KOMENTARZ TYGODNIA
W tym „Komentarzu Tygodnia” wraz z @PawelJezowski zabieramy widza w podróż po rosyjskiej machinie wojennej – od frontu pod Awdijiwką i korytarza na Krym, po gabinety Kremla, gdzie zapadają decyzje coraz bardziej desperackie, ale coraz mniej skuteczne.
Dlaczego Rosja nie może już wygrać tej wojny?
Wyjaśniamy, co konkretnie stoi za tezą, że Rosja praktycznie nie ma już realistycznej ścieżki do zwycięstwa militarnego w Ukrainie.
Pokazujemy, jak pięć lat wojny wyczerpało trzy kluczowe zasoby Moskwy: rekruta, techników pola walki i zdolność dowodzenia skoordynowaną operacją na kilku kierunkach jednocześnie.
Słabości armii rosyjskiej – od kontraktnika po generała
Rozbieramy na czynniki pierwsze system rekrutacji, który jeszcze w 2022 r. miał być „maszynką do mięsa”, a dziś coraz częściej mieli powietrze.
Mówimy wprost: dlaczego kończy się „patologiczny rekrut”, czemu kontrakty na front przestają być atrakcyjne nawet za bardzo duże pieniądze i jak walka o kadry toczy się równolegle między frontem a rosyjskim przemysłem zbrojeniowym.
Pokazujemy też konflikt „starego” i „młodego” Arbatu – dwóch wizji wojny, które ścierają się ponad głowami żołnierzy i prowadzą do fikcyjnych meldunków, ofensyw „pod statystykę” i decyzji, które więcej mają wspólnego z polityką niż z wojskowością.
Wojna dronów, logistyka i korytarz na Krym
Tłumaczymy, jak zmieniło się pole walki: dlaczego armia nastawiona na masowego „szturmana” przegrywa w świecie dronów, precyzyjnej artylerii i uderzeń w logistyczne wąskie gardła.
Na konkretnych przykładach pokazujemy, czemu lądowy korytarz na Krym – największy sukces Rosji w tej wojnie – staje się dziś jej największą operacyjną słabością i jak kilka trafionych ciężarówek może sparaliżować całe zgrupowanie.
Przyglądamy się też obronie powietrznej: od systemu, który uchodził za jeden z najlepszych na świecie, do struktury, która nie nadąża za skalą i charakterem ukraińskich ataków dronowych i rakietowych na rafinerie, mosty i zaplecze.
Kiedy armia staje się problemem dla reżimu
W drugiej części odcinka przenosimy się z frontu do Moskwy – do gabinetów, w których zderzają się sprzeczne interesy generałów, służb i cywilnych technokratów.
Pokazujemy, dlaczego decyzja o zmianie ministra obrony na Biełousowa w trakcie wojny była błędem systemowym, jakie napięcia generuje między wojskiem a „księgowymi” Kremla i czemu brak odwagi politycznej Putina staje się jednym z głównych czynników słabości rosyjskiej armii.
Wyjaśniamy też, czemu SWO przestaje być problemem militarnym, a staje się egzystencjalnym kłopotem samego reżimu: jakie lekcje płyną z historii rosyjskich przegranych wojen i co dziś naprawdę boi się usłyszeć Kreml – nie tyle od Zachodu, ile od własnych elit i społeczeństwa.
Co to znaczy dla Ukrainy, Polski i NATO?
Na koniec stawiamy pytanie, które najbardziej interesuje nas tutaj, w Warszawie: czy słabnąca Rosja jest mniej groźna, czy wręcz przeciwnie – bardziej skłonna do ryzykownych, nieprzewidywalnych ruchów.
Pokazujemy, jak kumulacja słabości armii i systemu politycznego może przełożyć się na eskalację napięć z NATO, presję na nasze państwo i nowe formy agresji hybrydowej, oraz co z tego wynika dla polskiej polityki bezpieczeństwa.
Jeżeli chccecie zrozumieć, dlaczego Rosja w tej wojnie „idzie do przodu, ale przegrywa”, co naprawdę dzieje się z jej armią i jak ten kryzys może odbić się na naszym bezpieczeństwie w latach 2026–2027 – ten Komentarz Tygodnia jest właśnie o tym.
Zapraszam...
https://t.co/KAPQv0gn2R
Jaki problem z Banderą, historią Ukraińskiej Powstańczej Armii i decyzją Zełeńskiego o nazwaniu jednostki wojskowej mianem UPA, mają Polacy?
Postanowiłem opowiedzieć tę historię dosyć szeroko i mam nadzieję, że automatyczne tłumaczenie tekstu, które mamy dzięki @elonmusk, pozwoli przeczytać go nie tylko Polakom ale również Ukraińcom, jak i być może użytkownikom innych języków. Zapraszam na dłuższy🧵
ZANIM DOSZŁO DO LUDOBÓJSTWA - lata 1918-1939
W 1918 roku, po 123 latach obcej okupacji, odrodziło się państwo polskie. Polacy zamieszkiwali wówczas, w zwartych lub rozproszonych grupach, na ogromnym obszarze Europy Wschodniej, obejmującym sporą część terytoriów dzisiejszej Ukrainy, Białorusi oraz Litwy, a nawet Łotwy. Po dziś dzień (2026) państwa te zamieszkują mniej lub bardziej liczne grupy Polaków, którzy żyją tam od setek lat. W latach 1918-1939 odrodzone państwo polskie zamieszkiwały liczne mniejszości narodowe. Wsród nich było około 10% Żydów i aż 14% Ukraińców. Polacy stanowili około 70% mieszkańców własnego państwa.
Ukraiński nacjonalizm lat 1918-1939 wyrósł z klęski prób stworzenia własnego państwa po I wojnie światowej i wojny polsko-ukraińskiej o Małopolskę Wschodnią. Dla wielu ukraińskich działaczy porażka z lat 1918-1921 stała się dowodem, że zawiodły umiarkowanie, kompromis i parlamentarna polityka. W Galicji, na Wołyniu i innych regionach II RP zaczęło narastać przekonanie, że tylko zdyscyplinowany, elitarny i gotowy do przemocy ruch zdoła doprowadzić do niepodległości. Z tego klimatu wyrosły najpierw Ukraińska Organizacja Wojskowa, a potem, od 1929 roku, Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów.
Kluczowy wpływ na doktrynę polityczną wywarła doktryna Dmytra Doncowa, zwykle opisywana jako integralny nacjonalizm. Doncow odrzucał demokratyczny pluralizm i humanitaryzm, a w ich miejsce stawiał wolę, fanatyzm, ekspansję i przemoc polityczną. Szczególnie jaskrawe są sformułowania z jego pracy: „każda nowa idea jest nietolerancyjna”, wielka idea narodowa ma być „nieprzejednana, bezkompromisowa, fanatyczna i ‘amoralna’”, a naród lub wielka idea „musi przypisać ogromną rolę w życiu narodów przemocy”.
Polsko-ukraiński konflikt na Kresach w latach 1918-1939 miał charakter zarazem narodowy, społeczny i państwowy. Zaczął się jako otwarta wojna o terytorium i władzę, zwłaszcza o Galicję Wschodnią i Lwów, a po ustaleniu granic przeszedł w długotrwały konflikt między państwem polskim a znaczną częścią ukraińskiej społeczności. Dla Polaków chodziło o utrzymanie integralności państwa i kontroli nad spornymi ziemiami; dla wielu Ukraińców było to doświadczenie przegranej państwowości, marginalizacji politycznej i presji asymilacyjnej. Napięcia wzmacniały spory o szkolnictwo, język, cerkiew, ziemię, administrację i reprezentację polityczną.
Państwo polskie prowadziło wobec Ukraińców politykę czasami niespójną, chwilami twardą i represyjną, czego symbolem stała się pacyfikacja Małopolski Wschodniej w 1930 roku. Z drugiej strony radykalny, ukraiński nurt nacjonalistyczny odrzucał drogę legalną i świadomie eskalował przemoc. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów traktowała terror jako narzędzie wychowania narodu i destabilizacji państwa: chciała uderzać nie tylko w polskich urzędników, lecz także w Ukraińców skłonnych do kompromisu, by zniszczyć umiarkowane przywództwo i spolaryzować społeczeństwo.
Tę logikę dobrze oddaje "Dekalog ukraińskiego nacjonalisty", autorstwa Stepana Łenkawskiego, ogłoszony w 1929 roku; jego kanoniczne brzmienie znamy też z późniejszej broszury Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Najbardziej jaskrawe punkty to: „Zdobędziesz państwo ukraińskie albo zginiesz w walce o nie”, „Nienawiścią i bezwzględną walką będziesz przyjmować wrogów twego narodu” oraz „Nie zawahasz się wykonać najniebezpieczniejszego czynu, kiedy tego wymaga dobro sprawy”.
Ważnym tłem tego konfliktu były stosunki narodowościowe na ziemiach południowo-wschodnich II Rzeczpospolitej Polskiej. W województwie wołyńskim ludność ukraińska i ruska stanowiła około 68,4%, polska 16,6%, a żydowska według kryterium językowego około 9,9%. W województwie stanisławowskim było to odpowiednio 68,8%, 22,4% i 7,4%. W województwie tarnopolskim proporcje były bardziej wyrównane: około 49,3% ludności posługiwało się językiem polskim, 45,5% ukraińskim lub ruskim, a 4,9% jidysz lub hebrajskim. W województwie lwowskim jako całości przeważała ludność polskojęzyczna, około 57,7%, wobec 34,1% ukraińsko- i ruskojęzycznej oraz 7,5% jidysz i hebrajskiego (spis 1931).
Równie istotny jest podział między miastem a wsią. Na wsi, zwłaszcza w Galicji Wschodniej i na Wołyniu, silna była przewaga ludności ukraińskiej, natomiast najważniejsze miasta miały charakter mieszany, najczęściej polsko-żydowski z istotną, lecz mniejszą obecnością ukraińską. Lwów był miastem przede wszystkim polsko-żydowskim: w 1931 roku 63,48% mieszkańców podało język polski jako ojczysty, 24,12% jidysz lub hebrajski, a około 11% ukraiński lub ruski. W Stanisławowie (dzisiaj Iwano-Frankiwsk) według danych spisowych około 41,4% mieszkańców stanowili Żydzi, 37,2% Polacy i 18,6% Ukraińcy. W Tarnopolu ludność żydowska stanowiła 39,3% mieszkańców, podobnej wielkości społeczność tworzyli Polacy a mniej niż 20% - Ukraińcy i Rusini. Na Wołyniu także widoczna była różnica między prowincją a miastami: Łuck miał około 48,5% ludności żydowskiej, choć całe województwo było wyraźnie zdominowane przez ludność ukraińską z występującymi, często wyspowo, polskimi wsiami i dworami.
Oczywiście, strona ukraińska będzie przytaczała w tym kontekście, w odpowiedzi, historyczny rachunek krzywd. Polsko-ukraińskie walki o Lwów w latach 1918-19, niektóre przejawy przymusowej polonizacji czy ograniczania ukraińskich aspiracji narodowych. Konflikt był oczywisty i nierozwiązywalny. Miliony Polaków oraz Ukraińców zamieszkiwały wspólnie olbrzymi obszar południowo-wschodniej Polski. Z drugiej strony warto podkreślić, że Ukraińcy zamieszkujący Polskę mieli i tak dużo więcej "szczęścia" niż ci, którzy pozostali po drugiej stronie granicy, w Związku Sowieckim. Ukraina sowiecka została bowiem poddana nie tylko komunizmowi, kolektywizacji i masowej eksterminacji elit, w tym cerkwi. Ukraina sowiecka została poddana olbrzymiemu planowemu ludobójstwu, hołodomorowi, który pochłonął miliony ofiar.
Ukraińcy w Polsce w latach 1918-1939 nie mieli lekko i nikt rozsądny nie będzie temu przeczył. Niemniej, państwo polskie nigdy nie prowadziło ich zaplanowanej eksterminacji. Państwo polskie umożliwiało też, mimo ograniczeń, funkcjonowanie wielu ukraińskich szkół, organizacji, instytucji. Mimo to, już na wiele lat przed wybuchem II wojny światowej, Polska musiała zmierzyć się z zaplanowaną i systematycznie organizowaną, ukraińską działalnością terrorystyczną.
W II Rzeczypospolitej Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów prowadziła działalność terrorystyczną i sabotażową. Jej członkowie organizowali podpalenia, napady na banki, poczty i ambulanse pocztowe, a także zamachy na przedstawicieli państwa polskiego oraz na Ukraińców uznanych za zdrajców lub ugodowców. Do najbardziej znanych należały zabójstwa Tadeusza Hołówki w 1931 roku, Iwana Babija i ministra Bronisława Pierackiego w 1934 roku; planowano też zamach na wojewodę Henryka Józewskiego. Celem tych akcji było jednocześnie osłabienie Polski, radykalizacja własnego społeczeństwa i pokazanie, że legalna polityka ukraińska jest bezsilna.
Warto to podkreślić - poseł Tadeusz Hołówko był jednym z najważniejszych polskich rzeczników porozumienia polsko-ukraińskiego i właśnie dlatego stał się dla Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów celem szczególnie niewygodnym. Został zamordowany 29 sierpnia 1931 roku w Truskawcu. Minister Bronisław Pieracki, zamordowany 15 czerwca 1934 roku, również nie był wyłącznie symbolem represji; zamach na ministra miał także storpedować możliwość porozumienia z umiarkowaną częścią społeczeństwa ukraińskiego. Z kolei po stronie ukraińskiej wyjątkowo wymowne było zabójstwo Iwana Babija, dyrektora ukraińskiego gimnazjum we Lwowie, krytyka skrajnego nacjonalizmu i człowieka związanego z legalną, umiarkowaną działalnością społeczną. Został zamordowany w 1934 roku. To pokazuje bardzo jasno, że terror Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów był wymierzony nie tylko w Polaków, ale także w samych Ukraińców, jeśli tylko uznano ich za przeszkodę dla rewolucyjnej linii ruchu.
W tym samym kontekście trzeba wspomnieć o procesie Stepana Bandery. Jako przywódca krajowych struktur Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów należał on do głównych organizatorów akcji terrorystycznych. W procesie dotyczącym zabójstwa Bronisława Pierackiego, toczącym się w Warszawie od 18 listopada 1935 roku do 13 stycznia 1936 roku, Bandera został skazany na karę śmierci, zamienioną następnie na dożywotnie więzienie. Sam proces miał duże znaczenie polityczne, bo ujawnił skalę konspiracji, jej strukturę i rolę Bandery w kierowaniu terrorem.
Do 1939 roku ukraiński nacjonalizm w jego radykalnej, ounowskiej postaci był już więc nie tylko ideą niepodległościową, ale także rewolucyjną doktryną politycznej przemocy. Łączył pogardę dla kompromisu, etos fanatycznego poświęcenia i akceptację terroru jako narzędzia dziejowego działania. To właśnie ten splot idei Doncowa, dekalogu Łenkawskiego i praktyki Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów ukształtował najbardziej skrajną postać ukraińskiego nacjonalizmu u schyłku II Rzeczypospolitej.
<Mychajło Kołodziński pisał np. w ukończonej w 1938 r. "Wojennej doktrynie ukraińskich nacjonalistów", że podczas powstania nacjonalistycznego nadarzy się okazja, aby „wymieść do ostatniej nogi element polski na ziemiach zachodnioukraińskich”.
Polacy stawiający opór mieli zostać zniszczeni w walce, a pozostali sterroryzowani i wypędzeni za Wisłę. Kołodziński na tym nie poprzestawał. Oprócz fizycznej eliminacji wrogiej ludności, apelował o niszczenie śladów wrogiego panowania, które ucieleśniał obraz „polskiego dworu”>
1/4
Warto przeczytać, warto wiedzieć.
Oby nigdy nie była ta wiedza potrzebna.
👇👇👇👇👇
PILNE! Poniżej Ukraińska instrukcja postępowania w czasie ataku Shahedów (dla cywilów)
CO ROBIĆ, GDY SŁYSZYSZ DŹWIĘK „SHAHEDA”?
Możesz się bać. Ale musisz działać szybciej, niż strach cię sparaliżuje.
1. SŁYSZYSZ TEN DŹWIĘK? NIE MASZ CZASU NA MYŚLENIE
Nie analizuj. Nie zastanawiaj się.
Jeśli słyszysz niski, buczenie przypominający dźwięk Rometa albo kosiarki – działaj natychmiast. Za 30 sekund może być już nad twoim dachem.
2. PRZESTAŃ NAGRYWAĆ – TO NIE FILM
Żadne nagranie nie jest warte twojego życia.
Odłóż telefon. Odłamki nie ostrzegają – one zabijają.
3. ODEJDŹ OD OKNA
Szkło rozpryskuje się jak ostrza.
Okno to najniebezpieczniejsze miejsce. Odejdź jak najdalej. Najlepiej w głąb mieszkania.
4. ZNAJDŹ DWIE ŚCIANY
Między tobą a ulicą powinny być co najmniej dwie ściany nośne.
Kuchnia z oknami – nie. Łazienka bez okien – tak. Korytarz – idealnie.
5. NA PODŁOGĘ. BEZ SŁÓW. BEZ PYTAŃ
Połóż się i osłoń głowę rękami.
Odłamki lecą po łuku – musisz być niżej niż ich trajektoria.
6. JESTEŚ NA ZEWNĄTRZ? PRZYKUCNIJ NISKO, SZUKAJ BETONU
Płot – nie. Krzewy – nie.
Najlepiej – za betonową ścianą lub w jakimkolwiek zagłębieniu. Jeśli niczego nie ma – po prostu padnij na ziemię.
7. W SAMOCHODZIE – STAŃ SIĘ NIEWIDZIALNY
Zgaś silnik, wyłącz światła. Opuść pojazd.
Szukaj schronienia: przejście podziemne, zagłębienie terenu, betonowa osłona. Jeśli nie ma nic – połóż się przy krawężniku, obok samochodu, a nawet pod nim.
Światło i ruch to orientacja dla dronów.
8. ZATKAJ USZY, OTWÓRZ USTA
To ochrona przed falą uderzeniową.
Prosty gest, który może uratować twój słuch i płuca.
9. NIE RUSZAJ SIĘ, DOPÓKI NIE BĘDZIE CISZY PRZEZ MINIMUM 10 MINUT
Drugi nalot bywa najpodlejszy.
Cisza po pierwszej eksplozji to pułapka. Wytrzymaj. Leż spokojnie.
10. TERAZ JUŻ WIESZ, CO ROBIĆ
A to oznacza, że jesteś kilka kroków bliżej do ocalenia.
Przekaż tę wiedzę tym, którzy jej jeszcze nie mają.
Opr. @mikebrusPL
PrzewodzikKsiążkowy (ranking)
100 najlepszych powieści polskich według Przewodzika
1 września to chyba najlepsza data, aby zaprezentować mój osobisty i całkowicie subiektywny ranking 100 najlepszych polskich powieści – co jak co, ale szkoła też kształtuje nasz gust literacki, choć czasem w negatywny sposób. Ja na przykład wciąż nie przeczytałem „Nad Niemnem”...
Jak zwykle kilka uwag. Po pierwsze wszystkie te książki przeczytałem, jeśli czegoś nie przeczytałem, na liście tego na pewno nie będzie, to oczywiste. Po drugie, niektóre rzeczy przeczytałem dwa razy lub więcej, co powoduje pewne problemy, bo kolejna lektura tej samej książki w dużym stopniu weryfikuje pierwotną ocenę – albo utwierdza nas w przekonaniu o wielkości, albo powoduje, że dawna fascynacja się ulatnia. Tego niestety nie przeskoczę, a przykład tego będzie już w pierwszej omawianej książce. Po trzecie - wiele polskich powieści nie czytałem, z wyboru, z przypadku, tak się ułożyło moje czytelnicze życie, że na przykład nie znam „Rodziny Połanieckich” Sienkiewicza, „Panny Nikt” Tryzny czy żadnej powieści Hena (ojca), Brezy lub Kalwasa. Po czwarte, w ustaleniu kolejności na liście brałem pod uwagę wiele czynników, ale na końcu jest zawsze mój gust, moja ocena i osąd danej powieści – inaczej ani nie chciałem, ani się nie da, moim zdaniem to zawsze będzie najważniejsze w takich zestawieniach.
Zasady takie jak zwykle – za chwilę pojawi się pozycja 100, a potem w jednym wątku będziemy jechać w dół aż do numeru jeden. Moje wpisy będą na żywo – każdy będzie pisany tuż przed opublikowaniem, ja mam rzecz jasna w głowie ogólny zarys, ale to zawsze jest pisane „na gorąco” i czasem pojawia się jakaś nowa myśl lub nawet zmiana pozycji, od razu przepraszam więc za błędy i literówki, będę starał się unikać, ale na pewno jakieś się zdarzą.
Zachęcam oczywiście do śledzenia, komentowania, podawania dalej i lajkowania, mam nadzieję, że to będzie całkiem fajna i ciekawa zabawa, liczę na podobny ferment jak przy poprzednich moich rankingach. No właśnie – to tylko zabawa, proszę nie traktować tego tak strasznie poważnie i jak zawsze apeluję o kulturalną dyskusję – niech ten półdarmowy portal na chwilę stanie się lepszym miejscem. Zaczynamy.
Wicemarszałek Sejmu @krzysztofbosak: Prezydent Andrzej Duda podpisał prawie 200 ustaw, które wyszły z tego rządu, a zawetował około pięciu lub sześciu. Usprawiedliwianie przez rząd swojego nieróbstwa prezydentem Andrzejem Dudą lub obecnie prezydentem elektem Karolem Nawrockim jest fałszywe. To ma jedynie ukryć fakt, że są wewnętrznie niepoukładani, nie mają programu ani strategii dla większości dziedzin funkcjonowania państwa.
90% młodych Polaków nie wie, co naprawdę wydarzyło się w nocy z 4 na 5 czerwca 1992 roku. To nie była “zwykła polityka”. To była noc strachu, zdrady i decyzji, które zatruwają Polskę do dziś.
Komuniści w garniturach “liberałów” zatrzymali lustrację. Donald Tusk im w tym pomógł.
To jest historia, której Tusk NIE chce, żebyś znał.
👉 Przeczytaj i udostępnij. Tego nie uczą w szkole. 🇵🇱
🧵 1/15
Liczącym ataki na filmie chciałbym podpowiedzieć że widać nieraz po 4 drony uderzające w jeden bombowiec.
Realnie jednak co do skutku ataku oparłbym się na zdjęciach satelitarnych. Na dzisiejszym filmie od SZU widać tylko jeden nadliczbowy samolot w relacji do znanych z SAR/sat "ofiar".
41 trafień? Być może, ale po 3-5 w jeden samolot i tylko kilka pojedynczych (A-50 nieloty).
A i ciekawostka - widać że celowo oszczędzono Tu-160 skupiając się na Tu-95MS. Decyzja polityczna?
Czegoś takiego jeszcze nie było!
Prezydent Elekt Karol Nawrocki dostał mnóstwo gratulacji od zagranicznych przywódców na X, a my mielismy zaszczyt obserwować jego odpowiedzi.
Doskonałe, inteligentne i wskazujące na twardy kierunek polityki zagranicznej.
Zapraszam na nitkę.
Podziękowania dla wszystkich uczestników Narodowego Polowania na Zjebów Hejtujących Małą Kasię.
Wyłowić wszyskich. Ujawnić, obnażyć, zgnoić, doprowadzić do wywalenia z roboty.
Kilka dni to jeszcze zajmie, ale idzie doskonale.