Gdyby za weselną imprezę Donalda Trumpa Juniora zapłacił jakiś kanadyjski biznesmen, zapewne MAGA byłaby głęboko oburzona.
Ale na szczęście kasę wyłożył rosyjski oligarcha, były gangster, były członek „klubu” motocyklowego „Nocnych Wilków”, bliski Putinowi, związany z Gazpromem.
Można się rozejść.
„Zbuduj rakietę – nie popełniaj błędów” – warto przeczytać ten raport, ponieważ pokazuje przykłady innych zastosowań AI niż tylko bezużyteczna matematyka. W szczególności: „Część I obejmuje cztery przypadki, w których dany podmiot użył modelu Claude do stworzenia oprogramowania dla samej broni: programu rakiet kierowanych, w ramach którego przeprowadzono testy w terenie; prac projektowych i koncepcyjnych nad systemem przechwytywania torped; oprogramowania dla roju dronów, przetestowanego w symulacji, którego kod wgrano na fizyczne układy elektroniczne; oraz oprogramowania celowniczego do walki elektronicznej i przełamywania obrony przeciwlotniczej”.
https://t.co/tunXxHskIC
Wszystkim którzy nadal nie rozumieją, gdzie jest strategia i pomysł, a gdzie jest sprzęt wojskowy w hierarchii decyzji polecam tą rozmowę.
👇
KONTRA #32 Rymanowski, Bartosiak, Wielomski: Polska na celowniku Rosji? https://t.co/Y6AdnJB57b przez @YouTube
@pio_markowski@andrzejdragan@sylvcz Korzystanie z tych narzędzi będzie generowało ogromne szanse jak i zagrożenia. W sumie obie strony medalu już obserwujemy. Przejście do bezpośredniego transferu przeżyć jako zagrożenie, generujące apatię i znudzenie realnym światem. Rozwój nauki i dostęp do informacji jako szansa
4 września w miejscowości Polska Cerekiew dochodzi do zderzenia dwóch samochodów. Przejeżdżający nieopodal samochód zatrzymuje się, wybiega z niego mężczyzna jaki intuicyjnie sięga w bagażniku po pustą skrzynkę amunicyjną, w jakiej trzyma materiały opatrunkowe. Próbuje otworzyć drzwi, kiedy drzwi się blokują uderza skrzynką w szybę, nakazując zasłonić twarz poszkodowanym. W środku nieprzytomne małżeństwo, widoczne otwarte złamania bez krwotoku masywnego krwotoku. Do czasu przyjazdu służb, wypina pasy pasy, pilnuje doraźności drożności dróg oddechowych, monitoruje czynności życiowe.
Nakazuje obecnym sprawdzenie jaka sytuacja w drugim aucie. Tam zakleszczona przytomna kobieta. Dojeżdżają służby ratunkowe, przejmują akcje ratunkową. Zwróćcie uwagę jeszcze raz jak mężczyzna z skrzynką utyka biegnąc. To Andrzej, nasz medyk bojowy jaki dwa lata temu w okopach Ukrainy prawie stracił nogę po oberwaniu odłamkiem pocisku artyleryjskiego. Udało się ją uratować przed amputacją, a Andrzej walczy o jej sprawność. Pewnie czytają to ludzie, jacy dorzucali się do zrzutki na jego rehabilitację. Pomimo bólu nie użył kul jakimi się wspiera tylko ruszył na pomoc. Bez wahania. Przez ten czas wielokrotnie był nazywany najemnikiem, życzono mu śmierci i pytano, czemu nie został w Ukrainie. A Andrzej po prostu i wtedy i teraz zachował się jak przyzwoity człowiek. Pomagał tam, gdzie ludzie tego potrzebowali. Rozpiera nas duma, że tacy ludzie są częścią naszego stada.
Nagranie udostępnione przez świadka zdarzenia.
————
🚗 Pilny remont floty https://t.co/LmpPn2sct5
🔨aukcje https://t.co/ljq4Narw38
💉 wesprzyj pracę w okopach: https://t.co/9sqP5MlYcR
🏠zbuduj z nami centrum szkolenia: https://t.co/30evHPmi0l
☕️https://t.co/klhwJ2DBef
🏦PL 22 1020 4900 0000 8302 3555 3747
Patrząc na wydarzenia z ostatnich dwóch dni jest mi po prostu przykro. Jako członek powołanego przez Ministra Rozwoju i Technologii zespołu opracowującego przepisy dla schronów przydomowych otrzymałem 2xkilkaset złotych tytułem zwrotu kosztów dojazdu. Pozostali członkowie 1/x
@KBasaj@Economic_Forum_ Tym bardziej powinen Pan tam pojechać. Chiny będą ważnym, a może najważniejszym partnerem w przeobrażającej się strukturze świata. Mówi Pan o Chinach tak jakby takich strategii nie stosowały inne mocarstwa z USA na czele. Czyli zna Pan ryzyka, ale o nich nie powie, bo się obraża?
👇 To jest świetny pomysł + systemy antydronowe dla ochrony strategicznych gałęzi gospodarki, a także producentów prywatnych. Idąc dalej jeżeli spółka prywatna produkuje strategiczne części do produkcji dronów może wynająć prywatną firmę która zabezpieczy dodatkowo obiekt.
🇸🇪 Szwedzki Rząd zlecił Urzędowi ds. Obrony Cywilnej utworzenie krajowego systemu gotowości do prowadzenia napraw.
Ma on wzmocnić zdolność państwa do usuwania zniszczeń, naprawiania oraz przywracania kluczowej infrastruktury w warunkach podwyższonej gotowości, a w także w czasie wojny.
– Wojna na Ukrainie pokazała, jak ważna jest zdolność do szybkiego przywracania funkcjonowania najważniejszych elementów społeczeństwa – mówi Kristoffer Tamsons, dyrektor generalny organizacji Byggföretagen zrzeszających firmy budowlane i pokrewne.
Urząd ma przedstawić sprawozdanie z realizacji tego zadania w kwietniu przyszłego roku.
Mógłbym napisać o tym długi tekst, bo zgadzam się z Jackiem Bartosiakiem, ale nie ma sensu. Dlatego krótko.
Bartosiak mówi o wielkiej rewolucji polegającej na wzięciu spraw w swoje ręce, co wymaga konstruktywnej krytyki własnej historii.
Ojkofobia polega na odrzuceniu własnego narodu i kultury, podczas gdy Bartosiak od lat powtarza, że chce nasz naród i kulturę wznieść na najwyższy poziom, bo na to zasługujemy. Wyrzeźbić dla nas sprawczość, bez której tego nie osiągniemy. A wydarzy się to tylko, gdy krytycznie spojrzymy na to, że daliśmy ciała, gdy mogliśmy postąpić inaczej. Że przegrane powstania były bohaterskie, ale głupie. Że z patriotyzmem nie miały nic wspólnego, skoro w ich skutek wyrzynano najlepszy sort polskich synów.
Krytycy i twitterowi historycy przerzucają się, co i kiedy udało się Polakom uchwalić, podczas gdy niewiele to zmieniło, bo na koniec nie mogliśmy nic wyegzekwować od samych siebie. Prędzej, czy później opieraliśmy się na sąsiadach. Mniejsza o to, czy uchwalaliśmy to my, czy zaborcy, bo na koniec i tak chodziliśmy skarżyć na tych drugich nieposłusznych Polaków, tak jak i dziś jedna strona sporu politycznego skarży się w Unii Europejskiej, a druga w USA. Jak nie polityka piastowska, to jagiellońska. O to chodziło Bartosiakowi, że skoro sami siebie nie traktowaliśmy podmiotowo, to jak mogliśmy oczekiwać, że inni tak będą do nas podchodzić?
Szkoda, że jeszcze nikt nie zamieszał w to wszystko Skłodowskiej-Curie, bo to już byłoby piękne podsumowanie tego obłędu, który trawi polskie umysły od wieków. Pani Maria była Polką, więc jesteśmy Wielcy! Wprawdzie nie było Polski na mapie, ale Polska górą!
Dlatego Niemcy rządzą Unią Europejską, mają wysokie marże, zarabiają poważne pieniądze, a my świętujemy 1 maja 2004 i grzecznie dziękujemy za KPO (kredyt 🤭).
Dlatego w gazetach czytam, że "zmarnowaliśmy okazję na pogodzenie się z Ukraińcami", a nie "Ukraińcy zmarnowali okazję na odkupienie win".
Widzę, że dalej mylimy niedowartościowanie z prawdziwym poczuciem własnej wartości. Bo Wielki Polak, który chce najlepiej dla swojego kraju, dziś nie pomyli historii realnej z polityką historyczną i nie będzie alergicznie reagował na każde negatywne słowo wobec naszych przodków, skoro chcemy dla siebie lepszego losu, niż oni sami sobie zgotowali.
Kolejny raz bez retuszu o implementacji doświadczenia z Ukrainy oraz czym jest współczesny konflikt zbrojny. Czas leci, a my zamiast naszą energię spalać na szkolenie polskiej armii musimy udowadniać, że nie jesteśmy bandytami. Z jednej strony świetna współpraca z Ministrem @CTomczyk oraz @MSZ_RP Ministrem @sikorskiradek , z drugiej strony szkodliwe działania ze strony instytucji jakie powinny być gwarantem naszego bezpieczeństwa oraz nośnikiem wiedzy ze wschodu. Mamy nadzieję, że tą złą passę uda się przerwać oficjalnym porozumieniem z @MON_GOV_PL@KosiniakKamysz . Nie ma dnia, żebyśmy z jednostek nie dostawali oficjalnych próśb o szkolenie.
Publiczna deklaracja przedstawiciela rządu,że Polska NIE CHCE mieć głowic nuklearnych na swoim terytorium” [https://t.co/JMDS7YuA9H] to niezrozumiały błąd strategiczny w dziedzinie odstraszania. BJ nie musimy mieć u siebie,ale powinniśmy móc ją mieć i to właśnie ma wiedzieć Putin
Widzę, że spotkanie z Panem Colbym bardzo pomyślne dla Pana Zalewskiego, było się czym pochwalić! Brawa dla Pana E. Colby, nawet się nie napracował a Pelikan połknął i podreptał w stronę słońca.
Poland's Deputy Defense Minister Paweł Zalewski said Warsaw does not want nuclear warheads on its territory despite wanting to be included in NATO's nuclear deterrence program.
Zalewski made those remarks speaking to TVP World after his meeting with U.S. Under Secretary of Defense Elbridge Colby.
„Jedyny niezaprzeczalny skutek Twojego głosowania to przeżycie wyboru politycznego. Ono z tobą pozostanie, ono wpływa na twoje samopoczucie, na twoje relacje z innymi ludźmi, na orientację konsumencką, na nastawienie życiowe. Fikcjowuje Cię w Twoją twoją bańkę fantazy.” -J.Dukaj
Celowy atak Rosji
Jak się okazuje, rosyjski pocisk manewrujący Ch-101, który spadł w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia (powiat biłgorajski, województwo lubelskie), to nie był przypadek.
Słuchałem wywiadu z I zastępcą dowódcy DORSZ, gen. dyw. Maciejem Jabłońskim w TVN-24. Powiedział on szalenie ciekawą rzecz. Pocisk trafił tam gdzie miał trafić.
Przede wszystkim potwierdził że pocisk Ch-101 poszedł w ziemię niemal idealnie pionowo. Tak jak BGM-109 Tomahawk, który przed celem wykonuje tzw. górkę, czyli wznosi się na chwilę wysokość 1000-1500 m, by przejść do pionowego nurkowania prosto na cel, wbijając się głęboko. Zapalnik ma zakres natychmiastowy (dla wybuchu na powierzchni, wówczas ma najkorzystniejszy rozrzut odłamków) albo ze zwłoką, tak by pocisk najpierw przebił warstwę ziemi i ewentualnie betonu i dopiero potem eksplodować, we wnętrzu atakowanej podziemnej instalacji.
Ale wszelkie dostępne rosyjskie źródła twierdzą, że Ch-101 nie robi górki, nie ma takiego zakresu. Wydawałoby się to potwierdzać niektóre trafienia w Ukrainie, gdzie pociski te trafiały głównie w bloki mieszkalne, uderzając w nie mniej więcej poziomo.
Wiedząc o tym napisałem uspokajająco (nie uważam, by bez konkretów w ręku trzeba straszyć Polaków), że przypuszczalnie pocisk z uszkodzonym systemem nawigacyjnym leciał na wysokości ok. 600 m (taką wysokość RAZ podał DORSZ na konferencji "na gorąco", zwykle pociski te lecą nad terenem nieprzyjaciela na ok. 100 m lub niżej, ale można je zaprogramować na wyższy lot, by zwiększyć ich zasięg przez zmniejszenie zużycia paliwa), skończyło mu się paliwo, działający z akumulatora autopilot trzymał lot poziomy do przeciągnięcia i pocisk spadł.
Po moim wpisie zadzwonił do mnie Wiktor Korczyński, pilot wojskowy i doświadczalny, instruktor na Su-7 i Su-22, człowiek który odpalił najwięcej rakiet kierowanych Ch-25MŁ, Ch-29Ł i Ch-29T w Polsce, ponieważ z jego udziałem opracowywano metodykę. Przypomniał mi o tym, że rosyjska filozofia konstrukcji pocisków kierowanych "powietrze-ziemia" niemal zawsze przewiduje atak pionowy na cel.
Kiedy Piła odpalała pierwszy Ch-25MŁ w Polsce kierowany laserowo, warunki nie były najlepsze, były gęste chmury powyżej 1200-1500 m. Dlatego pilot, by zapobiec wejściu rakiety w chmury i zgubieniu podświetlenia laserowego, przestawiły włącznik "gorka" (górka) w położenie dolne, wyłączone. Po odpaleniu rakieta ochoczo pomknęła w górę, weszła w chmury, zgubiła laserowe podświetlenie i poleciała w cholerę. Znaleziono ją niemal 30 km za poligonem, wbitą w pole, mniej więcej tak jak ta ruska.
Po analizie i konsultacji z sowiecką ekipą gwarancyjną okazało się, że Sowieci intuicyjnie założyli, że pocisk wykonuje górkę zawsze, dlatego żeby ją wyłączyć, trzeba ten przełącznik włączyć, ustawić do góry! Czyli tak, normalnie rakieta robi górkę, to zakres podstawowy, chcemy ją odłączyć, to przełącznik włączamy! Cyrk. I w dodatku w pierwszej instrukcji tłumaczka zrobiła tu błąd, nie rozumiejąc istoty tej filozofii.
Wiktor jako pasjonat, analizuje wiele trafień różnych lotniczych środków bojowych w Ukrainie, oglądając pasjami wszelkie dostępne zdjęcia. Pokazał mi wiele miejsc trafień Ch-101, gdzie pocisk ewidentnie wykonał górkę przed celem, waląc idealnie pionowo. a zatem gówno prawda, że Ch-101 nie ma tego zakresu, ewidentnie ma! Może pierwsze wersje nie miały, ale nowe mają!
I teraz wracamy do gen. dyw. Macieja Jabłońskiego. Powiedział, że pocisk trafił tam, gdzie MIAŁ trafić. Analizy i badania laboratoryjne jeszcze trwają, ale wstępne ustalenia potwierdzają to z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością. I że wykonał górkę, uderzając w "cel" pionowo.
Mogę się tylko domyśleć, że stwierdzono iż silnik pocisku pracował w chwili uderzenia. To akurat było dość łatwe, bowiem zupełnie inaczej wyglądają zniszczenia sprężarki i turbiny jeśli w chwili uderzenia stoi lub obraca się z niewielką prędkością, a zupełnie inaczej jak zasuwa na pełnych obrotach. Znaleziono też zapewne ślady po spaleniu resztek paliwa pod warstwą ziemi, jaką wybuch wyrzucił do góry, a która siłą rzeczy opadła na miejsce trafienia z powrotem (tak działa grawitacja), część poleciała na boki, ale pewna część poszła prosto do góry i spadła z powrotem. Obecnie zapewne analizowana jest pamięć układu nawigacyjnego z udziałem odpowiednich specjalistów, którzy znają się na sowieckich & rosyjskich oprogramowaniach i sposobach szyfrowania, nie wykluczone że współpracują tu Ukraińcy. Oczywiście oszołomy rzucą się, że oni na pewno coś sfałszują, ale to gówno prawda. Oni wraz z Polakami po prostu wprowadzą program deszyfrujący, a pamięć po obróbce sama ujawni współrzędne poszczególnych PPM (Poworotnyj Punkt Marszruta - punkt zwrotny trasy).
Poza tym jest zapis z rejestratorów F-16, z których zapewne odczytano zapis śledzenia radaru i górka się na nim z pewnością elegancko zapisała (zmienna wysokość celu pokazana przez radar).
Polski F-16 jak się okazuje, był już po VID i miał zgodę na strzał kierowanym pociskiem rakietowym, po upewnieniu się, że jest to już teren słabo zaludniony. Ale Ch-101 zrobił przysługę i sam z siebie rypnął górkę i wrył się pionowo w ziemię wybuchając.
Akcja była starannie przygotowana i to nie był przypadek. Kilkanaście (ponad 20?) pocisków Ch-101 atakujących w nocy 30 lipca cele we Lwowie i okolicach leciało do polskiej granicy, skręcało wzdłuż niej, po czym wychodziły na Lwów od zachodu. Jeden pocisk naruszył polską przestrzeń powietrzną i wleciał do Polski. Skierowano na niego nasze F-16, ale przed identyfikacją pocisk zawrócił i poleciał na Lwów. Kiedy myśliwce wracały do strefy dyżurowania, wleciał TEN pocisk. I on już nie zawrócił.
A zatem wszystko wskazuje na to, że była to celowa eskalacja. Dlatego właśnie wezwano rosyjskiego ambasadora w Warszawie. Wyszedł z nietęgą miną i nie bardzo chciał gadać z dziennikarzami, a przecież mógł opowiadać, że to pocisk ukraiński. Pokazano mu jednak na tyle mocne dowody, że się zamknął. Zamurowało go.
Zamierzony atak pociskiem z głowicą bojową to przesuwanie granic. To jak natowszcziki, to był atak czy nie? Bez żadnej żenady. Te granice będą przesuwane coraz dalej. Chodzi o wywołanie napięć w samym NATO. Niech będzie tak, że "ściana wschodnia" będzie chciała to potraktować jako atak, a Portugalia na przykład, nie bardzo się będzie do tego kwapiła...
Dron można podrobić, ale pocisk Ch-101 ma adres zwrotny, nikt poza Rosją ich nie używa, a podróbka jest fizycznie niemożliwa. Zresztą gdyby była, to podobne Ch-101 (H-101 powiedzmy) od dawna latałyby z Ukrainy na Rosję. A nie latają. Ukraiński pocisk FP-05 Flamingo rodził się w bólach i dopiero po roku od wejścia do służby zaczął działać jako tako. Ale na własnych rozwiązaniach dostępnych w miarę możliwości. Nie jest on nawet w połowie tak złożony jak Ch-101.
Na zdjęciu pocisk Ch-101 ładowany do komory bombowej Tu-160.
Fot. TASS
Jeśli chcecie, żebym poświęcał swój czas na te wpisy, jeśli w ogóle chcecie je czytać, to poproszę o kawkę. To tylko kilka złotych, a mnie rekompensuje włożony w tę pracę czas. https://t.co/pPHnCSlfpS
Dominująca narracja po pocisku Ch-101
Ogólny przekaz to „ani własne wojsko, ani NATO nas nie obroni, bo są niezdolne do niczego”. Do tego dopasowano płynącą powszechnie narrację: „mamy nieudolne wojsko, które nie jest w stanie osłaniać polskiej przestrzeni powietrznej”.
Ostatecznie to właśnie ta ukształtowała się jako dominująca, po całej serii różnych balonów próbnych pod hasłem: „dziwny ten lej, nie ma śladów opalenia” czy „gdzie są szczątki, wyparowały?”. Średnio rozgarnięci internauci sami z siebie szybko to zgasili, że wybuch prawdziwego pocisku czy bomby w ogóle nie przypomina tych z hollywoodzkich filmów akcji, gdzie mieniące się blaskiem palety kolorów pomarańczowych, czerwonych i fioletowych fantazyjne kule ognia rozkwitają przez cały okres od jednego bloku reklamowego do drugiego. Jak ktoś tak sobie wyobraża wybuch pocisku, to nic dziwnego że spodziewa się wypalonej ogniem piekielnym dziury do samego wnętrza ziemi, podczas gdy prawdziwy wybuch to bardzo krótkotrwały, ledwie zauważalny błysk, ale nade wszystko wyrzut kurzu, piachu, ziemi i zwykłego dymu w kolorach szarych i czarnych, co ostatecznie zamienia się w słup zwykłego dymu.
W dobie powszechnej dostępności filmów z Ukrainy gdzie każdy może sobie do woli pooglądać prawdziwe wybuchy i przekonać się, że te z McGyvera to jakaś pirotechniczna ściema chłopaków od efektów specjalnych, to nieszczególnie przekonało tych co bardziej rozgarniętych. Dlatego ten kierunek zdechł sam z siebie, podtrzymywany jedynie przez najbardziej zagorzałych zwolenników istnienia kosmitów i jaszczurek w ludzkiej skórze w radach wielu polskich gmin tudzież sejmików wojewódzkich. Powiem szczerze, po osobistych doświadczeniach z pewnym urzędnikiem, sam zacząłem rozważać jedną z owych dwóch opcji w odniesieniu do niego...
Ale narracja o nieudolności wojska które przez sześć nocnych minut nie jest w stanie zestrzelić pocisku manewrującego zasuwającego z podw��jną prędkością francuskiego TGV, chwyciła i jak to mówią „żarła” całkiem nieźle, przenikając do mediów i wydawałoby się, poważnych nawet polityków, którzy po raz kolejny udowadniają stare przysłowie, że „pozory mylą”. Za wzór stawiano nam Rumunię, która rozprawiła się z rosyjskimi dronami zestrzeliwując trzy w trzy kolejne dni, zapominając że pierwszy z owych dronów latał nad Rumunią wzdłuż, wszerz i po przekątnej przez godzinę i 20 minut, nim się w końcu nad nim zlitowano i za pomocą rakiety odpalonej z rumuńskiego F-16, zakończono jego męki na tym łezpadole.
Niepokojące jest natomiast to, że Rosjanie pozostawili miejscowej agenturze wybór właściwej narracji dopasowanej do narzuconego przekazu, bo to oznacza, że jest ona już u nas na tyle duża i na tyle silna, że można jej powierzać bardzo odpowiedzialne zadania, a ta wywiąże się z nich doskonale, bez pudła i zrealizuje zamiar Moskwy, jakby sam Hans Kloss współpracował z Maxem Otto von Stierlitzem (pułkownikiem razwiedki Maksymem Isajewem). Jak to prezentował pewien wesoły pastisz, po zakończeniu rozmowy telefonicznej, kiedy Stierlitz wydał mu polecenia, Kloss pomyślał: „mam cię w dupie!”. A Stierlitz odkładając słuchawkę pomyślał z kolei: „ja ciebie też!”. Pracowali ze sobą tyle lat, że rozumieli się bez słów.
Na zdjęciu - moment oddzielenia się przyśpieszaczy startowych od rakiety przeciwlotniczej systemu 2K11 Krug, poligon Ustka.
Fot. Michał Fiszer
Jeśli chcecie, żebym poświęcał swój czas na te wpisy, jeśli w ogóle chcecie je czytać, to poproszę o kawkę. To tylko kilka złotych, a mnie rekompensuje włożony w tę pracę czas. https://t.co/pPHnCSlfpS
@K_Stanowski Tak, tutaj zgoda, powinien powstać odrębny kanał niech się nazywa np. „Alert X” i niech dotyczy tylko zagrożeń związanych z sytuacją typu zagrożenia militarne.
Już bardziej na spokojnie kilka słów
Wiedziałem: dlaczego nie zestrzelono?
Najprostsza odpowiedź: bo nie jesteśmy w stanie wojny.
Co się robi na wojnie?
1. Zamyka się przestrzeń powietrzną nad państwem. Tylko specjalne loty i specjalne zezwolenia na loty w szczególnych warunkach. Latają służby państwowe, wojsko, LPR, SG, Policja, w ścisłej wojskowej koordynacji. Cywilni kontrolerzy mają wolne, albo idą w kamasze, choć specyfika kierowania lotami wojskowymi, grupowymi, przechwyceniami, itp. to rzecz w której trzeba by ich wyszkolić. Oczywiście sto razy łatwiej niż człeka z ulicy.
Aerokluby, użytkownicy prywatni, przewoźnicy, agro, zagranica - stoi. Nie ma. Zaorane.
2. Wyprowadza się wszystkie jednostki przeciwlotnicze i stawia na pozycjach polowych. Komuś w rzepaku, a komuś za lasem, na łące - krowy won. I codziennie manewr na nowe pozycje. Gąsienicami lub ciężkimi na kołach. Po polach, po zbożu, ziemniakach i pietruszce.
3. Samoloty myśliwskie dyżurują w powietrzu w wyznaczonych strefach, tankowiec wspiera. Co wlatuje to kraju, a będzie tego dużo na wojnie, walimy jak leci. Komuś spadnie na dom, komuś rakieta rozpieprzy stodołę. Tu zginą ludzie i tam. Ale oczywiście więcej będzie ginąć od trafień pocisków czy dronów, bo wszystkiego zestrzelić się nie da. Codziennie coś gdzieś będzie trafiać, a od czasu do czasu komuś przez okno wleci własna rakieta przeciwlotnicza i rozwali coś więcej, niż meblościankę.
Ale jest pokój. Nie walimy salwami do wszystkiego co się rusza w powietrzu aż wióry lecą, nie rozstawiamy baterii rakiet wzdłuż granicy, i pozwalamy na wiele różnych lotów nad Polską.
W takich warunkach nie strzelamy do wszystkiego co nie odpowiada na sygnały identyfikacji. Oczywiście w zaistniałej sytuacji był to na 90 procent pocisk. NA DZIEWIĘĆDZIESIĄT... A co jak nie?
Dlatego jest wymóg wzrokowej identyfikacji (VID - Visual ID). Jest noc, więc normalnie się nie da, ale F-16 ma zasobnik celowniczy Sniper. Jak przechwyci radar, to może go slejwnąć (slave mode - zakres "niewolniczy", kiedy radar odwraca układ optyczny zasobnika na cel który sam widzi) jego termowizorem na wskazany kierunek. Wąski szpaler powiększonego obrazu trafia na ekran w kabinie, albo z kamery pracującej w podczerwieni, albo z telewizyjnej jak się da. Pilot patrzy i widzi: dobra, pocisk, strzelamy?
W czasie pokoju są sektory, tu strzelamy, bo pusto, a tu nie - bo wiocha obok wiochy, albo miasto. Z tego co powiedział Dowódca Operacyjny gen. dyw. pil. Ireneusz Nowak, to do identyfikacji zabrakło 1-2 minut i zapewne padła by komenda na zestrzelenie, bo 2,5 minuty lotu pocisku dalej na zachód jest Kraśnik, a w nim zakład zbrojeniowy. Choć pocisk nie leciał dokładnie w tamtym kierunku, według wróżenia z fusów na podstawie ukraińskiej mapy (na ile prawdziwej? Wygląda git, ale pewności nie ma) pocisk leciał od strony Lwowa i zmierzał w kierunku tak między Opole Lubelskie - Kazimierz Dolny. Nad Lwowem zestrzelono sporo tych pocisków, bo poszło ich na rejon miasto sporo. Tego też gonił ukraiński myśliwiec, ale nie zdążył, musiał odejść na 20 sekund przed polską granicą, bo by wleciał do nas.
Polski samolot właściwie wychodził na pozycje do identyfikacji i strzału, ale w tym momencie pocisk spadł sam z siebie.
Rozważałem trasę w kierunku Kaśnika, ale wtedy poszedłby nad Zamościem, a tu zapewne stał w gotowości 18. Pułk Plot z "Małą Narew". Dziwie się, dlaczego nikt nie zapytał z dziennikarzy, czy pułk (choćby jedną baterię ogniową) został postawiony w gotowość operacyjną, czy nie. Ale nikt o to nie zapytał na konferencji z MON czy DORSZ, nie mogę tego zrozumieć dlaczego.
Nie oczekujcie, że wszystko co wleci będzie zestrzeliwane zaraz za granicą, tak się nie da. Popatrzcie na Ukrainę, jak jest nalot, to wiele środków napadu powietrznego jest zestrzeliwanych daleko w głębi kraju, a co najmniej 10-20 % i tak trafia w cele. Te wieczne trafienia w całej Ukrainie dedykuje tym, co publikowali mapki "gdzie jest wojna, więc dlaczego ci ludzie wyjeżdżają z innych miejsc". Takie naloty na Ukraine to obecnie (od dwóch z górą lat) co drugi dzień. Loteria. Na kogo popadnie, na tego bęc. Tak wygląda wojna.
I teraz pytanko. To jak ludzie chcą. Strzelamy, ale potem żeby nie było płaczu jak zestrzelona rakieta walnie w wieś i zabije 6 osób, czy niech leci, póki nie leci na miasto czy wielką wieś?
Sam nie odpowiem. Na szczęście, nie mnie o tym decydować. To trudna decyzja.
Ale ogólnie, to wygląda mniej więcej tak.
Na zdjęciu polski F-16 tuż po starcie z kierowanymi rakietami "powietrze-powietrze".
Fot. Michał Fiszer
PS. Przepraszam, że nie pluje na wojsko. Tak się złożyło, że nie wyrzucono mnie z WP, nie odszedłem w atmosferze skandalu, z ciężkim żalem, z urazą, czy coś takiego. Miałem w porządku dowódców, nikt mi nigdy w wojsku krzywdy nie zrobił, wręcz przeciwnie - moje autystyczne dziwactwa były tolerowane. Nie mając żalu, frustracji, niespełnionych ambicji, odszedłem bo chciałem co innego robić, a wojsko wspominam z sentymentem i radością,
Dlatego nie wylewam żali, nie biorę rewanżu, nie tryskam żółcią. Przykro mi.
Jeśli chcecie, żebym poświęcał swój czas na te wpisy, jeśli w ogóle chcecie je czytać, to poproszę o kawkę. To tylko kilka złotych, a mnie rekompensuje włożony w tę pracę czas. https://t.co/pPHnCSlfpS