Wolność jest mi droga. Cenię równość, sprawiedliwość i swobodę wyrażania swoich przekonań. Wierzę w siłę wspólnoty i wspólną pracę na rzecz lepszego jutra.
Ale wkurwia jak p0laczki płaczą jak to niby źle się żyje w Polsce.
Kurwa dosłownie żyjemy w najlepszych czasach w naszej historii, jest u nas czysto, bezpiecznie, koszty życia są jednymi z najniższych w Europie jednocześnie bogacimy się jak nigdy, gospodarka zapierdala, jest niesamowity hajp na Polskę, co rusz widzę na mediach społecznościowych jak obcokrajowcy zachwycają się naszym krajem nie mogąc się go nachwalić.
Przestańcie narzekać nieudacznicy, żyjemy we wspaniałym miejscu, którego inni nam zazdroszczą.
@wsamraz Tak jak Pan pisze, Konstytucja nie daje Prezydentowi prawa do odmowy. I nie wspomina jak liczyć, czy kandydat jest kontrowersyjny - co pozwala większości sejmowej wybrać p. Berka. A z twarzą, ten człowiek na tym urzędzie, wyjść nie może i nie wyjdzie!!!
Publicysta Kanału Zero Rafał Z. okazuje się kluczowym dzisiejszym zatrzymanym. Może ujawni co się stało z pieniędzmi ZondaCrypto.
Jak tam mija wieczór panie @K_Stanowski ? Ciepło dzisiaj po tych deszczach, prawda?
Wytłumaczę Panu najprościej, jak się da. Kulturalnie, bo Pan kultury się trzyma, choć manipuluje.
Polska ciężarówka z żywnością albo meblami jedzie dziś do Niemiec bez zatrzymania. Nie ma granicy, nie ma odprawy, nie ma papierów, nie ma żadnych kosztów administracyjnych. Wyjeżdża z centrum dystrybucyjnego pod Poznaniem, rozładowuje się w Duisburgu. Jak chce, kiedy chce, gdzie chce, z czym chce. Polski przedsiębiorca handluje z kim chce i czym chce, i NIKT go na granicy nie zatrzymuje ani nie pobiera opłat. To jest właśnie UE.
Teraz pańskie modele.
Wariant norweski:
Ta sama ciężarówka staje na granicy. Cła nie ma, ale jest odprawa celna i deklaracja pochodzenia. Kontroli zgodności nie ma tylko dlatego, że Norwegia przyjęła trzy czwarte unijnego prawa – bez prawa głosu przy jego stanowieniu. Za to płaci Unii 400 mln euro rocznie. Ale jeśli w naczepie jest żywność, to wchodzą cła i kontyngenty, bo rolnictwo jest z EOG wyłączone.
FYI: Polska sprzedaje żywność do UE za 44 mld euro rocznie – bez ŻADNYCH kontyngentów i ceł. Polexit to zatrzyma.
Wariant szwajcarski i brytyjski:
Ciężarówka staje na granicy, przechodzi odprawę, a przy żywności dochodzą świadectwa weterynaryjne i kontrola sanitarna. Normy unijne muszą spełniać tak samo.
Brytyjskim małym eksporterom koszt tych papierów przewyższył marżę i po prostu wypadli z rynku UE. Dlatego Londyn podpisał w maju 2025 porozumienie sanitarne z – UWAGA – wpisanym „dynamicznym dostosowaniem do prawa UE” i rolą TSUE. Po pięciu latach „suwerenności" wrócili do przyjmowania unijnych przepisów, tylko już z zerowym wpływem na ich treść.
Czyli w każdym wariancie ciężarówka staje i jest kontrolowana. I proste pytanie – kto za to płaci i jak bardzo uderza to w producenta?
FYI: brytyjski rząd – nie UE – liczy, że wskutek Brexitu ich gospodarka jest TRWALE mniejsza o 4%. Co roku znika z niej około 100 miliardów funtów. Znacznie więcej, niż UK wydaje na obronę.
Gdyby Polska wyszła z UE, doszedłby rachunek za resztę:
- zero euro z UE na inwestycje – od 2004 r. dostaliśmy już na czysto 174 miliardy euro
- zero euro z UE dopłat dla rolników – dziś prawie 5 miliardów euro rocznie
- normy unijne i tak musielibyśmy przyjmować na bieżąco, bez wpływu na ich treść
- i ciekawostka dla Konfederacji: EOG to również swobodny przepływ osób. Bez tego nie ma członkostwa w EOG - dlatego Polacy mogą pracować w Norwegii.
I najważniejsze, bo na tym oparta jest narracja antyunijnych nacjonalistów:
Bruksela nie jest żadną obcą siłą, która coś nam narzuca. Każda decyzja wymaga zgody państw członkowskich – podejmują je ministrowie i szefowie rządów. W tym z Polski. Proszę więc pytać panią Szydło i Morawieckiego o to, na co się zgadzali w Radzie Europejskiej i komisarza Wojciechowskiego z PiS o „Zielony Ład”, a nie winić mityczną „Brukselę”.
Ludzie atakowali Jadczaka za bzdurne teksty o mnie i teraz ja mam być odpowiedzialny za skutki wywołanej rzekomo przez nich u niego depresji. Rozumiem, że jak dziennikarzowi tekst o kimś nie wyjdzie, to ten ktoś odpowiada za psychiczne skutki takiej porażki. Dziwna logika.
@krzysztofbosak A ty Krzysztof tylko patrzysz, gdzie tu rozmontować UE! Putin zaciera ręce jak to słyszy!!! Marzy mu się podzielona UE, i łatwość z jaką, każdy mały kraj będzie mógł destabilizować.
Powoli, obserwując destrukcję państwa w wykonaniu Nawrockiego, przekonałem się do konieczności wyboru p. Berka na funkcję sędziego TK. Moje wątpliwości przegrały z racją stanu. Ale jeśli Donald Tusk przyjmie w swoje ramiona duże Bobo Hołownię - uznam, że celowo wyciągnął Czarnego Piotrusia, by takich, jak ja, odepchnąć.
I to jest skandal! Taksówka nie może podjechać po posła. A pada deszcz!
Poznajcie posłankę PIS. Pani poseł, po której osobę poselską Wojciechowską van Heukelom nie podjechała taxi.
A ja domagam się niesłuchania ludzi zepsutych i antypaństwowców i zaprzestania pytania ich o opinię.
Konsultować, ale w ramach konsultacji społecznych, prezydent nie jest sejmem ani rządem.
Muszę Karola Nawrockiego zapewnić, że my w ciągu niecałych 3 lat uzyskaliśmy dokładnie taką samą kwotę reparacji od Niemiec jaką uzyskały rządy jego kolegów z PiS przez 8 lat.
Nawrocki: "Przyjrzyjmy się temu, co my naród musimy znosić, oglądając telewizję publiczną". Odpowiadam: nic. Wy "naród" możecie pilotem wybrać inną telewizję i na luzie szybować nad wodorostami. Niestety my - NARÓD - musimy znosić Nawrockiego i żadnym pilotem wyłączyć się go nie da. Jeszcze 4 lata.
Od dwóch dni trwa koncert pięknoduchów, którzy chcieliby mieć działający, praworządny TK, ale tak by się przy tym nie pobrudzić.
W obecnej sytuacji, wobec zmowy Nawrockiego i Święczkowskiego można oczywiście wysyłać kolejnych sędziów do biblioteki. Albo ten węzeł gordyjski można przeciąć
Jestem zwolennikiem tej drugiej opcji. I wierzę, że tak się teraz stanie.
A pięknoduchy i tak będą wybrzydzać
Poseł PiS w części Mołdawii zajętej przez Rosjan. To potwierdza, że duża część PiS to po prostu ekspozytura rosyjskiego wywiadu. Wkrótce wyjdą w tej sprawie nowe okoliczności.
https://t.co/gm9nTCKXtt
Niezależność, jako parawan. Jak red. Dominika Wielowieyska dezawuuje Żurka, Wrzosek i Giertycha (polemika do tekstu GW)
Tekst red. Dominiki Wielowieyskiej został pozornie skonstruowany, jako wyważona analiza konfliktu między Ministrem Waldemarem Żurkiem, Prokuratorem Krajowym Dariuszem Kornelukiem. Autorka wielokrotnie zastrzega, że nie chce przesądzać, kto ma rację, że sytuacja jest skomplikowana, a każdy przypadek należy rozpatrywać osobno. Jednak pod warstwą tych asekuracyjnych formuł znajduje się bardzo czytelna narracja: Waldemar Żurek, Ewa Wrzosek i Roman Giertych zostają przedstawieni, jako ludzie wywierający polityczną presję na prokuraturę, podczas gdy Korneluk i stowarzyszenie prokuratorów Lex Super Omnia występują w roli strażników praworządności, profesjonalizmu oraz niezależności śledczych.
Już samo ustawienie stron sporu pokazuje intencję autorki. Red. Wielowieyska pisze, że minister „wspomagany przez Romana Giertycha i Ewę Wrzosek” próbuje mobilizować prokuraturę, natomiast PK Korneluk „chce chronić niezależność prokuratorów referentów”. Pierwsza strona zostaje więc opisana językiem politycznego nacisku i osobistych powiązań, druga - językiem zasad, autonomii i ochrony instytucji. Bynajmniej, nie jest neutralne zestawienie, a klasyczne dla autorki subtelne przypisanie moralnej przewagi Kornelukowi, zanim jeszcze opinia publiczna oceni konkretne fakty.
Żurek zostaje ustawiony w roli politycznego nadzorcy
Red. Wielowieyska przyznaje, że istnieją realne podstawy do niepokoju, pisze o blokowanych nominacjach, wieloletnich śledztwach, braku przesłuchań kluczowych osób oraz o postępowaniach, które ruszają dopiero po publicznym skandalu. Przywołuje choćby sprawę Polskiej Fundacji Narodowej, w której fakty były publicznie znane od 2017 roku, a zarzuty postawiono dopiero po wielu latach. Cytuje również Korneluka twierdzącego, że „pośpiech” jest ostatnią rzeczą potrzebną w postępowaniu przygotowawczym.
Mimo tego autorka nie wyciąga logicznego wniosku, że Żurek może mieć uzasadnione podstawy do energicznego nadzoru nad funkcjonowaniem prokuratury. Zamiast tego konsekwentnie przesuwa akcent z przewlekłości i nieskuteczności na rzekome zagrożenie politycznym sterowaniem.
W ten sposób odpowiedzialność za tempo rozliczeń zostaje rozmyta. Minister sprawiedliwości i Prokurator Generalny ma odpowiadać politycznie za stan prokuratury, lecz według logiki tekstu, każda próba egzekwowania sprawności może zostać uznana za zamach na niezależność prokuratora referenta.
Tak pojmowana niezależność oznaczałaby w praktyce niezależność od oceny rezultatów, od odpowiedzialności organizacyjnej i od jakiegokolwiek skutecznego nadzoru. Prokurator mógłby latami prowadzić postępowanie, pomijać oczywiste wątki i nie przesłuchiwać kluczowych osób, a każda próba sprawdzenia jego pracy, będzie przedstawiana jako polityczna ingerencja.
Minister Żurek zostaje dodatkowo obciążony skojarzeniem z metodami Ziobry (sic!). Red. Wielowieyska szczegółowo przytacza stanowisko Lex Super Omnia, które nie widzi różnicy między reakcją Żurka na wypuszczenie pijanego kierowcy, a poleceniami wydawanymi przez poprzedniego ministra sprawiedliwości. Nie demaskuje jednak absurdalności takiego porównania. Żurek reagujący na możliwe rażące zaniedbanie zostaje postawiony na jednej płaszczyźnie z Ziobrą, wykorzystującym Prokuraturę do zwalczania przeciwników politycznych.
Tak wygląd właśnie klasyczny mechanizm relatywizacji: formalne podobieństwo, minister interesuje się decyzją prokuratora, zastępuje analizę celu, skali i kontekstu działania. Różnica pomiędzy nadzorem nad możliwą nieprawidłowością, a politycznym zamawianiem śledztw zostaje zatarta i trudno się oprzeć wrażeniu, że to celowy zabieg dla dezawuowania pracy Ministra Żurka.
Ewa Wrzosek sprowadzona do roli awanturniczki z mediów społecznościowych
Prokurator Ewa Wrzosek zostaje pokazana przede wszystkim poprzez ironiczne wpisy publikowane na platformie X. Red. Wielowieyska cytuje więc jej „Aaa, to OK”, emotikon oraz sarkastyczne komentarze dotyczące statystyk Prokuratury Krajowej. Następnie opisuje jej polemiki z Lex Super Omnia.
Taki dobór materiału nie służy przedstawieniu merytorycznych zarzutów prok. Ewy Wrzosek, lecz zbudowaniu obrazu osoby emocjonalnej, szyderczej i konfliktowej. Czytelnik otrzymuje jej ton, lecz znacznie mniej informacji o meritum: skąd bierze się krytyka tempa śledztw, które postępowania budzą zastrzeżenia oraz dlaczego statystyki dotyczące immunitetów mogą być uznane za niezadowalające.
Ewa Wrzosek nie jest w tekście red. Wielowieyskiej traktowana, jak prawniczka podnosząca problem niewydolności instytucji, a zostaje ustawiona jako polityczna sojuszniczka Żurka i Giertycha, atakująca szanowane stowarzyszenie „niezależnych prokuratorów”.
Również samo określenie Lex Super Omnia jako „prokuratorskiego ruchu oporu” niesie potężny ładunek wartościujący. Organizacja zostaje wyposażona w historyczną legitymację wynikającą z oporu wobec Ziobry. Red. Wielowieyska praktycznie nie analizuje jednak, czy dawne zasługi automatycznie gwarantują słuszność wszystkich jej obecnych stanowisk. Nasuwa się też pytanie, czy owi prokuratorzy walczyli o praworządność, czy część z nich jedynie o swoją niezależność zawodową?
Obrona praworządności za czasów PiS nie daje nikomu dożywotniego immunitetu od krytyki. Stowarzyszenie może mieć zasługi i jednocześnie bronić dziś interesów własnego środowiska, pozycji personalnych lub modelu prokuratury, w którym kierownictwo instytucji posiada ogromną autonomię, ale rozmytą odpowiedzialność za efekty.
Giertych przedstawiony jako polityk naciskający dla własnej kancelarii
Najbardziej bezpośrednia próba dezawuowania dotyczy Posła Romana Giertycha (Koalicja Obywatelska). Autorka za wszelką cenę próbuje udowadniać jego podwójną rolę: posła obozu rządzącego i pełnomocnika Gerharda Birgfelnera. Następnie przytacza zarzut, że Giertych wykorzystuje pozycję polityczną, aby wywierać presję na prokuraturę i doprowadzić do rozstrzygnięcia korzystnego dla swojego klienta.
Problem polega na tym, że red, Wielowieyska obszernie opisuje możliwy konflikt interesów Giertycha, lecz znacznie łagodniej traktuje interes instytucjonalny prokuratorów broniących własnej autonomii, własnych nominacji i własnego sposobu prowadzenia postępowań.
Konflikt interesów może przecież występować po obu stronach. Adwokat Giertych działa, jako pełnomocnik klienta i ma prawo publicznie krytykować decyzję procesową, szczególnie gdy reprezentuje pokrzywdzonego. Z kolei prokuratorzy oraz ich stowarzyszenia również mają interes w ograniczeniu możliwości kontrolowania ich decyzji przez zwierzchników.
Autorka jedną stronę opisuje więc jako zainteresowaną, polityczną i naciskającą, a drugą jako niezależną, bezstronną i chroniącą standardy. Co więcej, sam tekst dostarcza argumentów uzasadniających krytykę Romana Giertycha. Prokuratura długo nie przedstawiała uzasadnienia umorzenia sprawy „Dwóch Wież”, nie wyjaśniła kwestii 50 tys. zł przekazanych byłemu księdzu, a komunikacyjnie, według samej red. Wielowieyskiej, sprawa została „totalnie położona”.
Mimo to, ciężar narracji zostaje przesunięty z wad decyzji i braku jej przejrzystego uzasadnienia, na zachowanie człowieka, który tę decyzję publicznie kwestionuje.
Prokurator Małgorzata Szeroczyńska otrzymuje kredyt zaufania, którego odmawia się krytykom
Szczególnie znamienny jest sposób obrony prokurator prowadzącej sprawę „Dwóch Wież”. Red. Wielowieyska podkreśla jej związki z Lex Super Omnia i argumentuje, że wrzucanie jej do „worka z napisem prokuratura PiS”, jest wątpliwe. Przytacza stanowisko stowarzyszenia, według którego decyzja dowodzi, że prokurator „nie kłania się politykom” i działa rzetelnie oraz niezależnie.
To rozumowanie jest jednak błędne. Sam fakt podjęcia decyzji sprzecznej z oczekiwaniami polityka nie dowodzi jeszcze ani jej rzetelności, ani prawidłowości. Niezależność nie może być oceniana wyłącznie na podstawie tego, komu dana decyzja się nie podoba. A do tego red. Wielowieyska próbuje przekonać opinię publiczną.
Jednocześnie autorka sama przyznaje, że uzasadnienia długo nie przedstawiano, a ważny wątek gotówkowej zapłaty nie został wyjaśniony. Mamy więc decyzję budzącą poważne pytania, lecz jej krytycy są natychmiast podejrzewani o wywieranie presji, natomiast autorce decyzji przyznaje się domniemanie profesjonalizmu, wynikające z przynależności środowiskowej.
To właśnie przypomina obronę dawnego układu korporacyjnego: konkretne rozstrzygnięcia stają się drugorzędne, ponieważ najważniejsza ma być ochrona członków środowiska przed kontrolą zewnętrzną. Kasta prokuratorska pod wodzą Dariusza Korneluka, niezależni, bo im nie zależy, chyba że na stanowiskach, awansach i wyższym uposażeniu.
Asymetryczne rozliczanie argumentów
Red. Wielowieyska obszernie tłumaczy ograniczenia prokuratury: skomplikowane procedury, potrzebę przesłuchiwania świadków, domniemanie niewinności, trudności dowodowe, immunitety, ekstradycje oraz problemy z przekładaniem politycznych patologii na zarzuty karne. Wszystkie te zastrzeżenia są co do zasady prawdziwe i potrzebne. Natomiast istotnym problemem jest ich stosowanie niemal wyłącznie, jako usprawiedliwienia dla prokuratorskiego aparatu "niedasizmu".
Gdy śledztwo trwa długo, autorka przypomina o konieczności staranności. Gdy nie postawiono zarzutów wielkim nazwiskom, wskazuje na złożoność dowodową. Gdy Żurek chce zwiększyć nadzór, pojawia się ostrzeżenie przed polityczną ingerencją. Gdy Ewa Wrzosek krytykuje statystyki, eksponowany jest jej sarkazm. Gdy Mecenas Roman Giertych kwestionuje umorzenie, pojawia się zarzut konfliktu interesów. Wygodne, prawda?
Jednocześnie autorka sama opisuje przypadki, w których dopiero pojawienie się prokuratora Marka Wełny doprowadziło do przesłuchania Pawła Sz. o kontakty z Mateuszem Morawieckim. Wcześniej, prowadzący śledztwo prokurator Karol Zok, miał w ogóle nie interesować się tym wątkiem.
To niezwykle mocny argument na rzecz stanowiska Ministra Żurka: zewnętrzny nadzór ujawnił, że oczywisty i politycznie kluczowy kierunek śledztwa nie został odpowiednio zbadany. Red. Wielowieyska relacjonuje ten fakt, ale nie pozwala mu zmienić głównej konstrukcji tekstu.
Zastrzeżenie „nie przesądzam” pełni funkcję alibi
Autorka wielokrotnie używa formuł takich jak „nie można wykluczyć”, „każdy przypadek należałoby oceniać osobno”, czy słynnne już „nie przesądzam, kto ma rację”. Są one retorycznym zabezpieczeniem przed zarzutem jednostronności.
Jednak zakończenie tekstu wyraźnie pokazuje, komu red. Wielowieyska przyznaje większą wiarygodność. Żurek ma mobilizować prokuraturę, ale Korneluk i Lex Super Omnia mają chronić śledczych przed politycznymi naciskami. Stowarzyszenie zostaje przeciwstawione ziobrystowskiemu Ad Vocem i opisane jako środowisko, które nie zamierza być „podnóżkiem polityków”.
Czytelnik otrzymuje więc bardzo prostą hierarchię moralną:
- Żurek, Wrzosek i Giertych reprezentują presję polityczną, emocje i oczekiwania rozliczeniowe.
- Korneluk i Lex Super Omnia reprezentują niezależność, rozwagę i ochronę państwa prawa.
Wszystko zostaje opakowane w deklarację, że „nie wiadomo, kto ma rację”.
Symetryzm, jako metoda rozmywania odpowiedzialności
Dominika Wielowieyska bywa w debacie publicznej zaliczana do grona wybitnych symetrystów, choć sama deklaruje, że należy unikać „pułapki symetryzmu”. Etykieta ta jest sporna i nie stanowi obiektywnej klasyfikacji, ale w odniesieniu do analizowanego tekstu pomaga opisać zastosowaną metodę: różnice skali, intencji i odpowiedzialności zostają przykryte formalną równowagą stanowisk.
Red. Wielowieyska wprawdzie ostro krytykuje PiS i nie neguje skali jego nadużyć, nie oznacza to jednak, że nie stosuje symetryzującego sposobu argumentowania. W tym tekście porównanie Żurka z Ziobrą zostaje potraktowane, jak poważny głos w dyskusji, choć pomija fundamentalną różnicę między próbą przyspieszania postępowań dotyczących nadużyć władzy, a wykorzystywaniem prokuratury do ochrony własnego obozu i ścigania przeciwników.
Autorka relatywizuje również odpowiedzialność za opóźnienia. Z jednej strony przyznaje, że społeczeństwo jest rozczarowane, a konkretne postępowania ciągną się latami. Z drugiej strony przedstawia zdecydowane próby zmiany tego stanu, jako potencjalne zagrożenie dla niezależności.
W efekcie niezależność zostaje pomylona z autonomią korporacyjną (celowo?). Prokuratura ma być niezależna od partyjnego dyktatu, ale nie może być niezależna od prawa, kontroli służbowej, standardów efektywności i odpowiedzialności za własne zaniechania.
Obrona status quo pod liberalnym sztandarem
Najważniejszym skutkiem tekstu red, Wielowieyskiej jest obrona istniejącego układu personalnego i instytucjonalnego w Prokuraturze. Autorka nie twierdzi wprost, że wszystko działa dobrze, przeciwnie, opisuje opóźnienia, błędy i konflikty. Jednak za każdym razem, gdy pojawia się propozycja mocniejszego nadzoru lub personalnego rozliczenia, uruchamia argument o mitycznej niezależności. W ten sposób niezależność staje się tarczą chroniącą również bezczynność, błędne decyzje i brak przejrzystości.
Najbardziej wymowna jest konkluzja, że duet Żurek–Korneluk „nie jest takim złym rozwiązaniem”, a ich konflikt może „wyjść wszystkim na dobre”.
Trudno pogodzić tę optymistyczną ocenę z wcześniejszym opisem blokowanych nominacji, przeciąganych śledztw, nieprzesłuchanych kluczowych świadków i konfliktu, który za kulisami wygląda znacznie gorzej niż w oficjalnych komunikatach. Normalizowanie takiego paraliżu oznacza w praktyce zgodę na trwanie dawnego układu i jego mechanizmów obronnych.
Konkluzja
Tekst red. Wielowieyskiej nie jest neutralną analizą sporu. Jest zręcznie skonstruowaną obroną Korneluka, Lex Super Omnia i tradycyjnie rozumianej autonomii prokuratorskiego środowiska.
Żurek przedstawia, jako polityka zagrażającego niezależności, Wrzosek jako agresywną komentatorkę prowadząca osobistą wojnę ze stowarzyszeniem, a Giertycha, jako posła wykorzystującego mandat do działania na rzecz własnej kancelarii.
Za to Korneluk i jego środowisko otrzymują natomiast rolę bezpiecznika chroniącego państwo przed politycznym sterowaniem.
Red. Wielowieyska pomija przy tym kluczową kwestię: niezależność prokuratury nie może oznaczać bezkarności za bezczynność, wieloletnią przewlekłość, pomijanie oczywistych wątków i brak odpowiedzialności kierownictwa za wyniki.
Pod hasłem ochrony niezależności autorka broni więc modelu, w którym dawne środowiskowe układy mogą przetrwać zmianę władzy, zachować kontrolę nad najważniejszymi śledztwami i skutecznie odpierać każdą próbę przyspieszenia rozliczeń, jako niedopuszczalną presję polityczną.
To typowy symetryzujący zabieg: ludzi próbujących przełamać prokuratorski bezwład, stawia się niebezpiecznie blisko Ziobry, a tych, którzy przez lata nie potrafili doprowadzić najważniejszych spraw do końca, przedstawia jako ostatnich obrońców praworządności.
https://t.co/ka7Xusa6OU
Jeszcze zatęsknimy za Ukraińcami w Polsce, gdy zaleją nas migranci z Azji i Ameryki Południowej.
Wielu z Ukraińców wyjedzie z Polski, bo ta ciągła nagonka i poczucie bycia niechcianym będzie nie do zniesienia. Wyjadą dalej na Zachód by tam pracować i żyć w spokoju.
Tymczasem do Polski będzie przybywać jeszcze więcej migrantów z krajów trzeciego świata, a polscy politycy z prawa do lewa nic z tym nie zrobią.
To będą migranci nie znający naszego języka, kultury, prawa, obyczajów. Egzystować będą tylko dzięki agencjom pracy, których celem jest jak najmocniejsze wyciśnięcie ich jak cytryny. To już się dzieje w całej Polsce.
A gdy już ich wycisną, zerwą kontrakty (często powiązane z umowami na mieszkanie) to legalni migranci z Azji oraz Ameryki staną się bezdomnymi, niepotrafiącymi samodzielnie egzystować.
Nie będą mieli jak i za co wrócić do siebie, albo nie będą nawet chcieli. Wtedy poczujemy, że lekko zaciągająca sprzedawczyni z Żabki nie była wcale problemem.
Polscy politycy, mimo antyimigranckich narracji, nic z tą falą imigracji nie zrobią, tak jak nie robili do tej pory.
W latach 2017–2023 Polska była liderem UE pod względem liczby wydawanych zezwoleń na pobyt dla obywateli spoza Unii. I to bez żadnych paktów migracyjnych.
Politycy z ukraińskich kobiet i dzieci uczynili wrogów publicznych, podczas gdy wcześniej masowo otwierali drzwi mężczyznom z Azji i Ameryki.
Cyniczne szaleństwo.