Prawnik, prokurator, czasem związkowiec (on/jego). Uzależniony od Internetu.
To nasza tylko, nie gwiazd naszych wina.
🍆@DNWSSiNWSO
W Internecie od 1998 r.
– No Rick, nie dość, że jesteś sentymentalny to na dodatek zostałeś patriotą.
– Może. Wydaje się, że to dobry moment aby zacząć.
– Myślę, że możesz mieć rację.
To było bezmyślne ze strony pani Rzeczniczki. W dzisiejszym świecie memów i hottejków najpierw należy przygotować spin (narrację) danego działania, a potem badać czy jest to dobre i słuszne. (Inaczej mówiąc: rzeczywistość i prawda nie ma znaczenia).
Należy oczekiwać lepszego świata tu i teraz. Innego nie ma, a po śmierci nie ma nic. Świat nie zapłonie od odejścia od pruskiego systemu edukacji. Ba, świadomość, że inni mają gorzej bez ich winy wpłynąć może wspólnotowo i wykształcić, par excellence chrześcijański, nawyk miłości bliźniego (bez rozróżnienia na poglądy, orientację czy kolor skóry).
Odejdę na moment od typowych prokuratorskich tematów na tym koncie i wbiję się w dyskusję o białoczerwonej fladze na świadectwach (zwanych potocznie «czerwonym paskiem»). Pani @MHornaCieslak źle zrobiła – dzieci powinny się od maleńkości uczyć, że nie ma czegoś takiego jak sprawiedliwość¹ a w edukacji działa efekt św. Mateusza: «Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma.»
Darmowe lody dla «czerwonopaskowców» słusznie uczą dzieci, że ci co wygrali w loterii genowej, urodzili się w dobrych rodzinach, w dobrych dzielnicach (gdzie lepsze szkoły rejonowe), których rodziców stać na korepetycje, których rodzice wykonują poważane zawody będą mieli lepsze świadectwa pomimo mniejszego wysiłku.
Jeżeli ktoś uważa, że «czerwone paski» dostaje się za ciężką pracę i wysiłek to jest po prostu naiwny. Pewnie są takie osoby, ale ja ich nie spotkałem. Paski dostaje się za szczęście i za kapitał genowy i finansowy swoich rodziców oraz z czystego przypadku.
Na zdjęciu są moje świadectwa. Miałem pasek w 4, 7 i 8 klasie oraz w liceum. Nie, nie uczyłem się dużo, po prostu mieszkałem w dobrej dzielnicy Szczecina, chodziłem do bardzo dobrej klasy², dzięki pomocy społecznej miałem co jeść i miałem w domu biurko do nauki. Maturę z angielskiego zdałem na 6 nie dlatego, że uczyłem się języka (bo wcale się nie uczyłem), ale dlatego, że mój ojciec alkoholik włamał się do kabla kablówki i mieliśmy darmową telewizję po angielsku i ja ją z nudów oglądałem całymi wakacjami, starając się jak najwięcej zrozumieć (bo nie było nas stać na żadne wakacyjne wyjazdy.)
Zachowanie miałem wzorowe bo jako dziecko z patologicznej rodziny nauczyłem się siedzieć cicho i nie pyskować nauczycielom. Kolega z klasy (najszybszy doktorat) pyskował i miał obniżone zachowanie i paska nie dostał.
Pasek dostaje się za ogarnięcie, za dobre wrażenie, za to, że można chodzić na kółka przedmiotowe zamiast zostawać w domu i zajmować się młodszym rodzeństwem a przede wszystkim za dobre geny: w tym za brak spektrum autyzmu (albo za bycie tym jednoprocentowym autystykiem, który potrafi być grzeczny), za brak ADHD, za brak dysgrafii, ale nie za pracę i wysiłek. Jeżeli ktoś uważa inaczej to padł ofiarą błędu poznawczego Fenomenu Sprawiedliwego Świata. Znamienne jest, że argumenty często mają postać «ja nie miałem paska ale ci co mają ciężko pracowali a ja nie…» – konstatacja, że mówiący nie miał paska bo po prostu nie miał szczęścia, jest zbyt niebezpieczna dla poczucia spójności świata.
Niech się młodzież od małego uczy, że ci co mają dużo, dostaną więcej a ci co mają mało stracą wszystko! Przecież takie jest dorosłe życie!
* * *
Oceny są inherentnie niesprawiedliwe i nie odzwierciedlają rzeczywistości. Nie bez powodu wydajemy kupę pieniędzy na zewnętrzne egzaminy maturalne – bo oceny szkolne nie przekładają się na wiedzę i my o tym wiemy. Są badania, które wskazują, że dziewczęta bardziej rozwinięte fizycznie mają gorsze oceny z przedmiotów ścisłych³. Niektórzy nauczyciele faworyzują chłopców, inni dziewczęta. Oceny są wymiarem jak uczeń i rodzice potrafią manipulować systemem a nie przekładem na wiedzę.
Mam dzieci w wieku szkolnym. Starszy syn chyba pasek dostanie – ilość pracy, którą włożył = bliska 0, ale ma postawę proszkolną i stara się przestrzegać zasad szkoły (mimo spektrum autyzmu).
¹ Ten post jest sarkastyczny. Pani Rzeczniczka dobrze zrobiła.
² Z mojej klasy maturalnej doktorat zrobiło co najmniej 6 osób.
³ https://t.co/TwHjvSIwze
Oczywiście, że urodzenie to tylko jeden z wektorów naszej kondycji. Spór jest jak bardzo istotny.
Inna rzecz, że ja, obcując z innymi, mam poczucie, że coś jest nie tak, skoro ja jestem tu gdzie jestem (chociażby w zakresie zabezpieczenia finansowego) a inni, często lepsi ode mnie, są w gorszej sytuacji.
@pawe46188@MHornaCieslak Pomiędzy pełnią determinizmu a libertariańskim «kowalem własnego losu» jest, moim zdaniem najrozsądniejsza koncepcja, że wolna wola pozwala na poruszanie się w piaskownicy zbudowanej przez okoliczności urodzenia.
@jaroslaw__zajac@olafm90 Szybki gugiel pokazuje jednak, że Zygmunt August miał orła w koronie otwartej. (Arras wawelski)
Orły w koronie zamkniętej, wg Wikipedii (na ile można jej wierzyć) pojawiły się w XVIII w.
Złośliwie (i bez żadnych dowodów) powiem, że korona zamknięta jest wzięta z orła rosyjskiego.
To co napisałem w kwestii prewencji/inżynierii gdzie jestem hobbystą, który coś tam kiedyś przeczytałem.
Natomiast wielu rzeczy nie jestem pewny, ale na wykładni prawa się znam – i nie ma znaczenia czy robi się wykładnię pord czy kodeksu karnego.
Inaczej: wykładni pord jestem pewny (to mój zawód) – wniosków z tego płynących – niekoniecznie (tylko wnioskuję z wiedzy ogólnej i doświadczenia jako pieszy/kierowca/rowerzysta w mieście gdzie polikwidowano w śródmieściu przejścia poza głównymi ulicami).
Jeżeli są uwagi, chętnie wysłucham.
I jeszcze jeden post spoza działki prokuratorskiej. Oto post z FB. Jest on znamienny – bo pokazuje jak działa stereotypowe myślenie. Zaiste, przejścia powinny być likwidowane, ale z powodów «anty-samochodowych» i pro-pieszych. Brak przejść na drogach pobocznych ułatwia bowiem, a nie utrudnia pieszym życie – nie wpływając na usprawnienie ruchu pojazdów w miastach.
«Przejścia w miastach należy wyznaczać w zasadzie tylko przez ulice układu podstawowego uznane za trasy z pierwszeństwem; przez pozostałe ulice dopuszcza się wyznaczanie przejść w rejonach szkół i innych obiektów, do których uczęszczają dzieci, lub zakładów przemysłowych, gdzie występuje duża koncentracja ruchu pieszych» stanowi rozporządzenie o warunkach technicznych znaków. Czyli faktycznie, przejścia powinny być stawiane na «ulicach układu podstawowego». Tymczasem widuje się przejścia w strefach-30 a nawet w strefach zamieszkania.
Co się dzieje gdy nie ma przejść?
1️⃣ Brak przejścia ułatwia przechodzenie pieszym. Gdy jest przejście to przechodzenie przez jezdnię jest możliwe wyłącznie na przejściu (i na skrzyżowaniu) – poza przejściem gdy jest ono odległe o 100 m (art. 13 ust. 2 pord). Gdy więc «co 100 m» są przejścia to pieszy może przechodzić wyłącznie przez przejście. Gdy przejść nie ma, pieszy może przejść w dowolnym miejscu (ustępując pojazdom). Z perspektywy pieszego bez przejść jest lepiej.
2️⃣ Przechodzenie na skrzyżowaniu nadal jest bezpieczne, ponieważ:
– pieszy widzi pojazdy jadące prosto;
– kierujący skręcający w drogę poprzeczną ma obowiązek ustąpić pierwszeństwa pieszym przechodzącym przez jezdnię drogi na którą wjeżdża (art. 26 ust 2) – więc odpada kwestia widoczności samochodu za zakrętem;
– zastanawiam się też, czy kierujący widząc znak A-7 (ustąp pierwszeństwa) nie powinien też ustąpić pierwszeństwa pieszym przechodzącym przez drogę poprzeczną wzdłuż drogi głównej (chodnik jest częścią drogi z pierwszeństwem)
💭Dygresja: rozporządzenie o znakach mówi o obowiązku ustąpienia kierującym a nie uczestnikom ruchu (więc nie pieszym), ale to prowadzi do paradoksalnej sytuacji, że pierwszeństwem objęty jest przejeżdżający z chodnika na chodnik kierujący rowerem, a nie jest objęty pieszy.
3️⃣ Kierujący samochodem musi się liczyć z tym, że w każdym momencie legalnie na jezdni może znaleźć się pieszy, zwłaszcza gdy ma obowiązek ustąpić im pierwszeństwa: droga poprzeczna; włączanie się do ruchu (art. 17 ust. 2 pord – ustąpienie wszystkim uczestnikom ruchu); osoba o niepełnosprawności ruchowej (art. 26 ust. 7 pord «W razie przechodzenia przez jezdnię osoby niepełnosprawnej, używającej specjalnego znaku, lub osoby o widocznej ograniczonej sprawności ruchowej, kierujący jest obowiązany zatrzymać pojazd w celu umożliwienia jej przejścia»). Musi więc dostosować prędkość do tej okoliczności.
💭Dygresja: Na ulicach spoza «układu podstawowego» znacznie bardziej spowalniające ruch niż piesi są niewłaściwe parkujące samochody, blokujące widoczność na skrzyżowaniu, przez co każde A-7 zamienia się w B-20 (🛑).
📌Sumując: rezygnacja z klasycznych przejść na rzecz przejść sugerowanych poza «ciągiem podstawowym», wbrew przemyśleniom «prawdziwegobrd24» da pieszym większe prawo: prawo przechodzenia przez jezdnię w dowolnym miejscu co usprawni ruch pieszych w miastach nie zmniejszając ich bezpieczeństwa – kierujący musi się liczyć z tym, że w każdym miejscu jezdni może trafić na prawidłowo przechodzącego pieszego.
(CC: @zboral -- bo «prawdziwe» BRD24)
@Cammellus@MHornaCieslak Do sfalsyfikowania tezy, że wszystkie krowy są czarne wystarczy pokazać, że jedna jest biała.
Jeżeli część uczestników obowiązkowego konkursu nie ma żadnych szans na wygranie to ten konkurs jest trochę słaby.
@Stasiu_Botowski@MHornaCieslak To wszystko co podane jest dobrowolne i dla osób które mają predyspozycje. Szkoła jest obowiązkowa dla wszystkich.
Ci co wygrali w loterii życia nagrodę dostaną w pieniądzach jako dorośli.
Konkursy i nagroda ma sens wtedy gdy wszyscy uczestnicy mają szansę wygrać.
@takitam1234@Kalina86290963@MHornaCieslak Pasek jest za oceny a nie za naukę. Żeby mieć dobre oceny bardzo pomaga dobre urodzenie. Te świadectwa na zdjęciu są moje sprzed 30 lat. Dostałem je mimo braku jakiekolwiek wysiłku poza chodzeniem na lekcje i odrabianiem zadań domowych – czyli minimum uczniowskich obowiązków.
@wayoutBK@wsamraz Zgadza się. Tylko jakoś rzadziej niż inne.
Sam miałem paski pochodząc z patologicznej, biednej rodziny (30 lat temu). Ale wygrałem dobre geny.
@IwonaTryfon@Memorandum1001 To prawda. Dlatego nie da się wyciągnąć z art. 18 Konstytucji zakazu małżeństw homoseksualnych i zakazu aborcji z art. 38 Konstytucji. Clara non sunt interpretanda – chyba, że potrzebna jest interpretanda.
Przeprowadziłem sobie eksperyment myślowy. Wyobraźmy sobie sytuację gdy w 2015 i 2016 r. wybory przebiegają inaczej: u władzy utrzymuje się KO a Prezydentem zostaje B. Komorowski. W grudniu 2016 r. Sejm planuje uchwalić ustawę o przyjęciu euro. Opozycja buntuje się. Marszałek Schetyna zarządza posiedzenie w sali kolumnowej.
Czy ta sama osoba co faktycznie wszczęła śledztwo w tej sprawie w tej alternatywnej rzeczywistości też by je wszczęła?
W 2024 wybory wygrywa PiS. Wcześniej KO przejęła i zabetonowała Prokuraturę. Minister Ziobro wręcza, prokuratorce krajowej XY (znanej z poleceń stawiania zarzutów karnych burmistrzom odmawiającym rejestracji małżeństw jednopłciowym) pismo, że została nieprawidłowo powołana, bo przy ścieżce awansowej wskazano niewłaściwe przepisy.
Czy te same osoby, które teraz kontestują prokuratora krajowego, w tej alternatywnej rzeczywistości też by protestowały?
Jestem przekonany, że odpowiedź na oba pytania brzmi nie.
I to właśnie jest powodem, że siedzę sobie w loży szyderców – tam gdzie wykładnia prawa zaczyna się od «a jak ma być?», naiwni idealiści nie mają czego szukać.
Nie wiem co ma z tego wynikać, trzeba zapytać @wsamraz – to jego analogia ze sportem.
I, oczywiście, w życiu biorą udział wszyscy, ale szkoła jest mało analogiczna do życia. I w życiu wybiera się kierunek zawodowy tak jak dyscyplinę sportową także w zależności od możliwości osobistych.
@lochowskimarcin@wsamraz Tyle że w sporcie biorą udział osoby
– te co chcą a nie wszyscy;
– dyscyplinę sportową dobiera się pod indywidualne cechy fizyczne i mentalne uczestnika;
oraz wyniki są mierzalne obiektywnie.
Forum chyba nie da się prosto wskrzesić (zbytni wysiłek organizacyjny -- odchodzi się od oprogramowania forumowego), ale serwer Discorda damy radę ogarnąć.
Czy druzgoczemy wizerunek zawodu i instytucji? Chyba jednak nie. Wprost przeciwnie – widać publicznie, że nie jesteśmy tacy straszni.
95% pracy związkowca to zajmowanie się drobnymi, ale ważnymi sprawami lokalnych pracowników. Pomaganie w pisaniu pozwów, interwencja w sprawie niewłaściwego naliczania stawek awansowych (gdzie wydatnie pomógł kolega z ZZ z Koszalina i @SkaJacek), ZFŚS. Aktualnie na tapecie mamy zabezpieczenie ppoż. jednego z budynków.
Pamiętajmy, że ZZ ma, w przeciwieństwie do stowarzyszeń, ustawowe ograniczenie działania do reprezentowania i obrony praw, interesów zawodowych i socjalnych osób wykonujących pracę zarobkową a także bronią ich godności, praw oraz interesów materialnych i moralnych, zarówno zbiorowych, jak i indywidualnych.
Co więcej w zakresie praw i interesów zbiorowych związki zawodowe reprezentują wszystkie osoby niezależnie od ich przynależności związkowej.
W sprawach indywidualnych dotyczących wykonywania pracy zarobkowej związki zawodowe reprezentują prawa i interesy swoich członków.
Czy panowie Barski, Ostrowski, Hernand i Janeczek są członkami? Ich sprawy są przecież «sprawami indywidualnymi» w rozumieniu ustawy o ZZ, a więc poza zakresem działania ZZ.
Już i tak ZZ działa, moim zdaniem, na granicy tego, do czego został stworzony wdając się w dyskusję na temat kodeksów i ustroju firmy.
* * *
Ciekawostka: jak wynika ze stenogramów sejmowych takie ograniczenie uprawnień ZZ wynika z woli politycznej posłów Solidarności…