Vean el gigantesco almacén de libros que la empresa de Inteligencia Artificial Anthropic obtuvo bajo el proyecto secreto Panamá, donde usó 2 millones de libros para entrenar a su IA y luego los destruyó para evitar denuncias de derecho intelectual.
El capitalismo destruye y mercantiliza todo; desde la naturaleza hasta el conocimiento, nada está a salvo bajo la ley de la selva capitalista.
@Wbalcerzak87 Jak dla mnie największy problem to niszczenie w tym procesie książek, zwłaszcza tych rzadkich. Po skopiowaniu powinny być oddawane np do bibliotek lub muzeów
Pamiętacie, gdy pisałem o tym, że książki stały się nowym surowcem dla ery AI?
Wiele osób wtedy uważało, że to przesada. Że firmy AI nie będą masowo skupować książek, że nikt nie będzie niszczył fizycznych egzemplarzy, że „przecież chodzi tylko o dane”.
Tymczasem pojawia się bardzo ciekawy fragment z postępowania sądowego dotyczącego Anthropic i wykorzystania książek do budowy modeli AI.
W otwartym sądzie padły fakty, które pokazują mechanizm, o którym mówiłem wcześniej.
Anthropic miało kupować miliony fizycznych książek, aby stworzyć własną „centralną bibliotekę”. Następnie książki papierowe były niszczone, a ich zawartość zamieniana na cyfrowe kopie.
Argument firmy?
To nie było zwykłe kopiowanie. To było tzw. transformative use — czyli wykorzystanie transformacyjne, ponieważ zmiana formatu miała służyć wyszukiwaniu, przechowywaniu i trenowaniu modeli.
Sąd przyznał, że w przypadku zakupionych legalnie książek sama zmiana formatu z papierowego na cyfrowy może być uznana za transformacyjną.
Ale pojawia się druga, znacznie ciekawsza kwestia.
Bo problem nie dotyczył tylko książek kupionych legalnie.
Dokument wskazuje, że Anthropic posiadało również miliony cyfrowych książek pozyskanych w sposób nieautoryzowany i przechowywało je w swojej bibliotece.
I tutaj pojawia się fundamentalne pytanie:
Czy firma AI, która raz wykorzystała książkę do treningu modelu, może potem zatrzymać ją już na zawsze jako część swojej prywatnej infrastruktury wiedzy?
Czy stworzenie modelu AI daje prawo do przejęcia całego zasobu intelektualnego świata?
Bo tu nie chodzi tylko o książki.
Chodzi o największy transfer danych w historii.
Przez dekady ludzkość tworzyła wiedzę: książki, artykuły, badania, dokumenty, manuskrypty.
Teraz ta wiedza staje się paliwem dla modeli AI.
I pytanie brzmi:
Czy AI jest kolejnym narzędziem, które demokratyzuje dostęp do wiedzy, czy też powstaje prywatna warstwa kontroli nad ludzkim dorobkiem intelektualnym?
Największa walka o AI może nie dotyczyć samych modeli.
Może dotyczyć tego, kto kontroluje dane, na których te modele zostały zbudowane.
Bo w XXI wieku ropa naftowa może nie być najcenniejszym zasobem.
Najcenniejszym zasobem może być ludzka wiedza zamieniona w dane treningowe.
#AI #OSINT #Technologia #Dane #Copyright #Anthropic #TransformacjaCyfrowa #BigData #KnowledgeEconomy
Zanim ktoś zacznie tłumaczyć wysokie ceny paliw sytuacją w Cieśninie Ormuz, warto przypomnieć jedną rzecz: Orlen sam poinformował, że nie sprowadza ropy naftowej przez Cieśninę Ormuz.
Trudno więc uzasadniać podwyżki tym konkretnym argumentem. Jeśli koszty dostaw Orlenu nie wynikają z transportu przez Ormuz, to powoływanie się na ten szlak jako główną przyczynę wysokich cen brzmi mało przekonująco.
Coraz bardziej wygląda to na próbę przerzucenia kosztów na kierowców. Ktoś przecież musi zapłacić za wcześniejszą politykę cenową i kosztowne akcje promocyjne. A rachunek, jak zwykle, trafia do zwykłych kierowców.
GRA CIENI - NOWY WYWIAD KRAJU KWITNĄCEJ WIŚNI
Japonia buduje wywiad od nowa. Lekcja, której Polska wciąż nie odrobiła
Państwo, które przez osiemdziesiąt lat programowo nie miało scentralizowanego wywiadu, właśnie zbudowało jego fundament w półtora roku. To bardzo ciekawe studium przypadku, które ze względu na moją współpracę z japońskimi analitykami chcę Państwu przedstawić.
Japonia, do niedawna nazywana w moim środowisku „rajem dla szpiegów", uchwaliła 27 maja 2026 roku ustawę powołującą Radę Wywiadu Narodowego (RWN, ang. NIC) pod przewodnictwem premier Sanae Takaichi oraz Narodowe Biuro Wywiadowcze (NBW, ang. NIB), które do grudnia ma realnie spiąć pracę około trzydziestu trzech tysięcy ludzi rozproszonych dziś po policji, resortach obrony, spraw zagranicznych i sprawiedliwości.
Pierwszym szefem nowej struktury zostaje Kazuya Hara, dotychczasowy dyrektor Biura Badawczego Rady Ministrów. Piszę o tym nie dlatego, że Indo-Pacyfik jest daleko. Piszę o tym, bo Tokio rozwiązuje dokładnie ten problem, który Warszawa od trzydziestu lat udaje, że rozwiązała.
Koniec raju szpiegów
Japoński system wywiadowczy był przez dekady lustrzanym odbiciem powojennej konstytucji. Rozproszony, pozbawiony centrum, celowo słaby, bo pamięć o Kempeitai i wojennym aparacie bezpieczeństwa skutecznie blokowała każdą próbę centralizacji. To sytuacja bardzo podobna do naszej, tyle że o głębszym zakorzenieniu - z tą różnicą, że tam spadkobiercy dawnych struktur od dawna nie mają już wpływu na system służb specjalnych.
Informacje zbierało Biuro Badawcze Rady Ministrów (BBRM, ang. CIRO) wraz z podległym mu centrum wywiadu satelitarnego (ang. CSIC), wydział bezpieczeństwa Narodowej Agencji Policji (NAP), Agencja Wywiadu Bezpieczeństwa Publicznego (AWBP ang. PSIA) przy resorcie sprawiedliwości, pion wywiadowczy MSZ (PW MSZ) i Sztab Wywiadu Obronnego (SWO ang. DIH).
Żadna z tych struktur nie miała prawnego obowiązku dzielenia się wiedzą z pozostałymi, a produkt analityczny trafiający do premiera - identycznie jak u nas - był wypadkową resortowych ambicji, nie zaś obrazem zagrożeń. Do tego dochodziła strukturalna zależność od Amerykanów, o wiele większa niż u nas, którzy przez lata dostarczali Tokio to, czego samo nie potrafiło zebrać. Czyli znów podobnie jak u nas.
Ten model przestał być wydajny z trzech powodów.
Chiny prowadzą przeciwko Japonii systematyczne operacje wywiadowcze, operacje wpływu i dywersję technologiczną, Rosja i Korea Północna testują japońską odporność w cyberprzestrzeni, a wiarygodność amerykańskiego parasola w epoce transakcyjnej polityki Waszyngtonu przestała być pewnikiem.
Prawicowa premier Japonii Takaichi powiedziała wprost, że reforma jest pierwszym krokiem do odbudowy zdolności, których Japonia wyzbyła się po wojnie. To zdanie warto zapamiętać, bo pada z ust szefowej rządu państwa, które ma znacznie głębsze historyczne powody do nieufności wobec własnych służb niż Polska.
Architektura, nie szyld
W polskiej debacie reforma służb sprowadza się zwykle do przemalowania szyldów i wymiany kadr na własne. Japończycy zrobili coś odwrotnego.
Zaczęli od architektury decyzyjnej, nie od struktur wykonawczych. Na szczycie postawili Radę Wywiadu Narodowego (RWN), w której zasiadają premier oraz ministrowie spraw zagranicznych, obrony, sprawiedliwości i finansów.
To ciało określa Narodową Strategię Wywiadowczą, czyli formułuje wymagania informacyjne państwa. Pod Radą działa Narodowe Biuro Wywiadowcze (NBW) zbudowane na bazie dotychczasowego Biura Badawczego, początkowo z około 700 etatami i budżetem rzędu 400 milionów dolarów, które integruje, analizuje i dystrybuuje wiedzę pochodzącą z całej japońskiej wspólnoty wywiadowczej i kontrwywiadowczej (w Japomni to, to samo).
Dwa rozwiązania są tu kluczowe i oba dotykają istoty władzy, nie biurokracji.
Po pierwsze - resorty zostały prawnie zobowiązane do przekazywania informacji, co łamie fundament resortowego separatyzmu.
Po drugie - dyrektor Biura ma status nominata politycznego usytuowanego na poziomie Sekretariatu Bezpieczeństwa Narodowego, a nie emerytowanego policjanta na ostatnim etacie.
To daje mu realną siłę przebicia wobec ministrów, którzy w każdym systemie świata bronią swoich informacyjnych folwarków. Kto choć raz widział, jak polskie służby potrafią miesiącami nie wymieniać się wiedzą, ten rozumie wagę tego rozwiązania.
Sekwencja ma znaczenie
Równie istotne jest to, czego Japończycy jeszcze nie zrobili. NBW nie prowadzi operacji zagranicznych i nie ma uprawnień policyjnych. Najpierw powstaje warstwa koordynacyjno-analityczna, w 2027 roku ma zostać przedłożona ustawa antyszpiegowska wraz z rozwiązaniami dotyczącymi statusu agentów zagranicznych, a dopiero na końcu planowana jest budowa pełnoprawnej służby wywiadu zagranicznego na wzór zachodni.
Tokio konsultuje ten proces z Amerykanami, Australijczykami i Niemcami, którzy sami reformują właśnie swoje wywiady, a Hara jeździ do Waszyngtonu rozmawiać o miejscu Japonii w architekturze wymiany wywiadowczej Zachodu - o statusie podobnym do tego, jaki mają Brytyjczycy (Sugeruje - my też powinnyśmy się wybrać do Tokio gdyż mamy te same problemy).
Krytycy tych rozwiązań, także w samej Japonii, mówią o NBW jako papierowym tygrysie, który ma koordynować, i tu uwaga, aż 33 tysiące ludzi kilkusetosobowym aparatem, i to bez ustawy antyszpiegowskiej w ręku.
Tak, japoński rozproszony aparat wywiadowczy, czyli BBRM z CSIC, NAP, PSIA, PW MSZ i DIH, to ponad 33 tysiące etatów wspartych najnowszą technologią i do niedawna budżetem około 1,4 mld dolarów rocznie, przy czym kwota ta nie obejmuje regionalnych pionów wywiadowczych policji.
Od tego czasu nastąpił skok, bo jak opisali mi koledzy z Japonii, budżet samego DIH wzrósł do około 149 mld jenów w 2025 roku, czyli około 1 mld dolarów. Doliczając satelity z CSIC, PSIA i nowe NBW z budżetem 407 mln dolarów, realistyczny szacunek jawnie identyfikowalnych wydatków wywiadowczych Japonii to dziś rząd 2–2,5 mld dolarów rocznie, czyli około 8–9 mld złotych.
Liczba 33 tysięcy ludzi obejmuje wszystkich wykonujących zadania wywiadowcze w policji, obronie i MSZ. Według moich informacji w pięciu japońskich służbach jest raptem 4–5 tysięcy etatów szczególnie wyselekcjonowanych oficerów operacyjnych.
Tak na marginesie, Polska utrzymuje pięć służb za 3,24 mld złotych. Ustawa budżetowa na 2026 rok, po sejmowych poprawkach, daje ABW 1168 mln zł, AW 497 mln zł, SKW 779 mln zł, SWW 464 mln zł i CBA 335 mln zł (dane za InfoSecurity24, dane min. T. Siemoniaka). Razem około 3,24 mld złotych, czyli około 0,9 mld dolarów.
Etaty są oczywiście niejawne, ale publicystyczne szacunki dla pięciu polskich służb specjalnych, bez policji, Straży Granicznej i innych formacji, to łącznie 10–12 tysięcy funkcjonariuszy i pracowników. A więc kadrowo trzy razy mniej niż w Japonii, przy niemal trzykrotnie mniejszym budżecie. Podobieństwa są ciekawe, prawda?
Wracając do wątku. Krytycy mają częściowo rację i tę słabość trzeba wskazać. Ale sekwencja przyjęta przez Tokio jest strategicznie poprawna i wydajna organizacyjnie.
Najpierw wymagania informacyjne i fuzja analityczna, potem narzędzia prawne, na końcu zdolności operacyjne. Co ciekawe, tą samą drogą poszli Rosjanie, budując nad istniejącymi służbami Naczelne Dowództwo Operacji Specjalnych, zwane też Centrum 795 (o tym pisałem w GRZE CIENI i MGLE WOJNY)
U nas królowała odwrotna kolejność, czyli rozbudowa zdolności operacyjnych bez centrum analitycznego i bez strategii, co spowodowało że produkuje się dokładnie to, co znamy z własnego podwórka. Służby aktywne operacyjnie, ale informacyjnie pasywne i zadaniujące się samodzielnie, w oderwaniu od poziomu prowadzenia polityki państwa (i na odwrót).
Polski system, czyli archipelag
A teraz spójrzmy w lustro. Polska utrzymuje pięć służb specjalnych, do tego wyspecjalizowane piony policji, Straży Granicznej, żandarmerii i skarbówki.
Formalnie koordynację zapewnia minister koordynator oraz Kolegium do spraw Służb Specjalnych. W praktyce Kolegium jest ciałem opiniodawczym bez zębów, minister koordynator sprawuje nadzór polityczny zamiast integracji analitycznej, a Polska jako jedno z nielicznych państw flankowych nie posiada jawnej narodowej strategii wywiadowczej, która definiowałaby wymagania informacyjne państwa ponad cyklem wyborczym (Rosja posiada ustawę na ten temat m. in. artykuł 5 ustawy o wywiadzie zewnętrznym definiuje trzy rosyjskie cele działalności wywiadowczej wszystkich służb, które od 1996 roku pozostają niezmienne).
Z mojego doświadczenia wiem, że premier, prezydent, szef Sztabu Generalnego, Dowódca Operacyjny RSZ, a także MSZ - przeważnie nie otrzymują jednego, zintegrowanego produktu analitycznego wspólnoty służb, tylko konkurujące ze sobą notatki, których wartość bywa funkcją relacji szefa służby z ośrodkiem decyzyjnym co pozwala decydentom na dowolną bezkarną interpretację.
Skutki tego stanu opisuję w „Grze Cieni" od dawna. Rosyjskie i białoruskie operacje sabotażowe, werbunek jednorazowych wykonawców przez Telegram, dywersja na kolei, podpalenia, rozpoznanie infrastruktury krytycznej.
Każdy z tych przypadków przechodził przez szwy między służbami, bo szwy są najsłabszym punktem każdego rozproszonego systemu. Przeciwnik nie atakuje instytucji. Przeciwnik atakuje przestrzenie między instytucjami, budując narrację tam, gdzie nie mamy możliwości zwalczania dezinformacji.
Japończycy zrozumieli to po dekadach wyciekania technologii do Chin. My mamy wojnę hybrydową na własnym terytorium i wciąż dyskutujemy o tym, która służba powinna dostać nowe kompetencje, zamiast o tym, kto ma składać obraz w całość.
Czego Warszawa powinna się nauczyć od Tokio
Wniosek pierwszy jest ustrojowy.
Polska potrzebuje odpowiednika Rady Wywiadu Narodowego, czyli umocowanego ustawowo ośrodka na poziomie premiera i prezydenta, który formułuje narodową strategię wywiadowczą i egzekwuje priorytety informacyjne od wszystkich służb.
Nie kolejnego ciała doradczego, tylko organu z ustawowym obowiązkiem zasilania go informacją przez resorty i służby oraz z narzędziami prawnego egzekwowania i audytu, tak jak w japońskim wydaniu.
Bez prawnego przymusu wymiany wiedzy żadna koordynacja w Polsce nie zadziała, bo resortowość jest u nas silniejsza niż w Japonii.
Wniosek drugi dotyczy fuzji analitycznej.
Państwo potrzebuje jednego centrum, które integruje produkt wszystkich służb i wystawia decydentom wspólną, zwalidowaną ocenę zagrożeń. Taki mechanizm mają na przykład Szwedzi. Działa tam NCT, stała międzyagencyjna komórka fuzji informacyjnej, w której analitycy trzech służb — Säpo, wojskowego MUST i sygnałowej FRA — pracują przy jednym stole i na wspólnym materiale źródłowym, oceniając zagrożenia dla państwa.
NCT to szwedzka adaptacja modelu brytyjskiego JTAC i amerykańskiego NCTC, czyli komórki, w której służby fizycznie dzielą analityków i materiał zamiast wymieniać się notatkami. Uzupełnia ją centrum cyberbezpieczeństwa NCSC, podobne do naszego WOC, osadzone od 2024 roku w strukturze FRA.
W naszym przypadku uważam, że szef takiego centrum musi mieć rangę porównywalną z szefem BBN czy sekretarzem stanu, realny dostęp do premiera i prezydenta bez oglądania się na to, komu formalnie podlega, oraz mandat wykraczający poza jedną kadencję.
Japończycy świadomie podnieśli status szefa Biura do poziomu politycznego, żeby mógł wygrywać spory z ministrami. W polskich warunkach oznacza to konieczność zabezpieczenia tej funkcji przed obsadzaniem jej partyjnymi funkcjonariuszami, na przykład przez kadencyjność i sejmowe przesłuchania kandydata, podobnie jak w przypadku RPO.
Wniosek trzeci jest legislacyjny.
Japonia w ciągu dwóch lat zamierza domknąć system ustawą antyszpiegowską i regulacją statusu agentów zagranicznych. Polska nowelizowała przepisy o szpiegostwie w 2023 roku, ale wciąż nie ma ani rejestru agentów wpływu obcych państw, ani spójnych narzędzi ścigania prowadzonej poniżej progu wojny dywersji kinetycznej i informacyjnej, realizowanej rękami krajowych i zagranicznych pośredników.
Skoro państwo o pacyfistycznej konstytucji potrafi prowadzić tę dyskusję otwarcie i z planem legislacyjnym, to państwo frontowe nie ma żadnej wymówki.
Wniosek czwarty dotyczy sojuszniczej interoperacyjności.
Tokio buduje swój system od początku pod kątem wymiany z CIA, FBI i partnerami z Five Eyes, bo rozumie, że w XXI wieku wartość wywiadu narodowego mierzy się także tym, ile jest wart dla sojuszników.
Mogą się państwo dziwić, ale Polskie Służby mają na świecie dobrą markę operacyjną na kierunku wschodnim, ale bez zintegrowanego krajowego produktu analitycznego Polska pozostaje dla partnerów dostawcą surowca, nie współautorem ocen informacyjnych ani kształtowania postaw operacyjnych. To różnica między byciem podwykonawcą a byciem podmiotem w operacjach wywiadowczych.
I mój wniosek ostatni, najtrudniejszy.
Japońska reforma powiodła się politycznie dlatego, że została zdjęta z bieżącego sporu partyjnego i wpisana w strategię bezpieczeństwa państwa jeszcze w 2022 roku, a kolejne rządy ją kontynuowały.
W Polsce każda ekipa zaczyna od czystki w służbach i na niej kończy. Dopóki reforma wspólnoty wywiadowczej będzie traktowana jako łup wyborczy, dopóty żadna architektura nie powstanie, bo przeciwnik gra na dekady, a my gramy do najbliższych wyborów.
Cień przyszłej wojny wywiadów
Japonia startowała z pozycji znacznie gorszej niż Polska. Bez tradycji wywiadowczej po 1945 roku, z konstytucyjnym gorsetem i społeczną alergią na służby.
Mimo to w półtora roku od objęcia władzy przez Takaichi zbudowała fundament systemu, którego my nie potrafiliśmy zbudować przez trzy dekady, choć mamy wojnę za miedzą i cudzych sabotażystów we własnych miastach.
W grze cieni nie wygrywa ten, kto ma najwięcej służb. Wygrywa ten, kto najszybciej składa rozproszone sygnały w obraz i zamienia obraz w decyzję.
Tokio właśnie skróciło swoją pętlę decyzyjną w obszarze operacji wywiadowczych. Nasza wciąż biegnie przez pięć central, trzy ministerstwa i jeden spór polityczny.
Pozdrawiam i dziękuję.