Część komentatorów oburza się, że @prezydentpl wszedł na ring z Mannym Pacquiao. Spodziewali się wykładu, a dostali boks.
Na Filipinach Pacquiao zna każdy. Jedyny w historii mistrz świata w ośmiu kategoriach wagowych, były senator, bohater narodowy. Nagranie z treningu opublikował sam i obejrzy je więcej osób niż wszystkie komunikaty dyplomatyczne z tej wizyty. Miliony Filipińczyków mogą zobaczyć polskiego prezydenta, który sam kiedyś boksował, na ringu z ich idolem. Lepszej reklamy Polski trudno sobie wyobrazić.
A wykład też był. Tyle że ci, którzy tak „życzliwie” przyglądają się wizycie głowy naszego państwa na Filipinach, go nie zauważyli. Nawrocki przemawiał na Katolickim Uniwersytecie Świętego Tomasza w Manili. Uczelnię założyli dominikanie w 1611 roku, jest więc starsza niż Harvard i uchodzi za najstarszy działający uniwersytet w Azji. Studiował tu José Rizal, bohater narodowy Filipin, pod którego pomnikiem Nawrocki złożył wieniec podczas tej wizyty. W 2015 roku papież Franciszek spotkał się tu z młodzieżą.
Nawrocki mówił studentom o tym, co łączy oba narody: o obcej dominacji i walce o zachowanie tożsamości, o wierze, rodzinie, solidarności, wolności i suwerenności. To była dyplomacja w duchu Solidarności, a Filipińczycy dobrze ją rozumieją. To największy katolicki kraj Azji, a Jan Paweł II, który był w Manili dwa razy, jest tam wciąż bardzo czczony. Na mszę z nim podczas Światowych Dni Młodzieży w 1995 roku przyszły miliony ludzi.
Prezydent przypomniał też rosyjską napaść na Ukrainę i ataki hybrydowe na Polskę. I powiedział wprost: „Odpowiedź Polski jest jasna: odstraszanie wymaga siły.” W kraju, który codziennie odpiera chińskie naciski na morzu, trudno o lepiej zrozumiane zdanie.
Poważne rozmowy w pałacu prezydenckim, wykład dla studentów i trening na ringu z legendą boksu nie wykluczają się nawzajem. Tak właśnie wygląda skuteczna dyplomacja.
https://t.co/O6JtNM19h7
Seksualność pisarzy
Wczoraj wręczono nagrodę Nobla w dziedzinie literatury, ja zaś od razu zajrzałem do biogramu laureatki – Anne Carson – i przeczytałem tam, że porusza ona w swoich utworach kwestię seksualności pisarzy.
Cóż za niespodzianka. A ja myślałem, biedny głupek, że tym razem dali Nobla komuś, kto porusza kwestie relacji człowieka z Bogiem. I to niekoniecznie w godzinie śmierci. No, nie, jednak się pomyliłem. Pani Carson pisze o seksualności pisarzy, a jakby nie dość było tego możemy jeszcze przeczytać w wiki iż:
” Sekret sukcesu Carson polega na jawnym, chociaż enigmatycznym, przywłaszczaniu sobie dzieł innych literackich znakomitości.”
Tako rzecze wiki. Nie wydaje się Wam to dziwne, że nagrodzono Noblem jakieś babsko, które jawnie kradnie pomysły z książek innych autorów i dopisując do tego jakieś wątki z literatury antycznej, tworzy tak zwaną nową jakość?
Pani ta jest filologiem klasycznym. Kiedy jednak prześledzimy, nawet pobieżnie, jej karierę okaże się, że zawsze była rezydentem na uczelniach. A raz nawet zdarzyło, myślę, że z jej powodu, zlikwidowano katedrę filologii klasycznej i przeniesiono całą naukę o starożytności na wydział historii.
Oczywiście główną bohaterką i najważniejszą inspiracją dla noblistki jest Safona. Że też oni nigdy nie mogą wymyślić czegoś naprawdę oryginalnego. Zawsze muszą dobierać te swoje inspiracje z jednego koszyka. No i rzecz jasna, nie tylko Safona, ale też „doświadczenie przyjemności i bólu”. Jak czytam albo słyszę coś takiego od razu przypominają mi się wszystkie opowieści z nocnych dyżurów lekarskich, na które przywożono pary połączone ze sobą w dziwny sposób, gościa z szyszką świerkową w tyłku, wepchniętą zgodnie z układem łusek, co uniemożliwiało w zasadzie samodzielne jej wyciągnięcie i dziewczyny z rozmaitymi przedmiotami, nie obłymi bynajmniej, wciśnięte wiadomo gdzie. Wszystkich tych ludzi interesowały doświadczenia przyjemności i bólu, ale mało który z nich wiedział kto to Safona, a na Nobla żadna z tych osób nie miała najmniejszej szansy. Widzimy więc, że nie wystarczy samo zainteresowanie przyjemnością i bólem, potrzeba jeszcze czegoś więcej, to znaczy wykształcenia klasycznego, albo takowe udającego, osadzenia środowiskowego i szeregu innych nagród literackich, by wreszcie się tego Nobla dochrapać. Czy wczorajsza nominacja wywołała jakieś zainteresowanie wśród publiczności? Mam wrażenie, że żadnego. Ot, kolejna wariatka, samotna, zgorzkniała, poszukująca przygód i wiecznie nieszczęśliwa, dostała trochę pieniędzy za to, że całe życie zajmowała się deprawacją i ukrywaniem jej pod różnymi pretekstami. Wiadomo bowiem, że jak ktoś zajmuje się krytyką tekstów antycznych, nie można mu tak po prostu zarzucić, że jest zboczeńcem, albo psychopatą. Należy wcześniej popaść w widowiskowe zamyślenie. I na to liczą oni wszyscy. Komitet noblowski zaś nie ma już litości nie tylko dla nas, ale też dla siebie.
Ktoś powie, że nie jest tak źle, bo pani Carson nie puszcza się przynajmniej w publicznych szaletach, jak to się zdarzało innej noblistce – Elfiriede Jelinek, dawno i słusznie już zapomnianej. Na podstawie jej prozy nakręcono nawet bardzo obsceniczny film ilustrujący wszystkie możliwe i dostępne niewieście deficyty, na które można złapać młodszego i aroganckiego kochanka.
Pani Carson pisze poezję i jest, jakby to rzec, o wiele bardziej zwiewna niż Elfriede, której bohaterka – w domyśle – ona sama, kazała się prać po gębie aż trzaskało. W przypadku pani Carson takie rzeczy nie wchodzą w grę, bo widzimy, że po jednym, nawet słabym plaśnięciu z otwartej dłoni, ona by się już nie podniosła.
No, ale zostawmy frajdy środowiska akademickiego na boku. Bo w biografii pani Carson umieszczonej w wiki uważny czytelnik znajdzie ciekawsze kwiatki niż pranie po pysku filolożek klasycznych. Oto widzimy tam zdanie:
”Popularność poetki jest niezależna od opinii recenzentów, co potwierdza chociażby fakt wykorzystania cytatu z jej poezji w serialu telewizyjnym „Słowo na L”.
Ach, co my tu mamy?! Najwyraźniej bardzo nachalną próbę wyjaśniania, skąd wzięła się, całkowicie niezasłużona i sfingowana kariera pani Carson. Gdyby bowiem ona tak nie była, po cóż wiki miałaby ogłaszać, że jej popularność jest niezależna od recenzentów? No i skąd w ogóle pomysł, że popularność ma być zależna od recenzentów? No chyba stąd, że właśnie po to są recenzenci, by nadmuchiwać balony fikcyjnej sławy. Wreszcie ktoś to jasno powiedział, bardzo dziękujemy, bo do niedawna nie można było tego ludziom wyjaśnić. Wszyscy byli przekonani, że popularność autora bierze się z wielkości jego dzieła, którego treść trafia do czytelników bez pośrednika. No, ale skoro w biogramie nowej noblistki mamy takie zdanie, nikt już nie powinien wierzyć, że kariera Mroza, Twardocha i Żulczyka jest niezależna od recenzentów. O tym, że jest zależna poznajemy po tym, że seriale i filmy na podstawie ich prozy są wtórne, w stosunku do entuzjastycznych recenzji tejże prozy.
Z panią Carson miało być inaczej. Przeskakiwała ona sobie z kwiatka na kwiatek, z jednego uniwersytetu na drugi i tam usiłowała się utrzymać wbrew wszystkiemu. Bo z kolei z biogramu w angielskiej wiki wynika, że była to chyba najmniej popularna wykładowczyni w całej historii amerykańskich i kanadyjskich uczelni wyższych. Wobec tego faktu, ktoś – nie wiemy kto – zdecydował, że twórczość pani Carson nadaje się do zacytowania w serialu o lesbijkach. I tam ją umieszczono, a ja nie mogę się powstrzymać od refleksji, że uczyniono to właśnie w tym celu, by umieścić potem to zdanie w jej biogramach. Ono zaś stało się jednym z uzasadnień dla nagrody Nobla. Popatrzcie – mówią do nas organizatorzy tej hucpy – ta stara wariatka, gotowa na wszystko za parę dolarów, wcale nie będzie uprawiać obyczajowej propagandy, albowiem jej sława jest niezależna od naszych założeń politycznych w tym zakresie. Ona żyje sztuką, czego dowodem jest cytat z jej tekstów umieszczony w serialu o lesbijkach! I na to wstaje jakiś student pochodzący z polskiej fali emigracyjnej lat osiemdziesiątych, urodzony już w Kanadzie i mówi – ale przecież to jest film o lesbijkach, dokonujecie auto-demaskacji, robicie nas w trąbę.
- Usiądź synu – słyszy w odpowiedzi – nie rozumiesz ducha kultury antycznej, nie uważałeś na zajęciach z krytyki tekstów greckich.
To są naprawdę bardzo proste sprawy. My zaś nigdy nie możemy tracić z oczu tej oto formuły – kryteria i założenia estetyczne służą zasłanianiu kryteriów i założeń politycznych. I większa subtelność tych pierwszych, tym bardziej ponura intencja tych drugich.
Oczywiście, jeśli ktoś chce może się zastanawiać, który z poetów obecnej doby jest lepszy i czy słusznie nagrodzono go Noblem, ale my możemy mieć pewność, że człowiek taki na pewno wywodzi się ze środowisk akademickich w całości wkręconych w ten mechanizm. I do tego uwiarygadniających się stale za jego sprawą.
Wczoraj jakiś pan poprosił mnie o wskazanie współczesnych polskich pisarzy, których cenię. Nie cenię żadnego, bo wszyscy oni są wystrugani z jednego kawałka szarego mydła. Jeśli zaś w lesie nie ma dobrych, jadalnych grzybów, nie można namawiać ludzi do tego, by spożywali takie, od których się jedynie porzygają, ale nie umrą w męczarniach.
Po takich konstatacjach proszę Państwa, musimy się zastanowić po co w ogóle jest pisanie dla ludzi i jaki jest sens pisania po polsku. Wobec takiej bowiem, jak ujawniona wczoraj, hierarchii priorytetów literackich, jasne jest że to, co zwykle uznajemy za walor literatury polskiej i całej lokalnej kultury, skazane jest na zatracenie. Nie utrzymamy się. Szczególnie, że do czytania mamy tylko Tokarczuk, Bondę, Mroza, Twardocha i Żulczyka, no i Stasiuka jeszcze. W kontrze zaś do nich jakieś bardzo prymitywne demaskacje, określane jako literatura prawicowa. Wszystko to służy podważeniu sensu istnienia miejscowej kultury, która nie ma narzędzi do obrony, a jej moderatorzy wybierani są przez recenzentów pochodzących nie wiadomo z jakich rejonów wszechświata. Nie wiem czy wiecie, ale w zeszłym roku pani Carson została nagrodzona Nagrodą im. Zbigniewa Herberta. Ho, ho, tak, tak…jest nagroda im. Herberta, najważniejszego idola prawicowych środowisk w Polsce, na którego w całej swojej bezmyślności powołują się różni popularyzatorzy. Nie rozumiejący jak straszliwą odmianą idiotyzmu zostali dotknięci.
Tu macie link do tej nagrody. Prześledźcie uważnie nazwiska osób zasiadających w jury. Na dziś to wszystko, miłego dzionka.
https://t.co/XQKEZtCLQE
130 lat temu ur. się gen. Stanisław Tatar (3 X 1896-16 XII 1980) szef Oddziału III KG AK 1940-43, w Londynie 1944-47. Do🇵🇱wrócił jako agent gen. Komara wraz z polskim złotem. Aresztowany 1951-56. O ciemnych kartach jego działalności polecam Z. Siemaszko i teksty Daniela Koresia
Wybitny naukowiec, kochający przyrodę humanista, dobry człowiek. Zaszczuwany, wykpiwany, ofiarą hejtu „Wolnych mediów”. 9 października 2019 roku zmarł prof. Jan Szyszko
Niektórzy politycy naprawdę wciąż nie rozumieją świata poza własną bańką. I właśnie dlatego przegrali z Karolem Nawrockim.
Prezydent Karol Nawrocki wygłosił na Filipinach wykład na Uniwersytecie św. Tomasza w Manili, najstarszej istniejącej uczelni w Azji i jednej z najważniejszych katolickich szkół wyższych Filipin. Mówił do studentów o historii i współczesności, współpracy gospodarczej, wolności, suwerenności, wierze i przyjaźni między narodami. Otwierał drzwi dla polsko-filipińskiej współpracy gospodarczej, technologicznej i akademickiej. Spotykał się z prezydentem Ferdinandem Marcosem Jr., Polonią i biznesem.
Znalazł też chwilę, by potrenowac z Mannym Pacquiao - legendą światowego sportu i symbolem filipińskiej dumy.
Dyplomacja to nie tylko protokół i zamknięte sale. Dyplomacja to także gesty, które widzą miliony ludzi. To obecność i relacje. To zrozumienie kultury gospodarzy.
Ci, którzy tego nie rozumieją, mogą dalej kpić. Tyle im pozostało, a Prezydent Nawrocki dalej będzie budował relacje, które pracują na pozycję Polski na Świecie.
W rocznicę powstania Niemieckiej Republiki Demokratycznej (7 X 1949) polecam kilka prac o tamtejszej STASI i jej relacjach "bratnimi" komunistycznymi służbami specjalnymi PRL
44 lata temu - 7 X 1982 w mieszkaniu na ul. Belwederskiej 36/38 związany z Sowietami były oficer wywiadu LWP
płk Mieczysław Roman (kolega Jaruzelskiego, Kiszczaka) zastrzelił córkę i zięcia! Polecam tekst „Strzały na Belwederskiej” @Cenckiewicz z tomu „Historia”@WydawnictwoLTW
31 lat temu zmarł John Cairncross, (25 VII 1913-8 X 1995) sowiecki agent, ps. "Liszt" od 1935, jeden z członków Cambrigde Five, zdemaskowany w 1964, ale nieukarany ... skąd my to znamy?
Lech Wałęsa: 15 grudnia 1970 r. Matka Boska w sposób cudowny uratowała mi życie -
opowieść dla mnie po przystąpieniu do WZZ w 1978 r.
"Podeszliśmy pod komendę MO na Świerczewskiego, milicja zaczęła strzelać. Poczułem mocne oderzenie w miejscu serca i pomyślałem, że to śmierć, ale nie czułem bólu i nie widziałem krwi.
Wtedy zobaczyłem, że mam w tym miejscu dziurę w marynarce. Szukając kuli, z wewnętrznej kieszeni marynarki wyjąłem notesik, który zawsze tam nosiłem. Z jednej strony był przedziurawiony, ale z drugiej strony cały.
Otworzyłem go - w środku miałem obrazek z Matką Boską, na nim zatrzymała się rozpłaszczona kula."
Od 3 czerwca 1978 r. Wałęsa chodził codziennie na modlitwy w Bazylice Mariackiej w intencji uwolnienia z więzienia Błażeja Wyszkowskiego i Bożena Rybicka mówiła mi, że rozmodlony solennie klęczał na kamiennym płytach.
Nie byłem w stanie pomyśleć, że ten prosty człowiek może poważyć się na bluźnierstwo i uwierzyłem, że naprawdę został trafiony w pierś rykoszetem i jego wiara w cud, choć naiwna, jest prawdziwa.
@ADyplomata@MeitzPL@Najwazniejsze Otto John, Heinz Felfe, etc.
Pierwszy był antyfaszystą, oczywiście w służbie III Rzeszy, drugi był "tylko" w służbie III Rzeszy. Amerykanie nie mieli za dużo "demokratów" niemieckich do dyspozycji.
Znane są już ceny paliw po Tuskowej obniżce.
W weekend oraz w poniedziałek litr benzyny 95 ma kosztować nie więcej niż 6,73 zł, benzyny 98 - 7,59 zł, a oleju napędowego 7,88 zł.
Ale jak to? Czyli drożej jak drożyzna PiS?
Pracuję nad kilkoma tematami dotyczącymi ruskich wpływów w Polsce. Skała produktów rosyjskich firm (także tych wspierających wprost agresję na Ukrainę!) jest naprawdę duża i dotyczy różnych branż (także tych zaskakujących). Gdzie są #ABW#SKW?! Wkrótce szczegóły…
Była łączniczką, sanitariuszką i strzelcem w batalionie „Parasol” podczas Powstania Warszawskiego. Jej uśmiechnięte zdjęcie jest powszechnie znane, ale niewiele osób wie, że za tą radością krył się ból i przerażenie.
"Władka" czyli Henryka Zarzycka-Dziakowska.
To co dzieje się we Francji wygląda jakby imigranci wydali wojnę temu państwu i cywilizacji.
Podpalanie szkół. Bicie strażaków gaszących pożary. Bicie nauczycieli. Bicie białych którzy się nawinęli.
Jeśli jest tak źle już teraz, to pomyśl europejczyku co będzie za 10 lat.
Dziewczyny Powstania Warszawskiego
Waleczne, Bohaterskie, Piękne, Mądre.
Walczyły z bronią, były sanitariuszkami, doreczały listy, pracowały w wywiadzie, były kurierkami.
Wieczna Pamięć 🇵🇱❤️
Szokujące dla niemieckiego Onetu, że konserwatyści pikietujący pod TK mogą korzystać z toalet, w państwie Tuska powinni mieć toaletę pod krzakiem! A właście to już wszyscy powinni siedzieć w więzieniach!
The Times writes about the sensational memoir of a German Nazi bureaucrat in occupied Poland, recently discovered by the Pilecki Institute!
“Sex, sleaze and schnapps: Nazi memoir reveals everyday business of terror”
“A newly revealed account exposes the corruption, cruelty and casual indifference of a German administrator in occupied Poland.”
Find this major article in The Times here: https://t.co/CHv30dDfzc...
“This ‘spectacular’ private memoir was recently handed to the Pilecki Institute, a Polish government body that documents the crimes of 20th-century totalitarianism. It was available to The Times on condition that the author’s identity should be concealed at the behest of the donor.”
The article also draws extensively on the research of Joanna Nikel from the Pilecki Institute:
“Joanna Nikel, a researcher at the Pilecki Institute who has analysed the papers, said that while the memoirs of many Wehrmacht soldiers and high-ranking Nazis had already come to light, it was vanishingly rare for historians to obtain this kind of private testimony from the more junior civilian officials who had worked on the minutiae of the occupation.”
The author of the memoir was a German lawyer and SS member who entered the administration of the General Government:
“In 1943 the author, a self-described ‘Prussian’, was approaching his 30th birthday and had recently finished his doctorate in jurisprudence. He had joined the SS in 1933 and the Nazi party in 1937, and applied for a job in the administration of the Generalgouvernement, a large tranche of central and eastern Poland that was regarded by the Germans as a colony to be stripped of food and resources for the Reich.”
Moody places this individual story within the wider context of the German occupation of Poland:
“They had decapitated Polish society by murdering the intelligentsia and shut down the schools and universities with the aim of degrading the Poles to the condition of illiterate labourers and ultimately expelling them to Siberia.”
The account offers a rare insight into the everyday workings of the German occupation of Poland, not from the perspective of its highest-ranking perpetrators, but through the eyes of a junior civilian official involved in its administration.
@olivernmoody@thetimes@InstPileckiego@ThePileckiInst