Pojawiło się trochę odpowiedzi sugerujących, że krytyka JB bierze się z osobistej niechęci, bo nie ma żadnych merytorycznych argumentów przeciwko jego słowom.
Obiecałem sobie nie tykać tematu fantazji JB, ale debata w K0 doskonale pokazuje właśnie jego ignorację historyczną.
Pytania i komentarze, które wypowiada, są albo typowym historycznym prezentyzmem albo już dawno zostały wyjaśnione lub obalone naukowo.
Przy czym nawet nie trzeba specjalnie siedzieć w nauce, aby znać kilka najważniejszych i powszechnie uznanych książek na krzyż.
-> JB zarzuca Hitlerowi, że jego polityka rasowa doprowadziła do klęski w Rosji, a stare "kajzerowskie" elity miały rację.
Wszystko to pięknie wygląda na papierze jako suchy argument, ale właśnie bez jego polityki w latach 1935–1941 Niemcy nigdy nie zaszłyby tak daleko. Bynajmniej nie chodzi jedynie o mobilizację państwa totalitarnego, ale o kompletne przełamanie dotychczasowych szlaków dyplomatycznych i porządku międzynarodowego. Właśnie ta bezwzględna elastyczność i gotowość do stawiania wszystkiego na jedną kartę odróżniały go od konserwatywnych dyplomatów. Podczas gdy elity kajzerowskie dbały o pozory prawa międzynarodowego, Hitler traktował traktaty wyłącznie jako instrumenty taktyczne. Łamiąc ustalenia z Wersalu, bezczelnie testował bierność Zachodu, co przyniosło mu bezkrwawy Anschluss i triumf w Monachium. Pakt RM był majstersztykiem cynicznego pragmatyzmu, bo oddalił widmo wojny na dwa fronty i dał czas na zmiażdżenie Francji. Hitler jak hazardzista: dopóki rywale grali według starych reguł dyplomacji, jego paranoiczna konsekwencja i absolutny brak hamulców moralnych zapewniały Niemcom pasmo nieprawdopodobnych zwycięstw.
Model wojny totalnej, który przyjął, w tym łamanie wszelkich norm w relacjach, był immanentną cechą niemieckiego państwa w tamtym czasie, które nie szło po "jakieś ziemie na wschodzie", ale po kompletną dominację i budowanie nowego świata. Niemcy do czerwca 1941 miały jasne doświadczenie: nasza strategia działa, dopóki trzymamy wszystkich ostro za twarz na wschodzie, dając wentyl bezpieczeństwa w okupowanych krajach zachodu.
Tak więc kajzerowscy wojskowi mogli proponować złagodzenie polityki rasowej na wschodzie, ale była ona też jednym z głównych motorów napędowych niemieckiej gospodarki. Bezprecedensowy rabunek dawał Niemcom znacznie mocniejszy zastrzyk niż liczenie na państwa satelickie (które i tak musieliby mocno utrzymywać) w odległej perspektywie. Wojna na wschodzie i tak miała trwać max. rok, więc kto w takich warunkach chciałby dzielić się łupami z narodami uważanymi za podludzi?
-> JB oskarża Becka, że nie grał na czas z Gdańskiem
To już jest oczywista nieprawda, którą dawno temu obalił prof. Kornat w swojej rewelacyjnej monografii. Polska dyplomacja lawirowała tak długo, jak się dało, ale Niemcy nie chcieli być zwodzeni. Na przełomie 1938/1939 doszło do przesilenia, a Berlin zażądał od Warszawy jasnej deklaracji w sprawie dołączenia do paktu antykominterowskiego. Nie było już wówczas żadnego luzu na przeciąganie. Sygnały płynące od Hitlera były jasne: albo jesteście z nami, albo przeciwko nam.
Na popacie ustaleń prof. Kornata mogę powiedzieć, że moje badania nad polityką zagraniczną Japonii w 1939 roku dokładnie pokazują tragizm Polski. Tokio bardzo chciało pogodzić Berlin i Warszawę, wciągając tę drugą do paktu antykomiternowskiego. Ostatecznie okazało się, że Hitler nie miał za grosz elastyczności. Nie chciał polubownie załatwić sprawy Gdańska, nie chciał słyszeć o żadnej samodzielności politycznej ani wojskowej Polski. Wszystko miało być ściśle podporządkowane Niemcom i ich celom strategicznym. Z tego też powodu Japończycy ostatecznie odpuścili mediację w maju 1939 roku, widząc, że niczego nie ugrają, bo Hitler dąży tak czy inaczej do wojny z Zachodem, na którą Polska nigdy się nie zgodzi.
-> Krytyka polegania Becka na Brytyjczykach jako wyraz braku zmysłu politycznego
Tutaj nawet nie wiem, jak mam to komentować. A na kim mieliśmy polegać? Na Niemach? Na Związku Radzieckim? W ówczesnej układance politycznej świat dzielił się wyraźnie na dwa obozy: jeden pragnący utrzymać porządek wersalski, a drugi dążący do jego obalenia. Chyba nie muszę udowadniać Panu geopolitykowi, że jakakolwiek zmiana korzystna dla Niemiec w tamtym czasie była niekorzystna dla Polski.
Będąc efektywnie między dwoma najgroźniejszymi systemami totalitarnymi, które nawet nie chciały nas podporządkować w starym stylu, ale po prostu zniszczyć i przeżuć, trwanie przy historycznym sojuszu z Francją, wspartą przez drugie mocarstwo świata, czyli UK, było najlepszym, co mogło spotkać Polskę w tamtym czasie. A gdy do tego dodamy fakt, że za UK mocno stały Stany Zjednoczone (a jednocześnie mocno przeciwko Niemcom), sprawa niepodległości Polski zyskiwała zupełnie inny wymiar.
-> Krytyka elit II RP, że "uciekły na zachód" i "powinny zginąć na miejscu"
To już zupełna romantyczna odklejka. Skoro JB jest taki "honorowy", to dlaczego nie popełni "medialnego seppuku" w związku z przypisaniem sobie cudzych ustaleń naukowych w swoim doktoracie, a następnie cwaniackim rozgrywaniem sprawy przez kruczki administracyjnoprawne? Czemu, skoro uznaję lud za naczelnego suwerena, nie zgodzi się na to, aby lud ocenił materiały, które przygotowałem do postępowania w sprawie odebrania doktoratu?
Ale odnośnie historii, rozumiem, że JB uciekają takie szczegóły jak to, że odnotowaliśmy następujące przypadki "braku honoru" w następujących krajach napadniętych przez Niemcy:
Norwegia – król Haakon VII wraz z rządem Johana Nygaardsvolda ewakuowali się w czerwcu 1940 r. do Londynu po zaciętych walkach w kraju. Stamtąd zarządzali potężną norweską flotą handlową, która miała kluczowe znaczenie dla alianckich dostaw.
Holandia – królowa Wilhelmina oraz gabinet premiera Dirka Jana de Geera uciekli do Londynu w maju 1940 r. natychmiast po ataku Niemiec. Z uchodźstwa zarządzali bogatymi zasobami kolonialnymi, w tym Holenderskimi Indiami Wschodnimi.
Belgia – premier Hubert Pierlot i jego rząd przenieśli się najpierw do Francji, a po jej upadku do Londynu. Co ciekawe, król Belgów Leopold III postanowił zostać w kraju pod okupacją, co wywołało głęboki kryzys polityczny. Rząd w Londynie kontrolował https://t.co/tO9bdtkIWh. Kongo Belgijskie i tamtejsze strategiczne surowce.
Luksemburg – wielka księżna Szarlotta i rząd Pierre'a Duponga ewakuowali się w maju 1940 r. przez Francję i Portugalię do Londynu.
Francja (Komitet Wolnej Francji) – po kapitualcji rządu Vichy, generał Charles de Gaulle odleciał do Londynu, gdzie stworzył ruch France Libre (Wolna Francja). Choć nie był to z początku formalny rząd uznawany przez wszystkich, z czasem przekształcił się w Tymczasowy Rząd Republiki F
Czechosłowacja – Edvard Beneš utworzył Czechosłowacki Komitet Narodowy w Paryżu, a po upadku Francji przeniósł się do Londynu, gdzie brytyjski rząd oficjalnie uznał jego gabinet za legalną reprezentację Czechosłowacji.
Grecja – po ataku Niemiec w kwietniu 1941 r. król Jerzy II i rząd Emmanouila Tsouderosa ewakuowali się najpierw na Kretę, a potem do Kairu i częściowo do Londynu.
Jugosławia – po błyskawicznej inwazji Osi w kwietniu 1941 r. młody król Piotr II wraz z rządem Dušana Simovicia uciekli przez Grecję i Kair do Londynu.
Na koniec mojego wywodu muszę zgodzić się z JB w jednej zasadniczej kwestii. III RP nie przeprowadziła pełnej transformacji w kierunku cywilizowanego państwa prawa i społeczeństwa obywatelskiego. Doskonałym tego przykładem jest właśnie kariera "ekspercka" JB. Człowieka, który nałogowo kłamie, zmyśla jak najęty i nie umie przekazać prostej myśli bez używania dekoracyjnej nowomowy.
Jego aktywność to esencja bylejakości III RP. Czyli nieważne co mówi i z czego to bierze, ale ważne jakie robi wrażenie, jak wygląda, kogo zna i gdzie się wkręci.
Nawet jego doktorat z wolnej stopy, gdzie w polskich realiach zasadniczo kupowało się stopień naukowy za ok. 30-50k PLN to jedna wielka kompromitacja, której nie zamiecie pod dywan, niezależnie od tego jakie będzie stosował kruczki prawne.
Jeśli Pan Redaktor @BogRymanowski lubi ciekawe tematy i zależy mu na prawdzie, bardzo chętnie przekażę komplet materiałów dowodowych w sprawie postępowania o odebranie stopnia doktora. Niech sobie wszyscy w Polsce popatrzą, jaki to "doktorat" powstał spod klawiatury naszego ancymona.
#Maczkowcy
103 lata! Kapitan Eugeniusz Niedzielski, ostatni żyjący żołnierz legendarnej 1 Dywizji Pancernej generała Stanisława Maczka, skończył właśnie 103 lata i podziękował za życzenia.
Jest w znakomitej formie i zapowiada, że dożyje 112 lat! Kapitanowi Niedzielskiemu życzymy jeszcze wielu lat - w zdrowiu i dobrym nastroju!
Nawrocki przejechał się po Giertychu:
„Jak słyszę Roman Giertych to nie chce mi się zupełnie rozmawiać. Roman Giertych może zagrozić swoim fanom z internetu. Nie traktuję tego polityka poważnie. Odjechał mu nie tylko pociąg, a cały peron”
XDDDDDDD
Przeczytałem komentarze pod całkowicie neutralnym wpisem mojej córki o tym, że spędziła w Juracie weekend z prezydentem. Każdy przyzwoity człowiek powinien zrobić wszystko, żeby partia, którą popierają ludzie, którzy wypisywali te obrzydliwe rzeczy już nigdy w Polsce nie rządziła.
10- letnia Erwina Barzychowska 1 września 1939 przebywała ze swoimi opiekunami - Janem i Małgorzatą Pipko - w mieszkaniu w budynku poczty w Gdańsku.
Dziewczynka została oblana przez Niemców benzyną i podpalona miotaczem ognia. Umierała nieleczona przez niemieckich lekarzy w szpitalu w Gdańsku przez następne siedem tygodni.
Jan z poparzeń umarł kolejnego dnia, ranna była też Małgorzata, Niemcy wsunęli jej do ręki karabin i robili zdjęcia wykorzystane później przez niemiecką propagandę. Aresztowana, torturowana i więziona przeżyła jednak wojnę. Ostatnia obrończyni Poczty Polskiej zmarła w 1963.
Erwina była najmłodszą uczestniczką obrony Poczty Polskiej i pierwszą dziecięca ofiarą II wojny światowej w Gdańsku.
LEGENDARNE.
Prezydent Karol Nawrocki W POJEDYNKĘ ANIHILUJE niemieckie kłamstwa historyczne i ich relacje z Rosją w celu zniszczenia Polski.
"Istnieje prawda o II WŚ, której nie chce poznać Europa.
NIEMCY NIE POTRZEBOWAŁY HITLERA ŻEBY GARDZIĆ POLSKĄ, POLAKAMI I POLSKOŚCIĄ!
W XIX wieku wielkie marki liberalnej pruskiej literatury z pogardą pisali o nas, że jesteśmy "irokezami ze Wschodu".
Kontynuatorką tej antypolskiej histerii była demokratyczna Republika Weimarska, w której antypolonizm był centrum kultury politycznej.
Antypolonizm łączył tam lewicę i prawicę.
W 1920 roku, gdy Polacy bronili Europy przed bolszewikami szef Reichswehry, Hans von Seeckt, pisał wprost "jeśli diabeł chce zabrać Polskę, to powinniśmy w tym mu pomóc".
Te same słowa wypowiadali w okresie międzywojennym niemieccy dyplomaci, laureaci Nagrody Nobla, kanclerz Niemiec Joseph Wirth, który mówił wprost z nieskrywaną agresją do Polaków, że "Niemcy znów muszą stać się sąsiadem Polski, a Polska musi zostać zdruzgotana".
Rosja bolszewicka, dojrzewająca do ogromnego, sowieckiego totalitaryzmu, była głównym partnerem Republiki Weimarskiej.
To zbliżenie Niemiec z Rosją trwało na długo przed Hitlerem i paktem Ribbentrop-Mołotow.
W 1931 roku Republika Weimarska była największym handlowym partnerem ZSRR.
Przypominają się te relacje z XXI wieku, gdy tuż przed katastrofą, której świadkiem jesteśmy dzisiaj, historia się powtórzyła.
Gdy śp. Prezydent Lech Kaczyński i polscy politycy przestrzegali przed handlowymi i finansowymi relacjami z Rosją, Niemcy i Europa znowu nie słuchali.
Inwestowali w Rosję, która wywołała kolejną wojnę.
To wszystko, ta histeria i pogarda Prusaków i demokratycznej Republiki Weimarskiej, doprowadziła do tragedii II Wojny Światowej.
Wszystko to wydarzyło się:
ZANIM podpisano pakt Ribbentrop-Mołotow.
ZANIM Adolf Hitler w Obersalzbergu krzyczał do oficerów "Badźcie bezlitośni, bądźcie brutalni, zniszczenie Polski jest waszym głównym zadaniem".
ZANIM było Westerplatte, Wieluń, Warszawa i Kępa Oksywska.
Politycy nie zauważyli tego co się dzieje, albo nie mieli odwagi by reagować.
I nie ponieśli odpowiedzialności".
To jeden z najpiękniejszych i najmocniejszych momentów w wykonaniu polskiego polityka w całej najnowszej historii Polski.
Śp. Prezydent Lech Kaczyński byłby dumny.
I jestem przekonany, że jest.
1 września 1939:
Przez całe Dwudziestolecie Niemcy „nie pogodziły się psychicznie” z powstaniem państwa polskiego. Po 1919 roku problem, który dotąd był kwestią wewnętrzną Niemiec - problem Polaków, mniejszości w Rzeszy Wilhelma, stał się problemem zewnętrznym - Polski. Polski, która według Niemców dostała szansę na powstanie z ich ręki podczas Wielkiej Wojny, a która to wbiła im w 1919 nóż w plecy, biorąc udział w rozbiorze Niemiec.
Polska w 1939 nie awansowała na arcywroga Niemiec, po okresie odprężenia lat 1934-1938, ona wróciła do tej roli. Dla całej niemieckiej klasy politycznej, dla Niemców jako takich.
Państwo polskie nie było wrogiem dla Rzeszy w takim rozumieniu, jak np. Francja czy później Wielka Brytania. Tamte państwa były wrogiem, bo miały sprzeczne z Niemcami interesy, Polska była wrogiem, bo w ogóle istniała, tamte państwa należało pokonać, Polskę zniszczyć.
Po jej zniszczeniu we wrześniu 1939 pozostał jednak wróg - Polacy. Wróg kulturowy - niższość cywilizacyjna oraz wróg narodowy, który od setek lat tamował drogę niemczyzny na wschód. Należało go zniszczyć, unicestwić, a ziemię - nie ludzi - zgermanizować, zasiedlić „jak najlepszą rasą” (najlepsza wszak nie istniała, sami Niemcy mieli skazy). Wcześniej w kolejce byli Żydzi i Cyganie.
Reszta dla lat 1939-1945 i polityki niemieckiej w Polsce to didaskalia.
Dokładnie 95 lat temu ukraińscy nacjonaliści zamordowali Tadeusza Hołówkę, niestrudzonego rzecznika porozumienia Polaków z Ukraińcami i jednego z najzdolniejszych polityków II RP. Dziś zabójcy mają na Ukrainie pomniki.
Dlaczego Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) zabiła Hołówkę?
W chwili śmierci był posłem na sejm, wiceszefem BBWR, zaufanym człowiekiem Piłsudskiego, z którym współpracował od dwóch dekad. Wcześniej pełnił ważną funkcję szefa Wydziału Wschodniego @MSZ_RP.
Był też jednym z najważniejszych działaczy prometejskich i współtwórcą tego ruchu. Ciężko pracował, aby możliwie daleko odsunąć bolszewicką Rosję i doprowadzić do powstania niepodległej Ukrainy.
Za jedną z najważniejszych spraw uznawał doprowadzenie do porozumienia polsko-ukraińskiego. Był jednym z niewielu tej rangi polityków II RP, który opowiadał się za autonomią ukraińską w Galicji.
Doprowadził do powstania ważnego Ukraińskiego Instytutu Naukowego w Warszawie (finansowanego przez państwo). Przez wielu Ukraińców postrzegany był jako przyjaciel.
41-letni Hołówko wybrał się do Truskawca, uzdrowiska u stóp ukraińskich Karpat. Bez żadnej ochrony zatrzymał się w pensjonacie ukraińskich sióstr bazylianek, aby pokazać swoją otwartość i zaufanie do Ukraińców. Tam zginął.
Organizatorem zamachu był Roman Szuchewycz, późniejszy współorganizator rzezi wołyńskiej. Wyrok wykonali dwaj młodzi działacze OUN: Dmytro Danyłyszyn i Wasyl Biłas.
OUN uznała Hołówkę za "szczególnie niebezpiecznego wroga", ponieważ "zatruwał życie ukraińskie ugodowością" i szukał porozumienia. Do 1939 r. OUN zamordowała co najmniej 36 takich Ukraińców i 25 Polaków. Nacjonaliści chcieli podgrzewać nienawiść.
Zabójstwo Hołówki wywołało wstrząs w II RP i przyczyniło się do pogrzebania nadziei na porozumienie.
Odrodzona Ukraina uznała zabójców Hołówki za bohaterów. Mają pomniki w Truskawcu, Gródku, tablice we Lwowie, wiele ulic nosi ich imiona.
Znacznie więcej w moim artykule w nowym @tygpowszechny.
https://t.co/paTdPo6syM
Dostałem zaproszenie na obchody Dnia Niepodległości Ukrainy na placu Zamkowym. Odmówiłem.
Nie kwestionuję prawa Ukraińców do obchodzenia własnego święta. Jednak jako polski poseł nie widzę swojej roli w publicznej manifestacji z okazji niepodległości innego państwa, organizowanej w samym sercu polskiej stolicy.
Chętnie wziąłbym udział w konferencji, warsztatach czy rzeczowej rozmowie o bezpieczeństwie, pomocy, integracji i przyszłości relacji Polski z Ukrainą. Publiczne świętowanie niepodległości innego kraju to jednak granica, której przekraczać nie chcę.
Nie jestem antyukraiński. Gdy wybuchła wojna, przyjąłem do szkoły setki młodych ludzi z Ukrainy. Przez mój gabinet przeszły kolejne setki rodzin. Każda otrzymała pomoc i wsparcie. Nie robiłem tego dla zdjęć ani politycznych deklaracji. Pomagałem, bo ludzie uciekający przed wojną tej pomocy potrzebowali. I zrobiłbym to jeszcze raz bez mrugnięcia oka.
Ale solidarność nie oznacza rezygnacji z własnej tożsamości, obowiązków ani prawa do stawiania granic.
Jako Polak mam obowiązki wobec Polski. Jako poseł Rzeczypospolitej mam obowiązki wobec polskich Obywateli i polskiego Państwa.
Ukrainie życzę pokoju, bezpieczeństwa i obrony niepodległości. Ukraińcy mają prawo świętować swoje państwo. Ja natomiast jestem polskim posłem i moim pierwszym obowiązkiem jest Polska.
Na zdjęciu Jan Księżopolski. Ma 26 lat. Urodził się w rosyjskim Twerze (180 km na północny zachód od Moskwy). Jan ma polskie korzenie.
W swoim rodzinnym mieście oprowadzał wycieczki i opowiadał o zbrodni katyńskiej. Pisał również artykuły w internecie. To nie spodobało się władzy.
Jan został skazany na 11 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Rosyjskie łagry…
To nie jest historia sprzed 80 lat. To dzieje się tu i teraz.
Księżopolski został aresztowany trzy lata temu. Wyrok zapadł 8 kwietnia 2026 roku.
Ktoś zna jego historię?
Twer w czasach ZSRR nosił nazwę Kalinin. To tam w 1940 roku rozstrzelano ponad 6 tysięcy polskich jeńców wojennych z obozu w Ostaszkowie. Ich ciała zakopano następnie w oddalonej o około 30 km wsi Miednoje….
W ostatnich latach rosyjska propaganda ponownie, jak za dawnych czasów, rozpowszechniała fałszywe informacje, że polscy jeńcy wojenni zostali rozstrzelani nie przez NKWD, lecz przez Wehrmacht podczas okupacji Smoleńska.
Jan Księżopolski wraz z innymi działaczami w Twerze walczył o prawdę.
Postawiono mu szereg zarzutów dotyczących https://t.co/loVEh9etJz. „fałszywych informacji” o rosyjskiej armii, działalności przeciwko bezpieczeństwu państwa oraz rehabilitacji nazizmu.
Rosyjskie Stowarzyszenie „Memoriał” uznało Jana Księżopolskiego za więźnia politycznego.
Można do niego napisać, w komentarzu podaję adres.
Można też udostępnić ten post, żeby przekazać dalej informacje o Janie i żeby o nim PAMIĘTAĆ.
Źródła: https://t.co/4nvJr9n5J7 / „Memoriał” / Mediazona #Rosja #represje #Katyń
Ot, cała filozofia Pani Gorgoń i jej podobnych fajnopolaków wyłożona w jednym, inspirującym power speechu: utożsamianie kombinatorstwa z byciem osobą przedsiębiorczą.
Dlatego wasz szef wymuszający na was darmowe nadgodziny, wasz manager w robocie przypisujący sobie zasługi za waszą pracę, czy w końcu pani Gorgoń jebiąca Państwo Polskie na hajs raportami z AI - oni nawet nie są zdolni do zrozumienia, że robią coś złego: przecież tylko byli bardziej "przedsiębiorczy" od innych i zalewa ich za to fala niesłusznego hejtu
Twarz cała spuchnięta od bicia,
głowa zalana krwią, a w końcu pętla
na szyję.
Nieludzko skatowany i powieszony
przez niemieckich zwyrodnialców
za uratowanie tysięcy Żydów.
Nikogo nie wydał.
Zapomniany bohater 3 narodów:
Polski, Węgier i Izraela.
Powstaniec Śląski.
Żołnierz I wś.
Sprawiedliwy wśród Narodów
Świata.
Uratował życie 30 tys. polskich
uchodźców, w tym 5 tys. Żydów.
Ratował żydowskie dzieci.
Heros, któremu należą się
najwyższe honory.
23 VIII 1944 został
ZAMORDOWANY
HENRYK SŁAWIK.
Nigdy nie zapomnimy!
Monika Laskowska, ambasadorka Powstania Warszawskiego
- Czy ja mam przepraszać za piękno, z którym się urodziłam, o które dbam i pielęgnuję? Mówię nie tylko o pięknie zewnętrznym, ale pięknie wewnętrznym przede wszystkim
https://t.co/UKT1fenmJe
W Polsce jest około 35 000 profesorów i doktorów habilitowanych, czyli niewiele mniej niż było w ogóle studentów początkiem II RP. Jest to taka liczba, że w rzeczywistości posiadacze tych najwyższych tytułów i stopni nie tworzą żadnej faktycznej wspólnoty jako elita, a nawet jako inteligencja, jest to tak wielki zbiór, że siłą rzeczy procent umysłów wybitnych może być podobny do procentu skończonych idiotów, przeciętniaków, etc.
Przepraszam, Pani Minister @MartaCienkowska, @kultura_gov_pl, Pani Monika Laskowska, znana na niebieskiej platformie jako MonaLisa, otrzymała tytuł “Ambasadorki pamięci Powstania Warszawskiego” w ramach działu “kultura” czy może “dziedzictwo narodowe”?
Czy Państwu przypadkiem sufit nie spadł na głowę?
Mało znana "cicha zbrodnia".
W sierpniu 1944 w leśniczówce Brenzberg w bieszczadzkim Mucznem schroniło się prawie 80 Polaków - ocalałych z Wołynia oraz uchodzących przed zbliżającym się frontem, "głównie starców, kobiet i dzieci".
Niedaleko, w Tarnawie Wyżnej, mieścił się sztab UPA, jednak stacjonowała tam również jednostka niemieckich wojsk pancernych. "Myśleliśmy, że tu nas nie znajdą" - wspominał świadek. Nie miał na myśli Niemców.
Znaleźli. 16 sierpnia 1944 r. leśniczówkę otoczyła sotnia Służby Bezpieczeństwa OUN dowodzona przez Mykołę Dudkę "Osypa". By nie alarmować innych osad i nie niepokoić Niemców strzałami na tyłach - użyli kos, siekier i wideł.
Żołnierz polskiego oddziału samoobrony, który dotarł do leśniczówki 18 sierpnia:
"Napotkaliśmy ciało zabitego człowieka i naraz okazało się że wśród traw i opłotków wciąż znajdywano następne. Były kobiety, mężczyźni, dzieci. Nikt nie był zabity z broni palnej. Z trudem udawało się rozpoznać kogoś znajomego, wielu z nich to musieli być bieżeńcy z dalszych stron. Widać było sutannę duchownego i mundury leśników. Ciała nosiły ślady okrutnych tortur i bestialskiej śmierci (...) Naliczyliśmy 74 osoby".
Wiadomo, że zamordowani pochodzili m. in. z rodzin Czarnków, Gabcychów, Gdowskich, Hryniaków, Kochańców, Królów i Wiluszyńskich, ale nie jest to pełna lista. Dopiero w 2010 r. doczekali się pomnika. Do tej pory nie mają grobu.
Największa zbrodnia UPA w Bieszczadach, ale wciąż o niej cicho. Najcichsza zbrodnia UPA w Bieszczadach.
By go złamać, na jego oczach katowali i lżyli jego ciężarną żonę, prowadząc do śmierci nienarodzonego dziecka.
Jego zaś bili drągami, kopali, łamali kości, miażdżyli drzwiami palce.
A wszystko to z rąk sadystycznych czerwonych bestii: Józefa Goldberga, Eugeniusza Chimczaka i Adama Humera.
Bohater Września 1939 i konspiracji.
Ciężko ranny w walce.
Cudem uratowany przed śmiercią w niemieckim piekle Stutthof.
Prawa ręka Rotmistrza Pileckiego.
Żołnierz Niezłomny.
Skazany na śmierć i 8 lat więziony przez czerwoną hołotę.
16 VIII 2002 zasnął w Panu
TADEUSZ PŁUŻAŃSKI.