Tak mało urodzeń w Polsce w lipcu nie było zapewne od ponad 100 lat.
Jaka byłaby wrzawa, gdyby był to najgorętszy albo najsuchszy lipiec.
I pisano by obowiązkowo, że to „w historii pomiarów”.
Nasza cywilizacja powoli zanika –
a to większy i realniejszy problem niż zmiany klimatu.
Medyczne mity, które w Polsce mają się wyjątkowo dobrze:
1. „Na uczulenie: wapno”.
Tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie. Szkoda, że tradycja nie zastępuje dowodów skuteczności.
2. „Tabletka zregeneruje wątrobę”.
Można dalej pić i źle jeść, bo kapsułka wszystko naprawi? Wątroba nie dostaje nowej gwarancji po zakupie preparatu. Drogie placebo typu "essentiale forte" pomaga prawdopodobnie tylko aptekarzom i producentowi.
3. „Krytykujesz agresywny polski kalendarz szczepień? Jasne: jesteś antyszczepionkowcem”.
Można popierać szczepienia i dyskutować o ich organizacji, obowiązkowości czy liczbie wkłuć. Etykietka nie zastępuje argumentu.
4. „Prywatny szpital oznacza biednych umierających pod płotem”.
Własność szpitala i sposób finansowania leczenia to dwie różne sprawy. Publiczny płatnik może płacić za leczenie w prywatnej placówce. Partyjna nominacja dyrektora nie jest gwarancja dostępności świadczeń.
5. „Do każdego antybiotyku koniecznie probiotyk”.
Niektóre preparaty zmniejszają ryzyko biegunki. Nie oznacza to jednak, że każdy pacjent potrzebuje dowolnej „osłony”.
6. „Na przeziębienie coś przeciwwirusowego bez recepty”.
W przypadku "inozyny" mocnych dowodów na rutynowe stosowanie w przeziębieniu brakuje. Napis „przeciwwirusowy” nie zastępuje wyniku badania klinicznego.
7. „Bierze cię przeziębienie? Rutinoscorbin!”
Polska tradycja narodowa. Ppularność w domowej apteczce nie jest miarą skuteczności.
8.„Antybiotyk na wszelki wypadek, żeby nie zeszło na płuca”.
Antybiotyk nie leczy wirusowego przeziębienia i nie jest wlasciwym leczeniem kataru.
9. „Do każdych leków osłona na żołądek”.
Leki hamujące wydzielanie kwasu mają konkretne wskazania. Nie chronią przed wszystkimi działaniami niepożądanymi wszystkiego, co połykamy.
10. „Detoks oczyści organizm z toksyn”.
Jakich toksyn? W jakim stężeniu? Czym zmierzono efekt? Najczęściej najłatwiej wykazać oczyszczenie portfela. Zwłaszcza po suplach sprzedawanych przez internetowych amatorów-gawędziarzy
11. „Naturalne, więc bezpieczne”.
Zioła też mogą uszkadzać wątrobę i wchodzić w interakcje z lekami. Muchomor również jest całkowicie naturalny.
12. „Homeopatia działa, tylko nauka jeszcze tego nie rozumie”.
Brak wiarygodnych dowodów skuteczności nie jest dowodem na ograniczenia nauki. Im mniej substancji w preparacie, tym więcej opowieści wokół niego.
Prosze o RT i dodawanie innych mitów :)
Zdjęcie dla uwagi ;)
Tak wyglądają dane o liczbie WYPADKÓW DROGOWYCH
na przejazdach kolejowych w latach 2001-2025.
Wpisałem pracowicie dane z 25 policyjnych raportów
i przedstawiam na poniższym wykresie.
Rozumiem emocje ludzi, którzy uczestniczyli w wypadku,
nie rozumiem emocji decydentów.
⬇️ DANE ⬇️
Fauci, COVID i moment, w którym „nauka” stała się narzędziem władzy
Najbardziej bulwersujące w ujawnianych obecnie materiałach dotyczących Anthony’ego Fauciego nie jest to, że podczas pandemii popełniano błędy. W sytuacji kryzysowej błędy są nieuniknione.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy wiadomo było dużo więcej niż mówiono, ale prawda była politycznie niewygodna.
W zapiskach Fauciego z sierpnia 2022 roku pojawia się niezwykle ważny fragment. CDC rozważało publiczne stwierdzenie, że szczepienia nie zapobiegają skutecznie zakażeniom i transmisji SARS-CoV-2. Fauci uważał takie sformułowanie za zbyt kategoryczne.
Można byłoby uznać to za zwykły spór naukowy, gdyby nie dalsza część.
Z notatek wynika, że problemem było również to, że przyznanie, jak słaba stała się (a może była od początku?) ochrona przed infekcją i transmisją, mogłoby zaszkodzić kampanii promocyjnej kolejnego boostera i utrudnić Departamentowi Sprawiedliwości obronę obowiązków szczepień i "restrykcji kowidowych" przed sądami.
I tutaj kończy się nauka, a zaczyna polityka.
Bo jeżeli sposób przedstawiania danych zależy od tego, czy prawda nie zaszkodzi aktualnej polityce państwa, mamy dokładnie odwróconą kolejność.
To polityka ma się zmieniać pod wpływem danych. Nie dane i język nauki pod wpływem potrzeb polityki.
Jest to szczególnie poważne dlatego, że właśnie ochrona innych przed zakażeniem była jednym z najważniejszych argumentów za przymusem szczepień. Jeżeli ten efekt był minimalny i krótkotrwały, należało powiedzieć to społeczeństwu otwarcie: nawet jeżeli oznaczało to konieczność wycofania się z wcześniejszych decyzji.
Ale zapiski Fauciego pokazują jeszcze coś.
Jego gigantyczne ego.
To momentami wręcz groteskowa kronika własnej sławy: celebryci, politycy, dziennikarze, przyjęcia w rezydencjach miliarderów, nagrody, portrety, pochwały, piwo nazwane jego nazwiskiem, figurki z jego podobizną.
Fauci nie tylko został celebrytą pandemii. Wygląda na to, że znakomicie odnalazł się w tej roli.
Człowiek posiadający ogromną władzę zostaje przez media przedstawiony jako niemal osobowe ucieleśnienie „The Science”. Krytyka Fauciego i jego pomysłów zaczyna być traktowana jak krytyka nauki. Politycy potrzebują jego autorytetu, media potrzebują jego twarzy, a on sam coraz bardziej funkcjonuje jako nieomylny kapłan nowej religii.
Po pewnym czasie granica pomiędzy „reprezentuję naukę” i „to ja jestem nauką” staje się niebezpiecznie cienka.
I zanim zaczniemy śmiać się z Amerykanów, warto przypomnieć sobie polskich mini-Faucich.
Pandemia również w Polsce stworzyła całą klasę medialnych pseudoekspertów-celebrytów. Ludzi, którzy praktycznie nie schodzili z ekranów telewizorów, komentowali każdy wzrost liczby zakażeń, przewidywali kolejne katastrofy i z zadziwiającą łatwością wypowiadali się o zamykaniu szkół, restauracji, hoteli, siłowni, granic czy całych sektorów gospodarki.
Dla części z nich pandemia stała się okresem niewyobrażalnej medialnej kariery.
Lekarz albo naukowiec, którego wcześniej znało niewielkie środowisko zawodowe (albo nikt nie znał, bo ten naukowiec siedział tylko w laboratorium w piwnicy i męczył myszki laboratoryjne) nagle codziennie występował w największych stacjach telewizyjnych i mówił całemu społeczeństwu, jak ma żyć. Dywagował o różnicach między szczepionkami, zalecał "wyszczepianie" wszystkiego, co się rusza, włącznie z dziećmi i kobietami w ciąży.
I również tutaj pojawiła się ta sama niebezpieczna pokusa. Gdyby nie wojna na Ukrainie, to ci patocelebryci dalej przestawialiby "omikrona" jako śmiertelne zagrożenie. I nikt nawet by się nie odważył odspawanie ich od mikrofonów.
Dzisiaj, kiedy kolejne dokumenty pokazują kulisy podejmowania decyzji w USA, warto wrócić do tamtych wystąpień i pytać również o odpowiedzialność "ekspertów".
Co naprawdę wtedy wiedzieli?
Jak pewne były ich prognozy?
Jak często się mylili? Prawie zawsze. Pytanie brzmi tylko: czy naprawdę się mylili, czy świadomie kłamali, jak Fauci.
I ilu z tych, którzy z ekranów telewizorów z ogromną pewnością siebie tłumaczyli milionom ludzi konieczność kolejnych ograniczeń, później równie głośno powiedziało:
„Myliłem się”?
Bo największym problemem tamtego okresu nie była niewiedza.
Problemem była niewiarygodna pewność siebie ludzi dysponujących bardzo niepewnymi danymi.
Połączenie strachu, polityki, mediów i eksperckiej megalomanii okazało się wyjątkowo niebezpieczne.
Historia Fauciego jest tego znakomitym symbolem.
Napisałem na podstawie artykułu z niemieckiego miesięcznika @TichysEinblick
(link w pierwszym komentarzu)
Czytam sobie wstęp do raportu o wypadkach w Polsce.
I ten wstęp zaczyna się od dramatycznego stwierdzenia:
„polskie drogi należą do jednych z najniebezpieczniejszych w Europie”.
Tylko, że to już jest po prostu nieprawda,
Jesteśmy teraz europejskim średniakiem.
⬇️ DOKŁADNE DANE ⬇️
A w radiowej dyskusji o „lex szarlatan” majstersztyk –
powiązano NIEISTNIEJĄCY wzrost zachorowań na odrę
z NIEISTNIEJĄCYM spadkiem szczepień.
1) W styczniu sam GIS podał, że nie ma spadku poziomu szczepień.
2) Dane o zachorowaniach są w poprzednim wpisie.
https://t.co/yMtOtLzRg9
Opowiadającym o lex szarlatan w kontekście leczenia nowotworu nacieraniem pięt jabłkiem należy przypomnieć, że w sprzeciwie względem ustawy nie chodzi o obronę szarlatanów sprzedających olej wężowy tylko o pierwszy wyraz w: „aktualna wiedza medyczna” i idącą za tym specyfikę oraz metodologię nauk empirycznych. Jeśli ktoś uznaje aktualny stan wiedzy w dziedzinie empirycznej za na pewno finalny i niezmienny, to jest antynaukowym szurem, bo takie dyscypliny nie mają charakteru wiedzy pewnej jak matematyka czy logika. Egas Moniz mi świadkiem😉
Artificial intelligences do not undergo experiences, do not possess a body, do not feel joy or pain, do not mature through relationships, and do not know from within what love, work, friendship or responsibility mean. Nor do they have a moral conscience, since they do not judge good and evil, grasp the ultimate meaning of situations, or bear responsibility for consequences. They may imitate or even simulate, but they do not understand what they produce, for they lack the affective, relational, and spiritual perspective through which human beings grow in wisdom. #MagnificaHumanitas
Ekonomiczne uzasadnienie spadku urodzeń w Polsce nie przekonuje, bo czy przysłowiowe ceny mieszkań w Warszawie zszokowały też Niemców, Czechów, Francuzów czy Szwedów?
Od 2022 r. dzietność spadła nagle i wyraźnie w niemal całej Unii Europejskiej.
Przyczyny leżą w sferze wartości.
Największa słabość ustawy Lex Szarlatan leży w traktowaniu pacjenta jako biernego konsumenta, który musi być chroniony przed własnymi wyborami i „fałszywą nadzieją”, o której wspominał ostatnio we wpisie sam Rzecznik Praw Pacjenta. To fundamentalny błąd antropologiczny.
Człowiek chory nie jest racjonalnym aktorem z modelu ekonomicznego. Gdy konwencjonalna medycyna mówi „nie ma szans”, „przewlekle”, „paliatywnie” lub „czekaj w kolejce”, uruchamia się pierwotny mechanizm przetrwania: poszukiwanie jakiegokolwiek działania. To nie głupota – to głęboko zakorzeniona potrzeba sprawczości. Chory chce walczyć, a nie tylko „być leczonym”.
Ustawa nie rozwiązuje problemu desperacji. Ona próbuje zakazać symptomu desperacji. A natura ludzka na to nie pozwala. Zawsze znajdzie sobie ujście – często gorsze.
Zakazując lub mocno ograniczając jawne działanie pseudoterapeutów, państwo nie zlikwiduje popytu. Przesunie go do podziemia.W warunkach jawności szarlatan przynajmniej musi się reklamować, budować markę, odpowiadać (choćby pozornie) na opinie. W podziemiu znika jakakolwiek możliwość monitoringu i wczesnego ostrzegania. Pacjent trafia do szarej strefy Telegrama, zamkniętych grup na Signalu itd.
Historia pokazuje, że prohibicja nigdy nie likwiduje produktu – podnosi jego cenę, pogarsza jakość i tworzy sieć przestępczą. Tu będzie podobnie. Najbardziej bezwzględni i cyniczni szarlatani przetrwają i się dostosują. Ci bardziej „cywilizowani”, którzy przynajmniej działali jawnie, odejdą lub się uciszą. Pacjent straci nawet tę wątpliwą możliwość weryfikacji.
Ale najgroźniejszy efekt jest inny: pacjent zacznie ukrywać stosowane terapie przed swoim lekarzem. To nie hipoteza – to nieunikniona konsekwencja ludzkiej psychologii w warunkach strachu i stygmatyzacji. Chory, który korzysta z „zakazanych” lub mocno kontrolowanych metod, będzie bał się przyznać do tego lekarzowi. W efekcie lekarz nie będzie wiedział o rzeczywistym schemacie leczenia pacjenta. Relacja lekarz–pacjent, i tak często już nadszarpnięta, pogłębi się w kierunku wzajemnej nieufności.
Ustawodawca nie bierze też pod uwagę, iż człowiek upokorzony przez system (długie kolejki, lekceważenie objawów, brak empatii, dehumanizująca biurokracja) nie staje się bardziej posłuszny. Staje się buntownikiem. Im mocniej państwo będzie piętnować „szarlatanów”, tym większa część pacjentów będzie ich postrzegać jako buntowników przeciw „systemowi”.
„Lex Szaratan” nie jest złą intencją (ochrona przed realnymi oszustami, którzy zabijają ludzi fałszywymi nadziejami, jest moralnie słuszna). Problem leży w narzędziu i w filozofii stojącej za regulacją. Zamiast inwestować ogromne środki w edukację krytycznego myślenia, transparentność konfliktów interesów w medycynie głównego nurtu, badania nad integracyjną opieką i szczerą komunikację lekarz-pacjent, państwo wybiera najprostszą drogę: administracyjną pięść i blokowanie treści.
To nie jest ustawa o prawach pacjenta.
To ustawa o prawie państwa do decydowania, jaką nadzieję wolno ci mieć i z kim wolno ci o niej rozmawiać.
Z wielką radością ogłaszam, że właśnie wydaliśmy pierwszy w historii dokumentalny film o działalności Witolda Pileckiego i jego współpracowników w konspiracji Auschwitz.
15-minutowy film dokumentalny „947 dni w Auschwitz” opowiada o desperackim wyścigu z czasem, by poinformować Zachód o Holokauście… w trakcie gdy się on dokonywał.
Niewielu wie, że to właśnie Witold Pilecki stał w centrum wysiłków, by powstrzymać masowe mordowanie Polaków, jeńców sowieckich, a następnie Żydów w Auschwitz.
Jego apele o zbombardowanie obozu dotarły do Londynu i Waszyngtonu… i zostały zignorowane.
Film powstał dzięki Muzeum Armii Krajowej im. gen. Emila Fieldorfa „Nila” w Krakowie oraz moim darczyńcom z Patreona.
Został już wybrany do Boca Jewish International Film Festival i mamy nadzieję na kolejne festiwale.
Film zostanie udostępniony publicznie 25 maja – w rocznicę dnia, w którym komuniści stracili Pileckiego. Proszę o wsparcie.
PROSZĘ PODAĆ DALEJ. PROSZĘ O ROZPROPAGOWANIE TEGO APELU.
Petycja do Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – Państwowego Instytutu Badawczego, Ministerstwa Zdrowia oraz Głównego Inspektoratu Sanitarnego w sprawie wprowadzenia automatycznego systemu zgłaszania niepożądanych odczynów poszczepiennych (NOP)
Szanowni Państwo,
Zwracam się z apelem o wprowadzenie automatycznego systemu zgłaszania I i rejestracji niepożądanych odczynów poszczepiennych (NOP).
NOP - niepożądany odczyn poszczepienny jest to objaw chorobowy pozostający w związku czasowym (28 dni za wyjątkiem BCG) z wykonanym szczepieniem.
Definicja NOP nie obejmuje związku przyczynowo skutkowego, ponieważ taki związek może być ustalony jedynie po dogłębnych badaniach epidemiologicznych zgłoszonych NOP.
Automatyczne zgłoszenie zachodzić powinno w przypadku zgonów, hospitalizacji lub porad lekarskich, które mają miejsce w ciągu 28 dni od przyjęcia szczepionki.
Obecny system zgłaszania NOP, oparty na ręcznym raportowaniu, jest wysoce nieefektywny – szacuje się, że rejestruje zaledwie mniej niż 1% przypadków NOP.
Taka sytuacja znacząco obniża wiarygodność statystyk, utrudnia rzetelne monitorowanie bezpieczeństwa szczepień i ogranicza możliwość skutecznego reagowania na potencjalne zagrożenia.
Jednocześnie dane dotyczące zgonów, hospitalizacji i wizyt lekarskich są już teraz automatycznie przekazywane do Platformy P1 oraz bazy PESEL, poprzez zintegrowane systemy elektronicznej dokumentacji medycznej (EDM) co oznacza, że technologicznie możliwe jest wdrożenie automatycznego systemu zgłaszania NOP bez konieczności tworzenia nowej infrastruktury.
Wprowadzenie takiego rozwiązania przyniosłoby szereg korzyści:
1. Zwiększenie przejrzystości i poprawa jakości danych – bardziej wiarygodne statystyki umożliwiłyby lepsze zrozumienie ryzyka związanego ze szczepieniami oraz skuteczniejsze działania prewencyjne, co leży w gestii Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH, publikującego dane w biuletynach „Szczepienia ochronne w Polsce”.
2. Usprawnienie nadzoru nad bezpieczeństwem szczepień – Główny Inspektorat Sanitarny, odpowiedzialny za monitorowanie NOP, mógłby efektywniej wypełniać swoje obowiązki dzięki automatycznemu dostępowi do pełniejszych informacji.
3. Rozwój cyfryzacji ochrony zdrowia – Ministerstwo Zdrowia, nadzorujące system e-zdrowia i Platformę P1, mogłoby wykorzystać istniejące narzędzia do zwiększenia zaufania społecznego do programów szczepień oraz poprawy jakości decyzji dotyczących zdrowia publicznego.
Wierzę, że automatyczne zgłaszanie NOP w przypadkach zgonów, hospitalizacji i porad lekarskich w ciągu 28 dni od szczepienia jest krokiem koniecznym do podniesienia standardów monitorowania bezpieczeństwa szczepień w Polsce.
Brak dotychczasowych działań w tym kierunku, mimo dostępności technologii, budzi zdziwienie i podkreśla pilność tej sprawy. Zwracam się do Państwa – Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH, Ministerstwa Zdrowia oraz Głównego Inspektoratu Sanitarnego – o współpracę w celu opracowania i wdrożenia automatycznego systemu zgłaszania NOP. Liczę na szybkie podjęcie działań, które przyczynią się do zwiększenia przejrzystości, poprawy bezpieczeństwa zdrowotnego oraz wzmocnienia zaufania społecznego do systemu ochrony zdrowia. Z poważaniem, [Imię i nazwisko / Podpis]
@NIZP_PZH@MZ_GOV_PL@GIS_gov@NaczelnaL@OILWarszawa@MenedzerZdrowia@Puls_Medycyny@TermediaPL
2000 years of uninterrupted Christianity. These were both the original Christians and the original Israelites.
The original ones.
The ones ethnically cleansed by the state that calls itself "Israel".
Szef Pentagonu Pete Hegseth ogłasza, że amerykańskie wojska będą wykonywać rozkaz „no quarter”, który oznacza nie brać jeńców, nie okazywać litości pokonanym.
Rozkaz „no quarter” jest niezgodny prawem międzynarodowym i stanowi zbrodnię wojenną.
o. Pierre El Raii (50) - 🇱🇧 duchowny maronicki, proboszcz parafii Qlayaa. Po izraelskim bombardowaniu ksiądz pobiegł, aby pomóc rannemu parafianinowi gdy nastąpił kolejny atak. Zmarł w drodze do szpitala.