Polecam rozmowę Ziemkiewicz- Janke. Dobrze ukazuje co "konserwatyści" chcą zrobić z naszego kraju. Imigracja spoko jeśli "cienszko pracujo", hindusi spoko (lepsi niż rumuni i bułgarzy), centra imigracji też spoko. A na koniec jebnął słynnym cytatem z Lutosławskiego. XD
Nie ma nic gorszego od normalsów, którzy szczęściem wyrwali swoją Grażynkę.
Tacy są zawsze hop do przodu, by wypowiadać się o obecnych trendach o których nie mają pojęcia, sory Radek, dzisiaj byłbyś incelem i prawiczkiem
Jak to dobrze, że 15 lat temu nie znałem haseł redpillu i blackpillu. Byłbym dziś zgorzkniałym, starym kawalerem, plującym z piwnicy jadem na kobiety. Tymczasem mam wspaniałą żonę i dzieci, bez tej cudownej "wiedzy". @Warszawski_R
Okresie masz mentalność przedszkolaka, który myśli, że jego rodzice są tak starzy, że widzieli dinozaury to chyba średnio dobrze świadczy to o twoich zdolnościach kognitywnych, no ale w sumie kobiety są faktycznie up3śledzon3 więc nie powinno mnie to dziwić
Jak miałem 20 lat to jakoś nie widziałem w 38,40 latkach "babć" tylko...kobiety w średnim wieku (czyli tym, czym były).
Po prostu po pewnym wieku (mniej więcej 13 lat) ma się już na tyle IQ, że można obiektywnie ocenić poziom deterioracji ludzkiego ciała. Jeżeli w dorosłym+
@nicdobrego_4 Z perspektywy 19-latki jesteś dziadem.
Co więcej, z mojej 46-letniej perspektywy, jakby moją 19-letnią córkę podrywał 45-latek, to też by byl dla mnie dziadem i gwarantuję, że bym mu to powiedziała. ;)
Podniesienie ich pozycji społeczno-ekonomicznej do nieznanych wcześniej poziomów spowodowało, że foidy są po prostu seksualnie wysterylizowane i nie są w stanie się zmoczyć na widok 99% facecików.
Save women and make them poor and enslaved again
@kremufka__ Jego "sukces" to wynik tylko i wyłącznie urodzenia się akurat w dobrym momencie i wejścia do gry, gdy jeszcze foidy nie były szalone. Od wiecznego incelstwa uratowała go data urodzenia
W ramach dyskusj o zależności cywilizacji od rasy znowu przypominam, że model Konecznego ma zerową wartość i jest w całości wyjęty z pizdy (polaczek chciał po prostu na siłę pokazać, że boladzy są jakimś cudem lepsi "cywilizacyjnie" od Niemców i Rosjan XD
@SulkowskiMS Jeżeli twój model kategoryzowania w tak beznadziejny sposób odzwierciedla rzeczywistość to może wypadałoby go zmienić i zbudować go na stabileniejszych czynnikach? Może na przykład na wspólnej krwi?
@SulkowskiMS Zdecydowana większość osób ma absolutnie wyjebane w polską historię, literaturę etc i żyje w połowie lokalną gojbreją w postaci filmików książula na jutubie albo globalną gojbreją w postaci myster beasta.
Humans are a pack animal.
This may be hard to understand if you are evangelical and think the book of genesis is literal rather than allegorical, but humans are a pack animal.
What this means is that the human desire for the acceptance and support of a tribe is as fundamental as the desire for food, for air, for water, for sex, for sunlight, for love.
If you tell young men that they cannot have a tribe, they're not going to accept that.
Ever.
Especially if you tell that only to the young men of one tribe in particular. They're going to wonder why everybody gets to have a tribe and they don't.
And they're eventually going to decide that you are the enemy.
Because you are. Anyone who stands between young men and what they need for a healthy, fulfilled life is their enemy.
That includes you.
And if you manage to convince them that god doesn't want them to have a tribe, it will also include god.
The more you push back against their healthy and natural desire for a tribe, a homeland, and a birthright, the more they will hate you, and the more exclusive their definition of that tribe will become.
There is no way you can stop this. The only thing you can control is how far they have to go, how radical they have to become, in order to get it.
Because this can go all the way from enforcing immigration law, and shutting down corrupt visa programs right now, to gangs of young White men in balaclavas with Ar15s going door to door ten years from now.
We have to do something about the 14th amendment. I don't care if that makes you uncomfortable or unhappy. It's not a choice. The constitution exists to serve Americans, not the other way around. If that sentence confuses you, read the first paragraph of the constitution.
If we do not, young men of the future, the same little boys who are being radicalized right now by your malicious indifference, will treat a piece of paper that says they cannot have a homeland the way they would treat a piece of paper that says that can't eat food, or a piece of paper that says they can't own a home, or have a wife and children.
You may think that you offer them a tribe in the form of the universal kingdom of god, the community of all believers, but that's just a word game and you know it, which is why you are so defensive about the whole thing.
Where was the universal community of believers when these young men needed help? When they needed not just the surface appearance of a tribe, but someone to do the things that tribes actually do for younger generations they care about?
The pack serves a concrete set of functions in the life cycle of the human species, and you cannot perform those functions with a cardboard cutout.
Young men are sick of religion that offers them responsibilities with no rights, lectures with no help, demands with no love or empathy.
It's odd, in a way ironic, that, I, the man of zero faith, should have to be the one standing here telling self-styled religious leaders how they failed both their people and their god.
But having no faith does give me one advantage. It frees me from the delusion that Jesus is a puppet that I can pull out of my pocket, slip over my right hand, move his mouth and make him say what I want.
I used to wonder, as a child, what the phrase "taking the name of the lord in vain" actually meant.
But I no longer wonder, because when I became a man, I looked around me and saw all these people who talk to god and somehow get told exactly what they want to hear.
Then I understood that the key phrase here wasn't "in vain". It was "taking". Taking the name of god and using it as a tool for one's own goals.
Joel, here, is sad that his friend is getting sent home. This personally inconveniences both him and his friend, which effects Joel in a way that young men being denied their birthright does not.
So he finds an interpretation of scripture that says that god wants him, Joel Berry, to get his way, and that god wants all the young men who want a homeland and a birthright to go get fucked.
I'm not terribly impressed.
Vi um gringo aqui dar a melhor explicação sobre o Brasil:
"Brasil possui uma população de primeiro mundo forçada a conviver com uma população de terceiro mundo."
Apenas a separação pode nos salvar.
Roman Dmowski (przyjaciel Romana Dmowskiego) w swoich "myślach nowoczesnego Polaka" pisał, że nieodłączną cechą narodu jest jego podstawa biologiczna w postaci rasy, jednocześnie krytykując podejście, zawężające definicje Polaka do wspólnego języka i geografii.
Od wywiadu bostonika trwa tu masowy,lewacki gaslighting, próbujący nam wmówić, że "akszuali oni nigdy nie popierali tej całej kolorowej migracji,to wszystko wina pana monopoly!" połączony z pipiprawacko-lutosławskimi wysrywami o tym jak bardzo murzyn może być Polakiem, HYDRAULIKA
Rasizm zawsze był "obecny" w polskiej myśli prawicowej, tylko po prostu nie był eksponowany, bo pokolenie Dmowskiego i Piłsudskiego uważało rasizm za coś oczywistego
Na ch*ja komu polski, kulturowy, wspólnotowy nacjonalizm, skoro przecież można promować obcy naszej tradycji prostacki rasizm i stanąć w jednym szeregu z wszelkimi odmianami altrightowców, wcalenienazioli ("ale Adolf wiedziałby, co zrobić"), banderowców i resztą wyznawców ideologii dla małp, tyle że białych (no i śniadych, bo przecież Izrael też jest wzorem).
Głęboki regres. Żeby jeszcze mógł być skuteczny, to pół biedy, ale przecież to tylko gadanie, które zrobi zasięgi, namąci ludziom w głowach - ale przecież niczego nie zbuduje.
P. S. Nie, nie sprowadzajmy Hindusów.
Przesłuchałem rozmowę z @BostonTea84 na kanale @nowylad i choć zgadzam się odnośnie do tego, że istnieją pewne różnice między ludźmi na gruncie rasowym, o tyle fundamentalnie nie zgadzam się, że da się uzgodnić jednolite stanowisko ponad kulturą i cywilizacją w obrębie tylko białych. Chyba jest tak, że Boston próbując stanąć w kontrze do lewicy, która od oświecenia skupiła się na wpływie kultury na człowieka, co było zresztą elementem walki z christianitas (co doskonale widać w myśli Rousseau) i uznała, że w zasadzie wszystko jest jej efektem (co jest nieprawdą), uznał za właściwe stanowisko, które rolę kultury spycha na margines jako element bez większego znaczenia. Nie jest oczywiście tak, że prawda zawsze leży po środku. Prawda leży zawsze tam, gdzie leży, ale w tym konkretnym przypadku żadna ze skrajności nie przynosi sensownych wniosków.
Kultura (to, co jest efektem działania człowieka) jako antonim natury (to, co jest względem człowieka zewnętrzne, niezależne od jego woli) pełni istotną rolę w kształtowaniu cywilizacji. Wynika ta kultura z szeregu czynników, których w krótkim wpisie nie sposób choćby nawet zarysować, ale wspomnę o jednym, który jest głównym nośnikiem każdej kultury - język. To on przez swoją strukturę gramatyczną oraz rozumienie pojęć tworzy pewną siatkę, w obrębie której się myśli. Dopiero usystematyzowany w jej obrębie ciąg myśli, założeń, wartościowań etc. przełożonych na praktykę tworzy cywilizację. Mówiąc więc, że da się pogodzić dwie różne cywilizacje czy ustalić jakiś konsensus między nimi tylko na gruncie tego, że przynależący do niej ludzie mają ten sam kolor skóry jest takim samym nonsensem, jak lewicowe twierdzenie, że da się pod lewicowy kształt kultury ujednolicić całą ludzkość. To jest niemożliwe na gruncie właśnie różnic w sposobach myślenia.
Nie jestem językoznawcą, więc proszę o wyrozumiałość w niuansach, ale obił mi się o uszy przykład, który wydaje mi się zgrabnie pokazywać, o co chodzi. W cywilizacji łacińskiej prawda jako pojęcie jest rozumiana absolutnie. Już od Arystotelesa mamy definicję prawdy jako "zgodność rzeczy i sądu". Rzecz jest, jaka jest i rozum ma odkryć to, co jest, jakie jest. U Rosjan będących częścią cywilizacji turańskiej (w tym miejscu proszę zostawić z boku zarzuty względem klasyfikacji Konecznego - jest w tym momencie przydatna) mamy pewien dualizm pojęcia prawdy. Istnieje "pravda" oraz "istina".
Ta pierwsza może być relatywizowana, bo jest prawdą w wymiarze praktycznym. To dlatego tak łatwo tamtejszej cywilizacji przychodzi koncept, że to siła tworzy prawdę (tę w wymiarze praktycznym), gdy dla cywilizacji łacińskiej jest to nie do pomyślenia, bo to prawda tworzy siłę (legitymizuje jej użycie). Ta druga zaś jest dopiero tą prawdą, która ma charakter obiektywny, bo jest rozumiana w kategoriach logicznych.
Jak więc dojść do konsensusu, gdy jedna strona uznaje tylko absolutną prawdę zarówno w warstwie teoretycznej jak i praktycznej, zaś druga uznaje jej dualizm? No nie da się. Jedyne, co można zrobić, to aby zrozumieć drugą stronę, operować w jej systemie myślenia/racjonalności.
Także dobrze Bostonie, że zaznaczyłeś, że to jest naiwna intuicja, bo w istocie faktycznie jest. Kultura i cywilizacja nie mogą być przez lewackie fanaberie i wypaczenia sprowadzone do nieistotnych elementów. Dlatego moja niechęć względem importu nachodźców z trzeciego świata jest na podobnym poziomie, co względem importu nachodźców np. z Rosji czy Niemiec (tak, Niemcy to też jest inny sposób myślenia, niż cywilizacji łacińskiej, ale to temat na inną rozmowę).