@NASA Space never stops surprising us! Every new discovery shows us how much there is still to learn about the universe and its most extreme objects...
Najpierw publicznie poniewierać dorobek rodziny Filipiaków, a potem przed kamerą pouczać niczym Molierowski Świętoszek o szacunku to nie nowe standardy, lecz prymitywna hipokryzja w marynarce. Pozostaje nam czekać, aż Profesor Janusz Filipiak ześle przysłowiowy grom z jasnego nieba...
Jarosław Królewski miał rację i co ważniejsze, potrafił zachować klasę. Mimo derbowej rywalizacji nie przekroczył granicy przyzwoitości i umiał okazać należny szacunek nazwisku Filipiak oraz dorobkowi profesora Janusza Filipiaka. To pokazuje różnicę między człowiekiem, który rozumie historię, tradycję i ciężar symboli, a kimś, kto traktuje klub wyłącznie jak kolejny projekt do zarządzania.
Powołanie Murata Colaka na prezesa Cracovii odbieram jako ostateczną porażkę tego klubu i nie chodzi wyłącznie o wizerunek. To porażka tożsamości, ciągłości i elementarnego wyczucia, czym Cracovia była dla swoich kibiców i dla Krakowa. Klub z taką historią zasługuje na ludzi, którzy rozumieją jego znaczenie, a nie tylko zajmują kolejne stanowiska w strukturze właścicielskiej. Można próbować przykrywać tę decyzję komunikatami, marketingiem i falą negatywnych reakcji pod komentarzami. Można też udawać, że krytyka wynika wyłącznie z uprzedzeń. Ale rzeczywistości nie da się zagłuszyć lajkami ani masowym klikaniem. Niezależnie od tego, ile kont prawdziwych czy automatycznych, będzie próbowało zakrzyczeć mój komentarz, zdania nie zmienię: Cracovia nie przegrała tylko wizerunkowo. Przegrała coś znacznie ważniejszego: własną powagę...
Ten świat jest niesamowity.
Przez ponad 25 lat inwestujesz wspólnie z mężem w klub piłkarski. Budujesz jedną z najbardziej znaczących polskich firm IT w historii. Niezależnie od wszystkiego, tworzysz setki tysięcy miejsc pracy. Kontrybuujesz do polskiej gospodarki.
Dźwigasz klub z odchłani. Poświęcasz setki milionów złotych na sport, które do Ciebie nigdy nie wracają.
Budujesz infrastrukturę na lata, po drodze wiele rzeczy nie wychodzi (co normalne - taki jest sport).
Sprzedajesz z sukcesem spółkę zagranicznemu funduszowi. Jesteś człowiekiem, kobietą sukcesu, z tego co wiem - wzorem profesjonalizmu dla wielu.
Aż tu nagle wpada na konferencję dwóch sepleniących no-namów z karierami, które z takim cv zapewne nie pozwoliłby objąć stanowiska project managera w Comarchu, którzy zarzucają Ci wszystko co najgorsze. Plując Ci w twarz, pomawiając - i reprezentując ludzi, którzy pewnie mieli zamiar kupić każdy klub Ekstraklasy i nie tylko. Robisz z kibiców klubu idiotów odwołując się do patetycznych słów o sercu, przywiązaniu i etyce.
Więcej szacunku. Mieliśmy z śp. prof. Januszem Filipiakiem różne momenty, ale czuję się w ludzkim obowiązku aby powiedzieć stop. Więcej szacunku do tego co zrobił - do jego rodziny i wkładu.
PS. Jestem 🇵🇱 i mam obowiązki 🇵🇱
Zgadzam się z tym głosem w całej rozciągłości. Bo tu nie chodzi o sympatie klubowe ani bieżącą politykę sportową - chodzi o elementarny szacunek. Elżbieta Filipiak wraz ze śp. Januszem Filipiakiem przez dekady budowali coś, co w polskich realiach jest rzadkością: stabilność, odpowiedzialność i długofalowe myślenie zarówno w biznesie, jak i w sporcie. Klub to nie jest projekt kwartalny. To lata ryzyka, pieniędzy, decyzji, które często nie mają żadnego zwrotu poza satysfakcją i odpowiedzialnością za ludzi. Można mieć inne wizje, można krytykować decyzje sportowe, to przecież naturalne. Ale publiczne deprecjonowanie dorobku, insynuacje i protekcjonalny ton wobec osoby, która realnie uratowała i utrzymywała klub, to przekroczenie granicy. W świecie, w którym kapitał jest anonimowy, a odpowiedzialność rozmyta, właściciele biorący na siebie ciężar klubu przez 20–25 lat zasługują na powagę, nawet jeśli ktoś chce dziś „nowego otwarcia”.
Szacunek nie jest walutą przeszłości. Jest testem klasy szczególnie wtedy, gdy zmienia się władza. I z tym głosem po prostu trudno się nie zgodzić!