Finansowanie kampanii wyborczej z zagranicy to przestępstwo. Polscy niezależni dziennikarze i politycy opozycji od dawna ujawniają mechanizmy operacji wymierzonej w rząd Zjednoczonej Prawicy. Padały konkretne nazwiska. I co? Nic. Ani prokuratura Bodnara, ani Żurka nawet nie drgnęła. Teraz napisali o tym oficjalnie sami Niemcy — i dalej cisza. Skoro unijni politrucy wyłożyli kilkadziesiąt milionów euro na polityczny przewrót w 2023 r., to ile wydadzą w nadchodzącym roku, żeby utrzymać przy władzy Tuska — gwaranta realizacji ich interesów?
@Dive3113@pachula24 Wojsko polskie ma możliwośc samo decydowania za pieniądze ze złota w NBP ale komunistyczne dowództwo rodem z PRL wybrało kasę z der SAFE i brak prawo do decydowania jak je wydać, ale za to zadłużyli nas na 40 lat. Idioci
@Karol52580331@HubnerrMax Za to jest flaga obcego państwa, nie dziwi twój wpis. Twój prezydent to specjalista w cwaniactwie i przepalaniu nie swojej kasy
To jest absolutny skandal! Przed wyborami w 2023 roku miliony euro z zagranicy płynęły do organizacji aktywnie uczestniczących w polskiej debacie publicznej. Według przywoływanych dziś danych tylko w ramach unijnego programu CERV do polskich NGO miały trafić wielomilionowe kwoty. Część tych środowisk prowadziła działalność wymierzoną w ówczesny rząd.
Jeżeli zagraniczne pieniądze finansują organizacje, które w czasie kampanii próbują wpływać na polityczne decyzje Polaków, to mamy do czynienia z problemem zagranicznej ingerencji w proces wyborczy.
O tym, kto rządzi w Polsce, mają decydować Polacy - a nie zagraniczni sponsorzy.
Dlatego potrzebujemy pełnej transparentności finansowania NGO: jawnych źródeł zagranicznych dotacji, jawnych kwot i jasnej informacji, na co dokładnie wydawane są pieniądze - szczególnie wtedy, gdy organizacja angażuje się w debatę polityczną lub kampanię wyborczą.
Demokracja wymaga przejrzystości. Polskie wybory nie są na sprzedaż.