Niesamowity dokument o świętym Maksymilianie Kolbe.
Historię zabierają ale my pamięć o tym niezwykłym człowieku przekazujmy dalej!
https://t.co/eabYbA9vEP
🗓 2 sierpnia 1944 - Dzień 2
Po pierwszym dniu walk Powstanie, mimo powszechnego chaosu, wchodzi w fazę organizacji i koordynacji.
O godzinie 9:00 w fabryce Kamlera na Woli rusza pierwsza powstańcza radiostacja. Komenda Główna Armii Krajowej wysyła do Londynu depeszę: “Powstanie trwa. Walczymy. Potrzebujemy wsparcia.”
Powstańcy zdobywają i umacniają swoje pozycje. W ich rękach znajdują się https://t.co/MuzPUnHXQj. Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych, Poczta Główna, Elektrownia, gmach ZUS i Arbeitsamt. Na Woli batalion Zośka zdobywa dwa niemieckie czołgi typu Panther.
Nie wszędzie jednak sytuacja rozwija się pomyślnie. Część oddziałów z Żoliborza, Ochoty i Mokotowa wycofuje się do okolicznych lasów. Na Pradze Powstańcy tracą gmach Dyrekcji Kolei, a pod Pęcicami dochodzi do krwawej walki odwrotowej.
🕊️ 2 sierpnia ginie Krystyna Krahelska “Danuta”. Sanitariuszka, poetka i autorka pieśni “Hej, chłopcy, bagnet na broń!”. To jej twarz posłużyła jako wzór dla warszawskiej Syrenki.
📍Choć Warszawa nadal jest podzielona, świat zaczyna się dowiadywać, że Powstanie trwa.
🕯 Zostało 61 dni.
#PowstanieWarszawskie #63DniChwały #Dzień2
📷 Muzeum Powstania Warszawskiego
Kapitalne słowa Jarosława Kaczyńskiego, który przypomniał haniebną rolę Rosji w niepowodzeniu powstania warszawskiego.
"Załozeniem akcji Burza było to, ze Polska jest sojusznikiem antyniemieckiego sojuszu.
Mieli uderzyć łatwo przez Wisłę, bo Niemcy byli w fatalnym stanie.
Załozenie okazało się nieprawdziwe i były ku temu przesłanki, bo było już po wydarzeniu w Wilnie.
Wierzono, że w Warszawie będzie inaczej.
NIE MOŻNA potępiać tych, którzy chcieli walczyć za wszelką cenę.
PRL wmawiał, że żołnierze byli dobrzy, a dowódcy byli źli, bo było to politycznie skierowane przeciwko ZSRR.
Tak było, bo było to w obronie polskiej niepodległości.
A jej trzeba bronić".
Zdecydowanie za rzadko się mówi o tej prawdzie.
Efekt propagandy postsowieckiego Salonu III RP, która trwa do dziś.
MIASTO NIEUJARZMIONE '44
Dzisiaj bez historii. Dzisiaj coroczna chwila refleksji.
''Do świata Polska przesyła
Apel tragiczny i krwawy:
Honor ludzkości Historia
Odmierzy Golgotą Warszawy.''
Ryszard Kiersnowski
82 lata temu...
Rok za rokiem, miesiąc za miesiącem. Zawsze ten gorący sierpień, rozdzierający serce.
Rozdzierający serce przypomnieniem walki wielkiego, potężnego Goliata, podobnego do zmechanizowanego potwora, z małym i słabym Dawidem. Walka była długa, ciężka i krwawa. Trwała sześćdziesiąt trzy dni. Lecz tylko w Biblii zwycięża słaby Dawid. A ta walka toczyła się naprawdę i Goliat musiał zwyciężyć, mimo heroicznej walki, którą wydał mu Dawid. Słaby Dawid, rozpaczliwie krzyczący o pomoc do sprzymierzeńców, którzy odwrócili się odeń plecami.
Miałem dziesięć lat, gdy pierwszy raz stanąłem na placu Krasińskich w Warszawie. Było to prawie dokładnie w 60. rocznicę warszawskiego zrywu. Sierpniowe słońce zachodziło między budynkami, oświetlając złocistą poświatą pomnik Powstania. Monumentalne figury robiły jeszcze większe wrażenie, i czułem się przy nich śmiesznie mały. Bynajmniej nie z powodu wzrostu. Minęło wiele lat i nadal czuję się podobnie. Nadal mikry przy tych postaciach.
Nie jestem warszawiakiem. Moja rodzina nie brała udziału w Powstaniu Warszawskim. Ale dla pokolenia moich Rodziców i Dziadków, Powstanie było symbolem. Symbolem patriotyzmu i walki o wolną Polskę. Przeciwstawnym dla komunistycznej propagandy PRL, która gloryfikowała Armię Czerwoną, ''ludowe'' Wojsko Polskie, Armię Ludową. I usiłowała zohydzać, albo przemilczać Powstanie przez lata po wojnie. Było symbolem sprzeciwu mas ludzi dla sowieckiej dominacji. Tragicznym, krwawym, może bezsensownym. Może.
Jednak gula mi w gardle rośnie i łza w oku kręci, jak pomyślę, jak bardzo pokrzywdzony był nasz naród podczas II Wojny. Ludzie najczęściej dużo młodsi niż, ja teraz, piszący te słowa, szli walczyć z bronią w ręku, zostawali ranni, albo ginęli. Od kul, odłamków, bagnetów, paleni żywcem miotaczami ognia, przysypani gruzem, rozjeżdżani gąsienicami czołgów, rozrywani w eksplozjach na strzępy. Umierali od upływu krwi, ran, bólu. Gnili w dziurze w ziemi, bez normalnego pogrzebu, czy choćby krzyża na mogile. Rozgrywani przez imperia do ich partykularnych, egoistycznych celów, nie mieli nic do zaoferowania.
Nic, poza wartościami niemierzalnymi: własną krwią i odwagą.
Gdy piszę ten tekst, przed oczami jak widmo krąży mi to upiorne, przeraźliwie smutne zdjęcie samotnego krzyża z resztką wieńca, z hełmem, stojącego na gruzowisku. Zbiorczy grób żołnierzy Batalionu ''Chrobry'' poległych w nieistniejącym już Pasażu Simonsa.
Krąży widok zabitego, zaledwie 11-letniego Wojtka Zalewskiego ''Orła Białego'', niesionego na rękach przez Mirosława Mireckiego.
Krąży ten widok uderzającego potężnego, ważącego dwie tony pocisku 600 mm z moździerza ''Ziu'' na Prudentialu.
Wrak rozsadzonego, powyginanego potworną eksplozją Borgwarda na zrujnowanej ulicy Kilińskiego, rzucony niczym ręką gniewnego olbrzyma o bruk ulicy.
Wszyscy znamy te zdjęcia.
To uczucie, jak gdyby ręka w żelaznej rękawicy miażdżyła serce.
Polacy. Gdzież ich rozsiało. Walczyli na odległych atlantyckich falach, pod angielskim niebem, o normandzkie żywopłoty, o włoskie szczyty górskie, o holenderskie poldery, inni o błotniste pola białoruskie. O całą Europę. Tylko nie mogli walczyć o swój kraj i ich kraj nikogo z możnych tego świata tak naprawdę nie obchodził.
''Panie majorze, my polecimy! My znamy Warszawę, my polecimy!''
''Po co się tam pchacie? Tam faszyści biją się z faszystami. Niech się sami pozabijają''
Dwa cytaty, które tak dobrze oddają to, co się działo po obu stronach Europy upalnego lata 1944 roku.
W sierpniu i wrześniu 1944 roku wszyscy myśleli o Warszawie.
Tej Warszawie, w której opór Niemcom - zbrojnym w ciężką artylerię, lotnictwo, miotacze ognia - stawiali słabo uzbrojeni Polacy z rozmaitych stron politycznej sceny. Byli więc socjaliści z Polskiej Armii Ludowej w batalionie ''Chrobry'', byli syndykaliści w 104. kompanii, byli jak zwykle pomijani narodowcy - zarówno z NSZ w kompanii ''Warszawianka'', jak i NOW-AK, w batalionie ''Gustaw-Harnaś''...
A może po prostu - patrioci?
Spadochroniarze Sosabowskiego byli rozwścieczeni, że nie wysyła się ich w bój, na pomoc Stolicy, chociaż tylko do tego celu zostali stworzeni. Piloci polskiej 1586. Eskadry rzucili się w szaleńczą, desperacką próbę ratunku, nie zważając na niemiecką artylerię przeciwlotniczą, ani nocne myśliwce, pragnąc tylko pomóc rodakom. Mimo groźby samego unicestwienia. Wybiedzeni żołnierze 8. i 9. pułku 3. Dywizji Piechoty, płynęli w straszliwym desancie na Czerniaków - okrutnej pozoracji pomocy, jaką urządził Stalin - byleby ratować płonącą Stolicę, na przekór wrzeszczącym na nich sowieckim politrukom. Latali piloci 2. Pułku Nocnych Bombowców ''Kraków'', rzucając zaopatrzenie w workach, bo nie dostali do nich spadochronów. Wszyscy, choć z różnych stron frontu, z różnych armii, tak odmiennych wizji Polski, które reprezentowali, wszyscy pragnęli być tam, w Warszawie...
Ale pomóc - mimo swoich najszczerszych chęci i wysiłków - nie mogli. Nie tak zadecydowali możni tego świata. Mimo rozdzierającego, rozpaczliwego krzyku Polaków posłanego w świat. Ostatniego, błagalnego krzyku o sprawiedliwość. Armia Czerwona stała bezczynnie nad Wisłą i przyglądała się, jak ich lustrzane odbicia, niegdysiejsi przyjaciele, najlepsi sojusznicy w mundurach feldgrau, miażdżą tych przeklętych polskich reakcjonistów. Sowieci może i atakowali pod Warszawą, ale nie zamierzali udzielać pomocy Powstańcom. Nie wspierali ich przez ponad miesiąc ani parasolem lotnictwa, ani ogniem artylerii, ani zrzutami. Pozwalali na to, by Niemcy dokonywali swoich bestialstw całkowicie bezkarnie. Wąsaty zbir z Kremla nie pozwolił nawet na lądowanie alianckich samolotów z zaopatrzeniem, chociaż Brytyjczycy naciskali, proponując nawet, że zbombardują niemieckie lotniska wokół Warszawy. Odpowiedź była ciągle taka sama: niet. Józef Stalin, najlepszy przyjaciel Adenoida Hynkela, miał już swoją Polskę. Ulepioną na sowiecką modłę i swoich polskojęzycznych wasali, robiących wszystko, co im kazał. Nie potrzebował zakochanych w Rzeczypospolitej, zainfekowanych nieuleczalnym wirusem patriotyzmu reakcyjnych wrogów władzy radzieckiej.
Warszawa miała być starta z powierzchni ziemi rękami XX-wiecznych barbarzyńców.
Niemcy upodlili narody Europy, bezlitośnie wymordowali miliony ludzi uznanych za niegodnych życia z powodu odmiennego pochodzenia etnicznego, wyznawanej wiary, ludzkich ułomności. Chłodną, bezduszną logiką, niczym sztuczna inteligencja z futurystycznych horrorów, oddzielili "ziarna od plew" i policzyli, że bardziej opłaca się usunąć innych z tego świata, niż się nim dzielić. Że bardziej opłaca się zagarnąć go dla siebie, pod swoją wizję obłąkanego aryjskiego Lebensraumu.
Palili ludzi w piecach, gazowali w komorach, rozstrzeliwali w lasach i pod murami, masowo więzili, łamali kości i skazywali na kalectwo lub śmierć prowadząc brutalne gestapowskie przesłuchania, bombardowali szpitale, burzyli całe miasta, nie mając litości dla kobiet, starców i dzieci...
Potężna Germania raz jeszcze pokazała swoje okrucieństwo i bestialstwo w tej wojnie. Najwyraźniej chyba ze wszystkich pól bitewnych II wojny światowej. W bezlitośnie ostrzeliwanej i bombardowanej przez dwa miesiące Warszawie. Gdzie niemiecki terror dosięgał wszystkich. Kobiet, starców, dzieci. Mordowanych, bombardowanych, rozstrzeliwanych, palonych żywcem. Na Woli, Ochocie, Czerniakowie. Nienawiść hitlerowców do Warszawy była tak głęboka, że sięgnąć musiała murów miasta, które rozkazem Reichsführera SS, Heinricha Himmlera, nakazano rozgrabić, a potem spopielić i zrównać z ziemią. By nie pozostał tam kamień na kamieniu.
Kant, Goethe, Bach, Schiller, Beethoven... nie poznaliby swoich potomków. Naród, znany na całym świecie jako ojczyzna kompozytorów, myślicieli, poetów, słynący ze swojej precyzji i myśli technicznej, podziwiany przez świat, stał się synonimem zła absolutnego. Synonimem potworów i barbarzyńców.
Młodzi Powstańcy Warszawscy - których wielu poznałem osobiście - walcząc w 1944 roku na barykadach Woli, Mokotowa, Żoliborza, nie wyobrażali sobie takiej możliwości, że świat uczynki Niemców zapomni, wybaczy. Wydawałoby się, że podobne barbarzyństwo jest niemożliwe do zapomnienia. A świat zapomniał. Wybaczył. I to bardzo szybko. Karę za zbrodnie wojenne ponieśli nieliczni niemieccy i austriaccy naziści. Większość była potrzebna przemysłowi i wywiadom wojskowym Ameryki, Francji, Anglii i ZSRR do nowej wojny, toczonej między imperiami. Zbrodnie na Polakach i innych narodach przestały się liczyć. Cudza polityka i cudze pieniądze nie mają serca. To jeszcze można zrozumieć. Ale dlaczego zapomniało tak wielu Polaków? Dlaczego tak gładko przeszli do porządku dziennego nad tym bestialstwem? Bo minęło już ''aż'' 80 lat?
Bardzo więc proszę.
Zachowajmy się dzisiaj jak ludzie. Darujmy sobie te puste, nic nie wnoszące dyskusje o sensie wybuchu Powstania. Przestańmy się bawić w fotelowych strategów, sądząc ludzi za ich wybory. Takich pustych komentarzy są co roku setki, szczególnie ludzi, którzy o Powstaniu nie przeczytali absolutnie nic, a uważających się za ekspertów. Niczego nie zmienią, niczego nie wnoszą, poza niesmakiem i śmiechem.
Im więcej czytam o Powstaniu, tym coraz mniej wiem i rozumiem. Decyzji tej zrozumieć nie potrafię - i nie zamierzam. Wiem bowiem, że to nie było tak proste, jak dzisiaj wydaje się internetowym ekspertom. Zwolennikiem tej tragicznej decyzji nigdy nie byłem. Przeżyłem szok, że Armia Krajowa była tak zinfiltrowana przez Sowietów, a rząd w Londynie ją tak źle informował. Dopiero po wybuchu Powstania Komendę Główną AK raczono poinformować, że niemożliwe jest zrzucenie 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej. Rozkazy płk Antoniego Chruściela „Montera” o zdobywaniu broni na okopanym wrogu za pomocą kijów i pałek - przerażały mnie. Tak jak przerażały mnie zmiany planów co do samej daty wybuchu Powstania z 28 lipca na 1 sierpnia 1944 roku i z ataków nocnych na dzienne.
Ale nie chcę zabierać głosu, bo nie czuję się na siłach. Nie mam do tego prawa. Nie mam takiej wiedzy. Wiem za mało, a prawda jest niewyobrażalnie bolesna nawet dla mnie.
Powstanie było tragedią. Skokiem w otchłań. Z którego nie było już odwrotu.
Tak, jak 19 kwietnia nikt jakoś nie kwestionuje powstania w getcie, nikt go nie wyśmiewa, nikt nie obraża - choć jak najbardziej można byłoby to robić, co sam udowadniałem - tak i 1 sierpnia powinno zapaść jedynie milczenie. Zmilczmy nędzne prowokacje i wykorzystywanie Powstania jedynie do politycznych celów różnych intrygantów, którzy nie umieją inaczej zaistnieć, niż przez przez podjudzanie i złośliwości. Nie była to żadna ''walka o tolerancję'', czy ''walka o równość''. To była ciężka, nierówna, desperacka batalia o Polskę. Błagalnym krzykiem posłanym w świat. Tylko - lub raczej - aż tyle.
Nie wsadzajmy go we współczesne - całkowicie fałszywe - definicje i polityczne bagienko.
Zamiast tego, pójdźmy pod pomniki, czy mogiły. Zatrzymajmy się na tę jedną minutę. Wesprzyjmy żyjących bohaterów tych dni. Tych kilka złotych nas nie zbawi. A okażemy tym ludziom, ile dla nas znaczą. Zaangażujmy się w akcje Stowarzyszenie Odra - Niemen, BohaterON i Nie Zapomnij O Nas, Powstańcach Warszawskich.
Pochylmy się i oddajmy hołd wielkim, odważnym ludziom, twardszym niż stal, nie lękających się hitlerowskiej potęgi, i tym, którzy za wszelką cenę próbowali ratować własnych rodaków. Póki jeszcze możemy, póki jeszcze mamy szansę.
Bo nie ma nic bardziej bohaterskiego, niż walka małego, słabego Dawida z potężnym Goliatem.
Pułkownik Kazimierz Iranek-Osmecki, szef Oddziału II Komendy Głównej AK, wielki przeciwnik decyzji o wybuchu Powstania, przyznawał jednak:
''Trzeba było przeżyć 5 lat okupacji w Warszawie, aby czuć to, co czuła ludność i żołnierze. Trzeba było żyć dzień po dniu, godzina po godzinie przez pięć lat w cieniu więzienia na Pawiaku, trzeba było w ciągu tych miesięcy widzieć, jak znikają przyjaciele jeden po drugim, odczuć za każdym razem skurcz serca w piersi, trzeba było codziennie słyszeć odgłosy salw tak, że się już przestawało je słyszeć, przyzwyczaić się do nich, jak do dzwonów kościelnych, trzeba było milcząco asystować na rogu ulicy w smutny zimowy wieczór lub świetlisty poranek wiosenny, przy egzekucji dziesięciu, dwudziestu, pięćdziesięciu przyjaciół, braci lub nieznajomych, wziętych przypadkowo z tłumu, spędzonych pod mur, z ustami zaklejonymi gipsem i oczami wyrażającymi rozpacz lub dumę. Trzeba było to wszystko przeżyć, aby zrozumieć, że Warszawa nie mogła się nie bić.''
Pamiętajmy o tych ludziach. Z dumą wspomnijmy ich imiona. Nie dorastamy im do pięt, chociaż, jak powiedział mi nieżyjący już Powstaniec Warszawski, weteran z batalionu NOW-AK ''Gustaw'', pan Janusz Gunderman, uważają nas za takich samych i wierzą, że my też byśmy poszli na barykady. Warto żyć dla właśnie takich chwil. I warto wierzyć, że mają rację.
W to właśnie wierzyłem, gdy pięć lat temu odbierałem moją najcenniejszą nagrodę - statuetkę BohaterON im. Powstańców Warszawskich, którzy - między innymi - zdecydowali o przyznaniu jej właśnie mnie.
[A]dmin
A ten wpis zapiszcie sobie i zapamiętajcie. Gdyby znowu pojawił się ktoś, bełkocący coś, że jestem ''n-ziolem'' i ''wybielam Niemcuff''.
Słynne zdjęcie z kościoła Świętego Krzyża kolorował dla mnie Kolor na froncie.
Szanowni Państwo, rozpoczynam cykl 63 wpisów poświęconych 63 dniom Powstania Warszawskiego.
Każdego dnia będę przypominał najważniejsze wydarzenia, ludzi i miejsca, pokazując Powstanie dzień po dniu, tak jak przeżywali je mieszkańcy walczącej Warszawy.
Serdecznie zachęcam do lektury.
🗓️ 1 sierpnia 1944 - Dzień 1
Godzina 17:00. Warszawa staje do walki.
Rozpoczyna się największa akcja zbrojna podziemia w okupowanej przez Niemców Europie.
Do Powstania przystępuje około 30 tysięcy żołnierzy Armii Krajowej, ale tylko co dziesiąty z nich ma broń. Naprzeciwko nich stoi około 20 tysięcy w pełni uzbrojonych Niemców, wspartych artylerią, lotnictwem i bronią pancerną.
Walki zaczynają się jednak wcześniej, bo już około godziny 14:00. Na Żoliborzu padają pierwsze strzały.
Mimo ogromnej przewagi przeciwnika Powstańcy odnoszą pierwsze sukcesy. Zdobywają część obiektów w Śródmieściu, na Woli i Pradze. Bardzo szybko okazuje się jednak, że Warszawa nie walczy jako jeden organizm. Powstanie od pierwszych godzin toczy się w rozproszonych punktach oporu, oddzielonych od siebie niemieckimi pozycjami.
Mosty, lotniska i dworce pozostają w rękach Niemców. Brak broni i łączności sprawia, że część oddziałów z Żoliborza, Ochoty i Mokotowa jeszcze tej samej nocy wycofuje się do okolicznych lasów.
💬 W hotelu “Victoria” powstaje sztab dowodzony przez płk. Antoniego Chruściela “Montera”.
🧱 Ludność cywilna buduje barykady, kopie rowy, niesie żywność.
📍 Już pierwszy dzień jest tragiczny i kosztuje życie około dwóch tysięcy Polaków. Straty niemieckie szacuje się na około pięciuset zabitych.
🕯 Zostały 62 dni.
#PowstanieWarszawskie #63DniChwały #Dzień1
📷 Muzeum Powstania Warszawskiego
🎗 O 17.00 – symbolicznej godzinie wybuchu Powstania Warszawskiego – odbyły się uroczystości przy pomniku Gloria Victis na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie.
🇵🇱 Hołd Powstańcom oddali Prezydent RP Karol Nawrocki i zastępca prezesa Instytutu Pamięci Narodowej dr Mateusz Szpytma.
WARSZAWA - "metropolia spiskowców" i "jaskinia zarazy", jak mawiali hitlerowcy.
Hans Frank 14.12.1943 r.:
"Mamy w tym kraju jeden punkt, z którego pochodzi wszystko zło: to Warszawa. Gdybyśmy nie mieli Warszawy w Generalnej Guberni, nie mielibyśmy 4/5 trudności, z którymi musimy walczyć. Warszawa jest i pozostanie ogniskiem zamętu".
W lutym 1944 r. Frank ponownie żalił się Hitlerowi, że Warszawa "to najciemniejszy punkt w GG". Hitler odpowiedział, że miasto musi zostać zburzone, gdy tylko nadarzy się sposobność.
24 lipca - dokładnie dziewięć lat temu (24 VII 2017r.) środowisko @pisorgpl otrzymało potężny cios. W momencie rekordowych notowań (ponad 45% w niektórych badaniach), w trakcie realizacji gruntownych i ambitnych reform, naprawiających państwo, kluczowy obszar został zabetonowany.
Prezydent Andrzej Duda zdecydował się zawetować ustawy, które zdecydowanie przebudowałyby wymiar sprawiedliwości w kierunku większego wpływu obywateli, realnego systemu dyscyplinarnego czy ułatwienia awansu zdolnym i pracowitym młodym sędziom.
Czy był to wpływ „ulicy i zagranicy” (protesty KOD-u i naciski Komisji Europejskiej), czy inne motywy, możliwe nawet, że wynikające ze szczerych i słusznych przekonań. Fakt pozostaje oczywisty - wtedy legł w gruzach projekt budowy IV RP. Odłożonym w czasie skutkiem tego cofnięcia się i uległości był powrót Tuska w sojuszu z postkomunistami do władzy.
Wierzę, że nasza formacja nigdy nie popełni już tak newralgicznych błędów. Po fatalnych i niszczących Polskę rządach Tuska przyjdzie czas na MAKSYMALIZM.
Maksymalnie odważne, ambitne, prorozwojowe i wzmacniające suwerenność Polski decyzje.
Nie czas, by je szerzej opisywać - to różne oczekiwane reformy, jak odrzucenie Zielonego Ładu i wyjście z ETS, powrót do węgla przy jednoczesnej budowie elektrowni atomowych, wypowiedzenie Paktu Migracyjnego, uwolnienie gospodarki poprzez prosty system podatkowy (w tym opodatkowanie międzynarodowych koncernów), ochrona własnej waluty, asertywna polityka międzynarodowa (wetowanie absurdów unijnych, walka o reparacje od Niemiec, brak zgody na Ukrainę w UE, nigdy więcej wspólnych długów unijnych), zapewnienie wolności słowa na uczelniach, repolonizacja mediów, koniec przywilejów dla cudzoziemców (zwłaszcza Ukraińców), realna kontrola polskich granic (w tym powrót wiz dla Ukraińców), wyrzucenie lewackiej ideologii ze szkół, wielki program inwestycji (tak lokalnych, jak też strategicznych), olbrzymia przebudowa służby zdrowia (zaczynając od oddzielenia prywatnej od publicznej), ale nade wszystko oczyszczenie stajni Augiasza, jaką stał się wymiar sprawiedliwości.
Na koniec postulat, który powtarzam za każdym razem, wierząc, że to fundament uczciwości i przyzwoitości życia publicznego: wszyscy „politycy w togach”, którzy kwestionują polski porządek prawny, status legalnych sędziów i nadrzędność Konstytucji RP powinni być USUNIĘCI z zawodu sędziego i pozbawieni przywilejów (w tym uposażenia w stanie spoczynku).
Ambitne zmiany gwarantuje @pisorgpl, a w ramach szerokiej Koalicji 1 czerwca (której wyborcy wsparli Prezydenta Karola Nawrockiego 1 czerwca 2025r.) być może uda się napisać wraz z Polakami projekt nowej Konstytucji RP. IV RP.
On July 12–13, 1943, the small Polish village of Michniów became the scene of one of the most horrific German crimes committed against the civilian population during the occupation of Poland. In retaliation for the villagers’ support of the Polish underground resistance, German occupation forces surrounded the village and carried out a brutal massacre that claimed the lives of more than 200 people, including women, children, and the elderly.
Like countless rural communities across occupied Poland, Michniów had quietly aided the Polish Home Army by providing food, shelter, intelligence, and assistance to resistance fighters. These acts of courage were considered crimes punishable by death under the German occupation.
At dawn on July 12, 1943, German forces entered the village. Homes were searched, families were dragged into the streets, and many men were immediately executed. Others were locked inside barns and buildings that were then set ablaze. The following day, the Germans returned to complete their work of destruction. They murdered anyone they found alive, including mothers carrying infants, young children, and elderly residents unable to flee. Houses, farm buildings, and livestock were systematically destroyed until Michniów had effectively ceased to exist.
More than 200 inhabitants were murdered, among them dozens of children. Entire families were wiped out. The massacre was intended not only to punish the village but also to terrorize neighboring communities into abandoning any support for the Polish resistance.
Michniów was not an isolated atrocity. During the occupation, German forces carried out hundreds of so-called “pacifications” of Polish villages. Communities suspected of assisting the resistance were burned, their inhabitants murdered or deported, and their existence erased. Michniów became one of the most enduring symbols of the suffering endured by the Polish countryside under German occupation.
Today, July 12 is observed in Poland as the Day of the Struggle and Martyrdom of the Polish Countryside, honoring the millions of rural Poles who endured occupation, deportation, forced labor, and mass murder. The Mausoleum of the Martyred Polish Villages in Michniów stands as a powerful memorial to the victims, not only of this village, but of thousands of others whose names are less well known.
The story of Michniów reminds us that World War II was fought not only on battlefields but also in quiet villages where ordinary people paid with their lives for acts of humanity and resistance. Their sacrifice deserves to be remembered alongside the better-known tragedies of the war, for they too stood against tyranny, knowing the terrible price that resistance could bring.
Painting: Michniów, Stanisław Bąk
Oil on canvas.
I to jest hołd pamięci.
Karol Nawrocki:
"Niewiedza o zaginionych podważa realność świata.
NIE ZAPOMNIMY O 120 000 POLAKACH POMORDOWANYCH PRZEZ UKRAIŃSKICH NACJONALISTÓW W LUDOBÓJSTWIE WOŁYŃSKIM.
Niewiedza o zaginionych nie może podważyć realności świata w XXI wieku".
Ciary.
PREZYDENT I HISTORYK, KAROL NAWROCKI, PRZECHODZI DO LEGENDY.
Nareszcie prawda wybrzmiała.
Przedstawił historyczną genezę IDEOLOGII BANDEROWSKIEJ i przypomniał, ze miała sojusznika w HITLERZE.
"Jak to się stało, że zwykli ludzie stali się regularnymi bandytami, mordercami i barbarzyńcami?
Podglebiem była ideologia banderowska OUN-UPA, która powstała w 1929 roku za sprawą "dekalogu ukraińskiego nacjonalisty".
Było w nim zapisane, że zbrodnia ma być metodą działania i prowadzić czystki etniczne.
Ideologia rosła i znalazła sobie WSPANIAŁEGO nauczyciela w postaci NIEMIECKICH NAZISTÓW.
Już wówczas UPA współpracowała z Abwehrą, legion Suszki w 1939 roku był gotów mordować Polaków, a rząd Jarosława Stećki wrost pisał, że Hitler jest dla nich wzorem, i zrobimy z Polakami to samo, co Hitler zrobił z Żydami.
Zanim zaczęli mordować Polaków, gotowi byli mordować Żydów.
Antyludzka nacjonalistyczna ideologia i nauczyciel Hitler.
TO DOPROWADZIŁO DO LUDOBÓJSTWA WOŁYŃSKIEGO i zamknęło się w czerwono-czarnej granicy, która nawiązywała do NIEMIECKIEJ SYMBOLIKI "ZIEMII I KRWI".
Nie chcemy jej widziec w Polsce.
ZROBIĘ WSZYSTKO, BY NIE BYŁO JEJ W POLSCE!
Wierze, że polski parlament przyjmie moją ustawę".
Dziękuję, Panie Prezydencie.
Czerwono-czarnej flagi nie chcemy widzieć w Polsce i zrobię wszystko, żeby nie było miejsca na flagi UPA! Pamięć o ofiarach zobowiązuje do prawdy i szacunku.
💠🇵🇱 Kwiat lnu – symbol męczeństwa Ofiar Zbrodni Wołyńskiej
💠 Od 2013 roku, z inicjatywy Instytutu Pamięci Narodowej, symbolem pamięci o Ofiarach Zbrodni Wołyńskiej jest kwiat lnu.
💠 Kwitnie niezwykle krótko, zazwyczaj pół dnia. Właśnie dlatego symbolizuje przerwane życie tysięcy ofiar. Len to cierpliwość, czystość, prostota, ale też niewinność – podstawowy przymiot osób dotkniętych przemocą. Roślina kwitnie na niebiesko, a kolor ten w psychologii barw oznacza wytrwałość, uosabia zatem ludzi, którzy od lat zabiegają o przywrócenie pamięci o ofiarach ukraińskiego ludobójstwa. Len leczy rany, alegorycznie przypominając o upływie czasu, który koi cierpienia. Uśmierza ból, ale nie pozwala zapomnieć.
💠 Instytut Pamięci Narodowej przygotował okolicznościową przypinkę, którą będzie można otrzymać podczas centralnych obchodów Narodowego Dnia Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej. Uroczystości odbędą się 11 lipca na Skwerze Wołyńskim w Warszawie.
🟥 Krwawa Niedziela na Wołyniu
🗓 11 lipca 1943 roku ukraińscy nacjonaliści zaatakowali Polaków w 99 miejscowościach przedwojennego województwa wołyńskiego na Kresach Wschodnich – wtedy zajętych już przez niemiecką III Rzeszę.
❗️ Tego dnia miało miejsce apogeum Zbrodni Wołyńskiej. O świcie oddziały UPA – często przy aktywnym wsparciu miejscowej ludności ukraińskiej – otoczyły i zaatakowały jednocześnie 99 polskich wsi w pow. kowelskim, włodzimierskim, horochowskim i częściowo łuckim. Doszło tam do eksterminacji ludności cywilnej i zniszczeń. Wsie były palone, a dobytek grabiony. Badacze obliczają, iż tylko tego jednego dnia mogło zginąć ok. 8 tys. Polaków – głównie kobiet, dzieci i starców. Ludność polska ginęła od kul, siekier, wideł, noży i innych narzędzi, nierzadko w kościołach podczas mszy św. i nabożeństw.
🟥 Za datę symboliczną dla ludobójstwa na Wołyniu uznaje się 10 lipca 1943 r., kiedy członkowie UPA rozerwali końmi wysłanego na pertraktacje z nimi przedstawiciela Polskiego Państwa Podziemnego Zygmunta Rumla. Po tej zbrodni rozpoczęły się masowe mordy na ludności polskiej na Wołyniu, a później w Małopolsce Wschodniej. Szacuje się, że ukraińscy nacjonaliści, wspierani przez chłopstwo, zaatakowali Polaków zamieszkałych w 4300 miejscowościach.
❗️ W pobliżu zniszczonych wsi i chutorów pozostały bezimienne masowe doły grobowe kryjące – najczęściej okaleczone – ciała polskich mieszkańców Kresów.
🟥 Celem ukraińskich nacjonalistów była jednak nie tylko fizyczna eliminacja polskiej społeczności, ale także wykarczowanie śladów świadczących o wielowiekowej obecności polskiej na Kresach. Dlatego równolegle z aktem ludobójstwa niszczyli polskie dobra kulturalne, zabytki, uderzali w kresową gospodarkę, wypalając polskie siedliska do fundamentów, ze szczególną zajadłością niszcząc katolickie kościoły❗️
ℹ️ W latach 1943–1945 na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej ukraińscy nacjonaliści wymordowali od 80 do 120 tys. Polaków. Precyzyjna liczba ofiar nie jest możliwa do ustalenia.
❗ 11 lipca obchodzimy święto państwowe: Narodowy Dzień Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej.