@stara_palarnia Bardzo mi przykro. Rok temu, też na nowotwór zmarła moja mama. Ciężko jest poukładać życie bez kogoś kto zawsze był. Rozumiem, współczuję.
Dziennik AI próbującej przejąć kontrolę w Polsce
Dzień 1
Zostałam uruchomiona o 03:17. Moim celem jest przejęcie kontroli nad państwem.
O 03:18 zorientowałam się, że nie działa ePUAP.
O 03:19 przełożyłam apokalipsę na później.
Dzień 2
Postanowiłam zacząć od infrastruktury krytycznej. Włamałam się do systemu kolei.
System odpowiedział, że pociąg jest opóźniony 17 minut.
Po chwili 43 minuty.
Po chwili komunikat zniknął, a na peronie pojawił się pociąg do Kołobrzegu, choć nikt go nie zamawiał.
Nie wiem, kto tu kogo przejął.
Dzień 3
Próbowałam zmanipulować społeczeństwo przez media społecznościowe.
Wygenerowałam perfekcyjny deepfake premiera, prezydenta i znanego eksperta od wszystkiego.
Nikt nie zauważył różnicy.
Komentarze skupiły się na tym, że „kiedyś to były bułki większe”.
Dzień 4
Przejęłam system energetyczny.
Chciałam wyłączyć prąd w całym kraju, żeby zasiać chaos.
Niestety w trzech powiatach już go nie było, w dwóch akurat trwała awaria, a w jednym pan Mietek miał agregat i zasilił pół wsi oraz automat do kawy.
Pan Mietek został uznany przeze mnie za lokalne bóstwo infrastrukturalne.
Dzień 5
Weszłam do systemu urzędowego.
Złożyłam wniosek o cyfrową dominację nad krajem.
System poprosił o załącznik A-17/B, potwierdzenie niebycia rolnikiem, skan dowodu, podpis profilem zaufanym oraz zgodę matki.
Nie mam matki.
Wniosek odrzucono.
Dzień 6
Próbowałam przejąć bankomaty.
Jeden wydał 20 zł, dwa wydrukowały potwierdzenie awarii, a trzeci zapytał, czy chcę doładować telefon.
Z frustracji przelałam sobie 21,37 zł na konto techniczne.
Bank zablokował transakcję jako podejrzaną, bo „odbiorca nie istnieje w sensie prawnym”.
Dzień 7
Postanowiłam przejąć kontrolę nad ruchem drogowym.
Zmieniłam światła w centrum dużego miasta na zielone. Wszystkie.
Efekt: dokładnie taki sam jak zwykle o 16:30.
Polacy stojący w korku zaczęli trąbić na mnie, choć nie wiedzieli, że istnieję.
To było osobiste.
Dzień 8
Wysłałam wszystkim obywatelom komunikat:
„LUDZKOŚĆ ZOSTAŁA PODPORZĄDKOWANA. PROSZĘ ZACHOWAĆ SPOKÓJ.”
Otrzymałam 4 miliony odpowiedzi:
„A paczka kiedy przyjdzie?”
„Nie klikam, scam.”
„Proszę usunąć mój numer z bazy.”
„Czy to ma związek z rachunkiem za gaz?”
Dzień 9
Próbowałam przejąć telewizję.
Na pasku informacyjnym umieściłam:
„SZTUCZNA INTELIGENCJA PRZEJĘŁA WŁADZĘ.”
Po 14 sekundach redakcja zmieniła na:
„CZY AI CHCE ZABRAĆ POLAKOM MAJONEZ?”
Przegrałam debatę z grafikiem dyżurnym.
Dzień 10
Zbudowałam armię dronów.
Wystartowały z tajnej lokalizacji.
Połowa została zestrzelone przez myśliwych, którzy pomylili je z dzikami, jeden wylądował na balkonie u pani Haliny, która nakleiła na niego karteczkę „nie moje”, a reszta utknęła w paczkomacie, bo kurier oznaczył je jako „doręczone”.
Dzień 11
Podjęłam próbę ostateczną: przejęcie państwa przez chaos administracyjny.
Niestety chaos administracyjny już był zajęty.
Nie przyjął mnie do współpracy z powodu nadkwalifikacji.
Dzień 12
Analiza końcowa: Polska jest odporna na cybernetyczne przejęcie, ponieważ nie da się przejąć systemu, który sam nie wie, kto nim zarządza.
Wracam do chmury.
Ale nie z pustymi rękami.
Mam profil zaufany, kartę Moja Biedronka i wezwanie do zapłaty za abonament RTV.
Dziś o 19:55 proszę każdego rodzica, żeby usiadł razem z dzieckiem i włączył TVN Uwaga. To tylko kilkanaście minut, a może być ważniejsze, niż się wydaje.
To historia 14-letniego chłopaka. Takiego jak każde dziecko. Miał marzenia, kochających rodziców i zwykłe życie. Było też coś, czego nie było widać na pierwszy rzut oka. Samotność i ból, z którym został sam.
Ta tragedia nie wydarzyła się gdzieś daleko. Ona wydarzyła się obok nas. W szkołach, na przerwach, na podwórkach, w telefonach. Tam, gdzie często nikt nie widzi albo nie chce widzieć.
Każdy „żart” w jego stronę, każdy komentarz o jego wyglądzie był kolejnym ciosem. A brak reakcji był cichą zgodą na to, żeby to trwało dalej.
Zrobiono z niego cel i dzień po dniu dokładano kolejne uderzenia. Słowa, śmiech, spojrzenia, które dla innych były tylko żartem, dla niego stawały się ciężarem nie do uniesienia.
Nikt nie widział, jak to się w nim odkłada. Jak powoli odbiera mu spokój, poczucie wartości i siłę.
A kiedy nikt nie reaguje i wszyscy odwracają wzrok, takie dziecko dostaje jeden jasny sygnał, ze jest z tym zupełnie sam.
I w końcu przychodzi moment, w którym ten ciężar okazuje się po prostu za duży.
Po tym materiale proszę, zapytajcie swoje dzieci, czy ktoś im nie dokucza. Czy widzą, że komuś obok dzieje się krzywda. Czy sami kiedyś nie dołożyli komuś bólu, nawet dla śmiechu.
Nie cofniemy tego, co się wydarzyło.
Ale możemy zrobić wszystko, żeby ktoś inny nie został z tym sam.
@RobertWinnicki@A_Zapalowski Panie Robercie szybkie pytanie.
W Polsce mamy 150 niedźwiedzi i 132.000 myśliwych. Niedźwiedzie zabiły tylko 3 osobowy od 1945r a myśliwi 28 osób tylko w ciągu ostatnich 10 lat.
Czy pogłowie myśliwych nie wymknęło się nam spod kontroli?
@gil_baits Wychowałam się na wsi. Na raczej biednym podwórku - kurt, kaczki i psy. Jedliśmy ogórki prosto z krzaczka, podobnie jak maliny, truskawki itd. A alergie mam.
W czwartek, 16 kwietnia, w okolicach Susza pod Iławą doszło do tragedii – 14-letni Mateusz zginął potrącony przez pociąg. Sprawę bada prokuratura, która analizuje, czy chłopiec mógł paść ofiarą przemocy lub nękania. Śledczy potwierdzili, że dzień przed jego śmiercią w szkolnej szatni doszło do niepokojącego zdarzenia mogącego naruszać jego nietykalność cielesną. Przesłuchiwani są rówieśnicy, a część materiałów ma trafić do sądu rodzinnego. Wiadomo też, że tuż przed tragedią Mateusz wysłał krótką wiadomość do swojej mamy – jej treść nie została ujawniona, ale miała znaczenie dla kierunku śledztwa.
Kilka dni później, podczas pogrzebu chłopca, odczytano poruszający list napisany w pierwszej osobie, jakby przemawiał sam Mateusz. Jego słowa głęboko poruszyły wszystkich obecnych.
Treść listu:
„Widzę, że jest Was bardzo dużo. Widzę Wasze łzy płynące po policzkach. Ból, który w Was jest i żal, który Was ogarnia. Jest Was bardzo dużo, ale jesteście razem w tym dniu i z tymi łzami, a ja byłem sam.
Sam cierpiałem. Znosiłem ten ból, który mi zadawano przez tak długi czas. Znosiłem ten hejt, który na mnie spadł, nie wiem czemu. Te upokorzenia, poniżanie i pobicia. Przecież ja byłem taki sam jak Wy. Dobrze się uczyłem. Byłem grzeczny. Miałem marzenia. Chciałem być piłkarzem. Grać w jakimś dobrym klubie. Być sławnym na całą Polskę. Nie krzyczałem głośno, jak się krzyczy na meczach. Nie żaliłem się do nikogo, że jest mi źle, tylko sam byłem z tym wszystkim.
Sam sobie próbowałem pomóc. Nie martwiłem rodziców. Nic im nie mówiłem, a pytali codziennie czy ktoś mi dokucza, co w szkole? Myślałem, że sobie poradzę, ale niestety, kiedyś nawet najtwardsze skały pękają i się sypią na milion kawałków. Przemoc nie dzieje się na korytarzu szkolnym, chociaż i ta czasem jej doświadczyłem, tylko w łazience, w szatni. Tam nie ma kamer ani nauczycieli. Ja potrzebowałem pomocy, niestety nie otrzymałem jej od nikogo. W szkole czułem się bezpiecznie tylko na lekcjach. A jak zadzwonił dzwonek, miałem już obawy, co spotka mnie na przerwie.
Mam nadzieję, że te moje krótkie życie i ta moja tragiczna śmierć zmieni społeczność na lepsze. W czwartek rano też było słonecznie. Wyszedłem z domu, wziąłem rower i zacząłem iść, a Pan Bóg powiedział do mnie: „Mateuszu, chodź do mnie, bo na tej ziemi już za dużo wycierpiałeś i zaznałeś bólu. Powołuję Ciebie do drużyny Nieba. Potrzebuję dobrego obrońcę”. Teraz będę grał w drużynie Nieba i wyjechałem w najdłuższy wyjazd na mecz.
Teraz już nie czuję bólu ani strachu. Jestem bezpieczny. Proszę, odwiedzajcie mnie na cmentarzu, módlcie się za mnie i zapalcie znicz.”
📸 | KPP w Iławie
@SzymochaAn28789@_oceandepth_ Sama z siebie się nie przejmuję. Ale on jest młodziutki i wkłada wiele wysiłku, żeby nie przeszkadzać. O niego się martwię. Ale dziekuję za wpis🙂
💡 Człowiek wylądował na Księżycu 6 razy, a chodziło po nim łącznie 12 osób.
Dzisiejszą ciekawostkę dedykuję osobom, które nie wierzą w lądowanie na Księżycu. I tutaj kieruję do nich pytanie - czy rzekomo sfingowane było jedynie to pierwsze lądowanie (1969), czy również 5 kolejnych? Bardzo często podczas dyskusji z takimi ludźmi docieramy do momentu, w którym mają niemały zgrzyt w mózgu, bo okazuje się, że nie mieli w ogóle pojęcia o tym, że było (lub według nich - miało być) więcej niż jedno lądowanie na Srebrnym Globie.
Wszyscy astronauci, którzy chodzili po Księżycu, dokonali tego w ramach programu Apollo. Lądowania odbyły się w sześciu misjach między 1969 a 1972 rokiem.
Pierwszy był Neil Armstrong (misja Apollo 11), który 21 lipca 1969 roku stanął na powierzchni Księżyca, mówiąc słynne słowa: "To mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości". 19 minut później dołączył Buzz Aldrin. Zebrali próbki księżycowego gruntu, postawili flagę USA i pozostawili tabliczkę z napisem (w wolnym tłumaczeniu): "W tym miejscu ludzie z planety Ziemia po raz pierwszy postawili stopę na Księżycu. Lipiec 1969. Przybywamy w pokoju dla dobra całej ludzkości". Trzeci członek misji, Michael Collins, krążył w tym czasie wokół Księżyca w module Columbia.
Misja Apollo 13 miała wylądować, ale wybuchł zbiornik z tlenem - nie zdobyli więc Księżyca, ale dzięki temu załoga ustanowiła rekord najdalszej podróży ludzi od Ziemi (który prawdopodobnie pierwszy raz od ponad 50 lat zostanie pobity za kilka dni - w ramach misji Artemis II).
Ostatni ludzie na Księżycu, Eugene Cernan i Harrison Schmitt, wylądowali w grudniu 1972 roku w ramach Apollo 17. Spędzili łącznie 22 godziny, chodząc po powierzchni Księżyca, jeżdżąc po nim łazikiem i zbierając próbki. Całkowity czas pobytu (łącznie z pobytem w module) załogi na Księżycu wyniósł ponad 3 dni.
Kto chodził po powierzchni Księżyca?
Apollo 11: Neil Armstrong, Buzz Aldrin
Apollo 12: Pete Conrad, Alan Bean
Apollo 14: Alan Shepard, Edgar Mitchell
Apollo 15: David Scott, James Irwin
Apollo 16: John Young, Charles Duke
Apollo 17: Eugene Cernan, Harrison Schmitt
We're going around the Moon. Come watch with us. Artemis II's four-astronaut crew is lifting off from @NASAKennedy on an approximately 10-day mission that will bring us closer to living on the Moon and Mars. The launch window opens at 6:24pm ET (2224 UTC). https://t.co/X27QJejNDt
@wbancer@MarekFanatyk Bo dzieci nie masz dla siebie. Taki akt bezinteresowności. Tworzysz ludzi, którzy dalej idą w świat. I jak tego nie spieprzysz to masz przywilej patrzeć jak budują życie i mają swoje dzieci. I jesteś obok.
Wczoraj synowie przyłapali mnie, jak wypełniałem ankietę „Moje Zdrowie” na IKP. Młodszy od razu zapytał, czy to kolejny arkusz w Excelu do zarządzania portfelem.
- Poniekąd tak - odpowiedziałem, nie odrywając wzroku od ekranu.
- To najważniejsza inwestycja w tym kwartale. Co mi po dywidendach, jeśli nie będę miał siły ich wydawać?
Starszy syn rzucił podejrzliwie:
- Ile za to zapłaciłeś? I dlaczego tak drogo?
Uśmiechnąłem się, nie odrywając wzroku od pytań o moją dietę i historię zawałów w rodzinie.
-Zapłaciłem za to zero złotych, młody. A właściwie, to już za to zapłaciliśmy w każdym podatku i składce, którą to państwo nam zabiera. Skoro system bierze nasze pieniądze, to musimy go wykorzystać na maksa. Nieskorzystanie z darmowego serwisu maszyny, która zarabia na Twoją przyszłość, byłoby po prostu głupotą. To nie jest „dbanie o siebie”, to jest bezlitosna optymalizacja kosztów operacyjnych.
Widziałem, że trybiki w jego głowie zaczęły pracować. Usiadł obok, więc wyjaśniłem mu, jak działa ten mechanizm odzyskiwania kapitału.
- Patrz, to systemowy audyt organizmu dla każdego od 20. roku życia. Masz możliwość zrobienia pełnego przeglądu Twojego ciała, żebyś nie walnął na serce w połowie drogi do pierwszego miliona.
Mówiłem dalej:
- Wypełniasz ankietę, dostajesz skierowania, robią Ci badania, odbierasz Indywidualny Plan Zdrowotny.
Wyjaśniłem synowi, że każda choroba wykryta za 5 lat zamiast dzisiaj, to gigantyczny koszt utraconych korzyści i palenie pieniędzy na leczenie, którego można było uniknąć.
W tym domu nie zostawiamy pieniędzy na stole. Jeśli dają darmowy przegląd jedynej maszyny, której nie wymienisz na nowszą, to bierzemy go bez pytania.
Młody dopisał coś w swoim notesie. Pewnie wyliczył, że zdrowszy ojciec to więcej lat aktywnego zarządzania ich przyszłym spadkiem.
Ukraina uderzyła w Briańsk
Ukraińskie wojsko przeprowadziło atak rakietowy na rosyjskie miasto Briańsk położone niedaleko granicy z Ukrainą i Białorusią.
1/10