I have to thank you all for the outpouring of genuine kindness in your comments and sharing of my post about Eva's funeral. Yesterday the police returned what is left of my gear from that night. This picture I think says more than I can. Rest well, my love.
A select few people here know this, I haven't had the strength to write. On August 1st at 0214am, my wife, Eva, myself, and our 20 year old partner Vitalina were responding to a mass casualty event from a russian missile strike. As we arrived, the animals hit our location with a second Iskander missile. It landed a few meters behind our vehicle.
Eva and Vitalina did not survive. I have been in rehabilitation from a skull fracture, major ear damage, and burns for the past month. Physically I am healing well, emotionally I am destroyed.
Yesterday, we were finally able to lay the love of my life to rest. I still cannot write about any of this. But this is one of several major news articles about her, and her passing.
I ask you to read it, and to recognize her - she was a hero. She was my hero. I am less without her, and always will be.
https://t.co/b263JHnmY7
@TwardyElektorat@dobbihabbi@MichaFiszer Z kilkoma uwagami:
-mlody chłopak miał obsesję na punkcie latania i zostal pilotem (do trepa nie porównuj)
-skutecznie od 90 roku naprawia "błąd" młodości jako pilot/wykładowca/dziennikarz
- jak mało kto zna dziadów z autopsji i żywi do nich szczególnego rodzaju pogardę.
Fałszywka wygenerowana przez AI pokazuje, że w Chinach czołowi naukowcy są na billboardach. Cel? Wzbudzanie niezadowolenia wśród naukowców na Zachodzie i próba przekonania, że w Chinach są oni gwiazdami.
@PiotrChodak@piotrsankowski Tak bardzo tak.
Jak się wymordowalo elite kulturalna to pozostaje tylko bezwiedne kopiowanie.
Całe szczęście prawdziwa kultura Chińska jeszcze ma ostoje na Tajwanie.
60 razy mniejszy kraj pokazał co mogłyby zrobić Chiny gdyby nie unicestwili własnej kultury.
@PiotrChodak@piotrsankowski Inwestowania a pompowanie to dwie różne sprawy.
Chiny rozpaczliwie próbują kopiować naukę zach - nie da sie w 40 lat zrobić 500 lat i zmienić sposobu myślenia o rzeczywistości.
Sam ustrój to też kopia zach. myśli. Co dla imperium z 5k-letnia kultura jest schizofreniczne.
Podjąłem decyzję o rezygnacji z udziału w tegorocznym Forum Ekonomicznym w Karpaczu @Economic_Forum_, zarówno w charakterze uczestnika, jak i prelegenta.
Powodem jest sposób, w jaki w tegorocznej edycji prezentowana jest obecność podmiotów z Chińskiej Republiki Ludowej oraz kontekst towarzyszący promocji współpracy gospodarczej z Chinami.
Od wielu lat zawodowo zajmuję się analizą działań Chińskiej Republiki Ludowej w Europie, w tym operacji wpływu, wykorzystywania zależności gospodarczych i technologicznych, aktywności informacyjnej oraz innych instrumentów służących realizacji strategicznych interesów Pekinu. Z tej perspektywy nie mogę zaakceptować przedstawiania chińskiego biznesu jako przestrzeni funkcjonującej w oderwaniu od polityki i strategicznych celów państwa.
W obecnych uwarunkowaniach geopolitycznych dyskusji o współpracy gospodarczej z Chinami nie można oddzielać od relacji Pekinu z Moskwą w warunkach trwającej rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie, od politycznej, militarnej i ekonomicznej presji wywieranej na Tajwan, ani od szerszej rywalizacji strategicznej i działań ChRL w regionie Indo-Pacyfiku.
Nie oznacza to, że o relacjach gospodarczych z Chinami nie należy rozmawiać. Przeciwnie, należy. Taka debata powinna jednak uwzględniać pełny kontekst bezpieczeństwa Polski, naszego regionu, zależności strategicznych, ryzyk technologicznych, operacji wpływu oraz polityki państwa chińskiego.
Sprowadzenie przez Forum w Karpaczu tak złożonego i istotnego dla bezpieczeństwa kontekstu do biznesowego partnerstwa promowanego hasłem „Chiny w zasięgu ręki” jest dla mnie niedopuszczalne i stoi w sprzeczności z podejściem analitycznym oraz wartościami zawodowymi.
Wyobraźmy sobie Europę jako dolinę, w której żyją trzej sąsiedzi: Jan (Polska), Hans (Niemcy) i Marco (Włochy). Z początku każdy chciał być samowystarczalny: uprawiać ziemię, kuć narzędzia i szyć ubrania zupełnie samemu.
Skutek był opłakany. Robiąc wszystko, robili to byle jak: narzędzia Jana gięły się, chleb Hansa był jak kamień, a Marco chodził w łachmanach. Harowali do nocy, skrajnie przemęczeni i ledwo wiążąc koniec z końcem.
Usiedli razem i policzyli: rozpraszając się, robią drogo, wolno i kiepsko. Postanowili podzielić pracę według talentów – każdy skupia się w 100% na tym, w czym jest najlepszy, a nadwyżkami wymieniają się na targu.
Hans zajął się wyłącznie kuciem trwałych narzędzi. Jan zorganizował duże uprawy na żyznej ziemi i piekł chleb dla całej doliny. Marco poświęcił się krawiectwu i produkcji oliwy na słonecznych wzgórzach.
Na targu wymienili się plonami: chleb Jana za ostre narzędzia Hansa oraz buty i oliwę Marco. Dzięki specjalizacji produkcja była szybsza, tańsza i bez porównania lepszej jakości.
Zniknęła praca po nocach, a w domach zagościł dobrobyt. Tak działa współczesna Europa: wolny handel i specjalizacja dają nam wszystkim więcej lepszych dóbr za mniej wysiłku, niż gdyby każdy robił wszystko sam
Samowystarczalność prowadzi do niedostatku, podczas gdy specjalizacja i współpraca budują wspólny dobrobyt. Gdy każdy skupia się na tym, w czym jest najlepszy, i swobodnie handluje z sąsiadami, wszyscy zyskują towary wyższej jakości, niższe koszty i lepszy standard życia przy znacznie mniejszym wysiłku.
Panie Michale @MichaFiszer - proszę rozważyć również publikację na W social po angielsku. To niewielki wysiłek a trafi pan do ludzi z Europy zachodniej którzy również potrzebują zrozumieć wschodni punkt widzenia. I kto wie czy tych kaw nie będzie więcej niż tu na X... boty kawy nie kupią 😜
https://t.co/vQdYWlwcas
@Krzysie88633484@prywatnik Wiadomo, zachód kłamie mainpuluje i ogólnie to siedlisko zła.
A z Rosją trzeba DEESKALOWAC , ogólnie są poszkodowani przez historię i mają przepiękna słowiańska duszę.
Pytanie tylko ile snowdenow pomieści moskwa ?
PrzewodzikFilmowy
Tego dnia w 1975 roku zmarł Adolf Dymsza, legenda przedwojennego kina. Co ciekawe z 26 przedwojennych filmów, w których wystąpił przetrwało do naszych czasów jedynie 13, z czego tylko 3 w dobrym stanie: "Sportowiec mimo woli", "Dodek na froncie" i "Każdemu wolno kochać". A mimo to jest takie wrażenie, że filmów z Dodkiem były dziesiątki – to jest właśnie to „zlewanie się przedwojennych produkcji w jedna masę”, o którym kiedyś pisałem.
Swoistym podsumowaniem i także hołdem dla aktora był ostatni film, w którym wystąpił, czyli „Pan Dodek”, który w formie dokumentalnej gawędy jest swoistą antologią występów Dymszy na ekranie – w jednym obrazie zebrano zachowane fragmenty 10 filmów z jego rolami (oprócz wymienionych wcześniej: ABC miłości, Antek policmajster, 12 krzeseł, Niedorajda, Paweł i Gaweł, Robert i Bertrand, Wacuś).
Film to opowieść o panu Dodku, który chciałby na emeryturze dostać przydział na ogródek działkowy, a gdy idzie do urzędu spotyka reporterkę szukającą osób mogących opowiedzieć o swoim życiu w ramach cyklu "Życiorysy starych warszawiaków” (tu ciekawostka – reporterkę gra córka Dymszy – Anita). Dodek początkowo wymawia się, ale szybko natura gaduły zwycięża i zaczyna się opowieść…
„Pan Dodek”, reż. Jan Łomnicki (1971)
On August 12, she fought her last battle near Hrekivka in the Luhansk region. She was only 19 years old.
Yuliia Boianovska served with Ukraine’s 3rd Assault Brigade. She was constantly sent where the fighting was hardest — infantry positions, assaults, the front line. Her combat path took her to some of the hottest sectors around Avdiivka and across the Donetsk and Luhansk fronts.
But there was one person Yuliia tried to protect from the reality of that war: her mother. She rarely told her how dangerous things really were. Instead, she said her brigade was somewhere safely behind the front near Kharkiv. She protected her mother's heart in the only way she could.
On Sunday evening, they spoke for the last time. Yuliia said they were heading to positions for at least five days. Her mother asked the question she always asked: “Are you okay?” Yuliia answered as she always did: “Everything is great.” Only this time, her mother could hear exhaustion in her voice.
On Tuesday morning, the family received the news no parent should ever receive. Yuliia had been killed in battle — with a weapon in her hands, carrying out her duty.
Her mother will never hug her again. Her father will never see his daughter walk through the door. Her younger brother will never welcome his sister home.
She was 19.
At an age when most young people are choosing universities, careers, falling in love and planning decades ahead, Yuliia was defending her country on the front line.
War takes the young. It takes the brave. Sometimes it takes the very people a country can least afford to lose.
But there is one thing we can still give them: memory.
Heroes die once on the battlefield. They should never be allowed to die a second time because their names were forgotten.
Remember her name: Yuliia Boianovska. Forever 19. 🇺🇦
Rest in peace, Yuliia.
Ukraine lives because people like you were willing to give everything.
Her torturer asked her one question:
“Do you know why I’m doing this to you?”
Ukrainian medic Yuliia “Taira” Paievska answered:
“Because you can.”
That may be one of the most important explanations of Russia’s war against Ukraine ever given.
Taira spent the first 20 days of Russia’s full-scale invasion in Mariupol, treating the wounded as the city was being destroyed around her.
Then the Russians captured her.
She spent three months in captivity.
Later, testifying before the U.S. Helsinki Commission, she described what she had witnessed.
“My name is Yuliia Paievska. My brothers-in-arms call me Taira.
By profession, I am a graphic designer and president of one of Ukraine’s aikido federations.
The Russians call me a Nazi. That is what they call everyone who resists them or simply does not want Russia in Ukraine.
I spent the first 20 days of this war in Mariupol, which turned into hell.
Then I spent three months in Russian captivity.
That was hell too.”
What followed was testimony that is difficult to read.
A dead child in his mother’s arms.
A seven-year-old boy with a gunshot wound dying in Taira’s arms because there was nothing she could do to save him.
Hospitals overflowing with wounded soldiers and civilians.
Painkillers disappearing.
Antibiotics running out.
Doctors and nurses sleeping three hours a day while operations continued almost without interruption.
Medical evacuation vehicles arriving every five or ten minutes, carrying the living and the dead piled together.
Cars burning with people trapped inside.
Police officers pulling mutilated women and children from ruins.
People drinking water from puddles.
Former pets wandering the destroyed city carrying human remains.
And then came Russian captivity.
Taira described prisoners being stripped before being slowly killed.
Rooms specifically equipped for torture.
Case files copied almost word for word, with only prisoners’ names changed — sometimes, she said, interrogators did not even bother changing the sex of the detainee.
There was no real investigation.
Confessions and “evidence” were extracted through torture.
One Ukrainian soldier was dying in a nearby cell.
He screamed for six days.
Nobody helped him.
On the seventh day, his cellmates placed his body on a stretcher so the guards could remove what remained of him.
Another soldier died quietly after torture.
He received no medical assistance either.
Pregnant prisoners disappeared into captivity while their families had no idea what had happened to them.
Taira herself was encouraged by her captors to commit suicide.
She refused.
She wanted to survive long enough to see how far their cruelty would go.
Then, one day, someone looked through the peephole of her cell and called her name:
“Take your things. Get out.”
Her road back to freedom had begun.
But perhaps the most chilling moment of her testimony was her explanation of why all of this happens.
One of her torturers asked:
“Do you know why I’m doing this to you?”
She answered:
“Because you can.”
He apparently did not expect that answer.
But she understood the mechanism perfectly.
They do it because they believe they can.
Because their leaders told them they have the right.
Because they were allowed to believe there would be no consequences.
Because the world watched Russian crimes elsewhere and repeatedly convinced itself that accommodation was safer than confrontation.
Taira called Russia a “colossus with feet of clay.”
Her demand to the free world was simple: do not merely express sympathy.
Act.
Demand international access to Ukrainian military and civilian prisoners.
Force the issue of prisoner exchanges.
Investigate torture and war crimes.
Treat survivors.
Fight Russian propaganda.
Hold perpetrators accountable.
And continue helping Ukraine defend itself.
Because the lesson of her testimony extends far beyond Mariupol:
🔴W gliwickiej dzielnicy Ostropa doszło do nietypowej sytuacji podczas remontu ulicy Rybackiej. Jeden z lokalnych rolników wyjechał traktorem na drogę i zaorał pługiem świeżo położony asfalt.
Mężczyzna tłumaczy swoje zachowanie tym, że nowa droga przebiega przez jego prywatny teren, za który miasto mu nie zapłaciło. Według niego wejście drogowców z ciężkim sprzętem to po prostu bezprawne zajęcie jego własności. Z kolei władze Gliwic widzą sprawę zupełnie inaczej i odrzucają te oskarżenia. Urzędnicy przekonują, że mają odpowiednie dokumenty, które udowadniają, że cały sporny teren należy do miasta.
Na tym konflikcie na linii mieszkaniec-urząd najbardziej tracą okoliczni mieszkańcy, którzy czekali na utwardzenie tej ulicy od kilkudziesięciu lat. Obecnie prace zostały wstrzymane. Rolnik zapowiada jednak, że jeśli drogowcy znowu wyleją asfalt, to on ponownie go zaorze. Spór pozostaje na ten moment nierozwiązany, a dalsze losy budowy tej drogi stoją pod dużym znakiem zapytania.
Dzisiaj w Kijowie odprowadzono w ostatnią drogę wielkiego syna Polski, wielkiego przyjaciela Ukrainy, Pana Marka Ruska-Wolskiego — polskiego wolontariusza, który pomagał Ukrainie bronić się przed rosyjską agresją i zginął w Charkowie w wyniku ataku rosyjskiego drona.
Składamy nasze kondolencje bliskim, rodzinie i przyjaciołom. Dzielimy ich ból i łączymy się z nimi w smutku. To straszna, niepowetowana strata.
Pan Marek udowodnił konkretnymi czynami, że solidarność to nie abstrakcyjne hasło, lecz konkretne działanie i konkretny wkład. Nie pozostał obojętny, gdy na terytorium Ukrainy przyszło nieszczęście — rosyjska agresja. Sam siadał za kierownicą samochodu i raz za razem dostarczał pomoc, wspierał ludzi w Charkowie.
Robił to z potrzeby serca. To był jego wybór. Wybór, by czynić dobro, pomagać ludziom — i nigdy tego nie zapomnimy.
Ta tragiczna śmierć to kolejne przypomnienie, czym jest rosyjska agresja. Nie ma ona granic, nie zważa na narodowość, niszczy wszystko.
Ale nigdy nie zniszczy ukraińsko-polskiej przyjaźni. Nigdy nie zniszczy ukraińsko-polskiej współpracy sojuszniczej. Ponieważ chodzi tu o wspólny sojusz w obliczu wyzwań, które stoją nie tylko przed Ukrainą, ale także przed Polską i Europą.
Wieczna chwała Panu Markowi. Będziemy o nim pamiętać na zawsze. Jego wkład pozostanie w naszych sercach.
Cześć Jego Pamięci!