Putin jest fajnym gościem, ale dla pewności lepiej mieć Patrioty na Ukrainie, Tomahawki w Niemczech i kolejki na rosyjskich stacjach benzynowych. Wtedy będzie jeszcze bliższym przyjacielem...
Problemem jest to, że działania USA są mocno spóźnione. Dane wywiadowcze służące naprowadzaniu ukraińskich środków napadu powietrznego na cele na głębokim zapleczu Rosji wysyłane są dopiero od mniej więcej września 25'.
Fabryka Patriotów już dawno powinna powstać gdzieś na terenie Europy (niekoniecznie na Ukrainie). Tomahawki także powinny tu już dawno być. Często komentujemy wydarzenia z dnia na dzień, pamiętamy ostatnie kilka tygodni lub miesięcy i z tej perspektywy oceniamy sytuację. Warto spojrzeć szerzej i bardziej wstecz.
Począwszy od administracji Bidena, która wzdrygała się przed przekazaniem Ukrainie czołgów, samolotów, pocisków rakietowych, a gdy już przekazano te ostatnie to z zakazem strzelenia na terytorium Rosji... I celowo filtrowano informacje wywiadowcze dla Ukraińców, by nie przyszło im to przypadkiem do głowy.
Także administracja Bidena nakazała wstrzymanie ofensywy na Chersoń umożliwiając Rosjanom wycofanie się za Dniepr.
Ten strach przed rosyjską eskalacją był kompletnie nieuzasadniony, bowiem nawet Chińczycy byli przeciwni ewentualnemu używaniu broni jądrowej na Ukrainie. Balonik strachu przekuwali zresztą regularnie sami Ukraińcy, ale i Polacy. Ci pierwsi najpierw prowadząc ograniczone akcje zaczepne na terytorium Rosji, później uderzając tam własnymi środkami artyleryjskimi, a wreszcie dokonując ofensywy na kierunku kurskim. Polska z kolei przekraczała kolejne "czerwone linie" w przekazywaniu sprzętu dając przykład innym.
Za Bidena popełniono cały szereg błędów, które sprowadzają się do jednego: zbyt bojaźliwej i zachowawczej strategii względem Moskwy. Tego rodzaju "przykład" udzielał się mocno Europie Zachodniej. Choć Brytyjczycy i Francuzi prezentowani bardziej jastrzębią politykę.
Później przez pół roku Trump dociskał Zełeńskiego na umowę surowcową i wstrzymał wszelkie pakiety pomocowe. Zresztą trwało to tak długo z winy samego Zełeńskiego i jego fatalnej postawy w czasie sławnej konferencji prasowej w Gabinecie Owalnym. Myślę, że kwestia dociskania Ukrainy mogła zostać rozwiązana już wówczas. Tak czy inaczej, postawa Trumpa zmusiła Europejczyków do większego zaangażowania - którzy pisząc szczerze - byli wówczas często równie wyrywni do pomocy Ukrainie co sam Biden (choć należy różnicować postawy).
Można uczciwie napisać, że tylko polskie władze reagowały w latach 2022-2023 w sposób optymalny i adekwatny do zagrożenia. Bez nadmiernego respektu wobec Moskwy. Realizując własny interes narodowy oraz przekazując Ukrainie jako pierwsze setki czołgów, wozów bojowych, ogrom amunicji a także samoloty bojowe. Pokazując zachodowi, że tego rodzaju działanie nie spotka się z żadną odpowiedzią Moskwy. Kozacy bili się z Moskalami, a my dostarczyliśmy szabel tym pierwszym.
Poza tym, punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia, a my siedzimy tuż obok frontu. Ta perspektywa mobilizowała.
Nie zmienia to faktu, że potencjał Polski był ograniczony, natomiast Zachód nie miał żadnej strategii zwycięstwa z Rosją na Ukrainie. Żadnej. Wszystko polegało na kropelkowaniu pomocy i wspieraniu ukraińskiej defensywy.
Dobre - bo bardziej aktywne i agresywne - zaczęło się jesienią 2025. Jeszcze latem CIA i Pentagon opracowały plan głębokich uderzeń na rafinerie w Rosji, a ten realizowany jest po dziś dzień. Tego rodzaju uderzenia Ukraińcy realizowali już wcześniej. Sami, przez co ataki były znacznie mniej skuteczne niż by mogły. Ukraińcy nie znali rozmieszczenia rosyjskiej OPL, nie mieli danych w jakie miejsca instalacji uderzać, by wywołało to długotrwały efekt. Niszczono często same magazyny paliwa (spektakularne wybuchy), ale nie instalacje produkcji. Amerykanie pomogli to zmienić.
Rosjanie odpowiedzieli wysłaniem dronów nad Polskę, Trump zagroził wówczas przekazaniem Ukrainie Tomahawków. Prowokacje Rosji ustały. Temat Tomahawków dla Ukrainy upadł, ale to nie było jednak - jak się okazuje - niezbędne. Ukraińcy mieli już bowiem opracowane własne środki napadu powietrznego dalekiego zasięgu i po kilku tygodniach zaczęli ich używać.
Amerykańska zapowiedź w sprawie Patriotów dla Ukrainy stanowi precedens. Tomahawki dla Niemiec także są sygnałem strategicznym dla Moskwy - jeśli uderzycie na NATO, to Europejczycy będą mogli atakować Wasze zaplecze jeszcze skuteczniej jak robią to Ukraińcy.
Na razie to zapowiedzi, a realizacja potrwa. Tym niemniej od jesieni 2025 Amerykanie - z początku subtelnie, a teraz coraz bardziej otwarcie - zaczęli wywierać presję na Rosję lub wspierać działania Ukrainy, które mają ją zwiększyć.
W styczniu spacyfikowano przyjazną Rosji i Chinom Wenezuelę. W lutym Trump dogadał się z Indiami. Następnie spróbowano spacyfikować Iran, choć to się nie powiodło. Wywierana jest presja na Kubę. Trump prowadzi jednocześnie negocjacje z Xi, czemu Moskwa bacznie się przygląda.
To wszystko nie tylko nie jest niezauważone przez Moskwę, ale stanowi - wraz z wysokimi kosztami prowadzenia konfliktu z Ukrainą - podstawę do rosyjskich planów eskalacji. Niedźwiedź jest coraz bliżej przypierany do ściany, choć proces został rozłożony na wiele miesięcy, a wrażenie wywierania presji było maskowane - w mojej ocenie celową - dość przyjazną narracją i tanimi, ale jednak pustymi gestami.
Śmialiśmy się z Witkoffa, który godzinami gadał z Putinem bez tłumacza. Amerykanie naprawdę mieli wówczas nadzieję na jakiś deal z Putinem i plan oczywiście zawiódł. Wszyscy widzieliśmy przeciąganie się negocjacji pokojowych z Rosją. Oceniano jednak wówczas, że to działa tylko na korzyść Kremla. Mylono się. Jesteśmy kilka miesięcy później. Rosja z potężnego eksportera paliw, stała się ich importerem... Ukraińcy masakrują rosyjskie zaplecze energetyczne. Od miesięcy trwa walka z flotą cieni od której zależy budżet Moskwy. Krym jest odcinany.
Od zeszłego lata Rosjanie są jakieś 200-300 tys. żołnierzy w "plecy", nie przeprowadzili dotąd mobilizacji i nie eskalowali konfliktu na Ukrainie, a teraz tego rodzaju działania - nawet jeśli nastąpią - będą mocno spóźnione.
Trzeba obiektywnie przyznać, że Ukraina od 2-3 lat nie była w lepszej pozycji negocjacyjnej z Rosją. W sumie zaryzykowałbym tezę, że od początku wojny Kijów nie miał takich możliwości nacisku na Moskwę jak dziś. To oczywiście duża zasługa samych Ukraińców. Jednak obiektywnie, sytuacja w przeciągu ostatnich kilku miesięcy zmieniła się diametralnie.
Rosyjskie plany eskalacji nie są spowodowane tym, że na Kremlu wietrzą bliskie zwycięstwo. Oni są przerażeni drastycznie rosnącymi kosztami wojny.
Ciekawe jest to, że mimo faktu ugrzęźnięcia w Iranie, Amerykanie decydują się teraz na zwiększenie presji na Rosję. Wydawałoby się, że wojna w Iranie powinna doprowadzić do łagodzenia postawy wobec Moskwy.
Czym to może być spowodowane? Ja uważam, że tym, że na Kremlu już podjęto decyzję o eskalacji na Ukrainie, a Amerykanie zrozumieli, że trzeba Kijów wesprzeć lub zniechęcić Moskwę. Bowiem jeśli Ukraina by upadła w sytuacji trwającej wojny w Iranie, Amerykanie i ich sojusznicy znaleźliby się w trudnej sytuacji. Rosjanie to dostrzegli i być może chcą zrealizować taki właśnie scenariusz. Amerykanie muszą więc mocniej przeciwdziałać.
Tak więc paradoksalnie, ponownie jest tak, że bardziej agresywne działania Putina będą wywoływały bardziej odważne reakcje Zachodu - w tym USA.
Jak w istocie będzie? Możliwe, że się przekonamy.
Instytut Wschodniej Flanki
Centralizacja aparatu bezpieczeństwa wokół FSO i FSB oraz czystki w MO
W bloku siłowym nakładają się dziś trzy zjawiska.
Pierwsze to formalna rozbudowa FSO. Putin po raz czwarty od 2022 roku zwiększa etat centralnego aparatu Służby - tym razem z 785 do 812 funkcjonariuszy - po raz pierwszy w połowie roku, a nie w klasycznym rytmie styczniowo-grudniowym.
10 czerwca podpisał również ustawę rozszerzającą kompetencje FSO w zakresie prognozowania zagrożeń, a 16 czerwca weszła w życie ustawa nr 177-FZ, nowelizująca ustawę o państwowej ochronie.
Drugie zjawisko dotyczy FSB. Służba obniżyła standardy sprawności fizycznej dla kandydatów po pięćdziesiątce, otrzymując jednocześnie nowe zadania śledcze na styku terroryzmu i sabotażu.
Intensywność tych zagrożeń była tematem narady Rady Bezpieczeństwa 19 i 25 czerwca - z udziałem Miszustina, Matwijenko, Wołodina, Miedwiediewa, Wajno, Szojgu (jako sekretarza Rady), Biełousowa, Kołokolcewa, Ławrowa, Bortnikowa oraz Naryszkina i Dumina.
Trzecie zjawisko dotyczy Rosgwardii. Pojawiają się poszlaki wskazujące, że Zołotow - obok kierownictwa FSB - lobbuje za przesunięciem lub odwołaniem wyborów do Dumy, powołując się na rosnącą presję uderzeniową wobec Moskwy.
Pieskow zdementował te doniesienia 24 czerwca, jednak już 30 czerwca trzeci region ogłosił reżim podwyższonej gotowości z powodu kryzysu paliwowego, co - zgodnie z artykułem 10.1 ustawy o gwarancjach praw wyborczych - otwiera prawną furtkę do przesunięcia wyborów.
Osobno, wewnątrz MO toczą się procesy karne. Sąd zajął byłemu wiceministrowi obrony Rusłanowi Calikowowi aktywa o wartości 55 miliardów rubli, a byłego szefa Rosawiacji Aleksandra Nieradkę oskarżono o defraudację w Domodiedowie - w jednej sprawie z powiernikiem gruntowym grupy Arkadija Rotenberga.
Ocena analityczna na 07.07.2026 r.
Rozbudowa FSO w środku roku oraz obniżenie standardów FSB wskazują na wewnętrzne napięcie kadrowe w samych służbach, a nie na plan rozwojowy skierowany na zewnątrz.
Kombinacja lobbingu Zołotowa, dementi Pieskowa i reżimu podwyższonej gotowości w trzecim regionie wygląda jak celowe budowanie prawnej oraz faktycznej podstawy do korekty kalendarza wyborczego - przy zachowaniu narracji na wypadek zarzutów o autorytarne cofnięcie cyklu wyborczego.
Aresztowanie majątku Calikowa i sprawa Nieradki pokazują, że wewnątrz systemu nikt nie jest już bezpieczny, a Biełousow konsekwentnie oczyszcza zaplecze z resztek grupy Szojgu.
PS
Powyższa analiza jest częścią cyklu notatek informacyjnych, które co tydzień publikuję wraz z innymi ekspertami na @EFI_IWF, monitorując na bieżąco sytuację na przedpolu wschodniej flanki NATO.
Zapraszam!
Pozdrawiam i dziękuję