pozycje wroga.
Jako pierwsi na brzegu wylądowali żołnierze 53. Wołyńskiego Pułku Piechoty oraz kozacy z 7. Kubańskiego Batalionu Płastunów. Około godziny trzeciej nad ranem wąski przyczółek był już zabezpieczony. Największą i najbardziej bolesną stratą tej fazy było bezpośrednie trafienie pociskiem w ponton transportujący oba działa sekcji wsparcia wraz z wozami amunicyjnymi.
Z każdą minutą bitwa stawała się coraz bardziej krwawa. Zaalarmowani Turcy zdołali obsadzić umocnienia na przybrzeżnych wzgórzach, zasypując drugi rzut desantu gradem ołowiu. Oddziały drugiej grupy desantowej znalazły się w znacznie trudniejszym położeniu niż pierwsza, gdyż to na nich skoncentrował się celny ogień liczniejszych sił przeciwnika.
Trzy rosyjskie tratwy poszły na dno wraz z całą obsadą, a wielu ocalałym żołnierzom nie udało się pokonać silnego prądu i zostali porwani w dół Dunaju. Wówczas do akcji wkroczyła rosyjska artyleria z rumuńskiego brzegu. Po intensywnej, potężnej nawałnicy ogniowej, baterie wroga zostały ostatecznie uciszone.
W nocy z 26 na 27 czerwca 1877 roku oddziały rosyjskie rozpoczęły forsowanie Dunaju. W pierwszym rzucie uczestniczyło 11 kompanii z Wołyńskiego Pułku, sotnia płastunów, 60 kozaków oraz bateria górska, co dawało razem 2,500 ludzi. Drugi rzut składał się z kompanii 3. batalionu Pułku Wołyńskiego, kompanii strzelców Mińskiego Pułku, kompani eskorty honorowej oraz kolejnej baterii górskiej. Sztab zakładał, że przerzucenie pierwszych sił zajmie około dwóch godzin.
Pierwszy rzut miał na celu zabezpieczenie lądowania kolejnych desantów. Jednocześnie pozostałe oddziały 8. Korpusu Armijnego oraz inne jednostki pozostawały w swoich stałych miejscach stacjonowania, oczekując na rozkaz marszu w stronę miejsca przeprawy w momencie rozpoczęcia operacji.
Żołnierze byli odziani w czarne zimowe mundury, aby pozostać niewidocznymi w ciemnościach. Zgodnie z planem, pierwszy rzut załadował się na pontony 27 czerwca około drugiej w nocy w kanale za wyspą Ada-Kale. Następnie opłynął wyspę od wschodu i skierował się w stronę ujścia strumienia po stronie tureckiej, gdzie planowano rozpocząć desant.
Pochmurna i wietrzna aura sprzyjała zaskoczeniu, jednak silne porywy wiatru okazały się przekleństwem �� rozrzuciły łodzie w różnych kierunkach, przez co wiele sekcji wylądowało z dala od wyznaczonych pozycji.
Do przeprowadzenia kluczowego uderzenia dowództwo Armii Dunajskiej wyznaczyło 14. Dywizję Piechoty pod wodzą generała Michaiła Dragomirowa, wchodzącą w skład 8. Korpusu Armijnego generała Fiodora Radeckiego. Siły te wzmocniono 4. Brygadą Strzelecką, 23. Dońskim Pułkiem Kozackim, dwiema sotniami płastunów oraz dwiema bateriami artylerii górskiej.
Łącznie grupa desantowa liczyła 17 batalionów piechoty, 6 sotni kozackich oraz 64 działa. Do samej przeprawy zmobilizowano cztery bataliony pontonowe, wspierane przez nowoczesny park pontonowy systemu Tomiłowskiego.
Dla porównania siły tureckie w rejonie Swisztowa były dramatycznie rozproszone. Bezpośrednio w mieście stacjonowało zaledwie 770 żołnierzy wspieranych przez 2 działa, a w pobliskiej osadzie kolejne 3300 ludzi z 5 działami. Co prawda w oddalonym o 65 kilometrów Ruse stacjonował potężny, 21-tysięczny korpus, a w Nikopolu kolejne 10 tysięcy bagnetów, jednak odległości te wykluczały możliwość szybkiej i skutecznej odsieczy w chwili wykrycia przeprawy.
Baterie artyleryjskie, mające stanowić osłonę ogniową dla desantu, rozmieszczano wyłącznie nocą, dbając o perfekcyjny kamuflaż stanowisk i rezygnując z wcześniejszego wstrzeliwania się w cele.
W tym samym czasie rosyjskie kutry minowe przeprowadziły śmiałą serię rajdów przeciwko osmańskiej flotylli rzecznej, zadając jej dotkliwe straty i zmuszając ocalałe okręty do schronienia się w bazach. Wydzielone pułki piechoty przez kilka dni do znudzenia ćwiczyły załadunek, wyładunek oraz manewrowanie pontonami w trudnych warunkach rzecznego nurtu.
Wszystkie te działania, od starannego maskowania po skuteczną dezinformację, przyniosły oczekiwany skutek. Dowództwo tureckie było święcie przekonane, że Rosjanie dokonają desantu w rejonie odległego Nikopola. W związku z tym skierowano tam główne siły, osłabiając tym samym obronę właściwego miejsca przeprawy.
Aby ostatecznie zmylić przeciwnika, Rosjanie uruchomili potężną machinę dezinformacyjną. Rozpowszechniono plotkę, jakoby główne uderzenie miało nastąpić w okolicach wsi Flamunda.
Na potwierdzenie tych doniesień do podległych oddziałów wysyłano fałszywe rozkazy z autentycznymi podpisami najwyższych dowódców. Jednocześnie od 24 czerwca, przez trzy kolejne dni, rosyjska artyleria prowadziła huraganowy ostrzał tureckich twierdz Nikopol i Ruse. Miało to utwierdzić Turków w przekonaniu, że to tam zogniskuje się impet uderzenia.
Ciężkie pontony oraz elementy mostów pływających skoncentrowano wcześniej w odległych sektorach. Dopiero pod osłoną nocy sprowadzono je w rejon Zimnicei, gdzie ukryto je w bezpiecznej zatoce, za gęsto zalesioną wyspą Ada-Kale, pod ścisłą ochroną.
O planach i terminach uderzenia wiedziało zaledwie kilkoro najbliższych współpracowników głównodowodzącego. Wszelkie rozkazy wydawano wyłącznie ustnie za pośrednictwem zaufanych oficerów sztabowych.
Co warte podkreślenia, nawet bataliony pontonowe nie otrzymały pisemnych marszrut. Wszystkim osobom, które nie brały bezpośredniego udziału w forsowaniu, miejsca i terminu operacji albo w ogóle nie podawano, albo informowano je w ostatniej chwili.
Wojska wyznaczone do pierwszego rzutu przemieszczono w rejon koncentracji dopiero w nocy z 25 na 26 czerwca, potajemnie dyslokując je w Zimnicei. Wszystko po to, by nie zdradzić swojej obecności czujnym obserwatorom z tureckiego brzegu. Aby jeszcze bardziej ukryć obecność carskich oddziałów, ogłoszono surowy rygor obozowy, zakazujący rozbijania namiotów oraz rozpalania ognisk.
Po wypowiedzeniu przez Rosję wojny Imperium Osmańskiemu, siły carskie rozlokowały się wzdłuż lewego, rumuńskiego brzegu Dunaju. Aby podjąć szeroko zakrojoną ofensywę w Bułgarii, która od przeszło pięciu wieków znajdowała się pod jarzmem osmańskim, konieczne było sforsowanie potężnej przeszkody wodnej, jaką stanowił Dunaj.
Rosyjskie dowództwo już znacznie wcześniej wyznaczyło punkt głównego uderzenia.
Wybór padł na rejon Zimnicei po stronie rumuńskiej oraz Swisztowa po stronie bułgarskiej. Cała operacja została przygotowana z tytaniczną wręcz starannością i była utrzymywana w najgłębszej tajemnicy.
Dokładnie 149 lat temu, 27 czerwca 1877 roku rozpoczęła się bitwa pod Swisztowem – jedno z kluczowych starć otwierających wojnę rosyjsko-turecką (1877–1878), podczas którego wojska carskie pod dowództwem generała Michaiła Dragomirowa przeprowadziły udane forsowanie Dunaju.
Widok z Mostu Staromiejskiego w Bydgoszczy.
📷 Fot. Monika Zaborowska
---
Pochwalcie się swoimi kadrami i nagraniami w grupie FOTO Bydzia! Najciekawsze materiały trafią także na naszą stronę na X oraz Instagramie.
Szanowni Państwo, bardzo proszę o wsparcie mojego przyjaciela i oddanie głosu na jego opowiadanie "Żelazne niebo"🙏 Zdolny chłopak, zasługuje na sławę - za którą, mam nadzieję, pójdzie kiedyś wydanie książki▪️
Mglisty poranek nad Bydgoszczą
📸 Fot. Mariusz Guć Fotografia
---
Pochwalcie się swoimi kadrami i nagraniami w grupie FOTO Bydzia! Najciekawsze materiały trafią także na naszą stronę na X oraz Instagramie.
@AnnaChrolowska@NatGarstecka Trzeba:
- zamontować klimatyzator,
- spowodować pożar klimatyzatora,
- w geście solidarności ze zwierzętami spalić się w pożarze, który sprokurowaliśmy.
Taką mam koncepcję! 😊
Grodzka w deszczu na ochłodę☺️☔️
📸 Fot. Justyna Szelągowska - fotografia
---
Pochwalcie się swoimi kadrami i nagraniami w grupie FOTO Bydzia! Najciekawsze materiały trafią także na naszą stronę na X oraz Instagramie.
Bydgoska perełka Akademia Muzyczna w Bydgoszczy
📸 Fot. Szymon Makowski
---
Pochwalcie się swoimi kadrami i nagraniami w grupie FOTO Bydzia! Najciekawsze materiały trafią także na naszą stronę na X oraz Instagramie.